Dzieje Unii Brzeskiej (1596-1918)

Mężowi swemu poświęcam

WYDAWNICTWO INTERLIBRO
WARMINSKIE WYDAWNICTWO DIECEZJALNE
Warszawa 1996 Olsztyn

Słowo wstępne

W grudniu 1995 r. mija 400 lat od chwili, gdy papież Klemens VIII uroczyście przyjął akces biskupów ruskich Rzeczypospolitej do jedności Z Kościołem Rzymskim. W październiku 1996 r. minie z kolei 400 lat od ogłoszenia tego aktu na synodzie w Brześciu nad Bugiem.

Sprawa unii kościelnej była właściwie aktualna od prze- łomowego dla chrześcijaństwa roku 1054; kiedy to nastąpił podział na Kościół Wschodni i Zachodni, zresztą nie od razu wówczas zauważony przez wszystkich, nie od razu też zaakceptowany przez cały Kościół Wschodni. Dopiero na przełomie XII i XIII w. Można mówić o całkowitym po- dziale obu Kościołów. Próby pojednania miały miejsce m. in. na soborach w Lyonie (1274 r.) i Florencji (1439 r.). Jednakże zawarte tam unie nie przetrwały. Z perspektywy historycznej najtrwalszą okazała się Unia Brzeska z 1596 r. (zawarta na zasadach Unii Florenckiej) i wzorowane na niej późniejsze, siedemnastowieczne unie w Ungvar i Munkacs (Użgorod i Munkacz). Odtąd Kościół Unicki będzie stałym elementem dziejów ziem wchodzących w skład Rzeczypospolitej, a po jej rozbiorach ważnym składnikiem polityki Zaborców - przede wszystkim Rosji. Od początku istnienia Unia była bowiem bardzo źle widziana zarówno przez carów rosyjskich jak i Patriarchat Prawosławny w Moskwie, uważających unitów za braci siłą odłączonych od prawosławia.

W rzeczywistości Unia Brzeska zawarta została na zasadach dobrowolności. Ruscy biskupi prawosławni (lwowski i przemyski), którzy do niej nie przystąpili, zachowali i swoje urzędy i posiadło?ci. Do Unii można więc było przystąpić, jak i od niej odejść (biskup Łucki), bez narażania się na konsekwencje, zwłaszcza zaś jeśli chodziło o możnych tego świata.

Katoliccy królowie polscy, mający prawo nominacji biskupów prawosławnych, nie robili trudności przy odstępowaniu od Unii. Nie stosowano więc panującej wówczas w Europie zasady: "cuius regio, eius religio". Niewątpliwie ani w Brześciu, ani później nikt wiernych o zdanie nie pytał, ale dotyczyło to przede wszystkim chłopów, którzy praw obywatelskich nigdzie nie posiadali. Szlachta miała natomiast zupełną swobodę religijną w sprawie wyboru wyznania.

W przeciwieństwie do tej tolerancyjnej polityki rządy rosyjskie, likwidując Unię na ziemiach Rzeczypospolitej po rozbiorach, stosowały przemoc, siłą zmuszając opornych unitów do przyjęcia prawosławia, nie pozostawiając im innej możliwości np. przejścia na obrządek łaciński.

Rosja stała się zatem największym dla Unii zagrożeniem, likwidując ją systematycznie za Katarzyny II, Mikołaja I i Aleksandra II. Dochodziło wówczas do wydarzeń dramatycznych, często tragicznych. W styczniu 1874 r. wojsko rosyjskie dostało rozkaz strzelania do wiernych otaczających cerkwie unickie w Drelowie i Pratulinie na Podlasiu, w wyniku czego padło kilkunastu zabitych. Sprawa odbiła się szerokim echem w Europie informowanej m. in. przez akredytowanych w Warszawie i w Petersburgu dyplomatów, dotarła oczywiście i do Rzymu.

Unia na ziemiach Rzeczypospolitej do XX w. przetrwała tylko pod zaborem austriackim w Galicji Wschodniej. Tam jednak również "dopadła" ją niechęć rosyjska. W 1946 r. Kościół Unicki na tych terenach, włączonych do Związku Radzieckiego, został zlikwidowany, tym razem przez władze sowieckie

Unici z Pratulina, którzy padli w 1874 r. od kul żołnierzy rosyjskich, zostali w odczuciu tamtejszej społeczności uznani męczennikami za wiarę. Kult ich męczeństwa prze- trwał aż do odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r., mimo prześladowania tamtejszych unitów, nie chcących być prawosławnymi. Biskup reaktywowanej przez papieża Benedykta XV diecezji podlaskiej, Henryk Przeździecki, postanowił przeprowadzić proces beatyfikacyjny Męczenników Podlaskich. Oficjalnie proces kanoniczny został jednak otwarty dopiero w 1938 r. Wybuch II wojny światowej, okupacja niemiecka w Polsce i późniejsze rządy komunistyczne uniemożliwiły kontynuację prac. Proces zakończył się w diecezji dopiero w 1965 r., a akta zostały przekazane do Rzymu i tam wydrukowane. Okazało się jednak, że dla dobra sprawy trzeba przedstawić sytuację unitów na szerokim tle historycznym od początku Unii w Brześciu aż po czasy ich męczeństwa.

Jego Ekscelencja Ksiądz Biskup Jan Mazur, ordynariusz podlaski, o napisanie opracowania historycznego (Positio historica) poprosił niżej podpisaną. Praca została przyjęta, a następnie przetłumaczona na język włoski i przekazana w 1994 r. Ojcu Świętemu oraz Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych w Watykanie.

Opracowanie to stanowi punkt wyjścia i podstawę niniejszej książki. Stąd też wynika pewne zachwianie proporcji między częścią dotyczącą ogólnych dziejów Unii a częścią obejmującą historię unitów z diecezji chełmskiej w XIX wieku. Jednakże przykład likwidacji Unii w Królestwie Polskim, w której przygotowanie i przebieg zaangażowane były najwyższe rosyjskie czynniki rządowe od cesarza Aleksandra II poczynając przez ministrów, namiestnika, generał-gubernatora i gubernatorów, a na najniższych władzach gminnych kończąc, pokazuje jak wielką wagę przykładano do całej akcji wprowadzania prawosławia i jak wielkie obawy przed oporem wiernych unitów istniały w Petersburgu, Warszawie, Siedlcach i Lublinie.

Rozdział 1

Przyczyny zawarcia Unii w Brześciu nad Bugiem w 1596 r.

Po Unii Polski z Litwą w 1569 r. w granicach wspólnego państwa nazywanego odtąd Rzeczypospolitą znalazły się ogromne tereny zamieszkałe przez prawosławnych. Wielkie Księstwo Litewskie obejmowało bowiem liczne ziemie ruskie, sięgające na wschód za Dniepr po Morze Czarne. Istniejąca aż do 1795 r. Rzeczypospolita dzieliła się na Koronę i Litwę.

W skład Korony wchodziły ziemie polskie (Małopolska, Wielkopolska, Pomorze, Mazowsze) i ziemie ruskie (Ziemia Chełmska, Wołyń, Podole, Ukraina).

Litwa (Wielkie Księstwo Litewskie) obejmowała Żmudź, Litwę etniczną oraz ziemie białoruskie.

Do trzech diecezji prawosławnych: chełmskiej, przemyskiej i halickiej, wcześniej do Polski należących, we wspólnym państwie znalazły się dalsze: metropolitalna kijowska, połocka, smoleńska, czernihowska (briańska), turowska (pińska), Łucka i włodzimierska.

a) Geneza idei Unii

W połowie XVI w. stan Kościoła Wschodniego w Rzeczypospolitej przedstawiał się nie najlepiej. Na stolicach biskupich zasiadali niekiedy nawet żonaci biskupi, patrzący w związku z tym przez palce na wykroczenia podległego im kleru. Wizytacja patriarchy z Konstantynopola, Jeremiasza II, który zatrzymał się na Rusi w drodze do - i z Moskwy w 1588 i 1589 r., nie poprawiła sytuacji. Wielu biskupów prawosławnych uznało więc konieczność zjednoczenia Kościoła Wschodniego w Rzeczypospolitej z Kościołem Katolickim, jako dobrze zorganizowanym, przez poddanie się zwierzchnictwu papieża z zachowaniem własnego obrządku. Liczyli oni również na umocnienie swojej pozycji w państwie na wzór biskupów katolickich. Do najgorliwszych rzeczników unii kościelnej należeli dwaj biskupi prawosławni: Łucki, Cyryl Terlecki i Włodzimierski, Hipacy Pociej.

Również w pewnych kręgach Kościoła Katolickiego znaleźli się ludzie dążący do jedności obu Kościołów. Ideę unii podjął już kardynał Stanisław Hozjusz, który sądził, że to prawosławni powinni prosić o przyjęcie do Kościoła Rzymskiego, uznając prymat papieża i zachowując swój obrządek. Głównym jednak terenem katolickiej działalności prounijnej było Wilno, będące siedzibą jezuickiego uniwersytetu i rezydencją metropolity kijowskiego Kościoła Prawosławnego w Rzeczypospolitej. Z tego środowiska rekrutowali się najgorliwsi propagatorzy unii kościelnej, księża: Piotr Skarga, Stanisław Warszewicki i Benedykt Herbst.

Nie bez znaczenia dla idei unijnej były względy natury politycznej. Wielki książę moskiewski, Iwan Groźny, przyjął bowiem w 1547 r. tytuł cara całej Rusi, a utworzony w 1589 r. Patriarchat Moskiewski chciał również ogarnąć całą Ruś, a więc i ziemie w granicach Rzeczypospolitej.

W 1590 r. została na synodzie w Bełzie (przeniesionym później do Brześcia nad Bugiem) sformułowana deklaracja, podpisana przez czterech biskupów prawosławnych, o ich chęci zawarcia unii z Kościołem Katolickim. Król Zygmunt III, któremu tę deklarację wręczono, przy- rzekł im swoją opiekę, zapewnił posiadanie dotychczasowych urzędów i beneficjów, nietykalność obrządku wschodniego oraz przywileje równe biskupom łacińskim. Upłynęło jednak jeszcze kilka lat zanim doszło do zjednoczenia z Rzymem. Przyczyn takiego stanu rzeczy było kilka. Do bardzo ważnych należała chwiejność metropolity Michała Rahozy, który zwlekał z odpowiedzią na przesyłane mu w tej sprawie listy, co opóźniało działania.

W końcu udało się przekonać Rahozę o konieczności zwołania synodu biskupów prawosławnych do Brześcia, co też się stało w czerwcu 1595 r. Ułożono wówczas dwa adresy (listy)- jeden do króla Zygmunta III, drugi - do papieża Klemensa VIII. Zebrani mianowali dwóch najgorliwszych rzeczników unii, bpa Łuckiego, Cyryla Terleckiego i bpa Włodzimierskiego, Hipacego Pocieja, swoimi pełnomocnikami do rozmów z papieżem. W liście do Klemensa VIII pisali, że przystępują do unii zawartej w 1439 r. we Florencji, prosząc jednocześnie o pozostawienie im całej liturgii, obrzędów wschodnich i kalendarza juliańskiego.

Przy tej okazji warto parę słów poświęcić obu kalendarzom: juliańskiemu i gregoriańskiemu, obowiązującym w liturgii kościelnej na ziemiach Rzeczypospolitej. Kalendarz juliański wprowadzony w Cesarstwie Rzymskim według reformy Juliusza Cezara miał za podstawę rok słoneczny i w związku z tym był o kilkanaście minut dłuższy od roku astronomicznego. Z upływem lat różnica narastała i w końcu XVI w. wynosiła już 10 dni. Podejmowana w ciągu wieków reforma doszła ostatecznie do skutku za papieża Grzegorza XIII, który wprowadził ją bullą Inter gravissimas. Mówiąc w wielkim skrócie polegała ona na opuszczeniu 10 dni i wprowadzała administracyjnie po 4 października 1582 r. od razu - 15 października. Kalendarz gregoriański był sukcesywnie wprowadzany w kolejnych państwach, zgodnie z bullą papieską już 15.10.1582 r. we Włoszech, Hiszpanii, Portugalii i w Polsce, w grudniu t. r. we Francji a następnie w innych krajach katolickich, a także niekatolickich (1700 r. - Niemcy protestanckie, 1752 r. - Anglia, 1753 r. - Szwecja, 1873 r. - Japonia, 1916 r.- Bułgaria, 1917 r. - Turcja, 1923 r. - Grecja). Różnica 10 dni z biegiem lat zwiększała się i wynosi obecnie 13 dni.

Kalendarz juliański obowiązuje do dziś w Kościele Prawosławnym i Greckokatolickim. Daty pisane według kalendarza juliańskiego oznacza się od czasu wspomnianej reformy jako stary styl (st.st.) w odróżnieniu od dat według kalendarza gregoriańskiego - nowy styl (n. st.).

Przyczyny zawarcia Unii Brzeskiej

Wspomniany adres do króla zawierał m.in. prośbę o utrzymanie dotychczasowych przywilejów i zrównanie w prawach i przywilejach z duchowieństwem katolickim. W tym ostatnim przypadku bardzo ważną sprawą dla biskupów obrządku wschodniego było uzyskanie przez nich prawa zasiadania w senacie Rzeczypospolitej. Proszono też o opiekę i obronę przed ewentualną interwencją i karami kościelnymi ze strony patriarchy konstantynopolitańskiego, któremu dotąd podlegali, a teraz od niego odstępują. Biskupi chcieli również, aby na przyszłość biskupem zostawał tylko rodowity Rusin; z czterech przedstawionych przez episkopat kandydatów król miał wybrać jednego.

Obydwa adresy zostały podpisane przez wszystkich biskupów prawosławnych w Rzeczypospolitej. Przyczynili się do tego Terlecki i Pociej, którzy pojechali do nieobecnych 12#22.06.1595 r. w Brześciu i uzyskali ich podpisy. Następnie udali się do Krakowa. Tutaj rozmowy toczyły się z ramienia króla z obu wielkimi kanclerzami, litewskim i koronnym, oraz łacińskim biskupem łuckim, Bernardem Maciejowskim, a ze strony Stolicy Apostolskiej z nuncjuszem papieskim. Warunki stawiane przez biskupów ruskich zostały przez króla przyjęte. Jedynie zasiadanie ich w senacie musiało być przed ostateczną decyzją przedstawione sejmowi. Bez trudności doszło też do porozumienia z nuncjuszem G. Malaspiną, wobec czego biskupi Pociej i Terlecki już bez przeszkód mogli udać się do Rzymu, dokąd przybyli w listopadzie 1595 r.

b) Zawarcie Unii

Akt Unii został dopełniony w Rzymie 23.12.1595 r. w sposób bardzo uroczysty. Papież ogłosił bullę Magnus Dominus et laudabilis nimis o przystąpieniu do Unii Florenckiej Rusinów z Rzeczypospolitej. Ważną sprawą była zgoda papieża na pozostawienie im kalendarza juliańskiego używanego w dalszym ciągu przez prawosławnych.

Tymczasem po powrocie do kraju obaj biskupi zastali sytuację skomplikowaną. Metropolita Michał Rahoza ciągle zachowywał się chwiejnie, ulegając m.in. wpływom księcia Konstantego Ostrogskiego. Ten ostatni - wielki magnat - mający ogromne dobra w województwie wołyńskim, piastujący godność starosty włodzimierskiego, marszałka wołyńskiego i wojewody kijowskiego odegrał niebagatelną rolę w rozbiciu unii kościelnej. Jako jeden z najmożniejszych panów, nie tylko na Rusi, był właścicielem wielu wsi i miast, patronem licznych cerkwi (1000). Miało to ogromne znaczenie dla szlachty i duchowieństwa ruskiego. Zabiegali oni bowiem o jego wpływy, szczególnie, że patriarchowie z Konstantynopola przyznali mu swego rodzaju zwierzchnictwo nad Cerkwią na Rusi. Król Stefan Batory uznawał również jego opiekę nad Kościołem Ruskim, pozwalając na przedstawianie sobie kandydatów na wakujące biskupstwa prawosławne. Jak wielka była jego władza niech świadczy fakt, że kiedy na sejmie w Warszawie w maju 1596 r. posłowie ziem ruskich z księciem Ostrogskim na czele wystąpili przeciw unii i oświadczyli, że biskupi Pociej i Terlecki nie mogą być już ich pasterzami, obaj wymienieni, przerażeni pogróżkami księcia, poprosili króla, aby im wystawił ponownie patenty nominacyjne na urzędy biskupie. Zygmunt III zaraz w maju t.r. uczynił zadość ich prośbom.

Ze względu na to bardzo duże znaczenie księcia Konstantego Ostrogskiego na ziemiach ruskich Rzeczypospolitej już wcześniej starano się go pozyskać dla idei unii obu Kościołów. W 1577 r. ks. Piotr Skarga poświęcił mu pierwsze wydanie swej książki o rządzie i jedności Kościoła Bożego pod jednym pasterzem i o Greckim i Ruskim od tej jedności odstąpieniu. O pozyskanie Ostrogskiego zabiegał i ówczesny nuncjusz papieski w Rzeczypospolitej, Alberto Bolognetti i przybyły specjalnie legat papieski Antonio Possevino.

Początkowo książę Ostrogski był unii przychylny. Jednakże, prawdopodobnie w wyniku pominięcia go w toczących się w tej sprawie w latach 1590 - 1595 rokowaniach, wystąpił przeciw zjednoczeniu przeciągając na swoją stronę dwóch biskupów: lwowskiego, Gedeona Bałabana i przemyskiego, Michała Kopysteńskiego. Metropolita bowiem ostatecznie zdecydował się do Unii przystąpić i zwołał synod do Brześcia na 6.10.1596 r. (st.st.).

Podział jaki się już wcześniej zarysował, odbił się i na obradach w Brześciu. Wokół metropolity Rahozy zgromadziło się 5 biskupów ruskich (włodzimierski, łucki, połocki, piński i chełmski), 3 archimandrytów (bracławski, ławryszewski i miński), nie znana bliżej, raczej znaczna, liczba duchowieństwa parafialnego i szlachty. W otoczeniu zaś księcia Konstantego Ostrogskiego znalazło się dwóch wyżej wspomnianych biskupów (lwowski i przemyski), 16 protopopów (z diecezji: łuckiej, lwowskiej, przemyskiej i z litewskiej części diecezji metropolitalnej), 9 archimandrytów, a także ihumeni i starcy z 12 monasterów. Byli ponadto przedstawiciele niższego duchowieństwa (ok. 200), szlachty i miast. Wśród delegacji miast byli przedstawiciele dwóch największych bractw cerkiewnych z Wilna i Lwowa, a ponadto delegaci tak znaczących ośrodków miejskich, jak Kijów, Kamieniec Podolski, Włodzimierz i Brześć. Sam książę Ostrogski przybył w otoczeniu zbrojnego orszaku. Przeciwnicy odrzucali "nową wiarę", nie zgadzając się na posłuszeństwo papieżowi. Głosili wierność Wschodniej Cerkwi i posłuszeństwo patriarsze. Liczniejszy był udział w Brześciu posłów prawosławnych z Korony niż z Wielkiego Księstwa Litewskiego. Prawosławna szlachta koronna była bowiem silniejsza liczebnie, podczas gdy szeregi drugiej topniały na rzecz katolicyzmu rzymskiego i protestantyzmu.

W Brześciu odbywały się zatem jednocześnie dwa synody: unicki i prawosławny, które zajęły wobec siebie stanowiska nieprzejednane i nawzajem obłożyły się ekskomuniką. W ten sposób zamiast jedności Kościoła Wschodniego z Kościołem Rzymskim nastąpił dodatkowy podział na Kościół Wschodni-unicki i Kościół Wschodni-prawosławny.

Odtąd prawosławnych w Rzeczypospolitej nazywano powszechnie dyzunitami. Wśród świeckich nastąpił też podział na zwolenników Unii i jej przeciwników, obejmując nie tylko ścisły krąg samych wyznawców Kościoła Wschodniego, ale angażując po obu stronach różne siły zarówno wewnątrz państwa, jak i poza jego granicami. Podłoże podziału i konfliktów, które wywołała Unia, nie ograniczało się do spraw czysto wyznaniowych, ale objęło sprawy polityczne, narodowościowe, społeczne, kulturowe. W gruncie rzeczy sprawy wyznaniowe schodziły na plan dalszy - różnice dogmatyczne były w końcu mniej znane - a na plan pierwszy wysuwał się w zależności od okresu i okoliczności, jeden z pozostałych czynników, czasami wszystkie razem. Jako interesujący przykład warto może przytoczyć fakt, że Janusz Ostrogski, najstarszy syn księcia Konstantego, od 1579 r. by? już rzymskim katolikiem, a drugi, Konstanty, przyjął katolicyzm w 1583 r. Tylko trzeci syn Konstantego, Aleksander, pozostał do śmierci prawosławnym. Podział przebiegał więc często i wśród najbliższej rodziny.

Sam akt Unii w Brześciu na warunkach Unii Florenckiej został zawarty 9.10.1596 r. (st.st.) w obecności posłów królewskich. Następnego dnia odprawiono ponownie uroczyste nabożeństwo w cerkwi św. Mikołaja z kazaniem sławnego kaznodziei, wspomnianego już Piotra Skargi - na temat jedności Kościoła Bożego.

Rozdział 2

Trudny wiek XVII
- między Unią a Prawosławiem

Po zjednoczeniu z Rzymem Kościół Unicki stał się właściwie jedynym legalnym Kościołem Wschodnim w Rzeczypospolitej. W opinii władz państwowych przejął dotychczasowe uprawnienia Kościoła Prawosławnego, oraz uzyskał dodatkowe gwarancje i przywileje. Miał bezwzględne poparcie króla Zygmunta III. To ostatnie miało zasadnicze znaczenie, ponieważ król jako najwyższy protektor i patron Kościoła Ruskiego decydował o obsadzaniu wszystkich jego biskupstw. Ponadto w rozległych dobrach królewskich obsadzał również liczne beneficja klasztorne i parafialne.

Z czynników zewnętrznych Kościół Unicki mógł liczyć na Stolicę Apostolską. Na ile mógł liczyć na magnatów, szlachtę, hierarchów kościelnych i duchowieństwo łacińskie. Niewątpliwie fakt niedopuszczenia biskupów unickich, a nawet choćby metropolity, do senatu świadczyć mógłby o ich złym nastawieniu. Sprawa jednak nie by?a zupełnie jednoznaczna. Z pewnością biskupi rzymskokatoliccy nie chcieli widzieć w Rusinach braci w biskupstwie równych sobie w godności, tym bardziej że co najmniej do połowy XVII w. biskupi uniccy bywali również pochodzenia mieszczańskiego. W jednoznacznie szlacheckiej Rzeczypospolitej była to m.in. przeszkoda prawie nie do pokonania. Zygmunt III tego oporu przełamać nie mógł, czy nie umiał. Sprawa ciągnęła się zresztą blisko dwa wieki, zanim została częściowo załatwiona na Sejmie Wielkim w 1790 r. i to tylko w odniesieniu do metropolity.

Wydaje się jednak, że w innych sprawach Kościół Unicki, jeśli nie zawsze na poparcie, mógł przynajmniej liczyć na neutralną życzliwość magnaterii i szlachty. Miało to duże znaczenie, gdyż, poza m.in. sejmowym forum publicznym, byli oni w diecezjach unickich patronami cerkwi i monasterów.

Po zawarciu Unii sytuacja Kościoła Prawosławnego była trudniejsza niż Unickiego. Został pozbawiony podstaw prawnych i formalnie przez państwo nie był uznawany. Faktycznie był jednak tolerowany jak i inne wyznania niekatolickie. Obaj zaś biskupi lwowski i przemyski, którzy aktu Unii w Brześciu nie podpisali, zachowali zarówno dobra jak i funkcje biskupie. Dużo groźniejszy był fakt utraty przez prawosławie oparcia w magnatach i szlachcie ruskiej. Przechodzili oni bowiem coraz częściej na Unię albo nawet od razu na rzymski katolicyzm. W tym miejscu warto przypomnieć, o czym zresztą była już mowa przy okazji synów księcia Ostrogskiego, że jeszcze przed zawarciem Unii Brzeskiej część ruskich rodów książęcych i szlacheckich przyjęła rzymski katolicyzm. Wśród nich znajdowały się znakomite, znane powszechnie w Polsce z historii i literatury, nazwiska jak m.in. Czartoryscy, Wiśniowieccy, Zasławscy, Sanguszkowie, Chodkiewiczowie, Sapiehowie, Pacowie, Tyszkiewiczowie. Przechodzenie na rzymski katolicyzm zaczynało zresztą dotyczył także mieszczan. Tak więc prawosławie masowo traciło przedstawicieli warstw wyższych. Ale traciła ich również Unia, która była niekiedy tylko etapem przejściowym do przyjęcia obrządku łacińskiego. W ten sposób na terenach Rzeczypospolitej oba Kościoły Wschodnie stawa?y się w ciągu upływających dziesięcioleci Kościołami wyraźnie chłopskimi.

Na razie prawosławie starało się odzyskać pozycję prawną i odbudować hierarchię kościelną. Miało ono zresztą ciągle silne oparcie w bractwach cerkiewnych. Wśród nich w początkach XVII w. ważną rolę zaczęło odgrywać bractwo kijowskie założone przy cerkwi Objawienia Pańskiego (Bohojawlenija), do którego wpisał się hetman kozacki Piotr Konaszewicz Sahajdaczny wraz "z całym wojskiem zaporoskim".

Poparcie Kozaków miało dla Kościoła Prawosławnego w Rzeczypospolitej duże znaczenie i wywarło poważny wpływ na jego losy w ciągu kilkudziesięciu lat XVII wieku, szczególnie na Ukrainie naddnieprzańskiej, gdzie Unia nie zapuściła zbyt głębokich korzeni. Dzięki poparciu Kozaków udało się odtworzyć w 1620 i 1621 r. pełną hierarchię prawosławną. Wracający z Moskwy wysłannik patriarchy konstantynopolitańskiego, patriarcha Teofanes, wyświęcił bowiem potajemnie przed królem i władzami Rzeczypospolitej siedmiu arcybiskupów i biskupów prawosławnych, w tym metropolitę kijowskiego. Z powodu braku zgody królewskiej nie mogli oni jednak objąć katedr. Sprawowali swe funkcje sporadycznie rezydując we własnych lub obcych diecezjach. W dalszym ciągu pozostał więc głęboki podział Kościoła Wschodniego w Rzeczypospolitej.

Nie powiodły się też próby pojednania obu wyznań podejmowane przez niektórych unitów i prawosławnych. Obie hierarchie były nastawione pojednawczo, bo sytuacja obu odłamów Kościoła Wschodniego nie była ani zbyt mocna, ani zbyt pewna. Jednakże wśród szlachty prawosławnej silne były jeszcze tendencje przeciwne pojednaniu. Niechęć budził fakt, że idące z Rzymu dyrektywy dopuszczały tylko jedną możliwość zjednoczenia - przystąpienie do Kościoła Katolickiego na warunkach Unii Florenckiej. Nie doszło więc do skutku porozumienie na zwoływanych synodach w 1628 i 1629 r., bo albo uniemożliwiała obrady interwencja Kozaków, jak np. w Kijowie w 1629 r., albo przyjechała tylko jedna ze stron, jak to miało miejsce we Lwowie również w 1629 r., gdzie zjawiła się tylko hierarchia unicka.

Istniejący stan powodował wrogość a nawet akty gwałtu, np. zabójstwo w 1623 r. unickiego arcybiskupa połockiego, Jozafata Kuncewicza przez dyzunitów. Jego męczeńska śmierć przysporzyła Kościołowi Unickiemu wielu zwolenników. Do ważniejszych pozyskanych i później gorliwych jego wyznawców należał zwalczający dotychczas Unię Melecjusz Smotrycki, prawosławny arcybiskup połocki. Beatyfikowany w 1643 r. Jozafat Kuncewicz (kanonizowany w 1867 r.) należał do świętych bardzo czczonych przez unitów.

Po śmierci Zygmunta III, zdecydowanie popierającego Unię, jego syn Władysław IV zabiegał o poparcie Kozaków stanowiących w Rzeczypospolitej faktyczne oparcie dla prawosławia. Poczynił więc prawosławnym w czasie elekcji obietnice, potwierdzone następnie odpowiednimi dokumentami. Składając zaś przysięgę na pacta conventa zobowiązał się do uspokojenia waśni religijnych między prawosławnymi a unitami. Sejm zatwierdził w 1635 r. prawa przyznane prawosławnym przez króla. Unici ze swej strony postarali się u niego o gwarancje swego stanu posiadania. Przywilej królewski z 1635 r. gwarantował im "po wsze czasy" posiadanie metropolii, arcybiskupstwa połockiego i czterech biskupstw: włodzimierskiego, chełmskiego, pińskiego i smoleńskiego. Specjalne komisje sejmowe miały podzielić między oba Kościoły cerkwie i monastery w dobrach królewskich.

W ten sposób w 1635 r. dokonał się i ustalił podział Kościoła Wschodniego na dwie legalne i równoprawne metropolie kijowskie, unicką i prawosławną, który dotrwał, mimo chwilowych dramatycznych zmian, do końca XVII w. Kościół Unicki posiadał wówczas siedem diecezji, Prawosławny - sześć. Niektóre diecezje miały równolegle dwóch biskupów, prawosławnego i unickiego, jak metropolitalna kijowska, połocka i przemyska, inne albo prawosławnych,jak łucka, lwowska i czernihowska, albo unickich - chełmska, włodzimierska, pińska i smoleńska. W diecezjach mających tylko biskupów prawosławnych istniały parafie unickie i odwrotnie. Utrwaliła się więc przewaga Unii w północno-zachodniej części ziem ruskich Korony i w Wielkim Księstwie Litewskim. Prawosławie dominowało natomiast w środkowej i południowo-wschodniej Rusi koronnej.

Wojny z Kozakami (1648-1652 r.) i kolejne wojny z Rosją zachwiały Unią. Po klęskach wojsk Rzeczypospolitej, w początkowym okresie walk z Kozakami, Unii grozi?a nawet całkowita likwidacja. Szacunkowe liczby mówią, że prawosławni mogli mieć wówczas nawet 3/4 wszystkich parafii Kościoła Wschodniego w Rzeczypospolitej.

Udało się jednak unitom wyjść z tego groźnego kryzysu. Kończący wojny polsko-rosyjskie rozejm w Andruszowie z 1667 r. pozbawił Kościół Unicki diecezji smoleńskiej, ponieważ Smoleńsk pozostał ostatecznie w Rosji. Unici wrócili natomiast do diecezji połockiej. Zaczęli nawet umacniać swoją pozycję w przeciwieństwie do prawosławia. Odpadnięcie wówczas od Rzeczypospolitej, na korzyść Rosji, Ukrainy lewobrzeżnej wraz z Kijowem osłabiło bowiem prawosławie na pozostałych w granicach państwa terenach Rusi. Pozbawiło go też poparcia w tracących na znaczeniu politycznym Kozakach i chylących się ku upadkowi bractwach cerkiewnych, które nie mogły się rozwijać w popadających w ruinę miastach.

Warto tu może powiedzieć parę słów o bractwach cerkiewnych, które odegrały znaczącą rolę w dziejach Kościoła Wschodniego w Rzeczypospolitej. Najsilniejsze, wileńskie i lwowskie, stanowiły ważny element w propagandzie antyunijnej w latach dziewięćdziesiątych XVI wieku. Bractwa te miały już wówczas zinstytucjonalizowany charakter, przypominający cechy rzemieślnicze. Bractwa miejskie wyrosły z tradycji dawnych wspólnot religijnych przy konkretnej parafii. We Lwowie wiodącą rolę miało bractwo przy cerkwi zwiastowania NMP, które stało się wkrótce wzorem i ośrodkiem kierowniczym dla innych bractw cerkiewnych w Rusi koronnej. Dla Wielkiego Księstwa Litewskiego taką rolę pełniło bractwo przy cerkwi św. Trójcy w Wilnie. Oba bractwa otrzymały prawo stauropigii, co w praktyce oznaczało wyjście spod jurysdykcji biskupów i bezpośrednie podporządkowanie władzy patriarchy. Bractwa podjęły program reformy Cerkwi Prawosławnej dążąc do podniesienia poziomu wykształcenia duchowieństwa i świeckich, zakładając m.in. szkoły i prowadząc działalność wydawniczą. Ciągle jeszcze nie wystarczało to na podniesienie niezwykle niskiego poziomu tego wykształcenia. Ponadto bractwa prowadziły działalność charytatywną, opiekowały się cerkwiami, troszcząc się o utrzymanie kapłanów i służby cerkiewnej.

Prawosławie coraz mniej mogło liczyć na obronę swych praw na sejmikach i sejmach, bo wszystkie ruskie rody magnackie w Rzeczypospolitej przeszły już na rzymski katolicyzm. Przy prawosławiu trwała jeszcze w XVII w. tylko szlachta drobna i coraz mniej liczna średnia. Zresztą szeregi ich również wyraźnie topniały na korzyść katolicyzmu.

Ponadto w oligarchicznej Rzeczypospolitej drugiej połowy XVII w. drobna szlachta nie stanowiła już realnej siły politycznej. Sytuacja taka sprawiła, że na sejmach podejmowano uchwały prounijne a niekiedy wprost anty prawosławne.

Pojednać zwaśnione strony starał się król Jan III Sobieski, ale i on, jako gorliwy katolik, nie mógł odmówić poparcia propagandzie prounijnej. Ostatecznie na przełomie XVII i XVIII w. Unia poważnie zwiększyła swój stan posiadania o diecezję przemyską (1692 r.), lwowską (1700 r.) i łucką (1702 r.), których biskupi przyjęli Unię i pozyskali dla niej większość niższego duchowieństwa i monasterów. W połowie XVIII w. w dwóch pierwszych diecezjach nie było już prawosławia. Prócz monasteru w Skicie Maniawskim na Pokuciu wszędzie panowała Unia. Nie było już też prawosławia w tej części Podlasia należącej do diecezji włodzimierskiej (oprócz monasteru w Jabłecznej).

Pod koniec XVII w. zaistniała jednak sytuacja, która zagrażała nie tylko unitom ale w ogóle suwerenności państwa. W "pokoju wieczystym" z Rosją, zawartym w 1686 r., znalazł się bowiem artykuł IX przyznający prawosławnemu metropolicie kijowskiemu zwierzchnictwo nad wiernymi tego wyznania w Rzeczypospolitej. Tymczasem w tymże 1686 roku patriarcha konstantynopolitański został zmuszony do zrzeczenia się praw zwierzchnictwa nad metropolią kijowską, przekazując je patriarsze moskiewskiemu i nakazując wiernym posłuszeństwo tylko metropolitom wyświęconym przez tegoż patriarchę. Zważywszy, że Kijów należał do Rosji, sprawa stawała się bardzo poważna. Zagwarantowanie takich uprawnień w traktacie międzynarodowym stało się podstawą do licznych i częstych interwencji władz moskiewskich w Warszawie w związku z napływającymi do metropolity w Kijowie skargami na prawdziwe lub tylko domniemane naruszanie tych postanowień.

Na razie jednak po przyjęciu Unii przez prawosławnych biskupów, przemyskiego, lwowskiego i łuckiego święciła ona triumfy. Prawosławni mieli już tylko jedno biskupstwo białoruskie, któremu podlegały parafie i monastery prawosławne znajdujące się na terytorium unickiej diecezji połockiej. Nad parafiami prawosławnymi znajdującymi się w obrębie pozostałych diecezji unickich - metropolitalnej, pińskiej i części diecezji włodzimierskiej, jurysdykcję sprawował prawosławny metropolita rezydujący w Kijowie. Na tym właśnie polegało wspomniane wyżej niebezpieczeństwo. Obcy metropolita mógł ingerować w sprawy wiernych w sąsiednim państwie.

Rozdział 3

Struktura terytorialna i osobowa Kościoła Unickiego
a) Terytorium - dekanaty - parafie

Terytorialna organizacja diecezji unickich aż do I rozbioru Rzeczypospolitej nie ulegała większym zmianom, jeśli nie liczyć odpadnięcia Ukrainy zadnieprzańskiej od diecezji metropolitalnej (wraz z Kijowem). Pewne przesunięcia granic wynikały z nakładania się diecezji oraz sieci parafialnej unickiej i prawosławnej. Tu i ówdzie wynikały z tego powodu nawet dłużej trwające spory. Granice diecezji nie pokrywały się z podziałami administracyjnymi.

Największe terytorium (równe wszystkim pozostałym razem wziętym diecezjom) obejmowała diecezja metropolitalna - 246 tys.km2. W jej skład wchodziły województwa: kijowskie, brasławskie, mińskie, trockie, wileńskie (bez powiatu bracławskiego), nowogródzkie i północna część podlaskiego. Diecezja posiadała też po kilka parafii leżących na innych terytoriach. Główna katedra pod wezwaniem Wniebowzięcia (Uśpienia) NMP była w Wilnie. Ponadto metropolita miał jeszcze trzy katedry: w Mińsku, Nowogródku i Grodnie. W efekcie rezydował przy katedrze w diecezji, z której został powołany na metropolię i którą zwyczajowo zachowywał, połockie, witebskie, mścisławskie i powiat brasławski z województwa wileńskiego. Katedra pod wezwaniem św. Zofii znajdowała się w Połocku, stanowiącym siedzibę arcybiskupa.

Diecezja lwowska miała 47 tys. km2 i obejmowała Ziemię Lwowską i Halicką województwa ruskiego oraz województwo podolskie. Główna katedra pod wezwaniem św. Jerzego (Jura) była we Lwowie. Ponadto istniała katedra w Kryłosie koło Halicza pod wezwaniem Wniebowzięcia (Uśpienia) NMP i w Kamieńcu Podolskim pod wezwaniem św. Trójcy. Diecezja nosiła nazwę lwowsko-halicko-kamienieckiej.

Diecezja Łucka liczyła 35 tys. km2 i obejmowała dwa duże powiaty, łucki i krzemieniecki, województwa wołyńskiego. Kilka dekanatów leżało w województwie ruskim. Katedra pod wezwaniem św. Jana Ewangelisty znajdowała się w Łucku.

Diecezja włodzimierska miała 28 tys. km2. W jej skład wchodził powiat włodzimierski województwa wołyńskiego, powiat brzeski województwa brzeskiego i część województwa podlaskiego bez jego północnej części. Diecezja miała dwie katedry: we Włodzimierzu pod wezwaniem Wniebowzięcia (Uśpienia) NMP i w Brześciu pod wezwaniem św. Mikołaja.

Diecezja pińska obejmowała 25 tys. km2. W skład jej wchodził powiat piński województwa brzeskiego i mozyrski województwa mińskiego. Siedzibą biskupa był Pińsk.

Diecezja przemyska liczyła 25 tys. km2, obejmowała z województwa ruskiego Ziemię Przemyską i Sanocką oraz zachodnie fragmenty Ziemi Lwowskiej, z województwa bełskiego - okręg luhaczowski, z województwa krakowskiego powiat biecki i sądecki. Katedra pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela znajdowała się w Przemyślu, a druga pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego - w Spasie pod Starym Samborem.

Najmniejszą diecezją unicką była diecezja chełmska, która miała 22 tys km2. W jej skład wchodziła Ziemia Chełmska z województwa ruskiego, województwo bełskie (bez Lubaczowa z okręgiem), dekanat kaszogrodzki z województwa wołyńskiego i kilkanaście parafii wzdłuż wschodniej granicy województwa lubelskiego. Siedzibą biskupa był Chełm z katedrą pod wezwanie Narodzenia NMP.

0 ile granice diecezji, jak można sądzić nie ulegały w ogóle lub ulegały tylko niewielkim zmianom, granice dekanatów i parafii były o wiele bardziej zmienne.

Dekanaty w Kościele Unickim w XVII w.,

w przeciwieństwie do łacińskiego, oparte były w pewnym stopniu na strukturach administracyjnych wielkiej własności ziemskiej. Magnaci tworzyli dekanaty (protopopie) obejmujące ich posiadłości. W sprawach kościelnych tacy dziekani podlegali oczywiście władzy biskupiej. Potrzeba takich, jak gdyby "prywatnych" dekanatów mogła wynikała z istnienia dwóch wyznań wschodnich na jednym terenie i chęci utrwalenia jednego z nich, lub pogodzenie obu na terenie własnych dóbr.

Mianowany przez właściciela dziekan miał podporządkowanych sobie księży na terytorium stanowiącym jeden majątek ziemski. Ponieważ majętności bywały ogromne, istniało w nich niekiedy i po kilka dekanatów. Tego typu struktura dekanalna oparta na wielkiej własności ziemskiej powodowała m.in. różnice w wielkości poszczególnych dekanatów.

Liczyły one bowiem od kilkuset (w diecezji lwowskiej, łuckiej i przemyskiej) do kilku tysięcy kilometrów kwadratowych (w metropolitalnej).

Obok tych dekanatów istniały także dekanaty podległe całkowicie biskupom, którzy sami mianowali dziekanów i dokonywali zmian terytorialnych. W XVIII w. zanika na rzecz biskupów zwierzchnictwo prywatnych właścicieli ziemskich nad dziekanami. Biskupi starają się zreorganizować sieć dekanalną, wyrównując w miarę możliwości ich wielkość i liczbę dla usprawnienia zarządzania.

Rozbudowa sieci parafialnej odbywała się stale w XVII i XVIII w. , choć różniła się co do liczby i tempa w zależności od okresu i terytorium. Na Podolu i Ukrainie, na przykład, po ogromnych zniszczeniach wojennych w połowie XVII w., w XVIII w. nastąpił imponujący wzrost liczby parafii, który mógł być wynikiem odbudowy parafii istniejących tam przed 1648 r., a nie wyłącznie powstawania zupełnie nowych. Na całym obszarze, na którym w Rzeczypospolitej funkcjonował Kościół Unicki, wzrost liczby parafii w ciągu 150 lat jest niewątpliwy. Wyraźne różnice występują w liczbie i wielkości parafii w poszczególnych diecezjach (stan około 1772 r.). Największą liczbę parafii miała diecezja lwowska - 2504, przeciętna ich powierzchnia wynosiła 19 km2. Najmniejszą liczbę parafii posiadała diecezja pińska -238, jednakże przeciętny obszar parafii wynosił tu 106 km2. Duże różnice w wielkościach i liczbie parafii występowały w samej diecezji metropolitalnej. W części koronnej tej diecezji liczba parafii wynosiła 1902, a przeciętna wielkość obszaru 54 km2, w litewskiej zaś odpowiednio 588 parafii o przeciętnej wielkości aż 276 km2. Jednakże liczba wiernych przypadających na jedną parafię nie zawsze zależała od liczby i powierzchni parafii. Poza diecezją połocką, gdzie przy przeciętnej powierzchni 137 km2 na jedną parafię przypadało średnio 1280 wiernych (w obu przypadkach największa przeciętna), w pozostałych średnia liczba wiernych nie sięgała tysiąca i wynosiła najwięcej - 725 w metropolitalnej i najmniej w przemyskiej - 240.

Interesujące wydaje się pewne odniesienie do sytuacji sieci parafialnej Kościoła łacińskiego na tych terenach. Otóż liczba parafii łacińskich jest wielokrotnie mniejsza od unickich, a ich powierzchnie z kolei wielokrotnie większe. Pomijając nawet kwestię dokładności podawanych liczb (tzn. różnice występujące w poszczególnych diecezjach, a nawet ich częściach), można zauważyć, że parafie łacińskie były większe i liczyły mniej wiernych a kościoły były rozmieszczone rzadko. Na jeden kościół rzymskokatolicki przypadało w diecezjach łacińskich: - wileńskiej 3 cerkwie unickie, w chełmskiej i przemyskiej - po 6, w lwowskiej - 11, łuckiej - 12, kamienieckiej - 14 i kijowskiej - 33. Kościoły łacińskie były w większości usytuowane w miastach i miasteczkach, do których daleko było wiernym rozrzuconym na ogół po dworach i pałacach. Stąd też rzymscy katolicy uczęszczali na msze w niedziele i święta do dużo bliższych cerkwi unickich, tam też odbywali często spowiedź, chrzcili dzieci, a nawet niekiedy zawierali małżeństwa. Księża uniccy, szczególnie zakonnicy, odprawiali msze w kaplicach dworskich. Warto przy tym pamiętać, że liczne kościoły unickie fundowała szlachta, zwłaszcza zaś magnateria, która sama będąc już wyznania rzymskokatolickiego, zastrzegała dla siebie i dla potomków msze rzymskie w niedziele i święta w ufundowanych cerkwiach. Trzeba jeszcze dodać, że fundacja nowej cerkwi była mniej kosztowna niż kościoła łacińskiego.

b) Metropolita - biskupi

Niekwestionowaną władzą zwierzchnią w Kościele Ruskim posiadał metropolita, z tym jednak, że po Unii miał ją z upoważnienia papieża. Ustaliła się praktyka, że metropolita przedstawiał królowi kandydatów na wakujące biskupstwa. Oczywiście, jeśli nawet nie liczył się w tym względzie ze zdaniem innych biskupów, musiał liczyć się z protekcją udzielaną konkretnemu kandydatowi przez magnatów lub osobistości mające stosunki na dworze królewskim. Musiał także brać pod uwagę opinię szlachty mieszkającej w danej diecezji, która traktowała biskupstwo jak swego rodzaju urząd ziemski i nie chciała biskupa spoza swego terytorium. Szczególnie ważne było to w pierwszym okresie niepewnego jeszcze istnienia Unii. Zdarzali się wówczas kandydaci nie mający odpowiednich kwalifikacji, ale wierni Unii.

Józef Welamin Rutski, metropolita w latach 1614-1637, który podjął próbę naprawy Kościoła Unickiego, zdecydowanie zerwał z praktyką nie zawsze właściwych nominacji. Starał się promować na biskupstwa wyłącznie zakonników ze zreformowanego właśnie zakonu bazylianów, co stało się w końcu regułą.

Wybranemu przez króla kandydatowi metropolita udzielał sakry biskupiej i nadawał inwestyturę kościelną. Biskupów obowiązywało ogólne posłuszeństwo wobec metropolity. Byli zobowiązani do składania mu corocznych sprawozdań pisemnych oraz odwiedzania go osobiście co trzy lata.

Koncentracja władzy w rękach metropolity powiodła się przede wszystkim dzięki wybitnej osobowości jednego z pierwszych metropolitów, wspomnianego już Józefa Rutskiego, a także dzięki przez niego wybranym biskupom. Z biegiem czasu silna centralizacja uległa jednak osłabieniu. Zaznaczyły się wyraźnie tendencje emancypacyjne biskupów biorących m. in. przykład ze swych łacińskich współbraci, gdyż w Kościele Rzymskim zakres władzy metropolity był znacznie węższy. Również powstała w Rzymie w 1622 r. Kongregacja Propagandy Wiary, której Kościół Unicki w Rzeczypospolitej z urzędu podlegał, nie była skłonna uznawać odrębności ustrojowych Kościoła Ruskiego, stosując do władzy i funkcji metropolity ustawodawstwo trydenckie, w którego schematach nie zawsze mogły się one zmieścić. Uległa również ograniczeniu władza metropolity nad zakonem bazylianów.

Biskupi uniccy byli początkowo również pochodzenia mieszczańskiego. Od połowy XVII w. biskupami zostawali prawie wyłącznie zakonnicy-bazylianie pochodzenia szlacheckiego, co z biegiem czasu zaczęło wywoływać opór duchowieństwa świeckiego. Biskupi byli też coraz lepiej wykształceni. Najwyżej cenione były kilkuletnie studia w Kolegium Greckim w Rzymie, ich ukończenie decydowało o możliwościach kariery w samym zakonie lub w ogóle w Kościele Unickim. Spośród trzynastu (na ogólną liczbę piętnastu) metropolitów, którzy mieli za sobą studia teologiczne, aż dziewięciu studiowało właśnie w Kolegium Greckim w Rzymie.

W Kościele Unickim, w jego strukturze organizacyjnej aż do XVIII w., nie ma podziału na proboszczów (plebanów), wikariuszy, prebendarzy itp. Każdy ksiądz unicki w cerkwi na równi z innymi księżmi, jeśli było ich więcej, sprawo- wał liturgię, udzielał sakramentów i spełniał inne posługi duchowne. Korzystał też na równi z innymi z uposażenia i dochodów cerkwi. Każdy kapłan unicki był w ten sposób jak gdyby proboszczem, a każda cerkiew parafialną. Po synodzie w Zamościu w 1720 r. przyjął się termin "paroch" na oznaczenie rządcy parafii. Przedtem kapłana ruskiego określano kilkoma nazwami, m. in. Swiaszczennik i pop, z tym jednak, że termin "pop" z biegiem czasu nabierał znaczenia pejoratywnego. Odnoszono go bowiem do duchownych prawosławnych, którzy nie zawsze cieszyli się poważaniem.

Parafialne duchowieństwo unickie w znakomitej większości wywodziło się ze stanu duchownego. Ponieważ kapłani w Kościele Wschodnim mogli być żonaci, powszechne było "dziedziczenie" przez syna po ojcu "zawodu duchownego", który stanowił źródło egzystencji rodziny. Księża uniccy byli więc swego rodzaju oddzielnym stanem - kapłańskim - o przynależności do którego decydowało urodzenie. Kapłanem unickim mógł również zostać każdy wolny człowiek innego stanu w Rzeczypospolitej - szlachcic lub mieszczanin (głownie z miast królewskich). Chłop, jako poddany, mógł wstąpić do stanu duchownego (według postanowień synodu w Zamościu) pod warunkiem przedstawienia świadectwa o zwolnieniu go przez pana z poddaństwa.

Unitami w większości byli chłopi i drobna szlachta, ponieważ szlachta zamożna i magnaci, o czym już była mowa, przeszli prawie całkowicie na obrządek łaciński, albo jesz- cze przed Unią Brzeską, albo w pierwszych dziesiątkach lat po jej zawarciu. Kapłani pochodzenia szlacheckiego zdarzali się głównie we wschodniej części diecezji metropolitarnej i w diecezji połockiej, gdzie mieszkała drobna szlachta unicka. Jeśli chodzi o proweniencję parafialnego duchowieństwa unickiego, to wyraźną przewagę mieli duchowni wywodzący się z rodzin kapłańskich (80-85%), kilka do kilkunastu procent stanowiła szlachta (drobna), a tylko kilka procent wywodziło się ze "stanu wolnego" - głównie mieszczańskiego.

W wykształceniu kleru unickiego w ciągu tych lat zaszły znaczne zmiany. W okresie zawierania Unii i jeszcze przez długi czas potem było ono bardzo niskie. Metropolita Ruski upominał biskupów, aby nie wyświęcali księży bez znajomości nie tylko pisania i czytania, ale również zasad wiary i nauki o siedmiu sakramentach. Biskup Kuncewicz żądał od duchownych znajomości podstawowego katechizmu, który dla swej diecezji sam opracował. Katechizm mieścił się na kilkunastu zaledwie stronach druku. Niezbyt wysokie wymagania obu hierarchów wynikały z bardzo niskiego poziomu wiedzy, zdobywanej w większości u boku ojca kapłana, po którym syn "dziedziczył" beneficjum. Obiektywnie trzeba stwierdzić, że był to poziom większości księży unickich, szczególnie w "zabitych deskami od świata" parafiach.

Niewystarczającym poziomem wiedzy religijnej księży unickich niepokoili się życzliwi Kościołowi Unickiemu biskupi łacińscy, donosząc o tym do Rzymu w relacjach ze stanu własnych diecezji. Bp wileński Benedykt Woyna pisał m. in. "popi, czyli prezbiterzy ruscy, są tak bardzo prości, wskutek braku wykształcenia szkolnego (. . . ), że ledwie umieją czytać; w ogóle nie znają form sakramentów i tajemnic wiary, chociaż powinni je znać i wyjaśniać i sprawują je w sposób bardzo niegodny i z licznymi błędami." Wysiłki biskupów zakładających szkoły z językiem ruskim i łacińskim, zmierzające do podniesienia poziomu oświaty, dały pewne rezultaty, chociaż nie w skali maso- wej, często bowiem parocha nie było stać na utrzymanie syna w szkole poza domem. Pokutowało też przekonanie, że syn duchownego i tak dziedziczy po ojcu, bez potrzeby nauki w szkołach. "Wystarcza bowiem u nich, pisał z kolei arcybp lwowski Jan Próchnicki, że urodził się synem (kapłana), a nie jest ważne czy jest uczony. Byleby umiał czytać, jest uważany za godnego (był kapłanem) i nie może zostać wcale usunięty albo pozbawiony dziedzictwa po ojcu."

Oczywiście opinii tych nie można odnieść do wszystkich księży unickich w ogóle, ale niestety do znacznej ich cz?ci. Pod koniec XVI w. i w pierwszej połowie XVII w. zaczęły powstawać szkoły ruskie reprezentujące wyższy poziom niż poprzednio. W niektórych uczono nie tylko języka starocerkiewnego, ale tak?e greki i łaciny. Były to co prawda szkoły prawosławne przeważnie przy bractwach cerkiewnych, ale już wkrótce i biskupi uniccy zaczęli zakładać własne szkoły. Biskup Hipacy Pociej otworzył szkołę we Włodzimierzu w 1597 r., wspomniany metropolita Ruski w Nowogródku i Mińsku w 1616 r., a bp Metody Terlecki w Chełmie w 1639 r. Zarówno brackie szkoły prawosławne jak i unickie były szkołami publicznymi i nie były przeznaczone tylko dla duchowieństwa, nawet nie tylko dla Rusinów. Do niektórych chodzili i łacinnicy, np. w Chełmie, nawet dość licznie.

Poprawa nastąpiła w wieku XVIII, szczególnie w drugiej jego połowie. Biskupi zaczęli wymagać od przyszłych kapłanów poza umiejętnością, czytania "ruszczyzny" czyli starocerkiewnosłowiańskiego i sprawowania funkcji kapłańskich także pewnego wykształcenia ogólnego i wiedzy teologicznej w zakresie teologii moralnej. Warto może przypomnieć, że język starocerkiewnosłowiański został wprowadzony przez świętych Cyryla i Metodego w IX wieku. W ciągu kilku wieków był, poza łaciną i greką trzecim ważnym językiem europejskim, używanym na Bałkanach, w Rumunii i na Rusi. Był wówczas na tych terenach językiem literackim warstw wykształconych.

W związku z wyższymi wymaganiami biskupów przyszli księża zaczęli uczęszczać do łacińskich szkół publicznych znajdujących się dość licznie zarówno na Rusi koronnej jak i w Wielkim Księstwie Litewskim. Były to głównie szkoły jezuickie, pijarskie i bazyliańskie. W szkołach tych uczono łaciny i wykładano po polsku. Starocerkiewnosłowiański schodził więc do roli języka liturgicznego. Potocznym językiem zamiast ruskiego stawał się polski. Po polsku zaczęto też prowadzić akta urzędowe i księgi metrykalne a niekiedy nawet głosił kazania i prowadził katechezę.

Poza zwiększoną liczbę przyszłych kapłanów w szkołach publicznych mogli przygotować się do swego stanu w zakładanych unickich seminariach duchownych dla księży świeckich: we Włodzimierzu, założone przed 1720 r. przez biskupa Leona Kiszkę, w Chełmie założone w 1759 r. przez biskupa Maksymiliana Ryłłę i w Łucku, założone około 1763r. przez biskupa Sylwestra Rudnickiego. Ponadto przyszli uniccy księża świeccy mogli się kształcić w dwóch istniejących od dawna seminariach papieskich w Wilnie (od 1582r.) i we Lwowie (od 1665 r.). To ostatnie było przeznaczone dla alumnów ormiańskich i ruskich, nazywano je więc rusko-ormiańskim. Istniało również prywatne seminarium fundacji Michała Kazimierza Radziwiłła (1743 r.) przeznaczone dla przyszłych świeckich księży unickich w dobrach radziwiłłowskich. Inne prywatne seminaria miały efemeryczny charakter. Wykształcenie duchowieństwa parafialnego nie zostało w pełni zorganizowane. Osiągnięto jednak w XVIII w. znaczny postęp, szczególnie jeśli się go porówna z wcześniejszymi latami. Od początku zresztą poziom kleru był w kręgu zainteresowań biskupów unickich.

Struktura terytorialna i osobowa.

Poziom wiedzy religijnej wiernych był odbiciem poziomu duchownych. Niewiele umiejący ksiądz niewiele mógł na- uczyć swych parafian, zwłaszcza, że ci ostatni byli coraz częściej wyłącznie chłopami, nie mogącymi korzystać z innych źródeł oświaty. Zdarzyło się, że wierni bywali jedynie ochrzczeni. Odejście od Kościoła Wschodniego do obrządku łacińskiego szlachty i magnaterii sprawi?o, że Kościół Unicki, poza małymi wyjątkami wśród wiernych, zakonem bazylianów i hierarchią, był Kościołem chłopskim. Jednakże wraz ze wzrostem stanu wiedzy wśród duchowieństwa wzrastała świadomość religijna wiernych. Pewne znaczenie miał tu wpływ księży i wiernych rzymskokatolickich na terenach, na których sąsiedztwo obu obrządków było bliskie. Jednakże gdy parafie były rozległe, cerkwie trudno dostępne, a wierni niezbyt gorliwi, niewypełnianie podstawowych praktyk religijnych, jak msza niedzielna czy spowiedź wielkanocna, były w XVII w. raczej powszechne. W XVIII wieku, zwłaszcza w drugiej połowie, jeden sakrament - chrzest - na całe życie należy już do przeszłości. Spowiedź i komunia na Wielkanoc były przestrzegane wszędzie. Gorzej wyglądała sprawa z udziałem wiernych w nabożeństwach w niedziele i święta, ale nie przestrzegano tego tak starannie, jak obowiązku chrztu, spowiedzi i ślubu kościelnego.

Niewątpliwie na wzmożenie religijności wpływał ogólny poziom oświaty, która - choć niezmiernie powoli - zaczynała obejmować częściowo i chłopów. Znamiennym tego wynikiem była obrona własnej wiary przed prawosławiem, narzucanym po rozbiorach przez Rosję. Rusini - unici chcieli zostać w jedności z papieżem i Kościołem łacińskim.

Rozdział 3

Latynizacja. Zakon bazylianów

Jednym z bardzo ważnych zjawisk w Kościele Unickim w Rzeczypospolitej była jego latynizacja i związana z nią polonizacja, której Kościół ten niemal od początków Unii podlegał. Latynizacja - termin ogólnie przyjęty w historiografii - mówiąc w największym skrócie, oznaczała upodobanie się Kościoła Unickiego do Rzymskiego i objęła wszystkie dziedziny życia kościelnego: liturgię, obrzędy, instytucje i struktury organizacyjne, architekturę i wyposażenie kościołów, strój i styl życia duchowieństwa, nawet nazewnictwo.

Zmiany te były rezultatem działania kilku elementów. W samym Rzymie ścierały się zresztą dwie tendencje unifikacji i zachowania odrębności obrządków. W procesie latynizacji biskupi uniccy stanowili ważny czynnik, wielu z nich kończyło bowiem szkoły łacińskie, a niektórzy jak wiemy, studiowali w Rzymie.Istotnym elementem latynizacji Kościoła Unickiego była działalność zakonu bazylianów, którego "łaciński" charakter utrwalił się w połowie XVIII w.

a) Bazylianie

Zakonowi bazylianów, jedynemu zakonowi w Kościele Unickim, który spełniał w nim rolę pierwszoplanową, warto poświęcić trochę więcej uwagi. Zaledwie w kilkanaście lat po rozpoczęciu przez znanego już nam metropolitę Józefa Welamina Rutskiego reformy zakonu, w relacji złożonej w Rzymie już w 1624 r. przez późniejszego metropolitę Rafała Korsaka, czytamy m. in. "W całym obrządku greckim jest jeden tylko zakon Św. Bazylego i z niego wywodzi się najlepszy kler do duszpasterstwa, gdyż kler świecki jest żonaty i bardziej się przykłada do gospodarki niż duszpasterstwa i dlatego według starego zwyczaju Kościoła Wschodniego jest odsunięty od wyższych godności. W całej zatem Rusi ten zakon jest seminarium (szkołą - H. D.) pracowników i obrońców Kościoła greckiego. Z niego biorą zgoła wszystkich prałatów na wyższe godności kościelne. Ci mnisi (...) nawracają owce błądzące do owczarni Św. Piotra. Oni odprawiają misje po różnych miejscach Rusi i sąsiednich prowincjach. Oni uczą młodzież w szkołach publicznych i kler świecki na synodach prowincjonalnych, w których biorą udział u boku swoich biskupów. Wizytują diecezje, tam gdzie biskup z powodu jej rozległości albo złego stanu zdrowia nie może sam tego uczynić."

Reforma metropolity Rutskiego, najogólniej rzecz ujmując, polega?a na wprowadzeniu na wzór łaciński jednolitej organizacji w dotychczas niezależnych od siebie, istniejących bez jakichś stałych łączących je więzi, klasztorach, co było charakterystyczne dla monastycyzmu wschodniego. Metropolita poddał je również jednej centralnej władzy zakonnej, w skład której wchodził on sam, protoarchimandryta z konsultorami i kapituła generalna. Faktycznym jednak rządcą zakonnym był protoarchimandryta, którym od 1686 r. mógł być tylko, wybierany co cztery lata, jeden z mnichów zakonnych. Nie mógł już nim być, jak często do tego czasu bywało, sam metropolita, mimo iż z tego zakonu się wywodził. Jego urząd odpowiadał urzędowi generała zakonu jezuitów.

Reformując zakon Welamin Rutski wzorował się bowiem na konstytucjach Towarzystwa Jezusowego, starając się dostosować je do tradycji i odrębności w istniejących w monasterach reguły Św. Bazylego w Kościele Wschodnim. Uwzględniał więc elementy monastycyzmu wschodniego i zachodniego. Z biegiem lat te ostatnie brały górę. Okazało się, że wobec istnienia jedynego w Kościele Unickim zakonu, który musiał pełnić różne role czy funkcje w otaczającym go świecie, zachowanie surowej reguły i życia kontemplacyjnego stało się niemożliwe do pogodzenia.

W 1743 r. na kapitule w Dubnie nastąpiło połączenie dwu istniejących w Rzeczypospolitej prowincji bazyliańskich, litewskiej obejmującej Wielkie Księstwo Litewskie i ruskiej obejmującej ziemie Rusi koronnej.

Największy wysiłek organizacyjny bazylianów skupiał się na działalności duszpasterskiej. Większość monasterów unickich posiadała prawa parafialne. Fundowane były właśnie z takim warunkiem - sprawowania funkcji parafialnych. Według danych z 1774 r. prawa takie miały aż 94 klasztory, co stanowiło 65 % ogólnej ich liczby. Ponadto zakonnicy byli również stałymi pomocnikami w parafiach prowadzonych przez duchowieństwo świeckie i to zarówno unickie jak i łacińskie. Pełnili też funkcje kapelanów przy kaplicach dworskich, wreszcie byli ojcami duchownymi bazylianek i spowiednikami biskupów.

Ważną stroną działalności duszpasterskiej było obsługiwanie pielgrzymek w miejscowościach posiadających obrazy NMP, uznane za cudowne i słynące łaskami. W Wielkim Księstwie Litewskim najbardziej znanym tego typu ośrodkiem były Żyrowicze w powiecie słonimskim, uznane za "klejnot" Unii i w ogóle zakonu bazylianów. Na Rusi koronnej rolę taką pełnił monaster w Poczajowie na Wołyniu.

W XVIII w. po utrwaleniu się Unii wielką rolą duszpasterską bazylianów były misje ludowe. Magnaci, wówczas już rzymskokatoliccy, fundowali monastery unickie specjalnie jako placówki misjonarskie dla potrzeb swych rozległych dóbr (np. Franciszek Salezy Potocki, Jan Jakub Zamoyski, Józef Lubomirski). Na prowadzone przez zakonników misje, niekiedy wielotygodniowe zjeżdżali się wierni obu obrządków unickiego i łacińskiego.

Drugą ważną, poza duszpasterstwem, dziedziną działalności zakonu stanowiła oświata. Bazylianie prowadzili trzy rodzaje nauczania: studia przeznaczone dla kształcenia własnych zakonników, szkoły publiczne dostępne dla młodzieży z zewnątrz oraz seminaria diecezjalne przygotowujące przyszłych unickich księży parafialnych. Po dość dobrym rozwoju szkolnictwa bazyliańskiego w pierwszej połowie XVII w. w drugiej połowie widać wyraźny jego upadek.

Rozdz. 4.

Odrodzenie tego szkolnictwa nastąpiło w wieku XVIII. Do pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej (1772 r.) trzykrotnie wzrosła liczba ich szkół publicznych - z 3 do 9. Ponowny wzrost miał miejsce po 1772 r., w dobie Komisji Edukacji Narodowej. Bazylianie stali się wówczas drugim po pijarach zakonem nauczającym na ziemiach Rzeczypospolitej. Niewątpliwie na wzrost znaczenia kolegiów bazyliańskich miała wpływ dokonana w 1773 r. kasata jezuitów. Przed 1795 r. - trzecim rozbiorem - było już łącznie w Koronie, na Litwie i pod zaborami 16 bazyliańskich szkół publicznych.

b) Latynizacja

Wracając do problemu latynizacji Kościoła Unickiego istotnym jej elementem był właśnie zakon bazylianów. Poza omówioną już reformą na wzór zakonów łacińskich, ważną sprawą był fakt wstępowania doń dość licznie rzymskokatolików. Przyjmowali oni wprawdzie obrządek wschodni, ale pozostawali w dalszym ciągu w kręgu oddziaływania kultury łacińskiej, choćby z racji powiązań rodzinnych. Zakonnicy ci wywodzili się bowiem w większości z od dawna spolonizowanych i zlatynizowanych rodzin szlacheckich. Fakt pochodzenia szlacheckiego dodatkowo wpływał na zajmowanie przez nich wysokich urzędów kościelnych, nierzadko przecież zostawali biskupami. Stało się to nawet przyczyną konfliktu między zakonem i klerem świeckim, broniącym swych praw do wyższych stanowisk i urzędów kościelnych oraz związanych z tym beneficjentów. Ostatecznie duchowieństwo świeckie w drugiej połowie XVIII w. zaczęło tu i ówdzie obejmować wyższe godności kościelne, oficjałów, audytorów, urzędników w konsystorzu.

Nasilenie latynizacji zależało od usytuowania cerkwi. W okolicach zamieszkałych przez ludność obu obrządków było dużo większe i często dokonywało się spontanicznie, niekiedy niezależnie nawet od tendencji reprezentowanej przez biskupa. W miejscowościach, w których był kościół jednego obrządku a ludność mieszana, zdarzało się, że księża uniccy i łacińscy odprawiali nabożeństwa na przemian. Wierni natomiast, bez względu na obrządek, uczęszczali zazwyczaj do kościoła bliższego miejscu zamieszkania. Zapraszano też kaznodziejów - łacińskiego do cerkwi unickiej i odwrotnie, obchodzono wspólnie święta łacińskie (np. Bożego Ciała) i unickie (np. Św. Jozafata), a także urządzano wspólne pielgrzymki do miejsc kultu, otaczanych czcią przez oba obrządki.

Latynizacja liturgii i obrzędów polegała na wprowadzaniu do nich licznych zmian. W cerkwiach unickich zaczęto np. odprawiać tzw. ciche msze, nie znane w obrządku wschodnim. Wprowadzano nabożeństwa, modlitwy i zwyczaje dotychczas mu obce, np. różaniec, gra na organach lub fisharmonii, klękanie, dzwonki w czasie nabożeństwa. Z wielu cerkwi zaczęły znikać ikonostasy i carskie wrota, oddzielające wiernych od ołtarza. Pojawiły się ołtarze boczne, konfesjonały, ławki do siedzenia, instrumenty muzyczne. Nowo budowane cerkwie unickie traciły nawet niekiedy swój charakterystyczny styl bizantyjski upodobniając się do kościołów łacińskich.

Latynizacja. objęła częściowo również wykształcenie kleru, przynosząc podnoszenie poziomu i zmianę trybu jego życia, a także reorganizację instytucji kościelnych na wzór łaciński. Jako przykład można tu przytoczyć zanik kryłosów i zastępowanie ich kapitułami.

Wszystkie te liczne zmiany powodowały pewien chaos ze względu na niejednolitość ich występowania i wymagały uporządkowania i zatwierdzenia. Uporządkowania wymagało zresztą w Kościele Unickim także wiele innych spraw. Znaczącą reformę przeprowadzono na zorganizowanym z inicjatywy metropolity Leona Kiszki, za zgodą papieża Klemensa XI, na synodzie w Zamościu w 1720 r. Synod obradował pod prezydencją ówczesnego nuncjusza papieskiego w rzeczypospolitej, Hieronima Grimaldiego, a papież Benedykt XIII uchwały synodu zatwierdził. Obowiązywały one odtąd Kościół Unicki w całej Rzeczypospolitej. Synod zamojski w dużym stopniu usankcjonował latynizację Kościoła Unickiego.

Latynizacja łączyła się z polonizacją; duchowieństwo unickie często kształciło się w szkołach łacińsko-polskich, ponieważ szkół z językiem ruskim było niewiele. W XVIII wieku, a szczególnie od jego połowy, zaczęto co raz częściej śpiewać, modlić się i wygłaszać kazania po polsku. Pewne stale używane określenia w Kościele Wschodnim zamieniano na polskie. Na przykład, zamiast pop mówiono ksiądz, zamiast władyka - biskup, zamiast archimandryta - opat, zamiast cerkiew - kościół itp. Polskie określenia miały podnieść prestiż godności unickich, ponieważ uważany był wówczas za język ludzi wykształconych.

Cały proces latynizacji i polonizacji w Kościele Unickim stanowił element długiej, bo trwającej przez wieki, politycznej, społecznej i kulturalnej ekspansji polskiej na ziemiach ruskich rzeczypospolitej. Ekspansja ta nie przyniosła wszędzie jednakowych rezultatów, były one zróżnicowane w zależności od położenia parafii.

Podsumowanie dziejów Kościoła Unickiego w Rzeczypospolitej

Patrząc na całość dziejów tego Kościoła w Rzeczypospolitej widać wyraźny jego rozwój w wielu dziedzinach. Podniesiony został poziom wykształcenia kapłanów, co z kolei wpłynęło dodatnio na religijność wiernych. Zwiększyła się znacznie liczba parafii, umożliwiając mieszkańcom wielu wsi, dotąd od cerkwi unickich odległych, regularny udział w sakramentach. Uporządkowana została na synodzie w Zamościu w 1720 r. większość trudnych spraw, które się nagromadziły w przeciągu blisko 125 lat istnienia Unii. Zaczęła się, choć bardzo powoli, realizacja postanowień synodu zamojskiego w sprawie dostępu kleru świeckiego do wyższych godności duchownych wraz z przynależnymi do nich beneficjami.

Porównując liczby można również zauważyć, że Kościół Unicki wyprzedził znacznie pod względem wielkości Kościół Prawosławny. Przed pierwszym rozbiorem unici w Rzeczypospolitej mieli osiem diecezji: metropolitalną, połocką, lwowską, łucką, włodzimierską, pińską, przemyską i chełmską. Diecezje te obejmowały 9300 parafii z 10300 kapłanami świeckimi i 4,5 milionami wiernych. Znajdowały się tam 147 klasztory bazyliańskie skupione w jednej prowincji, liczące 1258 zakonników i - 25 klasztory żeńskie z ok. 200 zakonnicami.

W tym czasie prawosławni mieli tylko dwie diecezje, metropolitalną i białoruską. z 400 parafiami. Posiadali 42 monastery męskie i 12 żeńskich. Liczba wiernych oscylowała w pobliżu 0,5 miliona.

W stosunku do Kościoła Rzymskokatolickiego Kościół Unicki przewyższał go liczbą księży i parafii. Natomiast ustępował mu wielokrotnie w liczbie zakonów męskich, placówek zakonnych i zakonników. W 1772 r. było w Rzeczypospolitej 28 zakonów łacińskich posiadających ok. 1060 klasztorów i mniejszych placówek oraz 14,6 tys. zakonników.

Z perspektywy dziejowej ocena Unii Brzeskiej wywołuje wśród historyków kontrowersje. Unia mająca przynieść pojednanie obu Kościołów na rozległych wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej przyniosła w efekcie długotrwałe podziały i konflikty. Wprawdzie krwawych wojen religijnych, jakie miały miejsce na zachodzie Europy, w Rzeczypospolitej nie było, ale sytuacja nie była również idylliczna. Niechęć do Unii i unitów była np. wśród Kozaków jednoznaczna. Wszelkie powstania kozackie i ludowe, jakie wybuchały na Ukrainie były również zawsze skierowane przeciwko unitom, których, szczególnie księży, często okrutnie mordowano. Carowie rosyjscy i podległy im Patriarchat Moskiewski byli od początku wrogo do Unii nastawieni, traktując ją jako element polonizacji Rusinów, którzy siłą zostali odłączeni od prawdziwej wiary. Korzystali z każdej okazji, żeby się z nią rozprawić, co też w okresie swego panowania bez skrupułów czynili.

W wyniku traktatów rozbiorowych między Austrią, Rosją i Prusami ziemie Rzeczypospolitej zostały podzielone między te trzy mocarstwa. Rosja zabrała 62% obszaru (ok. 460 tys km2) z blisko 7 milionami mieszkańców, Prusy - 20% (ok. 150 tys km2) z ponad 3 milionami mieszkańców, Austria -18 % (ok. 130 tys km2) z niecałymi 5 milionami. Unici znaleźli się w zaborze rosyjskim i austriackim. Tylko niewielka ich liczba, około 70 tys., dostała się pod panowanie pruskie. Na początku XIX w. (1807 r.) i oni przeszli pod panowanie rosyjskie.

Część II
Pod zaborami

Rozdział 1
Zabór austriacki.

a) Terytorium

Zabór austriacki nosił oficjalną nazwę Królestwa Galicji i Lodomerii. Potocznie nazywany był krótko Galicją, która to nazwa trwale przyjęła się również w historiografii. Ze względu na zróżnicowanie narodowościowe Galicji: Rusini i Polacy, oraz wyznaniowe: grekokatolicy i rzymskokatolicy, w XIX wieku przyjęły się nazwy: Galicja Wschodnia (lwowskie, tarnopolskie, stanisławowskie) i Galicja Zachodnia (krakowskie, sądeckie) z tym, że granica między obu częściami były płynna. Zależała od strony, która ją wyznaczyła. Rusini widzieli ją zawsze wysuniętą bardziej na zachód zgodnie, według ich ocen, z kryterium etnograficznym. Nazwa. Galicji Wschodniej odnosiła się do ziem zamieszkałych przez Rusinów i Polaków. Nigdy nie doszło do formalnego rozgraniczenia, chociaż w 1850 r. nastąpił podział Galicji według kompetencji sądów apelacyjnych we Lwowie i Krakowie. Granica przebiegała między Sanem i Wisłokiem, a powiaty, przeworski, łańcucki, rzeszowski, strzyżowski znalazły się w kompetencji sądu krakowskiego, zaś jarosławski, sanocki i brzozowski - lwowskiego.

Sami Polacy najchętniej posługiwali się nazwą ogólną Galicja, jakby bojąc się podkreślania jakiejkolwiek odrębności. Terytorium zaboru austriackiego ulegało zmianom, ale od 1815 r. obszar Galicji pozostał niezmieniony przez 100 lat.

W wyniku pierwszego rozbioru pod panowanie Habsburgów przeszły następujące diecezje unickie: przemyska, część lwowskiej (bez części kamienieckiej obejmującej województwo podolskie wraz z Kamieńcem Podolskim), część chełmskiej (bez części Ziemi Chełmskiej wraz z Chełmem). Unici liczyli tam wówczas 1700 000 osób i stanowili ponad 35 % ludności całego zaboru (4,8 miliona). Byli skupieni w blisko 3500 parafiach i filiach. Ponadto w Galicji znalazły się 42 męskie klasztory bazyliańskie oraz 10 żeńskich.

Po zmianach terytorialnych na początku XIX w. były tam dwie diecezje unickie, przemyska i lwowska, do których włączono pozostałe tu jeszcze parafie diecezji chełmskiej. W 1850 roku zdecydowano o powstaniu trzeciej stanisławowskiej. Jednakże z powodu trudności związanych z jej uposażeniem została oficjalnie erygowana dopiero w 1885r. W jej skład weszła część halicka diecezji lwowskiej oraz Bukowina, łącznie 21 dekanatów.

Do ważnych zmian w strukturze diecezjalnej należało podniesienie w 1808 r. diecezji lwowskiej do godności metropolii ze stolicą we Lwowie.

Po zajęciu Galicji władze austriackie starały się wciągnąć ją w system rządów wypracowany w monarchii (józefinizm), polegający, najogólniej rzecz ujmując, na stosowaniu przez państwo kontroli obejmującej niemal całość życia poddanych. Dotyczyło to oczywiście i Kościołów. Już w 1774 r. Maria Teresa wprowadziła nazwę greckokatolicki jako oficjalną nazwę obrządku unickiego. Odtąd w dokumentach pisano "ritus graeci", stosując skrót r.g. i "ritus latini" (r.l.), dla odróżnienia biskupstw i parafii obu, istniejących na tym samym terenie, obrządków. Z języka oficjalnego, zgodnie z rozporządzeniem, miały też zniknąć nazwy cerkiewne jak władyka czy pop. Odtąd mieli być nazywani jak w Kościele Rzymskokatolickim biskupami, księżmi itd. To formalne zrównanie z łacinnikami zostało przez Kościół Unicki przyjęte bardzo dobrze, szczególnie że rząd wiedeński reformując państwo rzeczywiście jednakowo traktował oba obrządki.

b) Parafie - duchowieństwo

Za rządów Józefa II, w czasie przeprowadzania w całej monarchii habsburskiej regulacji parafii, nastąpiło zmniejszenie ich liczby w Kościele Greckokatolickim. Liczba wynosząca w 1772 r. 3432 parafie została zmniejszona radykalnie i w 1914 r. wynosi?a 1858 parafii. Dotychczasowa sieć parafialna unicka była tu bowiem bardzo gęsta. Każde miasteczko i prawie każda wioska miały swój kościół parafialny, a niekiedy nawet kilka kościołów. Liczba wiernych w jednej parafii była więc nieduża. Połączenie dwóch a czasem trzech parafii stwarzało nową, większą, ciągle możliwą jednak do obsługi duszpasterskiej dla jednego kapłana. Takie połączenie zapewniało księdzu lepsze uposażenie ze względu na łączenie dochodów kilku parafii, z tym jednak, że dopiero po śmierci dotychczasowych beneficjentów. Poprawiło to znacznie sytuację materialną pozostałych kapłanów, chociaż cały proces regulacji parafii był długotrwały. Księżom w ubogich parafiach przyznano ponadto prawo do pomocy materialnej z tzw. Funduszu Religijnego, który został utworzony głównie ze skasowanych, w ramach reformy józefińskiej, klasztorów łacińskich. Pomoc została przyznana 250 księżom, co pokrywało niewielką część potrzeb. Uregulowanie tej sprawy zgodnie z potrzebami nastąpiło dopiero pod koniec XIX w. Tak więc dla księży unickich, którzy w większości posiadali rodziny, ich utrzymanie stanowiło jeszcze długo pierwszoplanowy problem. Jednakże już nawet te pierwsze reformy przyniosły pewną, poprawę statusu majątkowego duchowieństwa unickiego, a w każdym razie zapowiedź jego poprawy.

W związku z likwidacją parafii ustalono też zmniejszenie liczby duchowieństwa. Z oko?o 3500 kapłanów, którzy znaleźli się w zaborze austriackim w 1772 r., ustalony w 1787 r. etat przewidywał 2536 księży. Ostatecznie po korektach miało ich być 2611, co stanowiło prawie 52 % ogólnej liczby księży katolickich trzech obrządków, łacińskiego, greckiego i ormiańskiego w Galicji. Liczba ta ulegała dalszemu zmniejszeniu zarówno ze względu na ubytek naturalny i redukcję liczby parafii, jak i z powodu trwałych ubytków terytorialnych zaboru austriackiego związanych z wojną 1809 r. (utrata Podlasia, Lubelszczyzny oraz Ziemi Chełmskiej). W 1839 r. liczba kapłanów greckokatolickich wynosiła 1748 osób, a w przede dniu pierwszej wojny światowej (1913 r.) wzrosła do 2478 osób.

Ks. T. Sliwa, Kościół greckokatolicki w zaborze austriackim.

Bardzo ważną dziedziną uregulowaną w ramach systemu józefińskiego a następnie kontynuowaną i rozwijaną w XIX w. było wykształcenie kleru. Niski poziom wiedzy kapłanów unickich był dość powszechny i utrudniał oddziaływanie na wiernych. Tymczasem w planach reformatorskich monarchii leżało zrobienie z księży dobrych i oddanych urzędników, którzy w tym też duchu mieli oddziaływać na lud. W 1774 r. utworzono w Wiedniu dla potrzeb kleru unickiego seminarium duchowne tzw. Barbareum, w którym dla kleryków z Galicji przyznawano 14 miejsc. W 1783 r. otwarto we Lwowie tzw. Seminarium Generalne, oddzielne dla łacinników i unitów, likwidując jednocześnie seminaria diecezjalne i zakonne, których zresztą grekokatolicy wówczas jeszcze nie mieli. Odtąd wszyscy klerycy musieli się tam kształcić, także i ci z Barbareum. Alumni mogli studiować teologię na uniwersytetach we Lwowie, Wiedniu Insbrucku, co też w ciągu XIX w. miało miejsce. Od połowy tego wieku wysyłano także po kilku studiujących do Kolegium Greckiego w Rzymie. Cała akcja podnoszenia poziomu intelektualnego kleru unickiego w Galicji przyniosła wyraźne rezultaty i w połowie XIX w. znaczna większość duchowieństwa miała już odpowiednie wykształcenie, porównywalne z klerem łacińskim. Wpływało to zdecydowanie na samopoczucie kapłanów unickich, również wobec własnej, ruskiej inteligencji świeckiej.

W procesie podnoszenia poziomu duchowieństwa greckokatolickiego niebagatelną rolę odegrali biskupi, chociaż w pierwszym okresie nasilenia się reform józefińskich byli od wpływu na kształcenie kleryków odsunięci. Jeżeli wliczyć dwóch biskupów chełmskich, którzy do 1809 r. należeli do unickiego episkopatu w zaborze austriackim, to w okresie 1772 -1914 działało tam 18 biskupów ordynariuszy, w tym ośmiu metropolitów (Antoni Angełłowicz, Michał Lewicki, Grzegorz Jachimowicz, Spirydion Litwinowicz, Józef Sembratowicz, Sylwester Sembratowicz, Julian Kuiłowski, Andrzej Szeptycki). Tylko trzech metropolitów było mianowanych wprost na stolicę biskupią, we Lwowie, trzech przeszło tam z Przemyśla (Angełłowicz, Lewicki, Jachimowicz), dwóch - ze Stanisławowa (Kuiłowski, Szeptycki).

c) Episkopat

Biskupi byli mianowani najpierw przez cesarza, następnie otrzymywali zgodę papieża, potem byli konsekrowani. Wszyscy, poza Piotrem Bielańskim, o którym nic nie wiadomo, pochodzący z nominacji cesarskiej mieli wykształcenie uniwersyteckie (Lwów, Kraków, Wiedeń, Rzym) w większości uwieńczone doktoratami teologii. Kilku z nich wykładało na Uniwersytecie Lwowskim (Michał Lewicki, Grzegorz Jachimowicz, Tomasz Polański, Józef i Sylwester Sembratowiczowie, Julian Pełesz), jeden - w Wiedniu (Jari Snihurski). Stanowili grupę nie tylko wykształconą, ale stojącą również wysoko pod względem moralnym.

Cały episkopat greckokatolicki wywodził się z Galicji, w większości z rodzin duchownych i tylko dwóch było bazylianami (Andrzej Szeptycki i Jozafat Kocyłowski), reszta pochodziła z kleru diecezjalnego. Wiedeń przełamał w ten sposób dotychczasową tradycję biskupów - zakonników. Dwóch metropolitów otrzymało od papieży godność kardynalską, Michał Lewicki od Piusa IX w 1856 r. i Sylwester Sembratowicz od Leona XIII w 1892 r., obaj za wierność Unii i Stolicy Apostolskiej. Michał Lewicki miał dodatkowo od 1848 r. tytuł prymasa Królestwa Galicji i Lodomerii otrzymany za wierność monarchii. Stawiało go to na czele całego episkopatu katolickiego w Galicji, jednak bez skutków praktycznych.

Przy wyborze kandydata na biskupa Wiedeń brał pod uwagę poza, co oczywiste, wykształceniem, lojalność wobec rządu i przywiązanie do katolicyzmu. Ostatni warunek był o tyle dla Austrii ważny, że zakusy Rosji przyciągnięcia do prawosławia galicyjskich Rusinów oraz jej propaganda na rzecz wspólnych korzeni obu nacji trwały stale w mniejszym lub większym natężeniu. W XIX wieku zaowocowały w Galicji dość silnym ruchem rusofilskim, a ponad stu tamtejszych księży dało się użyć władzom rosyjskim w likwidacji Unii w Królestwie Polskim i w konsekwencji przyjęło prawosławie. Rząd wiedeński zmusił też w 1882 r. Józefa Sembratowicza do ustąpienia z metropolii właśnie z powodu zbytnich wpływów rusofilskich wśród podległego mu kleru.

Reforma józefińska objęła również uposażenie biskupów, którzy zaczęli otrzymywać pensje z Funduszu Religijnego. Biskupi lwowski i przemyski mieli dodatkowe dochody z tzw. dóbr stołowych (majątki ziemskie, z których dochód był przeznaczony na ich utrzymanie). Tylko biskup stanisławowski nie miał innych, prócz pensji, dochodów. Biskupi starali się utrwalać wiarę wśród ludu i duchowieństwa, wizytując parafie i ogłaszając listy pasterskie. Do zasłużonych na polu duszpasterstwa należał biskup przemyski Jan Śnihurski.

Podniesieniu poziomu życia religijnego i moralnego a także wiedzy religijnej wśród wiernych służyły misje i rekolekcje. Na przełomie XIX i XX w. objęły one szerokie kręgi wiernych. Misje prowadzili zreformowani bazylianie a także księża świeccy. Na co dzień, ale przede wszystkim w niedziele i święta, pobożności wiernych służyło uczestnictwo we mszy św. świąt obowiązkowych poza niedzielami było w roku 23, w tym cztery ruchome.

Ważnym wydarzeniem dla życia religijnego wiernych była kanonizacja św. Jozafata w 1867 r. w Rzymie, na którą udała się pielgrzymka wiernych i kapłanów, na czele której stanął metropolita Spirydion Litwinowicz.

Dla Kościoła Greckokatolickiego w Galicji istotne znaczenie miał synod prowincjonalny we Lwowie w 1891 r., przyrównywany, jeśli chodzi o znaczenie, do synodu zamojskiego z 1720 r. Synod porządkował zasadnicze sprawy w życiu Kościoła Unickiego w Galicji. Postanowienia jego obowiązywały w ca?ej metropolii lwowskiej i na kilka dziesięcioleci stanowiły normę postępowania. Synod przyczynił się wyraźnie do rozwoju życia religijnego.

Rozdzia? II

Antagonizmy w Galicji Wschodniej

Sprawą dużej wagi było współżycie obu obrządków, greckiego (unickiego) i łacińskiego, na terenach Galicji Wschodniej. Unici niemal od zawarcia Unii w Brześciu uważali, że są dyskryminowani przez rzymskokatolików. Reformy józefińskie, które objęły oba Kościoły, miały m.in. tą dyskryminację zlikwidować. Jednakże nawet po zrównaniu prawnym przez austriacką administrację państwową obu obrządków spory nie zostały zakończone. Niewątpliwie, zwłaszcza od połowy XIX w., łączyły się z kwestią narodową, były także wyrazem różnic społecznych. W sprawach kościelno-religijnych spory dotyczyły przede wszystkim tzw. kradzieży dusz czyli zmiany obrządku a także małżeństw mieszanych i wynikających z tego konsekwencji oraz udzielania wzajemnie sakramentów. Obie strony zdawały sobie sprawę z konieczności jakiejś ugody. W 1853 r. doszło do porozumienia w kwestii regulowania spornych spraw religijnych. Ugoda nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Nastąpiło nawet zaostrzenie konfliktu. Do ponownego porozumienia doszło w 1863 r. w Rzymie, dokąd Pius IX wezwał przedstawicieli obu obrządków. Podpisano wówczas tzw. Konkordię, która rozstrzygała najważniejsze sprawy we współżyciu religijnym obu obrządków. Konkordia nie była ściśle przestrzegana, jednakże ostrzejszych konfliktów na tle religijnym już nie było. Papież wyraził zgodę na pewne odstępstwa, jeśli chodzi o udzielanie sakramentów, pozwalając wiernym w konkretnych przypadkach na korzystanie z usług kapłana innego, niż własny, obrządku.

W wyniku porozumień udawało się unikać większych zatargów religijnych. Nie zlikwidowały one jednak konfliktu narodowego, który narastał w miarę rozwoju świadomości narodowej wśród tamtejszych Rusinów.

Galicja Wschodnia była terytorium, gdzie znaczną większość mieszkańców stanowili Rusini. Poza klerem greckokatolickim byli to przede wszystkim chłopi. Dopiero bowiem pod koniec XIX w. zaistniała licząca się już pod względem wielkości rusińska inteligencja świecka. Społeczny podział mieszkańców Galicji dawał jednak wyraźną przewagę Polakom. Szlachta na ogromnych terenach wschodniej Rzeczypospolitej spolonizowała się dawno, porzucając prawosławie i przyjmując rzymski katolicyzm. Polonizacja szlachty powodowała rozgoryczenia i urazę ludności tamtejszych terenów o pozbawienie jej elit. A choć proces odbywał się na drodze pokojowej sam fakt miał wydźwięk jednoznaczny.

Szlachta polska w Galicji nie chciała uznawać praw narodowych Rusinów. Uważała, że z chwilą wykształcenia Rusin staje się automatycznie Polakiem i będzie o sobie mówił, tak jak wielu z nich, że jest "Gente Ruthenus, natione Polonus. W pewnym zakresie tak się rzeczywiście działo. Dotyczyło to zresztą nie tylko Galicji. Na przykład na Śląsku prawie każdy wykształcony Polak stawał się Niemcem, bardzo rzadko Polakiem.

Zamieszkali w Galicji Polacy w znakomitej większości byli rzymskimi katolikami, Rusini - grekokatolikami. Z biegiem lat prawdziwym wyznacznikiem tożsamości narodowej stał się tam właśnie obrządek. Na wsi lud uważał za Polaka każdego, kto uczęszczał do kościoła rzymskokatolickiego, nawet jeśli z punktu widzenia językowego, etnograficznego i społecznego należał do chłopów ruskich. Ze społecznego punktu widzenia można podzielić ówczesnych mieszkańców Galicji Wschodniej na panów-Polaków i chłopów-Rusinów. Szlachta na wsi to byli Polacy (nazwani później ziemiaństwem), w mieście - inteligencja. Rusini poza klerem greckokatolickim początkowo prawie nie mieli inteligencji. Toteż właśnie tamtejsze duchowieństwo ruskie stało się w połowie XIX w. ważnym elementem budzenia wśród współwyznawców poczucia odrębności narodowej.

Niewątpliwie rok 1848 - Wiosna Ludów - stanowił w życiu narodowym Galicji Wschodniej cezurę, która podzieliła dwa narody: Polaków i Rusinów. Początkowo niechętni Polakom Rusini mieli oparcie wśród greckokatolickiej kapituły metropolitalnej skupionej wokół katedry św. Jura we Lwowie. Nazywano ich nawet dlatego świętojurcami (bp Grzegorz Jachimowicz, bp Michał Kuziemski, ks. Michał Malinowski). Sama jednak niechęć do Polaków nie wystarczała w szukaniu samowiedzy narodowej. Niektórzy Rusini widzieli możliwość oparcia w Rosji, przyjmując idee panslawistyczne docierające do nich z Moskwy. Nazywano ich moskalofilami (rusofilami). świętojurcy nie zawsze reprezentowali moskalofilstwo w czystej formie. Byli wśród nich zwolennicy oparcia dążeń narodowych o Austrię. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, gdy hierarchia greckokatolicka była w jakimś stopniu jedyną niby oficjalną reprezentacją dążeń narodowych Rusinów galicyjskich, nazywano ich także starorusinami. Podziały nie zawsze zresztą były zupełnie jednoznaczne.

Jednakże w następnym dziesięcioleciu kierunek moskalofilski brał górę, zaś Petersburg chętnie wykorzystywał antypolskie i anty łacińskie nastroje wśród Rusinów. Płatni agitatorzy rosyjscy rozwijali w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX w., między innym właśnie wśród galicyjskich księży greckokatolickich, działalność propagandową na rzecz jedności z prawosławiem i kulturą rosyjską jako wspólnym dziedzictwem Rosjan i Rusinów. Jednakże obawa przed utratą np. tożsamości religijnej powodowała, że zwolennicy oczyszczenia obrządku z naleciałości łacińskich, które utożsamiano z polonizacją (co bardzo podkreślali rosyjscy agitatorzy), stawali wobec wyboru między duchowością Wschodu i Zachodu. "Puryści" dążący do przywrócenia swemu obrządkowi przedunijnej czystości byli bliscy przejścia na prawosławie, co zresztą niektórzy z nich zrobili. Okazało się, że Kościół Unicki, który powstawał jako odstępstwo od prawosławia, dla własnego przetrwania musiał zachować od tegoż prawosławia bezpieczny dystans. Unionizm nie rozwinął się bowiem jako zupełnie niezależna tradycja religijna. Był zawieszony między Wschodem i Zachodem.

Rząd wiedeński tolerował początkowo moskalofilstwo kleru greckokatolickiego, szczególnie że Rusini galicyjscy stanowili przez długie lata wzór lojalności. Jednakże po Kongresie Berlińskim w 1878 r., kiedy nastąpiło kolejne pogorszenie stosunków rosyjsko-austriackich, dla Austrii sprawa ta stawała się bardziej niebezpieczna. propagowany przez moskalofilów panslawizm skierowany był bowiem nie tylko przeciw Turcji ale i Austrii.

Kiedy więc w 1882 r., już w samej Galicji, jedna z parafii greckokatolickich, Hniliczki (Hnilice Małe), przeszła na prawosławie władze państwowe rozpoczęły proces przeciwko tamtejszemu księdzu Iwanowi Naumowiczowi, przeciwko działaczowi moskalofilskiemu dziennikarzowi Adolfowi Dobriańskiemu i jego córce Oldze Hrabar. Sprawa stała się głośna nie tylko w Galicji. Metropolita lwowski Józef Sembratowicz musiał zrezygnować z urzędu. Wiedeń nie mógł tolerować dłużej zbyt pobłażliwego hierarchy. Zresztą i dla papieża była to sprawa niezmiernie ważna. Według świadectwa z 1875 r., przesłanego do Stolicy Apostolskiej, metropolita był człowiekiem uczciwym, ale słabym, bojaźliwym i ulegającym wpływom księży-moskalofilów. Jego następca, Sylwester Sembratowicz, łamiąc w konsystorzu wpływy rusofilów miał już ułatwione zadanie obrony grekokatolicyzmu.

Tymczasem w ukraińskim ruchu narodowym Galicji pojawił się nowy kierunek reprezentowany przez świecką inteligencję, szukającą jedności z rodakami z Ukrainy będącej pod panowaniem rosyjskim. Występowali oni zarówno przeciw rusyfikacji jak i polonizacji, dążąc do utworzenia niezależnej Ukrainy, w skład której wejść powinna również Galicja Wschodnia.

Należy przypomnieć, że w Galicji aż do końca XIX w. nie używano nazwy "ukraiński" ani dla określenia narodowości ani języka. Mówiło się i pisało wówczas: "Rusini" i język "ruski". Dopiero na przełomie XIX i XX wieku ukraińska inteligencja świecka, a między innymi przybyły z Kijowa do Lwowa profesor historii Michał Hruszewski, zaczęła propagować określenie "ukraiński" zamiast "ruski". Miało to duże znaczenie dla ruchu narodowego Rusinów, którzy w ten sposób podkreślali swoją wspólnotę z Ukraińcami mieszkającymi za granica - w Cesarstwie Rosyjskim.

Warto zauważyć, że cały zróżnicowany i ważny dla kraju ruch emancypacji narodowej Rusinów umykał uwadze tamtejszych Polaków. Uzyskawszy na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych autonomię Polacy przejęli rządy w Galicji, traktując ją w całości jako kraj polski. Zważywszy, że rządy znalazły się w rękach polskiego ziemiaństwa i inteligencji, którzy czuli się u siebie, narastającego konfliktu interesów nie widziano. "Nasi Rusini" jak mówiono powszechnie, to była dla nich przede wszystkim służba, z którą przecież, jak uważali, obchodzili się dobrze. Zatargi między Kościołem Rzymskokatolickim i Greckokatolickim leżały zaś w sferze kościelnej i nie dostrzegano w nich zagrożenia. Zresztą zostały, m.in. przy pomocy Stolicy Apostolskiej, zażegnane, więc i problem jakby przestał istnieć. "Odrodzenie narodowe ukraińskie to proces dla Polaków tak mało znany, jakby szło o dzieje szczepu jakiegoś ukrytego gąszczu Afryki" - pisał na początku wieku Wilhelm Feldman, znawca problematyki galicyjskiej.

Można się z nim zgodzić prawie w stu procentach, szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę dane statystyczne z urzędowego spisu austriackiego z 1910 r. Według uznawanego za bardziej miarodajne, przy ustalaniu narodowości, kryterium wyznaniowego, w Galicji Wschodniej mieszkało wówczas 3.291.218 (61,7%) grekokatolików i 1.349.626 (25,3%) rzymskokatolików (liczącą się resztę stanowili żydzi 659.706 czyli (12,4%). Niedostrzeganie prawie dwu i pół krotnej przewagi Rusinów nad Polakami i to Rusinów posiadających już wykształcone elity, świadczyło o traktowaniu przez Polaków ziem byłej Rzeczypospolitej jako ziem polskich, co zresztą odnosiło się także do Litwy (nazwą tą obejmowano również Białoruś) i nie przyjmowaniu do wiadomości innego niż polskie rozwiązania.

Sytuacja wyznaniowa i narodowościowa w Galicji miała duże znaczenie dla planów rosyjskich likwidacji Unii w Królestwie Polskim. Korzystając bowiem z przychylności wielu galicyjskich księży greckokatolickich dla oczyszczenia obrządku z naleciałości łacińskich i z ich moskalofilskich sympatii, władze rosyjskie rozpoczęły agitację na rzecz ich przyjazdu do Królestwa Polskiego. Znana powszechnie wśród unitów niechęć carów rosyjskich do Unii, którą systematycznie likwidowali od czasów Katarzyny II, nie stanowiła, jak się okazało, dla sporej grupy księży galicyjskich przeszkody we współpracy z Rosjanami.

Agitacja rosyjska w Galicji na rzecz prawosławia trwała do I wojny światowej. Ciągle byli tam wysyłani dobrze opłacani agenci rosyjscy propagujący prawosławie. Powodzenie tej akcji nie było duże, ale pogłębiało waśnie między różnymi ugrupowaniami: rusofilami, wiernymi Unii grekokatolikami, starorusinami i "austriofilami", choć granice między nimi w dalszym ciągu nie zawsze były ostre.

W czasie I wojny w latach 1914-1915 wojska rosyjskie zajęły Galicję Wschodnią. Greckokatolicki arcybiskup lwowski, Andrzej Szeptycki, został aresztowany i wywieziony w głąb Rosji. W Galicji rozpoczął akcję misyjną na rzecz prawosławia Eulogiusz Gieorgijewski, wówczas prawosławny biskup wołyński, a przedtem przez wiele lat chełmsko-warszawski i chełmski, od początku niechętny i zwalczający duchowieństwo greckokatolickie. Odbicie z rąk rosyjskich przez wojska austriackie Galicji Wschodniej latem 1915 r. zakończyło działalność Eulogiusza. Nie zakończyło antyukraińskiej działalności, którą zaraz po wybuchu wojny zaczęły austriackie władze, głównie wojskowe, oskarżając o zdradę nie tylko Rusinów-moskalofilów, ale podciągając pod nią całą ludność ukraińską. Stąd masowe aresztowania wśród ruskiej ludności w Galicji, które dotknęły również duchowieństwo greckokatolickie. Po odbiciu przez wojska austriackie Galicji, ta ostatnia grupa była ponownie szczególnie represjonowana, jako oskarżana o współpracę z Rosjanami. W trybunałach wojskowych od początku wojny zapadały wyroki śmierci. Liczba ich jest przyczyną dyskusji kontrowersji między ukraińskimi i polskimi historykami.

Dzieje Kościoła Greckokatolickiego w Galicji w okresie zaborów toczyły się różnymi kolejami. Kościół ten zrównany w prawach z Kościołem łacińskim długo zachował za to wdzięczność wobec władz wiedeńskich. Jednakże od połowy XIX w. zaczęły się podziały, najogólniej rzecz ujmując, na dwa główne obozy rusofilów - zwolennik?w rosyjskiego rozwiązania sprawy ukraińskiej i austrofilów - szukających oparcia w Wiedniu dla rozwoju własnej tożsamości narodowej. Ostatecznie część z nich dołączyła do laickiej inteligencji dążącej do powstania niezależnej Ukrainy, obejmującej ziemie będące pod panowaniem Rosji oraz Galicję Wschodnią. Kościelne spory między obrządkiem unickim i łacińskim były łagodzone dzięki umowom i porozumieniom. Jednak podziały te pogłębiały się wraz z utrwalaniem się tożsamości narodowej Rusinów, co, obok antagonizmu kościelnego, powodowało ostre antypolskie nastroje. Kler greckokatolicki walnie przyczynił się do przyspieszenia dojrzewania narodowego galicyjskich Rusinów. Pod koniec XIX w. pałeczkę przejęła świecka inteligencja, która odcięła się od Kościoła. Dążyła do utworzenia niepodległej Ukrainy.

Tych nadciągających groźnych chmur tamtejsi Polacy nie dostrzegali. Zapatrzeni w polskość miast i w polskie dwory, cały kraj widzieli jako polski. Rozwiązanie nie było łatwe, bo dramatem Galicji Wschodniej, jak w ogóle ziem wschodnich Rzeczypospolitej, był fakt, że tak Rusini jak i Polacy czuli się tam u siebie, tyle tylko, że ci ostatni byli w znacznej mniejszości.

Rozdział 3

Unici w zaborze rosyjskim. Walka o przetrwanie.

a) Piotr I (1682 -1725)

Największym zagrożeniem dla Unii Brzeskiej była Rosja, która od początku traktowała unitów jako braci w wierze, przemocą odłączonych od Kościoła Prawosławnego, których trzeba na powrót przywrócić do jedynie prawdziwej wiary za jaką uważała prawosławie.

Jedną z bardzo ważnych przyczyn, dla których Rosja niechętnie patrzyła na Kościół Unicki była przedstawiona jego latynizacja i związana z nią dość ściśle polonizacja, jakiej ten Kościół niemalże od początku Unii ulegał.

Carowie rosyjscy starali się również od początku objąć opieką prawosławnych w Rzeczypospolitej, co, poza względami czysto religijnymi, stwarzało możliwość mieszania się Rosji w wewnętrzne sprawy sąsiada.

Jednakże aż do śmierci króla Jana III Sobieskiego realnych możliwości ingerencji w sprawy prawosławnych w Rzeczypospolitej Rosja nie miała. Dopiero objęcie rządów w Warszawie przez dynastię saską taką możliwość stworzyło. Zaangażowanie elektora saskiego i równocześnie króla polskiego Augusta II w wojnę północną i związana z tym wewnętrzna sytuacja Rzeczypospolitej w latach 1700- 1721 sprawiły, że przez kraj przechodziły i zatrzymywały się obce wojska w tym oczywiście i rosyjskie.

Istnieją opisy gwałtów wojsk rosyjskich wobec unitów, przede wszystkim wobec zakonników i zakonnic bazyliańskich i duchowieństwa unickiego. Najbardziej znane było osobiste znęcanie się cara Piotra I nad bazylianami w Połocku, wywołane ich odpowiedzią na pytanie cara. Odpowiedzieli bowiem, że Św. Jozafat Kuncewicz zginął z rąk prawosławnych. Bazylianie użyli słowa "schizmatyckich", będącego wówczas powszechnie w użyciu (obok słowa dyzunici) przez katolików obu obrządków. Wywołało to wściekłość cara, który własnoręcznie zabił jednego z zakonników, dając tym niejako hasło dla swojej świty do pogromu, znajdujących się w katedralnej cerkwi unickiej w Połocku, bazylianów. Zginęło wówczas czterech zakonników.

Za rządów Piotra I nastąpiły w rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej bardzo ważne zmiany. Car w 1718 r. Zlikwidował godność patriarchy, powołując do życia ciało kolegialne tzw. Święty Synod, złożony z wyższego duchowieństwa i urzędnika cywilnego - oberprokuratora. Oberprokurator wchodził w skład Synodu z ramienia cara. Stał się też z tego powodu centralną osobą Synodu. Piotr I, nie pozwalając na wybór patriarchy po śmierci w 1700 r. Adriana i ustanawiając Święty Synod, uznał jednocześnie, że jest głową Cerkwi Prawosławnej w Rosji. W 1721 r. car przyjął tytuł cesarza, przypieczętowując rozpoczęty wcześniej rozwój imperializmu rosyjskiego, w którym prawosławie odgrywało niebagatelną rolę. Dla unitów w Rzeczypospolitej było to groźne, bo właśnie od czasów Piotra I wojska rosyjskie, za zgodą lub bez zgody władz w Warszawie, penetrowały jej terytorium. Hierarchia prawosławna czując opiekę tych wojsk dużo odważniej zaczęła działać przeciw Unii.

b) Katarzyna II (1762 -1796)

Planowa akcja nawracania unitów na prawosławie zaczęła się za Katarzyny II. Po pierwszym rozbiorze Rzeczypospolitej zostawiła ona co prawda Kościół Unicki w spokoju, a nawet respektowała jego stan posiadania, jednakże w latach 1780 -1783 przepisano na prawosławie ok.100 tys. unitów. Była to liczba stosunkowo niewielka. Chodziło wówczas Rosji o wywarcie presji na Stolicę Apostolską, aby udzieliła sankcji kanonicznej dla samowolnie przez Katarzynę II utworzonego łacińskiego arcybiskupstwa mohylewskiego i jej pasterza Stanisława Bohusz-Siestrzeńcewicza. Sankcję tę uzyskano.

Na szeroką skalę akcję nawracania na prawosławie rozpoczęto po drugim rozbiorze. W 1793-4 r. opracowano w Petersburgu plan misji prawosławnych wśród unitów, przede wszystkim na Wołyniu, Podolu i Ukrainie, gdzie Unia była słabiej ugruntowana i gdzie wielu wiernych a nawet duchownych unickich ciążyło ku prawosławiu. Grupy misjonarzy prawosławnych wspierane przez rosyjskie władze państwowe rozpoczęły nawracanie nie tylko przy pomocy perswazji, ale korzystając również z przymusu, mając do dyspozycji władze administracyjne i wojsko. Nie respektowano deklarowanej oficjalnie zasady dobrowolności.

Właściwie Unia pod panowaniem rosyjskim ostała się już prawie wyłącznie na Białorusi, gdzie działalność misyjna była mniej zdecydowana. Kościół Unicki utracił wówczas ponad 1,5 miliona wiernych, a z 4700 parafii istniejących na terenach objętych intensywną akcją misyjną ostało się zaledwie sto kilkadziesiąt. Przy Unii pozostała większość klasztorów, część księży świeckich i grupy wiernych pozbawionych prawie zupełnie własnych kościołów.

c) Paweł I (1796 -1801)

Po śmierci Katarzyny II w 1796 r. akcja misyjna ustała. Cesarz Paweł I unitów wprawdzie nie lubił, mówiąc, że nie są "ani rybą ani mięsem", ale nawracania na prawosławie zaprzestano. Niewielka grupka duchowieństwa unickiego wróciła nawet do Unii, a kilkudziesięciu przeszło na obrządek łaciński. Łaciński arcybiskup mohylewski Stanisław Siestrzeńcewicz pozwolił im sprawować Służbę Bożą, mimo że byli żonaci. Dla tych, którzy w wyniku zmian zostali bez parafii, Paweł I wyznaczył nieduże pensje - po kilkadziesiąt rubli rocznie. Ogóna liczba księży, którzy pozostali w Kościele Unickim w Rosji wynosiła na początku XIX wieku około 1550 osób.

Za rządów Pawła I uporządkowano, w porozumieniu ze Stolicą Apostolską, zreorganizowane samowolnie przez Katarzynę II diecezje unickie. Obok ciągle istniejącego arcybiskupstwa połockiego wskrzeszono biskupstwo łuckie, obejmujące Wołyń, Podole i Ukrainę, oraz brzeskie, obejmujące przede wszystkim Białoruś, łącznie było w nich wówczas blisko 1400 parafii z prawie 1.400.000 wiernych. Arcybiskupem połockim był od 1784 r. Herakliusz Lissowski, biskupem łuckim został w 1798 r. Stefan Lewiński, a biskupem brzeskim w tymże roku Jozafat Bułhak. Lewiński rezydował w klasztorze bazylianów w Poczajowie, a Bułhak w klasztorze w Żyrowicach.

d) Aleksander I (1801-1825)

Aleksander I również unitów nie prześladował. Kilka lat spokoju pod panowaniem obu wymienionych cesarzy rosyjskich umożliwiło Kościołowi Unickiemu utrwalenie dotychczasowego stanu posiadania. Około 200 tys. unitów, korzystając z tej swobody, przeszło nawet na obrządek łaciński. Sprawa ta stała się przedmiotem monitów abpa Lissowskiego skierowanych do łacińskiego arcybiskupa mohylewskiego Stanisława Siestrzeńcewicza. Krążyły bowiem pogłoski, że unici będą musieli przyjąć prawosławie, o ile wcześniej nie przejdą na obrządek łaciński. Lissowski posądzał o to duchowieństwo łacińskie z archidiecezji mohylewskiej. Nie otrzymawszy odpowiedzi od Siestrzeńcewicza, złożył skargę do Aleksandra I. Powołana wówczas przez cara specjalna komisja nie stwierdziła używania przez duchowieństwo łacińskie przemocy w stosunku do przechodzących na rzymski katolicyzm unitów. Niemniej Aleksander I wydał ukaz zabraniający "nawracania" siłą na obrządek łaciński.

Można zrozumieć względną łatwość z jaką niektórzy unici przechodzili na obrządek łaciński. Pogłoski bowiem o ewentualnej likwidacji Unii w zestawieniu z niedawną prawosławną akcję misyjną za Katarzyny II sprawiły, że pewniej czuli się jako katolicy w obrządku rzymskim niż wschodnim.

Aleksander I poszedł też na rękę arcybiskupowi Lissowskiemu, zdecydowanemu przeciwnikowi dominacji łacińskiej nad Kościołem Unickim i podzielił ukazem z 1805 r. założone przez siebie w 1801 r. Kolegium Duchowne dla spraw obu obrządków na dwa niezależne departamenty: łaciński i unicki. W każdym z nich zasiadali duchowni właściwego obrządku. Wspólne sprawy miały być załatwiane na tzw. Zebraniu Ogólnym.

Z chwili ustania zagrożenia, jakie miało miejsce za Katarzyny w Kościele Unickim, odżył dawny spór między zakonem bazylianów a duchowieństwem świeckim. Przewaga intelektualna i materialna zakonu nad klerem parafialnym była wyraźna. Bazylianie stanowiąc elitę nie zajmowali się kształceniem kleru parafialnego. Prowadząc szkoły, wysunęli się na czoło wśród zakonów nauczających na ziemiach ruskich Rzeczypospolitej. Kształcili tam jednak świecką młodzież szlachecką lub swoich nowicjuszy, którzy zresztą w dużym stopniu z tej spolonizowanej szlachty się wywodzili, przyjmując tylko obrządek wschodni. Rozziew między zakonem a klerem świeckim pogłębiał się więc dodatkowo o pochodzenie społeczne - przeciw wykształconemu zakonnikowi, na ogół szlachcicowi, stawał słabiej wykształcony świecki ksiądz, pochodzący najczęściej ze stanu kapłańskiego.

W okresie akcji nawracania na prawosławie w latach 1794 - 1795 zakon poniósł straty. Zlikwidowano wówczas 16 spośród 103 monasterów. Zakonnicy przenieśli się za granicę lub przeszli na obrządek łaciński. Był może część przyjęła prawosławie. Po śmierci Katarzyny II sytuacja się unormowała i zakon dalej pełnił swoje funkcje oświatowe prowadząc na początku XIX w. 13 szkół publicznych. Bazylianki zachowały po katastrofie jeszcze 12 domów, zajmując się w coraz większym stopniu nauczaniem dziewcząt. W 1834 r. miały jeszcze 10 domów, z których w ośmiu prowadzono pensje dla dziewcząt.

Wobec braku dobrze zorganizowanych seminariów diecezjalnych i niepodjęcia przez bazylianów powszechnego nauczania kleru świeckiego jedynym stałym miejscem nauki było utworzone w 1803 r. przy Uniwersytecie Wileńskim tzw. Seminarium Główne, przeznaczone dla alumnów lub młodych księży łacińskich i unickich. Wileńskie Seminarium Główne wzorowane było na seminariach generalnych tworzonych w monarchii austriackiej według zasad józefińskich. Biskupi nie mieli na nie wpływu, tak zresztą, jak pozbawieni byli wpływu na wydział teologiczny Uniwersytetu w Wilnie. I był jedną z przodujących w nauce uczelni wyższych na ziemiach byłej Rzeczypospolitej. Był pod wpływem myśli Oświecenia, co w dziedzinie teologicznej, przy braku wpływu biskupów, stanowiło zagrożenie dla czystości nauki zasad wiary katolickiej. Wpływy eklezjologii wschodniej również stanowiły niebezpieczeństwo, szczególnie dla jedności Kościoła Unickiego z papieżem. Z tegoż Seminarium Głównego w Wilnie wyszli późniejsi czołowi apostaci Unii - Józef Siemaszko, Antoni Zubko, Wasyl Łużyński i Hołubowicz.

Uniwersytet Wileński w latach panowania Aleksandra I

Mimo jednak wspomnianych kłopotów i trudności Kościoła Unickiego za panowania Aleksandra I Kościół ten, dzięki pewnej przychylności cesarza dla katolicyzmu w ogóle, mógł się nawet rozwijać. Po utworzeniu przez Aleksandra I diecezji litewskiej Kościół Unicki w Cesarstwie Rosyjskim posiadał cztery diecezje: poza wspomnianą litewską, jeszcze połocką, łucką i brzeską. Wznowiona przez cesarza w 1806 r. godność metropolity nie została jednak związana z żadną określoną stolicą metropolitalną. Godność tą otrzymał Herakliusz Lissowski, który rezydował, jak i jego poprzednik Teodor Rostocki, w Petersburgu. W 1809 r. Aleksander I ustanowił diecezję metropolitalną, ale Lissowski do jej zarządzania otrzymał sufragana bpa Adriana Hołownię, sam zaś dalej był zobowiązany do przebywania w Petersburgu.

Lissowski należał do bardziej wpływowych biskupów unickich w zaborze rosyjskim. Rządy biskupie sprawował 25 lat, zaczynając w 1784 r. jako arcybiskup Połocka. Był też mianowany przewodniczącym departamentu unickiego w Kolegium Duchownym w Petersburgu.

Uposażenie biskupów unickich ustaliła jeszcze Katarzyna II na 3 tys. rubli rocznie, a Aleksander I podniósł je do 6 tys. rubli. Biskupi miewali też dochody jako archimandryci (opaci) monasterów, które posiadały własne dobra przynoszące często duże dochody.

e) Mikołaj I (1825 -1855)

Następca Aleksandra I-go, Mikołaj I, był zdecydowanym przeciwnikiem Unii. W grę wchodziły tak względy polityczne jak i religijne. Oba te czynniki łączyły się zresztą ze sobą, ponieważ niezależność Kościoła Katolickiego od władzy państwowej była dla cesarzy rosyjskich od chwili zaboru ziem Rzeczypospolitej trudna do przyjęcia. Uderzenie najpierw w Kościół Unicki wydawało się o tyle łatwiejsze, iż wierni i w znakomitej większości duchowieństwo byli Rusinami, wprawdzie związanymi z Rzymem, ale także z obrządkiem wschodnim, a więc i z kulturą bizantyjską. Pierwsze więc uderzenie w planach likwidacyjnych Mikołaja I skierowane było na oczyszczenie obrządku wschodniego w Kościele Unickim z naleciałości łacińskich. Akcja była przygotowywana inaczej niż za Katarzyny II. Miało nastąpić nie jednorazowo "nawrócenie" unitów na prawosławie, jak za Katarzyny II ale długo planowe działanie. Przywrócenie w kościołach unickich czystego obrządku i obyczajów wschodnich miało być wstępem do zjednoczenia z prawosławiem. Cała operacja została przygotowana starannie z rozłożeniem na kilka lat.

Podstawą działalności stanowił memoriał przygotowany przez księdza unickiego Józefa Siemaszkę. Od 1812 r. był on asesorem w departamencie unickim Kolegium Duchownego w Petersburgu. Memoriał został wręczony ministrowi oświecenia Aleksandrowi Szyszkowowi, który uznawszy go za ważny przedstawił w 1827 r. Mikołajowi I. Memoriał wyjaśniał krótko co dotąd w sprawach Unii od Katarzyny II zostało zrobione i - szczegółowo, co należy zrobić, aby Kościół Unicki połączyć z Cerkwią Prawosławną.

Główny nacisk został położony na maksymalne odcięcie unitów od łacinników, zaczynając od Kolegium Duchownego, przez seminaria, szkoły i wiernych w kościołach. Do zakonu bazylianów nie tylko nie powinni mieć dostępu nowicjusze rzymskokatoliccy, ale trzeba usunąć zeń już będących tam zakonników, którzy przyszli jako łacinnicy i przyjęli obrządek wschodni.

Utworzenie Greckokatolickiego Kolegium Duchownego niezależnego od Kolegium Rzymskokatolickiego stanowiło punkt wyjścia. Chodziło bowiem o to, aby łacinnicy nie mieli wpływu na podejmowane działania "oczyszczające" obrządek unicki. Ukazem z 22.04 4.05.1828 r. powołał więc Mikołaj I Grekounickie Kolegium Duchowne pod przewodnictwem metropolity, którym był wówczas Jozafat Bułhak. Ukaz mówił, że nowe Kolegium ma za zadanie obronić Kościół Unicki od jakichkolwiek naleciałości obcych Kościołowi Wschodniemu, niezgodnych z warunkami przyjętymi w Unii Kościoła Ruskiego z Rzymem z 1596 r. W ten sposób Ukaz pomijał zupełnie postanowienia. synodu w Zamościu z 1720 r., który sankcjonował pewne zmiany. W skład Kolegium, mającego stanowić najwyższą instancję w Kościele Unickim wchodził jeden biskup, jeden archimandryta i czterech kapłanów (protojerejów) wybieranych przez biskupa i konsystorze diecezjalne.

W wyniku wspomnianego Ukazu nastąpił nowy podział diecezjalny Kościoła Unickiego. Z dotychczas istniejących czterech diecezji utworzono dwie: białoruską z rezydencją w Połocku i litewską z rezydencją w klasztorze w Żyrowicach. Do diecezji litewskiej włączono prawie całą diecezję brzeską i kawałek łuckiej, do białoruskiej - resztę diecezji łuckiej, a także kilka powiatów z guberni mińskiej należących uprzednio do diecezji wileńskiej, oraz parafie z Kurlandii, które uprzednio również należały do diecezji wileńskiej. W ten sposób parafie z ogromnego obszaru ziem południowo-wschodnich Rzeczypospolitej były oddalone od siedziby biskupów. Wprawdzie były to tereny, gdzie po przeprowadzeniu za Katarzyny II likwidacji Unii zostało niewiele parafii, oddalenie ich jednak od siedziby biskupa dodatkowo narażało je na zagładę Było to zresztą z góry zamierzone. Konsystorze z Wilna i Łucka zostały wcielone do konsystorzy w Połocku i Żyrowicach.

Przeprowadzenie całej szczegółowo przez Siemaszkę opracowanej akcji wymagało jeśli nie przychylności to przynajmniej neutralnego stanowiska biskupów unickich. W skład episkopatu wchodzili: Jozafat Bułhak zarządzający do Ukazu z 22.04. 4.05.I828 r. diecezją wileńską i brzeską, Jakub Martuszewicz zarządzający diecezją połocką, oraz Cyryl Sierociński zarządzający diecezją łucką. Ponadto Jozafat Bułhak miał dwóch sufraganów: Adriana Hołownię, biskupa tytularnego orszańskiego i Leona Jaworowskiego, biskupa tytularnego włodzimierskiego. Nie cieszyli się oni zaufaniem władz rosyjskich. Trzech z nich: Hołownia, Jaworowski i Sierociński zostali po reorganizacji diecezji odsunięci od wpływu na sprawy Kościoła Unickiego. Hołownia i Sierociński zmarli w 1831 r. a Jaworowski w 1833 r., co ułatwiło władzom rosyjskim realizację planów likwidacji. W 1833 r. zmarł także arcybp połocki Martuszewicz, który wprawdzie wcześniej nie został usunięty z diecezji, ale dodano mu do pomocy Józefa Siemaszkę. Próby Martuszewicza przeciwdziałania unifikacyjnym (z prawosławiem) zarządzeniom władz były przez Siemaszkę skutecznie blokowane.

Po śmierci czterech wyżej wymienionych biskupów z dawnego episkopatu unickiego działał już tylko Jozafat Bułhak, który został po Martuszewiczu arcybiskupem połockim. Był przeciwnikiem likwidacji Unii, to też takiego podpisu od niego nie zażądano, czekając na jego śmierć, która nastąpiła w 1838 r. Podpisywał jednak wszelkie rozporządzenia, które ostatecznie likwidację Unii przygotowywały. Biskupem litewskim został Józef Siemaszko, wcześniej już, bo w 1829 r., konsekrowany na biskupa sufragana białoruskiego. Nastąpiły też nowe nominacje biskupów sufraganów: Antoni Zubko, Wasyl Łużyński i Jozafat Żarski. W ten sposób władze rosyjskie poza Bułhakiem, na którego śmierć czekano, miały już episkopat zdecydowany na likwidację Unii.

Przygotowanie niższego kleru unickiego do zjednoczenia z prawosławiem wymagało reformy szkolnictwa. Należało więc odciąć dzieci unickie, i to nie tylko dzieci księży, od szkół łacińskich. Trzeba było zreformować seminaria duchowne unickie w duchu prawosławnym i uniemożliwić klerykom kontakty z rzymskokatolikami. Zakazano więc wysyłania kleryków unickich do Rzymu. Takim zakazem objęte było także Główne Seminarium w Wilnie, ponieważ w Wilnie młodzież unicka stykała się bezpośrednio z młodzieżą polską obrządku łacińskiego. Od 1830 r. zaczęto wysyłać po czterech kleryków do Akademii Prawosławnych w Petersburgu i Moskwie. Motywowano to niemożnością zorganizowania z braku funduszów Akademii Duchownej Unickiej w Połocku. W 1834 r. w tamtejszym seminarium było 74 kleryków, w Żyrowicach - 120. Dotychczasową polonizację zastąpiła rusyfikacja.

Bardzo ważnym elementem w osłabieniu Unii było ograniczenie niezależności zakonu bazylianów. Zakon ten, o czym wiemy, stanowił swego rodzaju elitę w Kościele Unickim. W początkach panowania Mikołaja I miał trzy prowincje (litewską, białoruską i ruską) z 80 klasztorami męskimi i ponad 500 zakonnikami. Po śmierci dwóch prowincjałów w 1831 r. car Mikołaj I zniósł w 1832 r. tą godność, wcześniej zresztą ograniczoną niemal tylko do samego tytułu. Ukaz znoszący godność prowincjała (16.02.1832 r. st. st.) znosił i inne tytuły i urzędy klasztorne wzorowane na urządzeniach zakonów łacińskich.

W roku 1831 toczyła się wojna polsko-rosyjska. W trakcie, jej trwania bazylianie, jak kler i zakony rzymskokatolickie, byli oskarżani przez dowódców rosyjskich o pomoc udzielaną wojsku polskiemu. Wobec czego skorzystano z okazji, aby zlikwidować klasztor w Owruczu, a tamtejszy kościół unicki zmienić na cerkiew prawosławną. Postanowiono też wówczas przejąć klasztor w Poczajowie na Wołyniu z cudownym obrazem Matki Boskiej, stanowiącym cel pielgrzymek z odległych nawet okolic. Bojąc się oporu ze strony wiernych sprowadzono wojsko. Bazylianów wywieziono, a na ich miejsce osadzono zakonników prawosławnych, którzy do dziś tam rezydują. Rok 1832 i następne przyniosły dalszą likwidację klasztorów bazyliańskich, łącznie ponad pięćdziesiąt.

Po ostatecznej klęsce Polaków w wojnie z Rosją we wrześniu 1831 r. na ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej zabranych przez Rosję nastąpiła również likwidacja zakonów łacińskich. W wyniku ukazu z 17. 07.1832 r. (st. st.) zlikwidowano wówczas w ciągu roku 196 klasztorów rzymskokatolickich na 325 tam istniejących. Z tych 196 klasztornych domów 50 było w jakiś sposób zaangażowanych w powstanie polskie. Trzeba bowiem pamiętać, że na tamtych terenach rzymskokatolicy czuli się w znakomitej większości Polakami.

Likwidacja klasztorów bazyliańskich stanowiła element represji wobec Polaków i Kościoła, oraz była wynikiem ogólnej anty zakonnej polityki Petersburga. Skierowanie jej przeciwko zakonnikom unickim miało ponadto na celu pozbycie się ludzi, którzy z racji swego zlatynizowania i spolonizowania stanowili dodatkową przeszkodę w planach zjednoczenia Unii z prawosławiem.

Jednym z ważniejszych antybazyliańskich postanowień było polecenie, aby w ciągu 6 miesięcy bazylianie wywodzący się z obrządku łacińskiego, którzy wstępując do zakonu przyjęli obrządek wschodni, opuścili klasztory powracając do obrządku łacińskiego. Dotknęło to kilkadziesiąt osób i było dla zakonu w owym czasie niekorzystne. Zakonnicy wywodzący się z obrządku łacińskiego, którzy by nie wystąpili w określonym terminie z zakonu, nie mieli takiej możliwości na przyszłość. Pozostanie w zakonie w obrządku wschodnim skazywało ich na prześladowania lub zgodę na przyjęcie prawosławia. Los Unii w Cesarstwie Rosyjskim był już bowiem przesądzony i jeśli nie wszyscy unici, to z pewnością bazylianie zdawali sobie z tego sprawę.

Mimo ogromnych wysiłków zrobionych dla przekonania unickiego kleru diecezjalnego do połączenia z prawosławiem opór jego był spory. łatwiej szło z oczyszczaniem obrządku, dużo trudniej z wprowadzaniem prawosławnych ksiąg liturgicznych, wydrukowanych w Moskwie w 1831 r. dla potrzeb parafii unickich. W tym ostatnim przypadku bowiem widać było wyraźnie różnice teologiczne. Odmowa przyjęcia i korzystania z nich spowodowała rozmowy z opornymi, przeprowadzane głównie przez Siemaszkę. Stosował on na przemian prośby i groźby. Te ostatnie były szybko wprowadzane w życie. Opornych księży osadzano w którymś z klasztorów w diecezji, a jeśli to nie pomogło, zostawali pozbawiani parafii i wywożeni w głąb Rosji, gdzie również osadzano ich w klasztorach prawosławnych.

Ich żony i dzieci pozbawione były środków do życia. Dzieci oddawane były ponadto do szkół prawosławnych. Mimo zastosowania tych środków nie wszyscy księża podpisali przygotowany akt zjednoczenia Unii z prawosławiem. Podpisy złożyło 1305 księży i zakonników a 593 wstrzymało się od podpisu.

12.02.1839 r. (st. st.) został przez trzech biskupów unickich, Józefa Siemaszkę, Antoniego Zubkę i Wasyla Łużyńskiego, sporządzony w Połocku akt soborowy zjednoczenia Unii z Cerkwią Prawosławną. Synod Prawosławny przyjął i potwierdził ważność aktu z 12 lutego, a Mikołaj I dał swoją aprobatę 23 marca 1839 r. Na prawosławie oficjalnie przepisano wówczas ok. 1,5 miliona. unitów mieszkających w blisko 1470 parafiach.

Bierny opór polegający na niekorzystaniu z posług religijnych u prawosławnych popów i nieuczęszczaniu do cerkwi prawosławnych był przez niektórych stosowany przez wiele lat. Liczby dotyczące tego zjawiska nie są do uchwycenia, ponieważ nikt takiej statystyki nie prowadził. Rozbudowany system policyjny oparty na donosicielstwie nie sprzyjał manifestowaniu unickich przekonań religijnych, tak bardzo przez władze państwowe zwalczanych.

Cała sprawa rozłożona była, jak wiadomo, na kilka lat. Prowadzono ją w sposób zakamuflowany. Mikołajowi I zależało na tym, żeby na łamy gazet za granicą nie przedostawały się wiadomości o jakimkolwiek przymusie czy prześladowaniach unitów. Wszystko miało sprawiać wrażenie dobrowolności unitów w przyjmowaniu prawosławia.

Stąd też i do Stolicy Apostolskiej ostateczny akt przyłączenia ich do Cerkwi Prawosławnej był zaskoczeniem. Papież Grzegorz XVI licznymi dotychczasowymi ustępstwami wobec Mikołaja I chciał ochronić Kościół w Cesarstwie Rosyjskim i sądził, że w ten sposób uda mu się to osiągnąć. Kiedy więc sprawa, dzięki prasie zachodniej, stała się publicznie wiadoma, papież ogłosił na konsystorzu 22.11.1839 r. alokucję poświęconą Unii i jej dostojnikom-odstępcom, potępiając ich jednoznacznie, nie wspominając jednak roli, jaką w tej sprawie odegrał Mikołaj I i rząd rosyjski. W związku z tym Mikołaj I nie przejął się zbytnio wypowiedzią papieża. Nie pozwolił jednak, aby alokucja a nawet wieść o niej dotarły do tych, którzy w jedności z Rzymem ciągle, mimo prześladowań, trwali. Chodziło bowiem o to, aby istniejący jeszcze tu i ówdzie opór złamać, nie dając wiernym żadnej nadziei na czyjąkolwiek pomoc. I rzeczywiście opór ten złamano ostatecznie. Księża rzymskokatoliccy otrzymali za pośrednictwem swoich biskupów zakaz udzielania wszelkich posług religijnych ludziom nieznanym, obcym, którzy nie mieli zaświadczenia od swego proboszcza, że są rzymskokatolikami.

Część III
W Królestwie Polskim.

Rozdział 1
Diecezja chełmska.

a) Terytorium

Po zagładzie Unii na Ziemiach Zabranych, w Cesarstwie Rosyjskim pod panowaniem carów została już tylko jedna diecezja unicka, w Królestwie Polskim - chełmska. W jej dziejach skupia się jak w soczewce stosunek Rosji do Unii. Proces likwidacji w latach 1864-1875 przez władze rosyjskie tej leżącej bądź co bądź w centralnej Europie diecezji pokazuje wyraźnie, że Petersburg nie liczył się z opinią europejską, jeśli nie był do tego w jakiś bardzo jednoznaczny sposób zmuszony. Warto więc może przyjrzeć się bliżej jej historii.

Prawosławna diecezja, z siedzibą biskupią w Chełmie, istniała od roku 1240. Biskup Dionizy Zbirujski podpisał w 1596 r. akt Unii Brzeskiej i od tego czasu diecezja, poza krótkim okresem (1650-1652) należała do Kościoła Unickiego. Przed I rozbiorem Rzeczypospolitej miała dwa oficjaliaty: chełmski i bełski. Ogólnie liczba parafii wynosiła wówczas 538. Diecezja liczy?a 159.880 wiernych i obejmowała 22.100 km2. W połowie XVIII w. nie było już na jej terenie ani jednej parafii prawosławnej.

Po pierwszym rozbiorze 353 parafie znalazły się pod zaborem austriackim, wcielono je wówczas do diecezji lwowskiej i przemyskiej. Po II rozbiorze stan diecezji nie uległ dalszym zmianom. Po III rozbiorze w 1795 r. w granicach zaboru austriackiego znalazło się ok. 100 parafii z diecezji brzeskiej z dekanatu bialskiego i włodawskiego oraz części dekanatów: brzeskiego, drohiczyńskiego i mielnickiego, które wcielono po pewnym czasie do diecezji chełmskiej.

Po tymże III rozbiorze od diecezji odpadło ok. 80 parafii należących uprzednio do dekanatów: kaszogrodzkiego, lubomelskiego i rateżskiego, które znalazły się w zaborze rosyjskim. W 1809 r. do diecezji chełmskiej przyłączono 11 parafii z diecezji unickiej z siedzibą w Supraślu, utworzonej w 1798 r. w zaborze pruskim dla tamtejszych unitów, a które po pokoju w Tylży w 1807 r. znalazły się w granicach Księstwa Warszawskiego.

Po Kongresie Wiedeńskim w 1815 r. granice diecezji już się nie zmieniały. Podlegały jej wszystkie parafie unickie w Królestwie Polskim (w tym w Warszawie) oraz parafia w Wolnym Mieście Krakowie. Ta ostatnia przeszła później w roku 1851 52 pod jurysdykcję greckokatolickiego biskupa przemyskiego. W ten sposób tylko niewielka część dawnego terytorium weszła do "nowej" diecezji chełmskiej. Siedzibą jej pozostał w dalszym ciągu Chełm.

Obszar diecezji chełmskiej w Królestwie obejmował ok. 16 tys. km2. Były to tereny leżące wzdłuż granicy wschodniej Królestwa Polskiego z Cesarstwem Rosyjskim, liczące ok. 300 km długości i 40 do 60 km szerokości. Na południu diecezja graniczyła z ziemiami Rzeczypospolitej (Galicja) będącymi pod zaborem austriackim. Diecezja znajdowała się na terytorium trzech województw (p?niej guberni): lubelskiego, podlaskiego (później gubernia siedlecka) i augustowskiego. W województwie augustowskim było kilkanaście parafii. Diecezja do 1866 r. składała się z 21 dekanatów, których nazwy pochodzą od nazw starych lub nowych siedzib dziekanów. Z terytorium dawnej przedrozbiorowej unickiej diecezji chełmskiej pochodziło 11 dekanatów: chełmski, dubieński, grabowiecki, horodelski, hrubieszowski, krasnystawski, lubelski, szczebrzeszyński, tomaszowski, tyszowiecki i zamojski; z przedrozbiorowej diecezji brzeskiej - 8 dekanatów: bialski, kodeński, łosicki, międzyrzecki, parczewski, sokołowski, wisznicki i włodawski; z przedrozbiorowej przemyskiej - 1 dekanat tarnogrodzki; z dawnej diecezji metropolitalnej - 1 dekanat tykociński.

W 1866 r. władze zredukowały liczbę dekanatów do 12, dostosowując je do państwowego podziału administracyjnego. Były to: augustowski, bialski, biłgorajski, chełmski, hrubieszowski, konstantynowski, krasnystawski, radzyński, sokołowski, tomaszowski, włodawski i zamojski. Parafie w Warszawie włączono do dekanatu sokołowskiego, a w Lublinie - do rasnystawskiego.

b) Biskupi

Od przystąpienia do Unii diecezja miała 19 biskupów ordynariuszy. W czasach Królestwa było ich pięciu,

Ferdynand Ciechanowski (1810-1828),
Filip Szumborski (1828-1851),
Jan Teraszkiewicz (1851-1863),
Jan Kaliński (1863-1866)
Michiał Kuziemski (1868-1871, zm 1879).

Pierwszy z nich bp Ferdynand Ciechanowski, objął rządy w roku 1810 i jako jedyny biskup unicki zasiadał w senatach Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego. Jego sytuacja była najlepsza. Rządził głównie w okresie panowania Aleksandra I, który z carów rosyjskich należał do najłagodniejszych dla Kościoła Katolickiego od rozbiorów w 1772 r. do odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. Ostatnie dwa lata jego rządów przypadły wprawdzie na panowanie Mikołaja I, ale były to lata początkowe. Cesarz najpierw rozprawiał się z dekabrystami, a w Królestwie Polskim z kolei toczył się proces (1828-1829) przeciwko członkom tajnego Towarzystwa Patriotycznego, którzy prowadzili pertraktacje w sprawie współdziałania z rosyjskimi dekabrystami. Wprawdzie Józef Siemaszko przygotował już wówczas swój raport stanowiący podstawę likwidacji Unii, ale jak wiemy, wprowadzono go w życie parę lat później.

Ferdynand Ciechanowski, jako pierwszy biskup unickiej diecezji chełmskiej po radykalnych zmianach jej granic musiał scalać różne części pochodzące z kilku diecezji. Staraniem jego została przez papieża Leona XII w diecezji przywrócona kapituła. Ważnym dokumentem z czasów jego rządów był wydany w Warszawie w 1815 r. "Porządek nabożeństwa cerkiewnego, na diecezję chełmską przepisany".

Dla podniesienia religijno?ci ogłosił w 1826 r. "Ustawy dla bractw cerkiewnych w diecezji chełmskiej przeznaczone". W ustawach czytamy m. in.: "Usilnym staraniem parochów (proboszczów - H. D.) będzie założenie przy każdej cerkwi parafialnej bractwa cerkiewnego, tak płci męskiej jako i płci jako i płci żeńskiej". Zalecenie biskupa zaowocowało w następnych latach licznie powstającymi lub odnowionymi bractwami.

Bardzo trudną sytuację miał następca Ciechanowskiego Filip Felicjan Szumborski (1771-1851). Nominowany w 1828 r. został konsekrowany dopiero 16 maja 1830 r. Rządy rozpoczął niemal równocześnie z wprowadzaniem w życie w diecezjach unickich w Cesarstwie Rosyjskim memoriału Józefa Siemaszki. Cały okres sprawowania przezeń władzy w diecezji przypadł na czasy rządów w Królestwie Polskim Iwana Paskiewicza namiestnika Mikołaja I. Paskiewicz był gorliwym wykonawcą antypolskiej polityki cara.

Po likwidacji Unii w Cesarstwie obawy biskupa o los ostatniej pod panowaniem Romanowych, diecezji unickiej - chełmskiej były uzasadnione. Biskup Szumborski został zaproszony do Petersburga i mimo prób wymówienia się złym stanem zdrowia, musiał pojechać, ponieważ zaproszenie cara było równoznaczne z rozkazem. Biskup nie wiedział kiedy i czy w ogóle do diecezji wróci.

Wyjeżdżając zostawił więc list do kapituły chełmskiej datowany 11 23.07.1840 r., który najlepiej ilustruje jego obawy. Daje w nim rozporządzenia w sprawie zarządu diecezją w razie swej nieobecności a nawet na wypadek śmierci. W liście wzywa do zachowania jedności z Kościołem Rzymskim i papieżem.

W Petersburgu przebywał pięć miesięcy, od 4.08.1840 r. do 3.01.1841 r. czyniąc usilne starania o możliwość powrotu do diecezji, co wreszcie udało mu się uzyskać. Po powrocie, zdając sprawę ze swego pobytu w liście pasterskim do duchowieństwa z 6 18.02.1841 r., pisał, że niektórzy zwątpili w jego powrót i chcieli nawet "do obcej nam owczarni przyłączyć się". Dalej pisał jednak, ulegając naciskom Mikołaja I, o konieczności wprowadzenia ikonostasów i carskich wrót do cerkwi unickich, w których w wyniku latynizacji już dawno ich nie było. Starał się więc bp Szumborski lawirować między wiernością Kościołowi a naciskami władz rosyjskich. 14 26.08.1841 r. napisał list pasterski do duchowieństwa i wiernych, w którym jednoznacznie już wzywał do zainstalowania ikonostasów tam, gdzie ich nie ma, oraz do wprowadzenia "obrzędów niektórych, Wschodniego Kościoła przy odprawianiu nabożeństw, a osobliwie przy mszy św." List wywołał poruszenie wśród wiernych i duchowieństwa. Wiedzieli oni bowiem, że od takich spraw zaczęła się likwidacja Unii w Cesarstwie.

Wraz z naciskami na biskupa władze wykorzystywały w terenie możliwości przeciągnięcia poszczególnych parafii unickich na prawosławie, obiecując zwolnienie m. in. od służby wojskowej i podatków. Na prawosławie przeszli wówczas mieszkańcy parafii Babice i Górny Potok oraz wsi Luchów należących do dekanatu tarnogrodzkiego.

Biskupowi udało się zatrzymać tę akcję, ale obawy o los innych parafii pozostały.

W marcu 1844 r. Szumborski w nowym liście pasterskim odwoływał wszystkie zmiany w liturgii według wzorów prawosławnych, wprowadzone uprzednio jego listem pasterskim z sierpnia 1841 r. świadczyło to o determinacji biskupa trwania przy Unii nawet za cenę osobistych prześladowań. A nie były to obawy nierealne. Mikołaj I realizował bowiem konsekwentnie swoją politykę Zmuszania biskupów do uległości. Dwóch biskupów łacińskich było już, na jego żądanie, odsuniętych od rządów: Karol Skórkowski biskup krakowski i Jan Marceli Gutkowski biskup podlaski. Ten ostatni dodatkowo jeszcze aresztowany i deportowany do Rosji. W wyniku tego obie diecezje były nieobsadzone, podlaska 16 lat i krakowska 44 lata. Ponadto osiem diecezji łacińskich było nieobsadzonych przez wiele lat po śmierci ostatniego ordynariusza (Augustów, Kamieniec Podolski, Lublin, Mińsk, Mohylew, Warszawa, Wilno, Żmudź-Miedniki). Była to zaplanowana antykościelna polityka Mikołaja I i jego następców. Szumborski, ostatni biskup unicki po zniszczeniu w Cesarstwie Unii, nie mógł mieć więc żadnej nadziei na życzliwość cesarza. Diecezję chełmską na kilkadziesiąt jeszcze lat uratowały pertraktacje prowadzone między Petersburgiem a Rzymem. Rozpoczęły się po głośnej alokucji papieża Grzegorza XVI i jego expose z 22.07.1842 r., przedstawiające prawdziwą, sytuację Kościoła Katolickiego w Cesarstwie Rosyjskim. Na razie pozostawiono więc biskupa w spokoju. Mikołaj I pisał jednak do Paskiewicza, że z biskupem policzy się później.

Czas na diecezję przyszedł już po śmierci cara Mikołaja I i bpa Szumborskiego, za rządów Jana Teraszkiewicza, Jana Kalińskiego, Michała Kuziemskiego, Józefa Wójcickiego i Marcelego Popiela.

Kolejny po Szumborskim biskup, Jan Teraszkiewicz (1793-1863), miał od 1842 r. tytuł biskupa bełskiego. Po śmierci bpa Szumborskiego został wybrany przez kapitułę administratorem diecezji. Decyzję kapituły władze rosyjskie zaakceptowały bez zastrzeżeń, uważając Teraszkiewicza za człowieka słabego charakteru, a więc łatwego do kierowania. W tej sprawie opinia Rzymu pokrywała się z opinią Petersburga. Doprowadziło to do zablokowania wyboru ordynariusza chełmskiego, ponieważ Teraszkiewicz był jedynym kandydatem, jakiego Petersburg zaproponował papieżowi. Był to jednak kandydat przez Rzym nieakceptowany. Dopiero 16 marca 1863 r. został ostatecznie prekonizowany przez papieża, bo do Rzymu nie dotarła jeszcze wiadomość o śmierci biskupa, 1 marca tegoż roku.

Uderzenie w Unię za rządów Teraszkiewicza. zaczęły władze rosyjskie od seminarium duchownego. Teraszkiewicz aż do śmierci Szumborskiego był rektorem seminarium. Po jego wyborze na administratora władze przeforsowały na to stanowisko Jana Pocieja, który gwarantował dobrą z nimi współpracę. On też doprowadził do wysłania unickich kleryków z Chełma do Akademii Prawosławnych w Moskwie i Kijowie. Teraszkiewicz podpisał zaś nowy regulamin opracowany przez Pocieja przy współpracy władz świeckich, według którego seminarium ma podlegać zwierzchnictwu rosyjskich władz cywilnych w Warszawie. Napomniany za takie postępowanie przez papieża odpowiedział, że w regulaminie wprowadzono szereg zmian i dlatego mógł go przyjąć.

Biskup Jan Teraszkiewicz zmarł na początku powstania styczniowego. Razem, jak się okazało, z pośmiertną prekonizacją Teraszkiewicza na ordynariusza chełmskiego papież przeznaczył na jego koaudiutora z prawem zastąpienia Iana Kalińskiego. Aleksander II podpisał jego nominację w maju 1863 r., a w sierpniu Kaliński objął rządy w diecezji. Władze rosyjskie uniemożliwiły mu jednak konsekrację, uważając, że w ten sposób zmuszą biskupa do uległości. Jako powód podawano, że nie ma w Królestwie innego biskupa unickiego. Biskupi łacińscy byli zaś wykluczeni. Bardzo podkreślano rozdział obrządku unickiego i łacińskiego. Władze starały się bowiem nie traktować unitów jako należących do jednego Kościoła Katolickiego. Na wyjazd Kalińskiego do zaboru austriackiego, aby z rąk któregoś z tamtejszych biskupów greckokatolickich mógł otrzymać sakrę. Także nie pozwolono aby Greckokatolicki arcybiskup Lwowski Spirydion Litwinowicz do Chełma nie przyjechał, bojąc się aresztowania przez Rosjan zaraz po przekroczeniu granicy.

Jan Kaliński był zatem do końca biskupem-nominatem. Wytrwale bronił swej niezależności w zarządzaniu diecezją. Nie godził się na przyjęcie duchownych przybyłych z Galicji nie dał się powodować uległym władzom księżom ze swego otoczenia. Opierał się przed oczyszczaniem obrządku unickiego z naleciałości łacińskich.

Właściwie jego los był z góry przesądzony, zwłaszcza że w Królestwie Polskim po upadku powstania nastąpiły silne represje, które dotykały cały kraj. Hierarchia i duchowieństwo katolickie było represjonowane szczególnie. Kościół Katolicki jako instytucja traktowany był bowiem przez władze rosyjskie w Petersburgu i w Warszawie jako ostoja polskości. W czerwcu 1863 r. wezwany do Petersburga arcybiskup warszawski Zygmunt Szczęsny Feliński został zesłany do Jarosławia nad Wołgą, gdzie przebywał 20 lat i do archidiecezji już nie wrócił. Również w czerwcu t. r. zesłany został do Wiatki biskup wileński Adam Krasiński i zmuszony do rezygnacji z diecezji. Aresztowanie bpa Jana Kalińskiego nastąpiło 23 września 1866 r. Wywieziono go również do Wiatki, gdzie zmarł 19 października 1866 r.

Unicka diecezja chełmska znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Władzę objął w imieniu konsystorza, jako oficjał, popierany przez władze ks. Józef Wójcicki. W odezwie datowanej 11 23.09.1866 r., więc w dniu aresztowania biskupa-nominata Kalińskiego, ks. Wójcicki oskarżał go o niepoprawny, stały opór zarządzeniom władz i w związku z tym uznał jego uwięzienie za słuszne. Informował jednoczenie, że on przejmuje władzę jako oficjał konsystorza z polecenia namiestnika Królestwa Polskiego.

W Rzymie zdawano sobie sprawę z tej bardzo trudnej sytuacji wynikającej z działalności Wójcickiego. Pius IX potępił jego postępowanie w encyklice "Levate" z dnia 17.10.1867r. pisząc m. in.: "Groza zniszczenia zawisła nad diecezją chełmsko-bełską. Najsmutniejszym zaś jest postępowanie pewnego kapłana, podejrzanej wiary, niejakiego Wójcickiego. Lekceważąc wszelkie kary i cenzury kościelne, nie pomny nawet strasznego Sądu Bożego, nie wahał się przyjąć z rąk władzy świeckiej zarząd tej diecezji i wydawać najprzeróżniejsze zarządzenia przeciwko ustrojowi Kościoła i torując drogę schizmie."

Wójcicki rozpoczął na szeroką skalę oczyszczanie obrządku z naleciałości łacińskich, które od dawna zadomowiły się w cerkwiach unickich. Dla wiernych był to widomy znak realizacji zamiarów rządu - przyłączenia ich do prawosławia. Na hasło - oczyszczanie obrządku - unici byli szczególnie uwrażliwieni. Od tego zaczęła się bowiem likwidacja Unii na Ziemiach Zabranych, o czym świetnie wiedzieli granicząc z Cesarstwem o miedzę - przez rzekę Bug.

W tej sytuacji ratunkiem dla diecezji chełmskiej wydawała się nominacja nowego biskupa-ordynariusza. Po dłuższych pertraktacjach został nim ks. Michał Kuziemski (1809-1879), oficjał archidiecezji unickiej we Lwowie, uważany za bardzo wpływową postać wśród "świętojurców". Znany był ze swojej niechęci do Polaków, wobec czego zdawał się być dobrym kandydatem dla Rosjan. Stolica Święta była z kolei uwrażliwiona na wierność Kuziemskiego Unii. W tej sprawie opinie o Kuziemskim były jednoznacznie pozytywne. Zarzuty mogły dotyczyć jego postawy politycznej - sympatii rusofilskich. Mogło to stanowić pewne zagrożenie dla Unii. Ostatecznie Kuziemski został prekonizowany przez Piusa IX 22.06.1868 r. Sakrę biskupią otrzymał we Lwowie, po czym nowo mianowany biskup udał się do Chełma.

Przez cały czas rządów starał się lawirować między wiernością Unii a naciskami władz zarówno tych najwyższych jak i najniższych szczebli. Ostatecznie zrezygnował z walki i poprosi? Aleksandra II o zwolnienie go z urzędu. Cesarz wyraził na to zgodę (16 28.03.1871), dekorując go orderem św. Anny I klasy. Papieża biskup zawiadomił już po uzyskaniu zgody Aleksandra. Kuziemski był ostatnim biskupem unickiej diecezji chełmskiej.

Prośba Kuziemskiego o dymisję była bardzo wygodna dla Petersburga, gdzie zdano już sobie sprawę z nieprzydatności biskupa dla osiągnięcia zamierzonego celu.

Pius IX uznał jego postępek za wysoce naganny, o czym napisał mu w swoim liście (19.06.1871 r.). Rezygnacja Kuziemskiego otworzyła drogę do administrowania diecezją ks. Marcelemu Popielowi, który doprowadził do zlikwidowania Unii i przyłączenia unitów do prawosławia. Popiel tak jak Wójcicki nie był uznawany przez Stolicę Apostolską i w korespondencji nazywano go pseudoadministratorem.

c) Duchowieństwo

Kler unicki w diecezji chełmskiej pochodził z tejże diecezji. W Królestwie Polskim, uwzględniając zmiany jej granic, również pochodził z jej terytorium tyle tylko, że niekiedy z części już od niej odpadłych. Oddzielną grupę stanowiło 111 duchownych z Galicji, z których 51 wyświęconych było w seminarium lwowskim i przemyskim, a 60 przybyłych stamtąd alumnów wyświęcono już w Chełmie. Liczba duchownych zmniejszała się aż do lat sześćdziesiątych XIX wieku.

Według stanu na dzień 1 stycznia 1835 r. by?o 234 kapłanów, a w 1855 - 206. W wyniku sprowadzenia księży z Galicji Wschodniej liczba ich zaczęła znów wzrastać i w 1865 r. wynosiła już 220, a w latach 1874 - 1875, czyli w końcowym okresie istnienia unickiej diecezji, było ich 271.

Kler unicki wywodził się głownie ze stanu duchownego (ok. 80%), zgodnie bowiem z obrządkiem wschodnim księża uniccy mogli być i byli żonaci. Z wielu zacierających się różnic między obu obrządkami - małżeństwa księży unickich pozostawały jako niezmiennie odrębna cecha Kościoła Unickiego. Inne stany czy warstwy społeczne były wśród duchowieństwa unickiego reprezentowane w niewielkim procencie. Chłopów było ok. 3,5%, mieszczan - ok. 8% i szlachty - niewiele ponad 2%.

Wykształcenie kleru wiązało się dość ściśle z sytuacją oświaty w kraju. Duchowieństwo należało do grupy społecznej lepiej wykształconej w stosunku do ogółu wiernych, a już szczególnie w stosunku do chłopów. Kapłani uniccy nie stanowili tu wyjątku.

Szkolnictwo ogólne zmieniało się w całym omawianym okresie i to zarówno w Rzeczypospolitej przedrozbiorowej, jak i później w czasie rządów zaborców oraz w Księstwie Warszawskim i Królestwie Polskim.

Wykształcenie duchowne od połowy XVIII wieku kler unicki w diecezji miał ułatwione, ponieważ, jak wiemy, w 1759 r. bp Maksymilian Ryłło założył w Chełmie seminarium.

W 1804 r. władze austriackie, które zajęły Chełm po III rozbiorze Rzeczypospolitej, zamknęły seminarium, przenosząc alumnów do greckokatolickiego Seminarium Generalnego we Lwowie. W 1810 r., kiedy Chełm był już w Księstwie Warszawskim, seminarium diecezjalne reaktywowano. Wprowadzono wówczas trzyletni kurs nauczania. Liczba kleryków została ustalona wówczas na 13 osób. Biskup Ferdynand Ciechanowski wprowadził w 1819 r. jednoroczny kurs przygotowawczy. W 1849 r. dodano jeszcze jeden rok nauki, a w 1858 r. jeszcze jeden. łącznie więc nauka trwała 6 lat. Przed samą likwidacją Unii w diecezji naukę skrócono ponownie do 3 lat. Przez seminarium w Chełmie przeszło łącznie 80% przyszłych kapłanów pracujących w diecezji. Seminarium jako unickie istniało w Chełmie do 1875 r., kiedy to zlikwidowano oficjalnie Unię, a seminarium zmieniono na prawosławne.

Drugim ośrodkiem kształcenia przyszłych duchownych dla diecezji był Lwów. Studiowało tam blisko 15% kapłanów. Pozostali kończyli bardzo różne zakłady naukowe. Od małych w niewielkich miejscowościach jak m. in. Hanna, Janów, Supraśl, Sejny, po duże ośrodki naukowe jak Wiedeń, Kraków, Warszawa i Wilno. Studia wyższe kończyło stosunkowo niewielu. Duchowni wywodzący się z Galicji studiowali we Lwowie i Wiedniu zaś z Królestwa - w Warszawie. W okresie akcji na rzecz prawosławia władze rosyjskie żądały wysyłania kleryków na studia do Akademii Prawosławnych w Cesarstwie Rosyjskim.

Podstawą dochodów duchowieństwa parafialnego stanowiło beneficjum związane z parafią, dziesięciny i iura stolae, a także serwituty. Dochody te powinny były starczyć na utrzymanie duchownego i jego rodziny. Ogólnie uważało się jednak, że dochody kleru unickiego były niewielkie, a poziom życia wyraźnie niższy niż duchowieństwa łacińskiego. Wpływ na takie przekonanie miało stałe narzekanie księży na małe dochody i na zły stan zabudowań przy wszelkiego rodzaju wizytacjach i spisach. Duże znaczenie przy ocenie materialnej sytuacji kleru miał fakt, że mając dzieci musieli wykształcić synów i wyposażyć córki.

Użytki rolne, czyli beneficjum, przypadające na parafię wynosiły średnio ponad 50 mórg, co odpowiadało dużemu gospodarstwu chłopskiemu. Bywały jednak parafie, w których było 150 mórg np. Gęś, Otrocz, Rudno a nawet 200 mórg np. Szczebrzeszyn, Wisznice. Zważywszy, że ziemie na Podlasiu były w większości gorsze (piaski) niż w Ziemi Chełmskiej (czarnoziem) trzeba podkreślić, że wielkość beneficjum nie zawsze decydowała o dochodach duchownych. Dziesięciny (obowiązkowe daniny wiernych) przysługiwały księżom prawie we wszystkich parafiach i stanowiły stały dochód. Na terenie mieszanym zdarzało się, że dziesięciny należne księdzu unickiemu brał kapłan łaciński i odwrotnie. Należności tych zwykle nie udawało się odzyskać, mimo starań władz diecezjalnych. Ważnym uzupełnieniem dochodów z beneficjów były serwituty tj. prawo do wypasu bydła na łąkach dworskich, prawo zbierania i wyrębu w lasach dworskich drewna na opał i budowle, prawo łowienia ryb i prawo bezpłatnego mielenia zboża w młynach oraz warzenie trunków w dworskich browarach i gorzelniach. Właściciele ziemscy - kolatorzy cerkwi unickich, utrudniali niekiedy księżom korzystanie z serwitutów.

Dochody księży tzw. iura stolae, czyli opłaty wiernych za chrzty, śluby, pogrzeby i temu podobne były różne nie tylko w poszczególnych dekanatach ale często i w parafiach. Władze państwowe starały się je ujednolicić. Wysiłki te były jednak bezowocne. Przy spisach dochodów parafii stale wychodziły na jaw różnice opłat za posługi religijne.

Na przykład w parafii Śniatycze w dekanacie zamojskim za akt urodzenia trzeba było zapłacić 90 kopiejek, a w Sulmicach w tymże dekanacie - 2 ruble 40 kopiejek.

Podobnie kształtowały się opłaty za pozostałe posługi. Kolatorzy byli zobowiązani do nakładów na remonty kościołów i zabudowań kościelnych. W unickiej diecezji chełmskiej kolatorami byli ziemianie obrządku łacińskiego, nie zawsze więc kwapili się do ponoszenia ciężarów na rzecz cerkwi unickiej, ufundowanej zwykle przed wiekami. Często zresztą byli finansowo zaangażowani w remonty kościołów łacińskich, których również byli kolatorami.

W 1866 r. rząd rosyjski zniósł prawa i przywileje kolatorów w całym Królestwie Polskim. Wprowadził jednolite uposażenie duchownych z funduszy państwowych. Parafie unickie podzielono wówczas na trzy klasy pod względem dochodowości, wprowadzając pensje od 300 do 500 rubli rocznie.

d) Wierni

Oceniając działalność duszpasterską kleru unickiego trzeba wziąć pod uwagę zachowanie wiernych w ciągu wieloletniego prześladowania Unii przez władze rosyjskie. Znakomita większość unitów broniła bowiem przez wiele lat swojej wiary przed prawosławiem, co przynosiło im tylko straty materialne i cierpienia fizyczne do utraty życia włącznie.

Przez dziesiątki lat po przepisaniu unitów na prawosławie tysiące wiernych trwa?o w oporze przeciw narzuconej siłą wierze. Z chwilą możliwości powrotu do Kościoła Katolickiego w 1905 r. od razu do katolicyzmu powróciło prawie 120 tysięcy byłych unitów. Sądzić więc można, że duchowieństwo unickie swoje obowiązki wykonywało gorliwie, utrwalając w podopiecznych wiarę i religijność. Liczba unitów w Królestwie Polskim wynosiła według danych z roku 1819 - 227.675 osób co stanowiło 8% ludno?ci Królestwa. Do roku 1875 liczba unitów wzrosła o 12% - do 260.156 osób. Stanowili jednak wówczas tylko 4% ogółu mieszkańców. Z punktu widzenia narodowości diecezję chełmską zamieszkiwali przede wszystkim Rusini i Polacy, zgodnie z dawną kolonizacją tych ziem, polską idącą od płnocy z Mazowsza i rusińską idącą z Rusi - od południa. Rusini stanowili tu 1/3 ogółu mieszkańców i 38% wszystkich katolików - unitów i łacinników razem wziętych.

Unici byli bowiem Rusinami, a Polacy, tak jak i w Galicji Wschodniej - rzymskokatolikami. Antagonizmów narodowych na tych terenach jednak nie było. Ogół wiernych składał się w 90% z chłopów. Inteligencji, poza stanem kapłańskim, unici nie mieli. Nieliczne rzeczywiście wyjątki nie mieszczą się w danych statystycznych. Unici wymieszani byli z rzymskimi katolikami. Nierzadko w jednej wsi istniały dwa kościoły - unicki i łaciński, stanowiąc centrum odpowiedniej parafii. Najliczniejsze skupiska wiernych unitów były wzdłuż Bugu będącego granicą Królestwa z Cesarstwem Rosyjskim, z tego w bialskiem stanowili aż 80% ogółu katolików, we włodawskiem - 63%, hrubieszowskiem - 60%. Na pozostałych terenach nadbużańskich liczyli do 50%. Im dalej na zachód tym odsetek unitów wyraźnie się obniżał.

Na religijność wiernych wpływ miały poza działalnością duszpasterską także liczne bractwa cerkiewne. Istniały one w wielu parafiach. Ich znaczenie w Kościele Wschodnim w Rzeczypospolitej było bardzo duże. Powstawały głównie w miastach. W późniejszym czasie znaczenie to szczególnie polityczne wyraźnie zmalało. Jednakże bractwa jako stowarzyszenia wiernych pozostały nie tylko w miastach, ale również licznie i w parafiach wiejskich. Ustawy cerkiewne dawały im prawa i przywileje, ale nakładały i obowiązki. Bractwa, które bp Ferdynand Ciechanowski chciał widzieć w każdej parafii, przyczyniały się do żywszego życia religijnego. W 1830 r. w diecezji istniało 213 bractw na 284 parafie, a w 1866 r. - 140 na 261 parafie. Ich członkowie odmawiali codziennie przepisane ustawą bracką modlitwy, brali razem udział w nabożeństwach, zajmowali się utrzymaniem cerkwi w należytym porządku i zaopatrywaniem ich w świece i inne potrzebne przedmioty. Stanowili więc określoną grupę ludzi, która będąc bardziej wyrobioną religijnie, miała wpływ na resztę parafian. Rozwój bractw w diecezji od rozporządzenia bpa F. Ciechanowskiego w 1826 r. wskazuje, że mogły one pogłębić wiarę unitów, a tym samym i ich opór przeciw prawosławiu. Było to ich ważne zadanie, gdyż ogół wiernych składał się w większości, jak wiemy, z niepiśmiennych chłopów. Zresztą będący unitami mieszkańcy miasteczek i przedmieść miejskich w XIX wieku utrzymywali się w dużym procencie także z uprawy roli i również w większości byli analfabetami.

Rozdzia? 2

Likwidacja Unii - przebieg i metody

Decyzja najwyższych władz w Petersburgu o likwidacji Unii w diecezji chełmskiej zapadła już w latach trzydziestych XIX w., a więc w okresie kiedy likwidowano Kościół Unicki na Ziemiach Zabranych. Z powodu pertraktacji ze Stolicą Apostolską Mikołaj I odłożył likwidację diecezji chełmskiej na okres późniejszy.

Sam już tego nie zdążył przeprowadzić, jednakże sprawa była nadal aktualna za panowania jego następcy Aleksandra II.

Po przegranej przez Rosję wojnie krymskiej, w czasie tzw. odwilży posewastopolskiej, nowy cesarz nie mógł od razu zająć się tą sprawą, mając do rozwiązania liczne wewnętrzne sprawy Rosji. Natomiast hierarchia katolicka w Królestwie Polskim uważała, że czasy Aleksandra II od początku odznaczały się tendencją wzmożonego prześladowania unitów, co miało być ogólnym symptomem zamiarów rządu rosyjskiego wobec ca?ego Kościoła Katolickiego.

Bardzo ważną sprawą dla przeprowadzenia planowanego oderwania unitów od jedności z Rzymem było dla władz rosyjskich współdziałanie z władzami kościelnymi diecezji chełmskiej. Skład personalny tych władz jak i formacja przyszłych kapłanów miały więc dla Petersburga pierwszorzędne znaczenie. Na to też położono szczególny nacisk.

Po śmierci bpa Szumborskiego w 1851 r. administratorem diecezji został bp tytularny bełski Jan Teraszkiewicz, który był dotąd rektorem unickiego seminarium duchownego. Władze uważały Teraszkiewicza za bojaźliwego i słabego, co rokowało nadzieje na uległość wobec rządu. Z tego powodu wynikał m. in. brak zgody Rzymu na jego prekonizację na ordynariusza i brak z kolei zgody Petersburga na innego kandydata.

Rządowi zależało na uzyskaniu wpływu na nominację rektora i profesorów seminarium duchownego.

Po wywiezieniu z Chełma biskupa-nominata Jana Kalińskiego rządcą diecezji został, jak wiemy, popierany przez władze rosyjskie ks. Józef Wójcicki, który we współpracy z władzami świeckimi rozpoczął systematyczne likwidowanie Unii. Akcja była rozłożona na szereg lat, a zaczęła się od oczyszczania obrządku wschodniego z naleciałości łacińskich. Zmuszenie do uległości w tej sprawie duchowieństwa parafialnego było realizowane wspólnie przez niego i władze świeckie. Jedność w działaniu pozwoliła na przyjęcie do diecezji greckokatolickich księży i alumnów z Galicji, którzy byli zdecydowani współpracować z obiema władzami. Wójcicki zdawał sobie bowiem sprawę z niechęci do prawosławia nie tylko wiernych, ale i podległego mu duchowieństwa.

W latach 1864-1866 sprowadzanie księży z Galicji napotykało na opór unickiego metropolity lwowskiego Spirydiona Litwinowicza i biskupa nominata Jana Kalińskiego.

Dopiero wywiezienie i śmierć Kalińskiego przyspieszyło całą akcję. W latach 1866-1875 przybyło z Galicji ogółem 51 księży. Można przypuszczać, że przybywający do diecezji chełmskiej duchowni galicyjscy byli świadomi czego od nich będą żądały władze rosyjskie, bowiem z 51 przybyłych 49 przyjęło prawosławie. Unii nie opuściło tylko dwóch: Emilian Piasecki, administrator w Uhrusku i Michał Kuziemski, biskup chełmski. Korzyści materialne, które zapewniały władze rosyjskie w Królestwie tym księżom, odegra?y, jak można sądzić, ważną rolę w podjęciu przez nich decyzji o przyjeździe do diecezji chełmskiej. I rzeczywiście pierwsi księża, którzy przybyli z Galicji, zrobili w Królestwie Polskim znaczne kariery, obsadzając konsystorz, seminarium, wyższe urzędy diecezjalne i bogatsze prebendy.

O jednoznacznych zamiarach odstąpienia tej grupy księży od Unii zorientowano się w Królestwie Polskim bardzo szybko. Już 1867 r. rzymskokatolicki biskup płocki Wincenty Chościak-Popiel pisał do Piusa IX: "Należy bowiem wiedzieć, iż rząd rosyjski używa z największym powodzeniem dla swej propagandy schizmy przybyszów unickich z Galicji, którzy jak wilki drapieżne w skórze owczej przychodzą, by czynić wielkie spustoszenia w Pańskiej Owczarni."

Poza już wyświęconymi kapłanami sprowadzono ze Lwowa również greckokatolickich kleryków, którzy mieli dokończyć studia w Chełmie i obsadził wakujące parafie. Od 1869 r. do końca istnienia Unii wyświęcono w Chełmie 60 alumnów pochodzących z Galicji. Z tej grupy 58, czyli wszyscy żyjący w 1875 r., przyjęli prawosławie (dwaj zmarli przed 1875 r.). Dwóch z nich po latach wróciło do katolicyzmu. Byli to Emilian Barwiński i Jan Indyszewski. Problem święceń kapłańskich alumnów z seminarium w Chełmie był rozwiązany jedynie w latach 1868-1871, kiedy rządy sprawował bp Kuziemski. Przed nim i po jego wyjeździe do Galicji sprawa była otwarta. Ani Józef Wójcicki ani Marceli Popiel nie mieli szans na uzyskanie zgody Stolicy Apostolskiej na otrzymanie sakry biskupiej. W wyniku sugestii Stolicy Świętej, która nie chciała powiększać liczby przyszłych apostatów (odstępców) wyświęcania alumnów chełmskich odmówili biskupi uniccy z Galicji i Węgier. Władze rosyjskie wykorzystały wówczas arcybiskupa unickiego, konsekrowanego w Rzymie dla potrzeb unitów w Bułgarii, Józefa Sokolskiego. Z powodu jednak słabych tam postępów Unii wyjechał on do Kijowa, skąd przyjeżdżał do Chełma, gdzie wyświęcał alumnów. Donosił o tym w marcu 1872 r. Aleksandrowi Barnabie prefektowi Kongregacji Propagandy Wiary unicki metropolita lwowski, Józef Sembratowicz.

Ksiądz Wójcicki wydał szereg okólników do duchowieństwa zakazujących używania w kościołach unickich języka polskiego, organów, odprawiania i śpiewania m. in. godzinek, różańca, gorzkich żalów, kolęd. Ponieważ zalecenia te nie były po większej części wykonywane dobrowolnie, rosyjskie władze cywilne wspierały ich realizację środkami administracyjnymi, stosując przemoc fizyczną. Jednakże opór unitów wzrastał i był niemal powszechny. Rozpoczęły się aresztowania, nakładanie kontrybucji i rozlokowywanie wojska we wsiach unickich.

Dopiero objęcie rządów w diecezji przez bpa Kuziemskiego złagodziło prześladowania. Z więzień zwalniano aresztowanych księży i wiernych. Biskup potwierdził jednak wcześniejsze zarządzenia Wójcickiego w sprawie oczyszczania obrządku i zakazu uczestnictwa księży unickich w nabożeństwach w kościołach łacińskich. Na nieprzestrzegających tych zarządzeń biskup nakładał kary pieniężne. Wydawał też nowe zarządzenia ograniczające a nawet zakazujące wszelkich kontaktów z łacinnikami. Żądał od proboszczów wykazu unitów, którzy kiedyś przeszli na obrządek łaciński. Chodziło nie tylko o żyjących unitów, ale i o nazwiska przodków, ponieważ ich potomkowie muszą powrócić na łono Unii. Wszystkie te zarządzenia były zgodne z poleceniami władz rosyjskich, jednakże bp Kuziemski wyegzekwowaniu ich nie korzystał ani z pomocy władz administracyjnych ani wojskowych.

Nie miał łatwej sytuacji w diecezji. Uważał, że księża "galicjanie" nie pozwalają mu na normalną działalność. Już po wyjeździe z diecezji pisał do Piusa IX: "Zastałem obsadzone przez nich wszystkie ważniejsze placówki, przy katedrze, w konsystorzu, w seminarium, posiadających największe i najbardziej dochodowe prebendy. Oddali się też bez zastrzeżeń na usługi rządu, aby zaś lepiej pozyskać jego łaski i względy, pomimo przysięgi, jaką składali przy wyświęceniu na kapłanów pogardzili i odrzucili bez najmniejszego wahania wszelkie obrządki Kościoła unickiego, przyjmując natomiast, poczynając od szat liturgicznych, wszystkie zwyczaje i ceremonie Kościoła prawosławnego, słowem występowali we wszystkim, jako dysydenci.(...)

Winienem przypomnieć, iż znaczna większość kandydatów do stanu duchownego w seminarium chełmskim składa się z Galicjan. W Galicji czy z braku zdolności, czy też z jakichś innych powodów, usuwa się ich ze szkoły, przybywając więc do Chełma, gdzie są przyjmowani do seminarium bez wyboru. Z wdzięczności za to dobrodziejstwo prześcigają się w gorliwości i uległości wobec rządu.

Mimo tak złej opinii o alumnach przybyłych z Galicji Kuziemski nie wahał się udzielał im święceń w czasie swoich rządów w Chełmie. Jego rezygnacja, jak wiemy, pozwoliła objąć rządy diecezją przybyszowi z Galicji, ks. Marcelemu Popielowi (1821-1903), którego władze rosyjskie traktowały, wbrew Stolicy Apostolskiej, jak pełnoprawnego administratora. Likwidacja Unii w Królestwie została bowiem w Petersburgu przesadzona, a ks. Popiel decydował się na wspópracę z nimi w realizacji tego zadania.

Prześladowanie unitów broniących swego prawa do wiary katolickiej weszło w okres największej brutalności. Władze administracyjne łamały opór wiernych wszelkimi środkami, mając pewność, że nie przeciwstawi się temu władza duchowna w Chełmie. Z kolei w diecezji wzrastał opór wiernych, w niektórych parafiach sytuacja stawała się wręcz dramatyczna. W tych warunkach w czerwcu 1872 r. został powołany w Petersburgu przez Aleksandra II Komitet Specjalny do Spraw Diecezji Chełmskiej. Jego skład świadczy o wadze jaką mu władze rosyjskie przypisywały. Członkami zostali mianowani: namiestnik Królestwa Polskiego-Teodor Berg, Piotr Szuwałow - szef żandarmerii, Dymitr Tołstoj - minister oświaty Rosji i jednocześnie oberprokurator Św. Synodu, Michał Bułkowski - gubernator lubelski, Stefan Gromeka - gubernator siedlecki oraz Marceli Popiel jako administrator diecezji.

Komitet został powołany, jak stwierdzono, z powodu niepokojów, które miały miejsce w parafiach guberni siedleckiej. Obradował w Petersburgu pod przewodnictwem namiestnika Królestwa Polskiego Teodora Berga. W opracowanej instrukcji Komitet sformułował zadania i sposoby dla osiągnięcia celu jakim było oczyszczenie obrządku. W punkcie pierwszym polecono administratorowi diecezji, aby wyjaśnić księżom w "zrewoltowanych parafiach" - jak je nazywano - i tych, które są usposobione do buntu, że rząd nie ma zamiaru nawracać unitów gwałtem na prawosławie. Chce tylko oczyścić obrządek z naleciałości łacińskich, bo są one obce Kościołowi Unickiemu.

W punkcie drugim stwierdzono, że w przypadku jakichkolwiek zaburzeń w parafiach władze powinny podjąć najwłaściwsze środki dla przywrócenia porządku. Punkty trzeci, czwarty i piąty podawały kilka sposobów postępowania w takich przypadkach: po raz pierwszy należało aresztować przywódców zajść, a gdy to nie wystarczałoby, należało ukarać ich bardziej surowo. Nie podano jednak w jaki sposób. Gubernator siedlecki i lubelski mieli też wezwać do siebie księży, którzy przeszkadzają w oczyszczaniu obrządku i zagroził im, że będą usunięci poza granice Królestwa Polskiego. Postanowiono też wezwać od razu czterech księży: Aleksandra Starkiewicza, Emiliana Sieniewicza, Grzegorza Terlikiewicza oraz Teofila Bojarskiego i polecił im natychmiastowe opuszczenie kraju na jeden rok, a w razie oporu usunąć ich przy pomocy środków administracyjnych.

Punkt szósty instrukcji dotyczył księży, którzy z powodu swojej zgody na oczyszczanie obrządku są przez parafian prześladowani i ponoszą nawet straty materialne. Muszą oni otrzymać odszkodowanie w realnej wysokości poniesionych strat. Fundusze będą pochodzić z grzywien płaconych przez parafian.

W instrukcji stwierdzono ponadto, ze przyczyną zaburzeń jest również fakt, że w niekt?rych parafiach stosowano już nowy, oczyszczony obrządek, w innych natomiast tylko częciowo lub nawet wcale, co wywoływało z kolei obustronne oburzenie w parafiach sąsiednich. Upoważniono więc Popiela do opracowania Okólnika wprowadzającego jednolitą liturgię dla całej diecezji według rytu Kościoła Wschodniego.

Instrukcja została podpisana przez cara Aleksandra II 10 22 czerwca 1872 r., a 16 28 czerwca t.r. Tołstoj wydał specjalny rozkaz gubernatorom siedleckiemu i lubelskiemu, aby ją tajnie zakomunikowali podległym sobie naczelnikom powiatowym. Projekt wspomnianego Okólnika musiał zostać zatwierdzony przez ministra Tołstoja. Jemu też miał Popiel przedstawić, ile czasu potrzebuje na wprowadzenie zarządzenia w życie, oraz na ilu księży może w tej sprawie liczyć. Musiał również podać Tołstojowi, jakie środki zostaną użyte wobec księży jeszcze nie przygotowanych do przyjęcia nowego rytu.

Wczesną jesienią 1872 r. Popiel przesłał ministrowi Tołstojowi szczegółowe informacje na temat czasu potrzebnego do przygotowania diecezji na wprowadzenie czystej liturgii Kościoła Wschodniego, co w praktyce znaczyło wprowadzenie liturgii rosyjskiego Kościoła Prawosławnego.

Początkowo wydawało się wszystkim zainteresowanym, że uda się wprowadzić zmiany już na początku 1873 r. Tymczasem narady w konsystorzu w Chełmie, korespondencja z Tołstojem, narady ks. Popiela z dziekanami i z gubernatorami, lubelskim i siedleckim, wreszcie zatwierdzenie projektu Okólnika trwa?y tak długo,że został on datowany dopiero 2 14 października 1873 r. i miał obowiązywać od 1 stycznia 1874 r. st.st.

Interesującym wydaje się przyjrzenie się całej sprawie Okólnika i wprowadzaniu go w życie. Co było powodem półtorarocznej dyskusji między najwyższymi władzami rosyjskimi w Petersburgu i Królestwie a gubernatorami guberni, w których mieszkali unici oraz władzami duchownymi w Chełmie Wydawać by się bowiem mogło, iż wszystkie zainteresowane strony dysponowały tak dużymi możliwościami materialnymi, prawnymi i siłowymi, że nie musiały na nic się oglądać. A jednak rozważano sprawę kilkanaście miesięcy. Dotychczasowe doświadczenie wszelkich władz w Petersburgu i Królestwie Polskim przy oczyszczaniu obrządku wschodniego z naleciałości łacińskich w unickiej diecezji chełmskiej pokazywało, że opór wiernych był ogromny.

Już przy usuwaniu konfesjonałów, ławek, ołtarzy bocznych a zwłaszcza organów z cerkwi unickich w wielu wsiach musiano rozlokować wojsko, karać grzywnami i aresztować najbardziej aktywnych wiernych broniących swego obrządku. Z tak silnym, masowym oporem nie spotkały się władze rosyjskie przy poprzednich akcjach likwidujących Unię, w latach 1794-1795 i 1833-1839, na podległych sobie terenach.

Dodatkowo zaś trzeba pamiętać, że w Królestwie Polskim po powstaniu styczniowym panował terror wobec społeczeństwa polskiego, a represje były ostrzejsze niż po powstaniu listopadowym. Setki osób stracono wówczas z wyroków sądowych, tysiące skazano na katorgę i roty aresztanckie (rodzaj karnych oddziałów), tysiące zesłano w głąb Rosji, a zsyłki nie ominęły i elit społecznych, w tym i biskupów.

Konfiskata objęła parę tysięcy majątków ziemskich w Królestwie i na Ziemiach Zabranych. Rozpoczęła się intensywna rusyfikacja urzędów, szkolnictwa i kultury. Po śmierci ostatniego namiestnika Królestwa, Teodora Berga, w 1874 r. rządy w Królestwie sprawowali już wyłącznie carscy generał-gubernatorowie, stosując zasady stanu wojennego. W takich właśnie warunkach 4% ludno?ci (260 tys., licząc z dziećmi, niemowlętami i starcami) bez żadnego zaplecza materialnego, intelektualnego, politycznego zdecydowało się bronić wartości dla siebie najważniejszej - własnej wiary, tracąc często mienie, zdrowie, wolność a nawet życie. Organizowanie się unitów walczących przeciw narzucanemu siłą prawosławiu było pierwszym, jak się wydaje, oddolnym ruchem społecznym na tak masową skalę nie tylko w Królestwie, ale w ogóle na ziemiach byłej Rzeczpospolitej. Taka postawa wiernych sprawiła, że ostateczne uderzenie w Unię i przyłączenie unitów do rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej jawiło się władzom rosyjskim jako operacja groźna, wymagająca największej mobilizacji sił, środków i angażująca najwyższe czynniki decyzyjne w Petersburgu, samego cesarza Aleksandra II nie wyłączając. Z tych też powodów warto przyjrzeć się bliżej korespondencjom, protokołom, sprawozdaniom i temu podobnym dokumentom, dotąd wcale lub tylko w niewielkim stopniu znanym i wykorzystywanym, a które pokazują nie tylko mechanizmy działania władz rosyjskich, ale właśnie ich obawy a nawet wręcz strach przed solidarnym oporem unitów.

We wspomnianym liście do Tołstoja z jesieni 1872 r. Marceli Popiel omówił szczegółowo jakie przedsięwziął kroki dla jak najlepszego opracowania Okólnika, który miał wprowadzić w diecezji chełmskiej czystą liturgię wschodnią według wzorów Rosyjskiej Cerkwi. Tymczasem rozeszła się wieść, że taki Okólnik będzie wydany, a także że są już o tym powiadomieni przez gubernatorów naczelnicy powiatów. Popiel wezwał więc dziekanów do Chełma dla przedstawienia im pytań, na które mieli odpowiedzieć pisemnie, przesyłając odpowiedzi do niego.

Pytania dotyczyły następujących kwestii:
- ustalenia terminu realizacji Okólnika,
- określenia na ilu duchownych mogół w tej sprawie liczyć w swoich dekanatach,
- ustosunkowania się do starych księży, dla których nauczenie się od nowa liturgii może stanowić poważny problem.

Po otrzymaniu odpowiedzi Popiel relacjonował je Tołstojowi. Po pierwsze - odnośnie terminu wprowadzenia w życie Okólnika, dziekani proponowali okres od 3 miesięcy do 1/2 roku, licząc od chwili jego ogłoszenia. Po drugie - w najważniejszej kwestii, poparcia księży dla proponowanej reformy liturgii w kościołach unickich, Popiel przedstawił tabelkę pokazującą sytuację w poszczególnych dekanatach.

Jak wynika z tabeli 55% księży godziło się na zmiany, 29% było przeciwnych a 16% dziekani uznali za niepewnych. Widać też wyraźnie, że akcja usuwania księży opornych i osadzanie w parafiach księży z Galicji dała już w 1872 r. rezultaty. Tak zresztą jak i deportowanie z parafii księży wiernych Unii.

Niektórzy dziekani informowali dodatkowo, że pewna liczba księży, nie godzących się na oczyszczenie obrządku, pod wpływem zdecydowanego stanowiska władz państwowych jest skłonna przyłączyć się do większości. Proponowano też, aby wykazał daleko idącą pobłażliwość w stosunku do księży, którzy z powodu podeszłego wieku nie nauczą się dobrze zasad liturgii Kościoła Wschodniego.

Tołstoj w liście z 24.11.1872 r. (st. st.) do gubernatora lubelskiego Bukowskiego pisał, że przesłany mu przez Popiela projekt Okólnika uznał za w pełni odpowiadający zatwierdzonym przez Aleksandra II postanowieniom Specjalnego Komitetu do Spraw Diecezji Chełmskiej. Jednocześnie minister pisał o konieczności zgodnego współdziałania władz cywilnych i duchownych, ponieważ istnieje obawa wystąpienia parafian, szczególnie w znanych już z takich wystąpień w poprzednich latach miejscowościach guberni siedleckiej. Tołstoj stwierdzał m. in.: "istnieje poważne uzasadnione niebezpieczeństwo, że doprowadzenie do realizacji w tej sprawie (wprowadzenia w życie Okólnika - H. D.) może napotkać w pierwszym okresie w niektórych miejscowościach diecezji chełmskiej otwarte przeciwdziałanie tak ze strony duchowieństwa jak i bardziej niebezpieczne ze strony parafian i spowodował bezpośrednie naruszenie porządku publicznego. Przy braku niezbędnej jedności i solidarności w działaniach władzy duchownej i cywilnej rozruchy te mogą przybrać znaczniejsze rozmiary. Dlatego tylko łączne, jednomyślne działania miejscowej duchownej i cywilnej władzy może zapewnić sprawie całkowity sukces."

W związku z powyższym minister proponował wspólne rozmowy gubernatora z Popielem na temat współdziałania przy wprowadzaniu w życie oczyszczonej liturgii. Tołstoj proponował też, aby gubernator wciągnął do współpracy gubernialne Komisje do Spraw Włościańskich, których członkowie, jak twierdził, cieszą się zaufaniem ludu i mogą okazać się wobec tego pomocni. Chodziło tu przede wszystkim o komisarzy włościańskich, którzy urzędowali w każdym powiecie realizując w praktyce zadania związane z ukazem AIeksandra II z marca 1864 r. o uwłaszczeniu chłopów. Komisarze ci w sporach między dworem a wsią, głównie o serwituty, pełnili rolę urzędowych rozjemców i z tego tytułu cieszyli się pewnym zaufaniem chłopów, mimo częstego nawet przewlekania spraw, co przynosiło im korzyści materialne.

W wyniku wspólnych narad ks. Popiela z władzami cywilnymi, które odbyły się w obu guberniach, lubelskiej i siedleckiej w styczniu 1873 r., ustalono sposoby postępowania przy wprowadzaniu w życie oczyszczonej liturgii. Bardziej szczegółowe przepisy znalazły się w protokole z narady w Siedlcach. Opór unitów na Podlasiu był bowiem silniejszy niż w częci południowej diecezji, w Chełmszczyźnie. Ostatecznie jednak Popiel poprosił gubernatora Bukowskiego o wprowadzenie brakujących postanowień także do protokołu lubelskiego, według wzoru z Siedlec.

Oba protokoły zostały następnie przesłane do ministra Tołstoja do Petersburga. Stały się podstawą narad między ministrem, namiestnikiem Królestwa i szefem III Oddziału Osobistej Kancelarii Cesarskiej w sprawie postępowania z unitami w razie ich oporu. Instrukcja, którą w efekcie przygotowano dla władz cywilnych w obu guberniach, została przez Tołstoja zatwierdzona 2 pa?dziernika 1873 r. st. st. i przesłana obu gubernatorom. Władze rosyjskie potrzebowały więc ponad osiem miesięcy (od stycznia do października 1873 r.), żeby ustalić jak z broniącymi swej wiary unitami, co realnie przewidywano, postępować.

Omawiana Instrukcja odwoływała się na początku do postanowień Specjalnej Komisji do Spraw Diecezji Chełmskiej zatwierdzonych przez Aleksandra II, jak wszystkie zresztą cytowane wyżej pisma, powtarzając ich główne założenia. Następnie w 10 punktach przedstawiała sposób postępowania władz cywilnych. Była ona powtórzeniem i niewielkim rozwinięciem postanowień przyjętych w protokole wspólnego posiedzenia władz guberni siedleckiej z Popielem ze stycznia tego roku. Ponieważ Instrukcja została zatwierdzona przez ministra Tołstoja i przesłana wraz z listem do gubernatorów lubelskiego i siedleckiego, nabrała charakteru urzędowej wykładni postępowania w sprawie oczyszczenia unickiej liturgii w diecezji chełmskiej. Stwierdzono w niej jednoznacznie, że "na podstawie stanowiska Komitetu do Spraw Diecezji Chełmskiej zatwierdzonego 10.06.1872 r. (st. st.) przez Jego Cesarską Mość a także po uzgodnieniu z szefem III Oddziału Osobistej Kancelarii J.C.M. i ministrem spraw wewnętrznych w odniesieniu do porządku i sposobów mających na celu wykonanie Okólnika chełmskiego konsystorza, zarówno jak i określenia stopnia udziału w tej sprawie każdej z miejscowych władz powołanych do współdziałania w wypełnianiu przedstawionych zadań i kierowania nimi, uznano za właściwe postanowił..." Tu następuje omówienie nakazanego postępowania władz.

W dwóch pierwszych punktach bardzo mocno podkreślano, że Okólnik dotyczy spraw kościelnych i dlatego należy decyzję zostawić władzy duchownej, zarówno jeśli chodzi o jego wydanie jak i ogłoszenie.

W punkcie trzecim była już jednak mowa, że Okólnik musi być wydany w takiej liczbie egzemplarzy, żeby poza duchowieństwem otrzymali go także naczelnicy powiatowi, naczelnicy straży miejskiej, urzędy żandarmerii i komisarze do spraw włościańskich.

W punkcie czwartym podkreślono ponownie,że po ogłoszeniu Okólnika władze administracyjne nie będą ingerować w sprawy należące do władzy duchownej i nie będą wyjaśniać ludności unickiej Okólnika. Mają natomiast obowiązek stale stał na straży, śledził przebieg całej sprawy i "przedstawiał w porę swym władzom zwierzchnim informacje o wszystkim, co zasługuje na szczególną uwagę".

Punkt piąty dotyczył komisarzy do spraw włościańskich, którzy, jak stwierdzono, cieszyli się zaufaniem włościan. Chodziło o to, aby ich udział miał charakter nieoficjalny, dzięki czemu będą mogli oddziaływać na chłopów w duchu pojednawczym.

Punkt szósty i siódmy zawierał uwagi na temat postępowania z księżmi opornymi wobec oczyszczania liturgii. Chodziło o wykaz takich księży sporządzony przez Popiela w porozumieniu z gubernatorami. Mieli być oni poddani "czujnej i stałej obserwacji". W przypadku dalszego uporczywego oporu mimo upomnień należało zawiadomić o tym władze wyższe.

Punkt ósmy i dziewiąty poświęcone były omówieniu ewentualnych rozruchów. W punkcie ósmym czytamy: "W przypadku otwartego przeciwstawienia się ludności przy wprowadzaniu Okólnika naczelnicy powiatowi aresztują niezwłocznie głównych sprawców nieporządków i doniosą o tym, a także o wszystkich winnych, gubernatorowi w celu potraktowania ich zgodnie z prawem".

W punkcie dziewiątym czytamy m. in.: "W przypadkach skrajnych i wyczerpaniu innych środków, jeśli zaburzenia przyjmą takie rozmiary, że miejscowe władze nawet przy pomocy policji nie będą w stanie ich uśmierzyć, gubernator postąpi ściśle według Najwyższego rozporządzenia z 18 lipca 1872 r. o użyciu wojska dla uśmierzenia ludowych zaburzeń i nieporządków".

Punkt ostatni dziesiąty mówił, kto w gruncie rzeczy miał kierować całą akcją oczyszczania liturgii. Mimo zapewnień w punktach 1 i 2, że jest to sprawa kościelna i należy ją pozostawić władzy duchownej, w punkcie dziesiątym mamy już jednoznaczne stwierdzenie: "Mając na uwadze zapewnienie jedności działania główne kierownictwo w tej sprawie zleca się gubernatorom".

Analizując szczegółowo powyższe pisma zaczynając od postanowień Specjalnego Komitetu do Spraw Diecezji Chełmskiej, a na Instrukcji dla władz cywilnych w unickiej diecezji chełmskiej, zatwierdzonej przez Dymitra Tołstoja kończąc, widzimy, że władze rosyjskie bardzo starannie przygotowały akcję wprowadzania w cerkwiach unickich prawosławnej liturgii. O planowanym przez władze Okólniku głośno było tymczasem nie tylko wśród unickiego duchowieństwa ale i wiernych. Z doniesień i miejscowych władz osiągnięcie celu podjętej sprawy było tak niepewne, że trzeba było przedtem zmobilizować wszystkie siły łącznie z wojskiem.

Okólnik Popiela ukazywał obrządek wschodni w rozwoju historycznym przywołując imiona ewangelistów, świętych i patriarchów, którzy przyczynili się do jego powstania. Następnie wymieniał papieży, którzy od zawarcia Unii zapewniali o nietykalności i czystości obrządku wschodniego (Klemens VIII, Paweł V, Benedykt XIV, Grzegorz XVI i Pius IX). Potem przechodził do wykazania niezgodności z prawem wprowadzonych w ciągu wieków zmian w obrządku unickim. Nie wspominał ani słowem o zgodzie papieży na zmianę w liturgii i obrzędach, które przyjął synod w Zamościu, oraz na późniejsze zmiany, przyjęte zwyczajowo, przeciw którym Stolica Apostolska nie zaprotestowała. Na zakończenie Okólnika Marceli Popiel pisa?: "Z dniem 1 stycznia 1874 r. (st. st.) rozpocząć odprawianie służby bożej dokładnie i bezwarunkowo według dołączonego tu wyciągu zawierającego przepisy z Ustawy Kościelnej" (Kościoła Wschodniego - H. D.).

Dziekani zostali też zobowiązani do pilnowania podległego im duchowieństwa, aby należycie wykonywało polecenie i do donoszenia o najmniejszych nawet uchybieniach w tej dziedzinie. Musieli też przysyłać do konsystorza w Chełmie wykaz z podpisami księży z każdej parafii, że Okólnik wraz z wyciągami z ustaw Kościoła Wschodniego otrzymali. Zachowane w aktach Chełmskiego Konsystorza Greckokatolickiego pismo dziekana radzyńskiego z podpisami wszystkich księży pokazuje, jak ściśle nakaz ten był egzekwowany.

Wraz z rozsyłaniem Okólnika z dołączonymi przepisami liturgii Kościoła Wschodniego naczelnicy powiatowi otrzymali od gubernatora ściśle poufne listy. "Jaśnie Oświecony Hrabia Tołstoj - czytamy w nim - przesłał mi zatwierdzoną przez siebie 2 października instrukcję postępowania, przeznaczoną dla lokalnych władz cywilnych, na wypadek mogących powstać nieporządków w miejscowościach diecezji chełmskiej, po wydaniu Okólnika chełmskiego konsystorza o przywróceniu służby bożej, zgodnej z ustawami Kościoła Wschodniego. Załączam jeden egzemplarz tej instrukcji i proszę Wielmożnego Pana o ścisłe jej wypełnianie i kierowanie się jej wskazówkami przy oczyszczaniu Grekounickiego obrządku. Proszę wezwać do współdziałania również naczelnika Straży Ziemskiej w Pana powiecie. Uważam przy tym za konieczne prosić Pana o odniesienie się do niniejszej sprawy z energią i uwagą jakich wymaga jej ważność. Należy nie tracić z oczu jakichkolwiek odstępstw i o wszystkich spostrzeżeniach niezwłocznie mi donosić. Komisarze do spraw włościańskich są przeze mnie wezwani do współdziałania w tej sprawie. Jeżeli chodzi o wspomniany na str. 6 omawianej instrukcji spis duchowieństwa (chodzi o przeciwników wprowadzenia liturgii prawosławnej - H. D.) to przedstawię go Panu dodatkowo, dla ustanowienia odpowiedniego nadzoru."

Marceli Popiel dostarczył wkrótce obu gubernatorom wykaz księży niepewnych i nieprawomyślnych, nad którymi władze administracyjne powinny roztoczyć czujny i stały nadzór. Gubernatorzy mogli więc nakazać naczelnikom powiatów nadzorowanie duchownych mieszkających na ich terenie. Wielu księży stanowiło bowiem ciągle według Popiela element niepewny, który trzeba "spacyfikować". Dotychczasowe działania nie satysfakcjonowały w pełni ani władz duchownych ani świeckich. Doniesienia o "nieposłusznych" księżach płynęły zresztą od paru już lat w odwrotną stronę, tzn. do Popiela od gubernatorów, a nawet wprost od ministra Tołstoja. W wyniku akcji uspakajania niepokornych księży kilkunastu z nich zostało aresztowanych, kilku profilaktycznie internowanych, kilkunastu zbiegło do Galicji w obawie przed represjami. Natomiast namiestnik Królestwa przysłał w odpowiedzi na raporty gubernatorów zgodę na nakładanie na wiernych, winnych "nieporządków", kar pieniężnych do wysokości 25 rubli.

Wszystko zostało zatem przygotowane, żeby Okólnik o oczyszczeniu liturgii wszedł w życie od Nowego Roku 1874 według kalendarza juliańskiego z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. Władze cywilne roztoczyły nadzór nad księżmi i zgromadziły siły w zagrożonych rozruchami miejscowościach. Komisarze włościańscy usiłujący, zgodnie z zaleceniami, wpływał uspokajająco na ludność, nie odnieśli sukcesu. Jak się okazało, ani słowa, ani wojsko tragicznym wydarzeniom nie zapobiegły.

Unici byli zdeterminowani broniąc swojej wiary. Oczyszczenie liturgii traktowali bowiem jako ostatni krok na drodze do likwidacji Unii. Znajomość przepisów kościelnych u tych prostych ludzi była zdumiewająca. Byli więc zdecydowani wytrwać przy Unii. Postanowili też podjąć środki zaradcze. Porozumiewanie się większych grup (np. z kilku wsi należących do jednej parafii) było bardzo utrudnione z powodu nadzoru policyjnego a także obecności wojska rozmieszczonego w różnych miejscowościach. Zbierano się więc potajemnie w lasach, aby wspólnie ustalić sposób postępowania. Jako zasadę przyjęto niewpuszczenie do cerkwi księdza odstępcy. Za odstępcę uważano takiego duchownego, który sprawował liturgię według ustaw Kościoła Wschodniego przesłanych do parafii wraz z Okólnikiem Popiela. Byli to ciągle jeszcze księża uniccy. Bowiem aż do oficjalnego przyłączenia unickiej diecezji chełmskiej do prawosławia w maju 1875 r. popi prawosławni nie byli używani w całej akcji, ani przez władze administracyjne ani przez władze duchowne.

Wierni śledzili pilnie każdy krok księdza przy ołtarzu w czasie pełnienia służby bożej. Byli tak uczuleni na wszelkie zmiany, że nic nie uchodziło ich uwagi. Czystej liturgii wschodniej, czyli prawosławnej dotąd nie znali. Nie mieli też okazji do niej się przyzwyczaić, ponieważ na terenie diecezji chełmskiej cerkwi prawosławnych było zaledwie kilka, usytuowanych w większych miastach, budowanych sukcesywnie po powstaniu 1830 r. dla potrzeb wojska i urzędników rosyjskich. Wyjątek wśród nowo powstających cerkwi stanowił stary XVI-wieczny monaster we wsi Jabłeczna nad Bugiem, który w okresie przedrozbiorowym w XVIII w. był jedynym ośrodkiem prawosławnym na terenach należących w XIX w. do diecezji chełmskiej.

Wprowadzona przez Marcelego Popiela liturgia prawosławna w katedrze chełmskiej również nie była znana ludności unickiej z wiejskich parafii, zwłaszcza z odległego od stolicy diecezji Podlasia. Nowe obrzędy, poza jednoznaczną do nich niechęcią z powodu obaw przed prawosławiem, robiły na wiernych wrażenie obcości a nie czegoś własnego, co zostało im tylko kiedyś zabrane siłą, jak głosiła propaganda rosyjska.

Niedopuszczenie księdza-odstępcy do cerkwi okazywało się trudne, niekiedy wręcz niemożliwe. Jednakże wierni nie dawali za wygraną i nawet potrafili księdza już sprawującego liturgię według przepisów prawosławnych wyprowadzić z kościoła siłą, a po jego zamknięciu zabrać klucze do siebie. Niekiedy nie wpuszczali w ogóle duchownego do kościoła. Na przykład jeśli przybywał z innej parafii dla odprawienia mszy św., bo własnego proboszcza już nie było, a wiedziano, że w swojej parafii odprawiał nabożeństwa według przysłanych przez Popiela zasad.

Ksiądz uważając się za znieważonego przez wiernych sam zwykle jechał do władz świeckich ze skargą na parafian. Wówczas przyjeżdżali przedstawiciele władz państwowych z żandarmerią, policją i wzywali wiernych do oddania kluczy. We wsiach, w których doszło do podobnych wydarzeń, wierni kluczy na ogół oddać nie chcieli. Jeśli nie chcieli również rozejść się na wezwanie do domów, ale stali wokół cerkwi i żadne perswazje nie działały, wzywano wojsko. Unici nie chcieli odejść od cerkwi w obawie, że żandarmeria, policja lub wojsko, nie mając kluczy, włamie się do cerkwi i wprowadzi tam księdza-odstępcę.

Zdecydowana postawa wiernych spowodowała wiele cierpień. Najbardziej tragiczne wypadki miły miejsce w Drelowie w powiecie radzyńskim 5 17 stycznia 1874 r. i w Pratulinie w powiecie konstantynowskim 14 26 stycznia tegoż roku. Wydarzenia te, w których byli zabici i ranni stały się głośne na ziemiach polskich. Wieści o nich dotarły także za granicę, w tym do nuncjusza w Wiedniu i do Stolicy Apostolskiej.

Ostre represje władz cywilnych i wojskowych doprowadziły w końcu do wprowadzenia. Okólnika Popiela w życie. Często jednak w kościołach unickich sprawowana była liturgia według czystego rytu wschodniego bez udziału wiernych. W wielu miejscowościach unici stosowali bowiem bojkot i nie uczęszczali do cerkwi ani nie korzystali z posług religijnych księży-odstępców. Było to jedno z niepisanych ustaleń ludności, przyjętych jako zasada postępowania w przypadku niemożności obrony cerkwi. Wizytator guberni siedleckiej i lubelskiej z ramienia Komitetu do Spraw Królestwa Polskiego w Petersburgu, tajny radca Lew Makow, pisał o tym w swoim sprawozdaniu na początku 1875 r. "Pozostałe 27 parafii - czytamy tam - nie tylko nie zgłosiły chęci przyjęcia prawosławia, lecz w przeważającej liczbie odmawiają podporządkowania się rozporządzeniu Chełmskiego Konsystorza o oczyszczeniu starożytnego wschodniego obrządku z naleciałości, które przeniknęły z obrządku łacińskiego. Wierni z tych parafii odmawiają uczęszczaniar do cerkwi, chrzczenia dzieci, a nawet wypełniania jakichkolwiek powinności. . ."

Środki, jakie władze podjęy, aby zmusić ostatecznie unitów do przyjęcia oczyszczonej liturgii i uczęszczania do cerkwi z księżami-odstępcami, należały do okrutnych, a rozlokowywanie wojska i kozaków we wsiach uderzało w ludność materialnie. Gospodarze musieli bowiem utrzymywać żołnierzy, a kiedy nie mieli już na to środków, wyprzedawano ich dobytek. Nakładano na nich kary pieniężne. Wysokość kary, 25 rubli, zatwierdził wcześniej,jak wiemy, namiestnik Królestwa.

Stacjonujące wojska w miejscowościach najbardziej wiernych Unii miały na celu niedopuszczenie do dalszego kontaktowania się ludności z różnych wsi między sobą. Ponadto funkcjonariusze powiatowi, strażnicy, policjanci, żandarmi itp. pilnowali domów unickich, aby nie dopuścić do porozumiewania się wiernych nawet w obrębie jednej wsi.

Kiedy sprawa unitów z Drelowa i Pratulina, którzy zginęli od kul żołnierskich, chroniąc swe kościoły przed wprowadzeniem księdza-odstępcy, stała się zbyt głośna w Europie, w Petersburgu uznano, że trzeba ze strzelania do wiernych zrezygnować. Popiel otrzymał nawet w tej sprawie list z Kancelarii Ministerstwa Oświecenia, w którym stwierdzono, że generał-gubernator w Warszawie (był nim Paweł Kotzebue) polecił gubernatorom, którzy mają na swoim terenie unitów, postępował w swej działalności ściśle według Instrukcji. Instrukcja zaś, o której była już wielokrotnie mowa, nie precyzowała dokładnie, kiedy należy włączyć do akcji władze cywilne a kiedy wojsko. Nie wyjaśniała jednoznacznie w jakim przypadku wiernych stojących na cmentarzu wokół cerkwi, i których z nich, należy uznać a buntowników. Można było bowiem użyć wojska teoretycznie tylko do tłumienia buntu.

O zaprzestaniu strzelania do wiernych pisał z Warszawy do Londynu angielski konsul generalny, podkreślając, że morderczy ucisk unitów nie ustał, ale zmieniono metody. We wsi pojawiało się coraz więcej wojska, oporni zaś są aresztowani i płacą kary pieniężne. Z dalszego postępowania władz widać wyraźnie, że chodziło tylko o zaprzestanie akcji zbrojnych przeciw unitom jako zbyt spektakularnych i odbijających się zbyt głośnym echem poza granicami Cesarstwa Rosyjskiego. W więzieniach Siedlec, Radzynia i Białej a tak?e w mniejszych miejscowościach aresztowani odsiadywali tymczasem kary od kilkunastu do kilkudziesięciu dni. Z najbardziej opornych parafii zsyłano unitów w głąb Rosji. Kozacy dostali polecenie wypędzania ludności z lasów, gdzie chroniła się całymi wsiami przed prześladowaniami. Przede wszystkim jednak okrutnie bito opornych. Bicie spowodowało w wielu przypadkach złamanie oporu części unitów. Pod tak wielkim przymusem fizycznym niektórzy poddawali się i godzili na przyjęcie prawosławia, stwierdzając jednak, że ulegają tylko w wyniku przemocy.

Doniesienia angielskiego konsula generalnego z Warszawy o stosowaniu przemocy znajdują potwierdzenie w licznych relacjach zamieszczanych w polskiej prasie zakordonowej w Krakowie, Lwowie i Poznaniu, w relacjach niedrukowanych a także drukowanych jeszcze w XIX wieku. O biciu unitów jako środku przekonywania ich do prawosławia pisał najwcześniej relacjonujący wydarzenia w diecezji ks. Teodor Telakowski: "każdego, kto wpadł w ręce w czasie usposobienia do bicia pierwszego lepszego kata, którym w te czasy byli naczelnicy i oficerowie, starzec czy malec, kobieta czy dziewica, nie były wyjęte z rejestru (...) Bito tak okrutnie, że ciało odpadało od kości. Całe wsie były smagane rózgami, kijami i nahajkami". W lipcu 1874 r. car Aleksander II przyjechał do Warszawy. Unici starali się do niego dotrzeć. Panowało bowiem wśród ludu wiejskiego przekonanie, że "dobry" car w Petersburgu nie wie, co robią jego "źli" urzędnicy w odległym od stolicy kraju. Do Warszawy udała się więc po kryjomu delegacja, gdyż w sposób jawny zrobić tego nie mogła, z powodu nadzoru policyjnego nad unitami we wsiach i miasteczkach. Unici nie zostali dopuszczeni do Aleksandra II, ale prośba ich do niego dotarła.

"My niżej podpisani włościanie - pisali unici - obrządku unickiego zawsze byliśmy, jesteśmy i będziemy najwierniejszymi poddanymi Waszej Cesarskiej Mości, Wielkiego naszego Monarchy i Oswobodziciela i czujemy najwyższą wdzięczność za wszystko co dla nas w swej mądrości dobrego uczynił. Ufamy w Twoją sprawiedliwość Miłościwy Monarcho i dlatego śmiało udajemy się do podnóżka Twojego tronu.

My unici chełmskiej diecezji, jako stanowiący jedność z Kościołem rzymsko-katolickim, a tylko różnimy się obrządkiem, mieliśmy zawsze biskupów zatwierdzanych przez Jego Świętobliwość Papieża. Obecnie diecezja nasza jest osierocona, a dzisiejszy jej administrator wydał postanowienia zupełnie przeciwne obrządkowi naszemu, skutkiem czego w niektórych miejscach przyszło do nieszczęśliwego rozlewu krwi. Do obrządku naszego przywiązani jesteśmy, i jak go od ojców naszych przyjęliśmy, tak go chcemy nienaruszonym przekazać dzieciom, choćby nam przyszło najkrwawsze próby przechodzić. Podnosimy przeto próby nasze do Twego, Najjaśniejszy Panie, tronu, aby diecezja nasza mogła być obsadzona przez biskupa zatwierdzonego przez Stolicę Apostolską, aby nikt obrządku naszego naruszać nie śmiał. To, co było złego dotąd, działo się zapewne bez Twojej wiedzy, Najjaśniejszy Panie, bo kto ma w swoim obszernym państwie tylu niechrześcijan, i pozwala, aby każdy chwalił Pana Boga według swego przekonania, ten nie pozwoliłby na ucisk nas chrześcijan obrządku unickiego. W to wierzymy i dlatego niniejszą prośbę do stóp Twoich składamy."

Prośba była podpisana przez kilka tysięcy unitów, co przy ciągłej obecności wojska w wielu wsiach unickich i stałym ich nadzorze przez władze miejscowe znaczyło bardzo dużo. Na prośbę unitów w imieniu cara Aleksandra II odpowiedział generał-gubernator Paweł Kotzebue, sprawujący po śmierci namiestnika Berga rządy w Królestwie Polskim.

"W czasie obecnego pobytu Najjaśniejszego Cesarza w Warszawie, przybyli przedstawiciele niektórych unickich parafii siedleckiej guberni - pisał Kotzebue - z zamiarem podania prośby o odmianę uczynionych przez diecezjalną władzę rozporządzeń odnośnie do obrzędów grecko-unickiego nabożeństwa. Po dojściu o tem do wiadomości Najjaśniejszego Cesarza, Jego Cesarskiej Mości podobało się mi rozkazać, abym znowu objawił ludności grecko-unickiej powierzonego mi kraju, że prośby jej w tym względzie nie mogą być wypełnione, i że jego Jego Cesarska Mość raczy być upewnionym, że ludność grecko-unicka, od wieków ruska i zawsze wierna tronowi, uwolniwszy się od nieszczęsnych błędów i nieprzyjaznych przekonań, sprowadzających ją z powinnej drogi, nie zaniecha ugruntować się w swoich starożytnych liturgicznych obrzędach, i okaże się po dawnemu pokorną i spokojną, jaką Najjaśniejszy Pan przywykł ją widzieć do obecnego czasu. Warszawa 29 czerwca 11 lipca 1874 r."

Sprawa została postawiona jednoznacznie. W dalszym ciągu władze podkreślały, że chodzi tylko o oczyszczenie obrządku, o powrót do czystych rytuałów i liturgii Kościoła Wschodniego. Wierni zaś wiedzieli, że to jest wstęp do oficjalnego przepisania ich na prawosławie i ustąpić nie chcieli. Niektórzy starali się "uciec" do obrządku łacińskiego. Była to kolejna sprawa angażująca cesarza, ministrów, generał-gubernatora warszawskiego, gubernatorów i hierarchię kościelną. Przejście unitów na obrządek łaciński w ogóle nie wchodziło w grę w planach rosyjskich. Znaczyło by to już zupełną latynizację i polonizację Rusinów, a chodziło o zatrzymanie tego procesu przez zmuszenie unitów do przejścia na prawosławie i związaną z tym rusyfikację. W tej sprawie minister Tołstoj pisał do Popiela: "Wasza Wielebność w swych pismach z 4 lipca t. r. (...) raczył oświadczyć, że na skutek zaistniałego wśród ludności unickiej w guberni siedleckiej odchodzenia od cerkwi swojego wyznania i wytrwałego dążenia do przejścia na obrządek łaciński, z wielu parafii wysyłani są delegaci do Lublina, do tamtejszego biskupa rzymskokatolickiego, z prośbą o przyjęcie ich do obrządku łacińskiego. O takiej sytuacji sprawy unickiej w guberni siedleckiej kierujący Ministerstwem Oświecenia Narodowego powiadomił Jego Cesarską Wysokość, dołączając opinię o konieczności zobowiązania rzymskokatolickiego biskupa lubelskiego do oficjalnego ogłoszenia drukiem oświadczenia, że greko-unici nie będą przyjmowani do obrządku łacińskiego i dopuszczani do kościołów. Cesarz najwyższym poleceniem raczył o wszystkim zawiadomić Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, aby został przedstawiony raport w tej sprawie." W dalszym ciągu listu Tołstoj informował Popiela, że zarówno minister spraw wewnętrznych jak i władze lokalne stwierdzi?y, że biskup lubelski, Walenty Baranowski, wobec unitów zachowuje się bardzo ostrożnie i nie przyjmuje żadnych próśb o przyjęcie ich do obrządku łacińskiego.

Opinia powyższa okazała się jednak niewystarczająca w tej tak dla władz rosyjskich ważnej sprawie i minister spraw wewnętrznych zażądał od biskupa Baranowskiego, uzyskawszy 30.08.1874 r. (st. st.) na to zgodę Aleksandra II, ogłoszenia w prasie oświadczenia, w którym biskup powinien wspomnieć "o przypadkach zwracania się do niego licznych unitów z prośbami o przyjęcie do obrządku łacińskiego i stwierdził stanowczo, że tak z punktu widzenia rozporządzeń rządowych w tej sprawie, jak i postanowień papieskich, nie jest uprawniony do przyjmowania próśb od greko-unitów o przechodzenie na obrządek łaciński, dopuszczania ich do kościołów i w ogóle w sprawach dotyczących sumień osób wyznania grecko-unickiego".

Polecenie cesarskie zostało przekazane do wykonania generał-gubernatorowi hrabiemu Kotzebue. On też musiał zaakceptować tekst oświadczenia biskupa Baranowskiego przed jego ukazaniem się w druku.

Prawie jednocześnie ze sprawą biskupa Baranowskiego rozpoczęła się korespondencja między ministrem Tołstojem, generał-gubernatorem i administratorem Popielem w sprawie encykliki papieskiej z 13.05.1874 r., skierowanej wprawdzie do grecko-katolickiego arcybiskupa lwowskiego, Józefa Sembratowicza i innych biskupów Rusinów obrządku unickiego, mówiącej jednak o broniących wiary unitach chełmskich. Tekst encykliki nie pozostawiał żadnej wątpliwości, że papież o prześladowaniach unitów wiedział. Jednoznacznie też stwierdzał, że Okólnik z punktu widzenia prawa kanonicznego jest nieważny. "Ze smutkiem mamy przed oczami - pisał m. in. Pius IX - Okólnik z 20 października 1873 r., w którym ten nieszczęsny pseudo administrator ośmiela się zmieniać Służbę Bożą i Świętą liturgię z zamiarem wprowadzenia do katolickiej chełmskiej diecezji liturgii schizmatyckiej. Zatem to, co wspomniany Okólnik stanowi w sprawach liturgii jest nieważne i bez znaczenia, co każdy widzi i jako nieważne i bez znaczenia My Naszą Apostolską powagą ogłaszamy. Przede wszystkim wspomniany pseudo administrator nie posiada żadnej władzy kościelnej, bo mu jej nigdy nie przekazali, ani legalny biskup w czasie swego ustąpienia, ani później Stolica Apostolska, a zatem nie wszedł "do owczarni przez bramę, ale inną drogą", i ma być uważany za intruza".

Słowa te dla podtrzymania unitów w oporze miały pierwszorzędne znaczenie. Nic więc dziwnego, że encyklika stała się przedmiotem szczególnego zainteresowania ministra Tołstoja, który pisał do Popiela: "Generał-Adiutant hrabia Kotzebue zawiadomił mnie pismem z 17 sierpnia (1874 r. - H. D.j, że po otrzymaniu przezeń doniesienia o pojawieniu się między ludnością unicką posłania Rzymskiego Papieża do unickiego duchowieństwa, polecił natychmiast podległym mu gubernatorom i niektórym spośród kierującym wydziałami specjalnymi w Nadwiślańskim Kraju podjął najenergiczniejsze kroki w celu niedopuszczenia do rozpowszechniania posłania wśród ludności unickiej.

Otrzymał on wiadomość, że posłanie to przysyłane jest z zagranicy przez Mickiewicza zamieszkałego we Lwowie, u austriackiej poddanej hrabiny Kaboga, byłego wychowanka chełmskiego seminarium. W związku z tym hrabia Kotzebue wystąpił do naszego nadzwyczajnego wysłannika w Wiedniu o usunięcie szkodliwej dla sprawy unickiej działalności wymienionego agitatora. Ponadto polecono obecnie gubernatorom, lubelskiemu i siedleckiemu, tropienie broszur (chodzi o encyklikę - H. D.) o podburzającej treści. "Encyklika przyczyniała się niewątpliwie do umocnienia wiary unitów i do trwania przez nich w oporze. Mieli bowiem świadomość, że nie są opuszczeni, a papież o nich pamięta.

Encyklika Piusa IX 13.05.1874. Pius IX Pontificis Maximi. Acta. Pars prima. Vol. VI. Acta Exhibens que ad ecclesiam universam spedant, Romae br., s.316-323 Uwaga błąd w tekście cytowanym. Powinno być 2 października (st.. st.)

W którym momencie 1874 r. władze rosyjskie zdecydowały się postawić sprawę jasno i powiedzieć o "powrocie unitów do prawosławia", a nie tylko o oczyszczeniu obrządku, trudno dokładnie określić. Wiadomo, że 8 grudnia tego roku (st. st.), odbyła się w Petersburgu narada, na której przyjęto podstawowe założenia w sprawie przyjmowania unitów do Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. W naradzie udział wzięli: kanclerz, generał-adiutanci: Czewkin i Kotzebue, ministrowie: dóbr państwowych, spraw wewnętrznych i oświecenia narodowego, szef żandarmerii i sekretarze stanu: księża Urusow i Nabokow. Na oryginale protokołu Aleksander II napisał, "wykonać".

W 12 punktach ujęto podstawowe założenia przy przyjmowaniu unitów. Przy sformułowaniu zawartym w punkcie 1 omawianego protokołu, że: "Odrzucał starania Greko-unitów o przyłączenie ich do prawosławia nie wydaje się możliwe", trudno powstrzymać się od uwagi o wielkim cynizmie władz rosyjskich. Najpierw bowiem wykorzystywały one wszelkie środki fizycznego przymusu, jak rozlokowanie wojska po wsiach, aresztowania, więzienie, wywożenie w głąb Rosji, okrutne bicie a nawet zabijanie, aby zmusić unitów do "dobrowolnego" przejęcia na. prawosławie, a następnie wyrażały na to zgodę.

Niektóre punkty protokołu z grudniowej narady w Petersburgu były sformułowane wyraźnie na użytek propagandy przeznaczonej dla dyplomatów akredytowanych w Petersburgu. Takim był niewątpliwie punkt 2: "W tej sprawie trzeba koniecznie, żeby Warszawski Generalny Gubernator upewniał się w każdym przypadku, czy składane oświadczenia są. podpisywane świadomie i dobrowolnie. Aby sprawdzać czy oświadczenia te nie są uwarunkowane prośbami o zachowanie skażonej obrzędowości, czy też jakimikolwiek nadziejami Unitów, których Władza nie może dopuścić."

W innych punktach rzeczywiste intencje obradujących, dotyczące przepisania unitów na prawosławie są już jednoznaczne. W punkcie 7 czytamy np.: "Nie można pozwolić, aby nowo przyłączeni Unici zachowali w swojej liturgii obrzędy, które wkradły się tam pod wpływem katolicyzmu. Należy przekazywać do rozpatrzenia i decyzji Najświętszego Synodu informacje nawet o drobnych odstępstwach od ustaw Cerkwi Wschodniej w ceremonii i zwyczajach. Nie wykluczone, że Synod weźmie pod uwagę zasady przyłączenia Unitów w kraju Zachodnim 1839 r. Jednakże nie powinno się o tym mówić parafianom."

Również w grudniu 1874 r. (11.12.1874 r. st. st.) nastąpiły zmiany w zarządzaniu sprawami unickimi. Zostały one ponownie przekazane ministrowi spraw wewnętrznych. Angielski konsul generalny w Warszawie tak o tym donosił do Londynu w raporcie z 1.01.1875 r.: "Mam zaszczyt zawiadomić Waszą Lordowską Mość, że został ogłoszony ukaz carski przenoszący kontrolę nad sprawami Kościoła Greko-Unickiego z gestii hrabiego Tołstoja, prokuratora Św. Synodu do departamentu obcych wyznań podległego ministrowi spraw wewnętrznych."

Konsul przypomina jednocześnie w tymże raporcie, że sprawy obcych wyznań należały uprzednio do ministra spraw wewnętrznych i dopiero od 7 lat, tzn. wówczas kiedy postanowiono w Petersburgu ostateczne załatwienie sprawy unickiej, zostały przekazane Tołstojowi. "Powiadomiono mnie - pisał - że hrabia Kotzebue z ministrem spraw wewnętrznych są zainteresowani załatwieniem tej sprawy, zakończeniem prześladowań, o których tak często zmuszony byłem zawiadamiać Waszą, Lordowską Mość."

W sprawie usunięcia Tołstoja od spraw unickich pisał do Londynu i ambasador angielski w Petersburgu: "Nareszcie postanowiono na własne żądanie ministra oświecenia publicznego zabrać tą sprawę spod jego kierownictwa i przekazać przeprowadzenie tej delikatnej kwestii ministrowi spraw wewnętrznych, słowem ta sprawa została przeniesiona ze swej podstawy religijnej w gestię administracji cywilnej."

Dymitr Tołstoj jako prokurator Świętego Synodu rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej oczywiście w dalszym ciągu uczestniczył w sprawach unickich razem z ówczesnym ministrem spraw wewnętrznych, Aleksandrem Timaszewem. Chodziło tylko o formalne zmiany na użytek propagandy dla zagranicy. Tołstoj kojarzył się bowiem zbyt mocno z całą akcją ostrych represji i zabitymi w Drelowie i Pratulinie. 12 24 stycznia 1875 r. odbyło się w Białej pierwsze w diecezji chełmskiej uroczyste przyjęcie 45 parafii unickich do Cerkwi Prawosławnej. Wystarczyło kilka osób proszących o to, aby natychmiast uznano, że przyłączenia chcą wszyscy.

W związku z tym przebywający w Królestwie Polskim znany już nam tajny radca Makow pisał, że fakt ten nie wyczerpuje całej kwestii i należy ustalić jaki jest rzeczywisty stan sprawy. Dla zobrazowania swojej wypowiedzi przytacza m. in. nazwy kilku parafii (Międzyrzec, Rudno, Przegaliny, Polubicze), które "mimo, że podporządkowały się rozporządzeniom o oczyszczeniu liturgii, w rzeczywistości są niepewne i przy pierwszym rozluźnieniu gotowe są wrócić do wcześniejszych swoich błędów i zaciętości."

0 przyłączeniu do prawosławia tych 45 parafii z 50 tysiącami unitów relacjonował również konsul angielski w Warszawie w raporcie z 10.02.1875 r. pisząc do Londynu:
"Nawiązując do mojej depeszy z 29 ostatniego (stycznia - H. D.) mam zaszczyt donieść Waszej Lordowskiej Mości, że nawrócenie 50.000 greko-unitów nie odbyło się bez zaburzeń i trudności. Ludność w tych powiatach jest w stanie wielkiego wzburzenia i podniecenia. W niektórych wsiach chłopi oświadczają, że podpisując adres nie wiedzieli, co podpisują, w innych, że nie dali upoważnienia delegatom, w innych znowu starsi chłopi mówią, że tylko sami osobiście przyjęli, a ich synowie i potomkowie sami postanowią o sobie i wybiorą to, co najlepsze." "Postawa. chłopów jest tak groźna - pisał dalej konsul - że liczba wojska i kozaków została powiększona, ale ci drudzy nie są już upoważnieni żyć na koszt chłopów."

Ponieważ dalszych 37 parafii unickich zgłosiło już swoje prośby o przyłączenie do prawosławia, co miało nastąpić w Janowie 25.03.1875 r. (st. st.), w guberni siedleckiej pozostało jeszcze 27 parafii, które takiej chęci nie zgłosiły. W związku z tym Makow pisał: "pozostawienie upierających się (przy Unii - H. D.) parafii samym sobie w obecnej sytuacji będzie się równało zniszczeniu tego, co dotychczas zostało zrobione w Guberni Siedleckiej w sprawie ostatecznego powrotu unitów na łono Cerkwi Prawosławnej, z którą nierozdzielnie wiąże się odrodzenie miejscowej ludności do nowego życia." Dalej zaś stwierdzał: "Jeśli upór wyżej wymienionych parafii nie zostanie w krótkim czasie zlikwidowany, można spodziewać się nowych zamieszek i rozruchów. Okazuje się, że działał należy niezwłocznie i pilnie, gdyż ludność opornych parafii, jak zapewniają miejscowe władze, dąży do przeciągnięcia na swoją stronę sąsiednich wsi, zarówno tych podporządkowanych rozporządzeniu Konsystorza, jak i tych zjednoczonych już z prawosławiem."

W związku z tymi uwagami Makowa na posiedzeniu Komitetu do Spraw Królestwa Polskiego w marcu 1875 r. postanowiono między innymi: "Powiadomić Warszawskiego Generał-Gubernatora o tym, że zgodnie z jego uprawnieniami, może przystąpić do okresowej wywózki do guberni południowych najbardziej niebezpiecznych i upartych unitów, wybranych spośród aktualnie znajdujących się w więzieniach. Ponadto, aż do odwołania, nie wolno zezwalać rodzinom zesłanych, nawet gdyby tego chciały, na wyjazd do nich. Przeznaczonych do zesłania unitów należy polecić szczególnej opiece naczelników podległych im guberni w celu odpowiedniego rozlokowania rzeczonych osób, znalezienia im specjalnej pracy i ustalenia czujnego nadzoru. Wysokość zaś rządowego pieniężnego zasiłku, ustalonego dla zesłanych, może być w porozumieniu z Ministrem Finansów podwyższona do rzeczywistych potrzeb. Rzymskokatolickie kościoły w osadzie Kodeń i we wsi Leśna już teraz przekazał pod zarząd duchowieństwa prawosławnego. W zamian za przekazany duchowieństwu prawosławnemu kościół w Kodniu, należy przystąpić, zgodnie z odnośnymi ustaleniami, do budowy nowego niewielkiego kościoła. Kościół ten w miarę możliwości ma być zbudowany poza miasteczkiem Kodeń, w miejscu bardziej odpowiednim dla potrzeb nielicznych wiernych tamtejszej katolickiej parafii.

Podjął w porozumieniu z Ober-Prokuratorem Najświętszego Synodu i Ministrem Finansów, w miarę możliwości, przyspieszone działania, mające na celu doprowadzenie do uporządkowania i wyposażenia świątyń, znajdujących się w zjednoczonych parafiach w niezbędne sprzęty i dekoracje. Zobowiązał Szefa żandarmerii, aby polecił funkcjonariuszom Wydziału żandarmerii szczególnie śledził i wykrywał osoby rozpowszechniające kłamliwe i podburzające wieści wśród ludności unickiej i w ogóle - aby polecił objaśnianie wszystkich sposobów jakimi katolicko-polska propaganda źle wpływa na unitów."

Jak z powyższego widać sprawa zmuszania opornych unitów siłą do przyjęcia prawosławia była postawiona jednoznacznie. Cała wyżej przedstawiona akcja miała być prowadzona tylko w guberni siedleckiej. W tymże protokole czytamy bowiem, że, według notatki Makowa, w guberni lubelskiej "akcja zjednoczenia będzie przebiegała spokojnie i z zachowaniem prawa, nie ma więc obecnie potrzeby wprowadzania tam jakichkolwiek nadzwyczajnych środków."

Starania najwyższych władz rosyjskich, aby ukryć swoje zdecydowane postępowanie wobec unitów przed cudzoziemcami, a co za tym idzie, przed światem, były dużo łatwiejsze w Petersburgu niż w Warszawie. Widać to wyraźnie na przykładzie raportów dyplomatów angielskich: ambasadora w Petersburgu i konsula w Warszawie. Raporty te różnią się w tak ważnej sprawie jak ocena stopnia dobrowolności przyjęcia przez unitów prawosławia. Ambasador tak to komentuje: "W mojej depeszy z 27 ostatniego (stycznia 1875 - H. D.), przedłożyłem Waszej Lordowskiej Mości oficjalne doniesienie o tym nawróceniu, w którym wykazano, że unici działali dobrowolnie bez jakiegokolwiek nacisku ze strony rządu. Podpułkownik Mansfield, powołując się na prześladowania unitów w latach ubiegłych, wykazuje jednak, że to nawrócenie było efektem różnych środków, wśród których maltretowanie fizyczne stanowiło znaczący element. Dalej zaś opisuje, opierając się widocznie na wiarygodnych relacjach, wypadki, w których oburzające okrucieństwa były dokonane przez władze wojskowe, okrucieństwa, które można porównać tylko z ponurymi czasami Inkwizycji. Z tych dwóch sprzecznych raportów Wasza Lordowska Mość przekona się jak trudno mi szczególnie w stolicy rosyjskiego prawosławia, odkryć tajemnicę i stwierdzić jakimi rzeczywiście środkami doprowadzono do tak licznych nawróceń. Ze skąpych wiadomości, które tu zasięgnąć mogę, skłonny jestem wierzyć, że musiał być wywierany dość silny nacisk przez władze miejscowe na wiernych Kościoła Unickiego zanim przyłączyli się do państwowego Kościoła. "

W świetle przytoczonych wyżej protokołów a także korespondencji władz rosyjskich widać, że konsul angielski w Warszawie, a nie ambasador w Petersburgu, miał prawdziwszy obraz postępowania z unitami. Po pierwszej uroczystości przyłączenia unitów do prawosławia, która odbyła się w Białej, unickie duchowieństwo diecezji chełmskiej zwróciło się w lutym 1875 r. do Aleksandra II z prośbą o pozwolenie na przyłączenie ich do Cerkwi Prawosławnej. Pod dokumentem noszącym tytuł "Acte du clerge de la cathedrale de Chelm" (Akt duchowieństwa katedralnego chełmskiego) podpisali się księża: Marceli Popiel, Józef Wójcicki, Hipolit Krynicki, Jan Hoszowski, Makary Chojnacki, Michał Dobriański, Ambroży Sietnicki, Jan Makar i Emilian Barwiński. Do tego aktu dołączona została prośba duchowieństwa chełmskiego przyłączająca się do prośby duchowieństwa katedralnego o połączenie z prawosławiem, datowana również jak poprzednia 18 lutego 1875 r. (st. st.).

Jako trzeci dokument została dołączona petycja deputacji wiernych unitów o przyjęcie ich na powrót do Cerkwi Prawosławnej. Petycja została złożona przez następujące osoby: ks. Mikołaj Liwczak, ks. Jan Pluciński, Tymoteusz Hasiuk, Paweł Dwydiuk, Jan Klimiuk, Maksymilian Makawka, Antoni Jańczak, Laurenty Borodiuk, Jakub Kamiński oraz Jan Kraś. Ten ostatni podpisał petycję za siebie i za wszystkich niepiśmiennych spośród wyżej wymienionych. Delegacja została przyjęta przez cesarza 25.03.1875 r. (st. st.). Obecna była przy tym rodzina cesarska. Aleksander II przyjął deklarację przybyłych unitów o powrocie ich do Kościoła Prawosławnego.

Uroczystości połączenia odbyły się kolejno w kilku miastach diecezji chełmskiej. Poza wspomnianą już Białą (12 24.01.1875 r.) następne odbywały się: w Janowie Podlaskim 25.03 6.04.1875 r., w Chełmie 11 23.05.1875 r., w Hrubieszowie 13 25.05.1875 r. i w Zamościu 15 27.05.1875 r. W czasie uroczystości obecny był prawosławny arcybiskup warszawski Joanicjusz. Uważał on, co zrozumiałe, powrót unitów do prawosławia jako powrót do jedynej prawdziwej wiary, jednak nie pochwalał metod stosowanych przez władze państwowe. Wyraził się nawet podczas uroczystości w Białej, jak pisał relacjonujący wydarzenia biskupowi greckokatolickiemu przemyskiemu wspomniany już ks. Teodor Telakowski: "Gdy Bóg da, i ta sprawa się ukończy, to tę przeklętą swołocz halicką precz rozgonią." Joanicjusz miał tu na myśli księży przybyłych z Galicji.

Słowa te zdaje się potwierdzać fakt, że wkrótce Joanicjusz został przeniesiony z Warszawy do Chersonu, a na jego miejsce został powołany tamtejszy arcybiskup Demetrius.

Joanicjuszowi bardzo pozytywną opinię wystawił konsul angielski w Warszawie, pisząc do Londynu 1.01.1876 r., już po odwołaniu arcybiskupa: "Arcybiskup Joanicjusz blisko 80 letni starzec był arcybiskupem warszawskim od roku 1859; podczas powstania polskiego jak i w czasie pobytu w tym kraju odznaczał się spokojną pobożnością i umiarkowaniem; nie wdawał się w te spory i był powszechnie szanowany przez różne rywalizujące ze sobą ugrupowania polskie."

Odwołanie Joanicjusza było spowodowane jego niechęcią do używania siły wobec byłych unitów, którzy nie chcą korzystać z posług duchownych prawosławnych popów. "Rosyjscy popi - pisał konsul - składali w tej sprawie raporty arcybiskupowi Joanicjuszowi, który nie chciał jednak odwoływać się do pomocy policji, aby zmusić opornych, a chociaż władze lokalne same ich prześladowały, arcybiskup konsekwentnie powstrzymywał się od ingerencji."

O nowym biskupie prawosławnym czytamy w raporcie: "Nie mam informacji jaki jest arcybiskup Demetrius, ale można przypuszczać, że został wybrany z myślą, że doprowadzi do końca rządową politykę wobec unitów. O tym zaś jakie są te zamierzenia rządu donosiłem już poprzednio Waszej Lordowskiej Mości."

W czasie uroczystości z okazji przyłączenia unitów do prawosławia, organizowanych w pięciu miastach diecezji chełmskiej, wszędzie przygotowywano ucztę dla ludzi, zakrapianą dużą ilością podawanej wódki. Wiadomo bowiem, że zwykle jest wielu chętnych korzystających z tego typu darmowego poczęstunku i nie zawsze są to ludzie o wysokich walorach moralnych. Zresztą godzący się na przyjęcie prawosławia stanowili, według ówczesnych relacji, najsłabszy moralnie odsetek parafian. Jednakże stwierdzano również, że zastosowany przez władze rosyjskie terror był zbyt silny, aby ludzie mogli go dłużej wytrzymać.

Ostateczne przyłączenie unickiej diecezji chełmskiej do prawosławia Synod wyznaczył na dzień 11.05.1875 r. (st. st.) wydając w tej sprawie oddzielne rozporządzenie. "Najświętobliwszy Synod wobec mającego dokonać się dnia 11 maja r. b. przyłączenia na powrót parafii grecko unickich wchodzących w skład diecezji chełmskiej postanowił:

1.

Duchowieństwo i wiernych przyłączającej się chełmskiej diecezji grecko-unickiej, według uświęconych przepisów i przykładów ojców świętych, przyjąć do całkowitej i zupełnej łączności ze świętym prawosławnym katolickim wschodnim Kościołem, do nierozłącznego składu Kościoła wszystkich Rosjan i pod władzą suwerennego Najświętobliwszego Synodu wszechrosyjskiego; przy tym udzielił kapłanom przyłączającym się na powrót do prawosławia pontyfikalnego błogosławieństwa Najświętobliwszego Synodu, z modlitwą wiary i miłości do Pana i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa, aby utrwalali, pomyślnie rządzili i służyli ich Świętemu Kościołowi.

2.

Przyłączającą się na powrót do prawosławia chełmską diecezję greko-unicką przyłączył do warszawskiej, i utworzywszy jedną diecezję prawosławną, nazwał ją na pamiątkę tego, że chełmska prawosławna katedra biskupia założona była jeszcze w początku XIII wieku, chełmsko-warszawską diecezję, a jej arcybiskupa nazwał chełmskim i warszawskim, zamiast nazywania go, od 1840 r., warszawskim i nowogeorgijewskim.

3.

3. Bezpośrednie administrowanie diecezją poruczył oddzielnemu biskupowi, z nadaniem mu tytułu biskupa lubelskiego, sufragana diecezji chełmsko-warszawskiej, z zastrzeżeniem, aby sufragan ten rezydował w mieście Chełmie i zarządzał nowo przyłączającymi się parafiami, stosownie do instrukcji jaka będzie mu udzielana od Najświętszego Synodu, pod zwierzchnictwem diecezjalnego arcybiskupa chełmskiego i warszawskiego.

4.

4. Istniejący obecnie grecko-unicki konsystorz chełmski zlikwidować, a w zamian utworzyć chełmski zarząd duchowny, którego skład i atrybucje będą. określone przez oddzielne postanowienie, z zastrzeżeniem, że sprawy większej wagi ma przedstawiać do rozstrzygnięcia chełmsko-warszawskiemu konsystorzowi duchownemu.

5.

5. Ponieważ zajęcia tego ostatniego znacznie się powiększą, dlatego oprócz obecnie oznaczonej liczby członków, wyznaczył z duchowieństwa nowo przyłączających się parafii dwóch nowych członków, wybieranych przez biskupa sufragana, a zatwierdzanych według ogólnej zasady, na przedstawienie arcybiskupa diecezjalnego przez Najświętobliwszy Synod.

6.

6. Istniejące w Chełmie grecko-unickie seminarium duchowne i szkołę dla diaków zamienić na prawosławne zakłady naukowe, nie zmieniając regulaminu tych zakładów; zarząd ich poruczyć bezpośrednio chełmskiemu biskupowi sufraganowi.

7.

7. Pozostawić temu biskupowi dla obsadzania wolnych stanowisk kapłańskich w nowo przyłączających się parafiach, powoływanie według jego uznania z Galicji osób, które ze względu na przymioty moralne będą godne zaufania na stanowiska kapłańskie.

8.

8. Na biskupa lubelskiego, sufragana. diecezji chełmsko-warszawskiej, Najświętobliwszy Synod uznaje za pożyteczne i słuszne mianować obecnego administratora diecezji chełmskiej, starszego protojereja katedralnego Marcelego Popiela, jako będącego wdowcem, z zastrzeżeniem, aby prekonizacja jego na biskupa dokonaną była w St. Petersburgu, po uprzednim przyłączeniu się tego protojereja do Kościoła Prawosławnego."

Rozporządzenie Synodu zostało zatwierdzone przez Aleksandra II 1 13.05.1875 r. W ten sposób Kościół Prawosławny w Królestwie Polskim pozyskał 267 parafii z 260 tys. wiernymi. Utworzone w 1840 r. prawosławne biskupstwo warszawskie liczyło bowiem w 1875 r. tylko 42 cerkwie i 41 tys. wiernych. Wschodnie biskupstwo chełmskie (prawosławne) powstało w XIII w. i od 1596 r. należało do Unii. Stanowiło więc teraz pierwszy człon nowo powstałej diecezji chełmsko-warszawskiej.

Marceli Popiel otrzymał 8 20.06.1875 r. od Aleksandra II jako wynagrodzenie za wkład w dzieło przyłączenia unitów do prawosławia order Św. Anny I klasy. Poza godnością biskupa lubelskiego było to drugie ważne wyróżnienie.

List Aleksandra II z dnia 19.06. 1.07.1875 r., z uznaniem dla ministra spraw wewnętrznych Aleksandra Timaszewa za dokończenie zaczętego przez Dymitra Tołstoja dzieła, kończył oficjalnie sprawę likwidacji Unii w diecezji chełmskiej.

"Oceniając tą kwestię ze stanowiska politycznego trudno zaprzeczyć, że rząd odniósł niekwestionowany sukces. Nawet przypuszczając, że jedna lub dwie generacje zachowają. nieprzyjazne uczucia dla rządu, to za 30 lat wszyscy staną się rosyjskimi chłopami." Tak podsumował relacjonowane przez siebie wydarzenia konsul angielski w Warszawie.

Jednakże po upływie 30 lat nie potwierdziły się przewidywania konsula. Po ukazie tolerancyjnym cara Miko?aja. II z 1905 r. znaczna większość byłych unitów i ich potomków wpisała się do ksiąg kościołów rzymskokatolickich. W ciągu następnych dziesięcioleci wierni ci ulegli całkowitej polonizacji. Dziś najczęciej tylko brzmienie nazwisk świadczy o niegdysiejszej przynależności ich przodków do narodowości rusińskiej. Natomiast tradycja rodzinna przechowuje jeszcze tu i ówdzie wieści o męczeństwie dziadków i pradziadków.

Rozdział 3

Wydarzenia w Drelowie i Pratulinie

Dwie te niewielkie miejscowości na Podlasiu stały się w pewnym momencie bardziej powszechnie znane w Polsce, a nawet za granicą. Wśród parafii unickich najostrzej prześladowanych przez władze rosyjskie za opór wobec narzucanych siłą obrzędów i liturgii prawosławnej, w tych dwóch, Drelowie i Pratulinie, pozwolono wojsku strzelać do stojących wokół kościoła wiernych. Padło wówczas kilkunastu zabitych a dziesiątki zostało rannych. Wydarzenia te stały się na tyle głośne poza granicami Rosji i Królestwa, że władze, jak wiemy, zaprzestały strzelania do unitów, nie zaprzestając jednak innych bardzo ostrych represji wobec opornych.

Wypadki w Drelowie i Pratulinie relacjonowane były już bardzo wcześnie, następnie zaś powtarzane, omawiane a często i "upiększane", jeśli wolno się w ten sposób wyrazić o tak dramatycznych sprawach. Brak jednak było krytycznego ale jednocześnie rzeczywistego, w oparciu o dostępne źródła opisu tych zdarzeń. Ponieważ w sprawie trzynastu unitów, którzy zginęli w Pratulinie 14 26 stycznia 1874 r. w 1938 r. otworzony został w Diecezji siedleckiej proces beatyfikacyjny, zaistniała konieczność ustalenia i w miarę możliwości, precyzyjnego przedstawienia przebiegu ówczesnych wypadków.

Najbardziej zwięzłe sprawozdanie z wydarzeń znajduje się w zbiorach Mikołaja Milutina w Rosyjskiej Państwowej Bibliotece w Moskwie dawniej: Biblioteka W.I.Lenina). W krótkiej relacji czytamy: "W Drelowie 1 stycznia (1874 r. st.st. - H.D.) na samym początku odprawiania w cerkwi służby bożej ludność wtargnęła na stopnie ołtarza, schwytała księdza i wyprowadziła do zakrystii. 5 stycznia (st.st. - H.D.), po przybyciu oddziału wojska złożonego z dwóch rot piechoty i jednej sotni kozaków, zebrała się w cerkwi bardzo wielka ciżba chłopów, uzbrojonych w kołki. Na wezwanie naczelnika powiatu i dowódcy oddziału, podpułkownika Beka, do rozejścia się, chłopi odpowiedzieli płaczem i krzykami, oświadczając, że wszyscy są gotowi umrzeć. Wezwania okazały się bezowocne. Wobec czego straciwszy wszelką nadzieję na dobrowolne zaprzestanie rozruchów przez chłopów, tym bardziej, że w przededniu wejścia wojsk zdecydowanie oznajmili naczelnikowi powiatu, że w żadnym przypadku nie poddadzą się i wszyscy gotowi są umrzeć, a przybyłych do wsi strażników przegnali, podpułkownik Bek zdecydował siłą rozpędzić tłum, jednak bez użycia broni. Ale gdy tylko część oddziału weszła za ogrodzenie kościoła, chłopi momentalnie rzuciwszy się z kijami zaczęli bić żołnierzy, zranili dziesięciu, niższych stopni, zaś oficerów a także naczelnika powiatu i jego pomocnika pobili. Wówczas pozostali w rezerwie za ogrodzeniem, widząc dokonany przez tłum napad na wojsko, bez rozkazu zaczęli strzelać, z początku w powietrze, aby odstraszyć chłopów, a potem, gdy to nie przyniosło żadnego rezultatu, niektórzy żołnierze wystrzelili w tłum, i chociaż na rozkaz dowodzącego oddziałem ogień bezzwłocznie został wstrzymany, w wyniku odbytej strzelaniny został zabity jeden chłop, a rannych - 10".

Podobnej treści notatka dotyczy również wydarzeń w Pratulinie. "W Pratulinie 25 grudnia (1873 r. st. st. - H.D.) kobiety odebrały klucze od kościoła unickiego, gubernator nakazał dorobić inne klucze. 11 stycznia ( 1874 r. st. st.- H.D.) tłum greko-unitów w liczbie 500 osób uzbrojonych w kołki zajęli miejsce za ogrodzeniem kościoła. 14 stycznia (1874 r. st. st. - H.D) do Pratulina przybyły dwie roty wojska pod komendą podpułkownika Szteina, ale ludzie zgromadzeni na placu przed kościołem oświadczyli, że nie dadzą do niego dostępu inaczej jak po swoich trupach. Dowodzący wojskiem postanowił wziąć kościół siłą. Chłopi bronili się kamieniami i kołkami, byli ranni żołnierze. Pobity został sam pułkownik Sztein i oficerowie, a także naczelnik miasta. Dano rozkaz strzelania, zabito 9-ciu i ciężko raniono 14 mężczyzn. Kobiety w tym czasie śpiewały polskie pieśni żałobne, a mężczyźni wołali, aby do nich dalej strzelał. Dowodzący nie chcieli przelewać więcej krwi, nakazali żołnierzom wyłamać ogrodzenie i wojsko zajęło kościół. Te wydarzenia nie złamały oporu unitów".

Śmierć unitów w obronie kościoła została odnotowana przez konsula angielskiego w Warszawie w depeszy do Londynu już 29.01. 1874 r. "Z ubolewaniem przesyłam Waszej Ekscelencji - pisał - wiadomość o ponownych zamieszkach w powiatach zamieszkałych przez unitów w guberniach lubelskiej i siedleckiej, w rezultacie czego doszło do rozlewu krwi, utraty życia i barbarzyńskiego postępowania z chłopami."

Ambasador angielski w Petersburgu dołączył do swego raportu do Londynu z dnia 18.03.1874 r. urzędowy artykuł zamieszczony w Sankt Pietiersburgskije Wiedomosti Z 27.02.1874 r.(st.st.). Gazeta ta przedrukowała z gazety Prawitielstwienrcyj Wiestnik z dnia 26.02.1874 r. (st.st.) krótki opis dziejów Unii zawartej w Brześciu w 1596 r. z powołaniem się na bulle papieskie o zachowaniu obrządku wschodniego w Kościele Unickim. Nic nie napisano o zatwierdzonych przez Stolicę Apostolską postanowieniach synodu Zamojskiego z 1720 r., który akceptował istniejące już zwyczajowo w kościołach unickich obrzędy łacińskie. W opisie położono nacisk na latynizację Kościoła Unickiego i w związku z tym polonizację Rusinów, na dążenie władz diecezjalnych chełmskich do wprowadzenia czystego obrządku wschodniego. Podkreślano, że lokalne władze cywilne mają tylko pomóc władzom duchowym. Ich pomoc okaże się potrzebna w przypadku zaburzeń, które mogłyby się zdarzyć w niektórych parafiach.

Petersburska gazeta oficjalna nie wspomniała z jakich powodów miałyby nastąpić ewentualnie te zaburzenia. Pisała natomiast dalej, ze w trzech parafiach doszło do zaburzeń, których rozmiary zmusiły władze do użycia wojska, były to Zabłoć, Drelów i Pratulin. Jednak?e w Zabłociu tłum został rozpędzony. Do krwawych wypadków doszło w Drelowie i Pratulinie.

W opisie wypadków w Drelowie podano, że jeden chłop został zabity, a dziesięciu rannych. Przy wypadkach w Pratulinie urzędowa gazeta pisała o atakowaniu żołnierzy przez ludność przy pomocy kijów i kamieni, w efekcie czego oddział wojska użył broni, w rezultacie strzelaniny 9 chłopów zostało zabitych, a 14 rannych.

W przytoczonych relacjach nazwiska zabitych nie są wymieniane. We wszystkich późniejszych opisach nazwiska są już podawane. Dużo trudniej ustalić je wiarygodnie dla zabitych w Drelowie ni? w Pratulinie, ponieważ nie ma świadectw śmierci dla parafian drelowskich, w przeciwieństwie do parafian pratulińskich. Najwcześniej nazwiska zabitych znajdujemy w relacji wspomnianego już wielokrotnie unickiego ks. Telakowskiego, a za nim powtórzył je również unicki ks. Bojarski. Obaj podają pięć nazwisk, chociaż w dopiero co cytowanych urzędowych sprawozdaniach liczba zabitych w Drelowie równała się jednej osobie, rannych zaś było dziesięć osób. Być może, czterech z dziesięciu rannych zmarło w tak krótkim czasie, że relacjonujący zaliczyli ich do zabitych przy kościele. Byli to Semen Paluk, Teodor Bocian, Andrzej Charytoniuk, Jan Romaniuk i Paweł Kozak.

Na medalu wybitym w Paryżu w 1875 r. ku czci zabitych, którego rysunek został już 1876 r. reprodukowany w broszurze pt. "Les Missionnaires moscovites chez les Ruthenes unis" figuruje 18 nazwisk, z których dwanaście obejmuje zabitych w Pratulinie. Z pozostałych sześciu nazwisk - cztery występują w relacjach Telakowskiego i Bojarskiego jako ci, którzy zginęli w Drelowie. Na medalu poza nazwą Drelów i Pratulin jest tak?e nazwa Polubicze. O zabitych w Polubiczach nie ma jednak nigdzie więcej wzmianki. W późniejszych opisach wydarzeń podawana jest zwykle liczba 13 zabitych w Drelowie. Wymienił ich z nazwiska łaciński ks. Józef Pruszkowski, a za nim powtarzają inni, łącznie z najnowszymi opracowaniami.

Jak można sądzić bardziej wiarygodne są dane przesłane do Stolicy Apostolskiej już w 1875 r. W relacjach późniejszych najprawdopodobniej wśród zabitych znajdują się zmarli w kilka a może i kilkanaście dni później z zadanych ran, być może nawet niekoniecznie z broni palnej. Zabici w Drelowie byli pochowani indywidualnie przez rodziny bez sporządzonych z urz?du aktów śmierci.

Inaczej miała się sprawa z zabitymi w Pratulinie. W rozpoczętym przed II wojną procesie beatyfikacyjnym przyjęto jako podstawę nazwiska trzynastu, których notarialne odpisy świadectw zgonu znajdują się w Archiwum Diecezjalnym w Siedlcach. Wszyscy trzej cytowani już księża, Telakowski, Bojarski i Pruszkowski relacjonujący te wydarzenia, są również zgodni w tej sprawie. Wszyscy podają, że w Pratulinie zginęli: Daniel Karmasz, Łukasz Bojko, Bartłomiej Osypiuk, Onufry Wasiluk, Filip Geryluk vel Kiryluk, Konstanty Bojko, Nikita Hryciuk vel Gryciuk, Ignacy Franczuk, Maksym Hawryluk, Michał Wawrzyszuk, Wincenty Lewoniuk, Jan Andrzejuk i Łukaszuk Konstanty.

Pewne niewielkie różnice w brzmieniu niektórych nazwisk wynikały z kilku dość oczywistych przyczyn. Bardzo mała ruchliwość chłopów powodowała, że najczęściej w jednej parafii byli chrzczeni, brali ślub i tam też na ogół wystawiano im świadectwa zgonu. Innych dokumentów nie potrzebowali ani oni ani ich rodziny. Zapisywani zaś byli w aktach parafialnych nie według dokumentów tożsamości, których nie posiadali, a według nazwiska podanego przez świadków, stąd np. brzmienie Karmasz i Karmaszuk dla jednej i tej samej osoby. W dodatku dla siedmiu unitów z pratulińskiej parafii zachowały się akta urodzenia, które spisywane były jeszcze po polsku alfabetem łacińskim, zaś akta śmierci - po rosyjsku, cyrylicą. Używanie tych dwóch alfabetów w Królestwie Polskim powodowało niekiedy pewne różnice w zapisach a zwłaszcza w ich odczytywaniu. Na przykład litera "G" wymawiana bywała również jak "H", stąd Hryciuk vel Gryciuk. Do tego wszystkiego dochodzą potoczne wśród ludu przezwiska, które zaciemniają obraz. Stąd też Onufry Wasiluk nazywany był także Tomaszuk.

Wszyscy, którzy zginęli w Pratulinie, zostali tam pochowani "urzędowo", na cmentarzu unickim, przez władze administracyjne, we wspólnym grobie, który zachował się do dziś. Umożliwiło to m.in. wszczęcie ich procesu beatyfikacyjnego w Kościele Katolickim, w związku z czym zostali uznani Sługami Bożymi.

Pewne różnice dotyczą daty wydarzeń w Pratulinie. Za relację ks. Pruszkowskiego przyjęto powszechnie uznawać 24 stycznia 1874 r. jako datę śmierci unitów a zatem i datę ówczesnych wypadków. Tymczasem mamy świadectwa śmierci wszystkich trzynastu wiernych tamtejszej parafii, które jednoznacznie sytuują strzelaninę wokół kościoła unickiego w Pratulinie na dzień 14 stycznia starego stylu czyli 26 stycznia nowego stylu. Różnica między obu kalendarzami wynosiła wówczas 12 dni. Wszystkie daty były pisane słownie co uniemożliwia pomyłkę.

Władzom bardzo zależało na jak najszybszym załatwieniu sprawy. Zbiorowa mogiła miała najprawdopodobniej zapobiec oddawaniu jakiejś szczególnej czci pomordowanym, gdyż łatwiej było jej pilnować. Zabici byli bowiem przez unitów od początku traktowani jako męczennicy, którzy zginęli w obronie wiary.

W czerwcu 1991 r. w związku z procesem beatyfikacyjnym została przeprowadzona ekshumacja, a szczątki zabitych złożono w tamtejszym rzymskokatolickim kościele parafialnym; grób na cmentarzu jest, w dalszym ciągu zachowany.

Charakterystyczne, że w żadnej ze znanych relacji, ani urzędowych ani w innych opisach nie ma wzmianki, że unici próbowali, w chwili nadejścia wojska, ratować się ucieczką. Ci z Pratulina o możliwości śmierci wiedzieli, ponieważ znali wcześniejsze wypadki w Drelowie, gdzie padli pierwsi zabici. Ci z Drelowa może nie od razu wiedzieli, że w końcu użyje się przeciw nim broni palnej. Jednakże kiedy to nastąpiło wołali, żeby do nich dalej strzelać i swego kościoła nie odstąpili. Otaczając kościoły wierni nie mieli na uwadze żadnych Ziemskich względów osobistych. Ci, którzy tam polegli, nie bronili ani siebie, ani swoich rodzin, ani swoich chat, ani swego dobytku. Wszyscy łącznie z tymi, którzy nie zginęli, a znaleźli się później ranni lub pobici w więzieniach, bronili własnej wiary katolickiej przed narzucanym siłą prawosławiem. Opuszczenie przykościelnego cmentarza i odstąpienie od obrony kościoła pozwoliło by im i ich rodzinom uniknąć dalszych prześladowań, a kilkunastu uniknęłoby śmierci. Wszystkie ludzkie względy powinny więc skłaniać ich do takiego postępowania. Oni jednak uważali, że sam fakt rozejścia się świadczyłby już o zgodzie na przyjęcie obcej dla nich wiary. Byli więc gotowi oddać życie za wiarę. Ta determinacja unitów, prostych chłopów, wzbudzała od początku zdumienie i podziw obserwatorów różnego autoramentu. Kiedy więc w niektórych parafiach, w wyniku okrutnych prześladowań, część wiernych zgłaszała chęć przejścia na prawosławie, niedowierzanie wyrażał nie tylko gubernator siedlecki, Stefan Gromeka, ale i najwyższe władze w Petersburgu. Wysłano nawet specjalnego przedstawiciela wspomnianego radcę Makowa, dla sprawdzenia na miejscu jak sprawa wygląda w rzeczywistości.

Z tych właśnie powodów, determinacji jednych i zdumienia drugich, warto przyjrzeć się życiorysom tych kilkunastu zabitych w Pratulinie, gdyż dla nich istnieją źródła historyczne, chociaż bardzo skąpe.

Należeli do prostych wieśniaków, żyjących z pracy na roli, według rytmu wyznaczonego porami roku i dnia. Ważnym elementem ich życia była wiara. Stąd niedziele i święta, w czasie których uczestniczyli w nabożeństwach, stanowiły bardzo istotny czynnik bytowania. Mała mobilność chłopów przyczyniała się również do większej integracji mieszkańców wokół kościoła, stanowiącego centrum życia religijnego. Liczne bractwa istniejące przy cerkwiach unickich (w tym i w Pratulinie) nie tylko jednoczyły członków, ale także umacniały wiarę wśród ogółu parafian. Członkowie bractw byli, a w każdym razie starali się być, przykładem dla innych.

Podstawowe wiadomości o trzynastu, którzy zginęli w Pratulinie, znajdujemy w aktach stanu cywilnego. Dla siedmiu z nich istnieją oryginalne metryki urodzenia, dla sześciu zostały odtworzone przez Trybunał Diecezjalny, powołany dla przeprowadzenia procesu beatyfikacyjnego. Dla wszystkich trzynastu mamy akta zgonu. Pewne szczegóły dotyczące ich życia można odnaleźć w zeznaniach świadków przesłuchanych przez wspomniany Trybunał. Fakty podawane przez nich po kilkudziesięciu latach, jakie upłynęły od 1874 r., dobrze przekazują atmosferę religijną tamtych wydarzeń, choć nie zawsze wiernie odtwarzają same fakty, niekiedy skądinąd dobrze im znane. Trudno zresztą dziwić się, że wieloletnie prześladowania, jakim byli poddawani unici zarówno przed 1874 r. jak i po nim, co najmniej do 1905 r., łączyły się u nich w pewną całość.

Życiorysy zgodnie z kolejnością wystawianych aktów można zacząć od Daniela Karmasza. W świadectwie urodzenia występuje on i jego rodzice jako Karmaszuk. Urodził się we wsi Przedmieście Pratulin 22 grudnia 1826 r. (st. st.). Rodzicami jego byli włościanin Konrad, posiadający gospodarstwo rolne i Anastazja z domu Hryciuk. Ochrzczony i bierzmowany został w kościele unickim 23.12.1826 r. (st. st.). świadectwo urodzenia zostało wystawione i podpisane przez ks. Michała Mazanowskiego, proboszcza w Pratulinie w latach 1806-1850. Ojciec Daniela i przybyli z nim świadkowie (w tym rodzice chrzestni: Iwan Karmaszuk i Dominika Hołubczukowa) jako niepiśmienni aktu nie podpisali. Był żonaty z Anną, posiadał gospodarstwo we wsi Łęgi należącej do parafii w Pratulinie. Syn jego mówił, że ojciec należał do bractwa i był człowiekiem religijnym i bogobojnym. Idąc do cerkwi zdawał sobie sprawę z grożącego niebezpieczeństwa, jednakże świadomie się na nie zdecydował. Zginął w Pratulinie 14 26 stycznia 1874 r. o godz. 12 w południe mając lat 47.

Z metryki chrztu Łukasza Bojko dowiadujemy się, że urodził się 29 października 1852 r. (st. st.) we wsi Zaczopki z ojca Dymitra, włościanina i matki Anastazji z domu Woyda. Został ochrzczony i równocześnie bierzmowany, zgodnie ze zwyczajem w Kościele Wschodnim, następnego dnia 30.10.1852 r. (st. st.) w kościele parafialnym w Pratulinie przez ks. Jana Żypowskiego, proboszcza parafii Krzyczew i administratora parafii Pratulin w latach 1850-1866. Ojciec Łukasza i przybyli z nim świadkowie (w tym rodzice chrzestni: Konrad Poleszuk i Pelagia Chitaylicha) jako niepiśmienni aktu nie podpisali. Był kawalerem i mieszkał w Łęgach. Z zeznań brata dowiadujemy się, że Łukasz był człowiekiem dobrym, religijnym i cieszył się dobrą opinią wśród ludzi. Zginął w Pratulinie 14 26 stycznia 1874 r. o godz. 12 w południe mając lat 21.

Bartłomiej Osypiuk urodził się we wsi Bohukały 3 września 1843 r. (st. st.) z ojca Wasyla włościanina i matki Marty (Matrony) z domu Kondrasiuk. Został ochrzczony i równocześnie bierzmowany, zgodnie z obrządkiem Kościoła Wschodniego, dnia 5.09.1843 r. (st. st.) przez wspomnianego już ks. Michała Mazanowskiego. Ojciec i świadkowie (w tym rodzice chrzestni: Konrad Karmaszuk i Marianna Abramukowa Melanowa) aktu urodzenia jako niepiśmienni, nie podpisali. Był żonaty z Natalią. Z zeznań świadków wiemy, że miał dwoje dzieci, syna i córkę. Cieszył się poważaniem we wsi, chociaż posiadał tylko małe gospodarstwo, ponieważ był uczciwy, roztropny i pobożny. Pospieszył bronić kościoła w Pratulinie, gdzie zginął 14 stycznia 1874 r. (st. st.) o godzinie 12 w południe w wieku 30 lat.

Onufry Wasiluk, zwany był też Tomaszukiem, urodzi się w Zaczopkach w 1853 r. z ojca Ignacego i matki Julianny. Zgodnie z obrządkiem wschodnim otrzymał jednocześnie chrzest i bierzmowanie w kościele w Pratulinie, administrowanym przez znanego już nam ks. Jana Żypowskiego. Był żonaty z Cecylią. Z zeznań świadków dowiadujemy się, że był dobrym katolikiem. Zginął w obronie kościoła w Pratulinie 14 stycznia 1874 r. (st. st.) o godzinie 12 w południe mając lat 21.

Filip Geryluk vel Kiryluk (w akcie urodzenia Kiryluk) urodził się 26 listopada 1830 r. (st. st.) w Zaczopkach z ojca Wasyla, włościanina i matki Dominiki z domu Koroluk. Został ochrzczony i bierzmowany 28.11.1830 r. (st. st.) przez proboszcza ks. Michała Mazanowskiego. Aktu urodzenia nie podpisali ojciec i świadkowie (w tym rodzice chrzestni Łukasz Chwasiuk i Prakseda Dowbotycha Łukacha), ponieważ byli niepiśmienni. Był żonaty z Efrozyną. Uważano go za człowieka dobrego i pobożnego, dobrego ojca rodziny. Pospieszył z innymi do obrony kościoła w Pratulinie, gdzie zginął 14 stycznia 1874 r. (st. st.) o godzinie 12 w południe maj?c 43 lata.

Konstanty Bojko (na marginesie aktu urodzenia: Boyczuk) urodził się 25 sierpnia 1826 r. (st. st.) we wsi Derło z ojca Romana, włościanina i matki Chwedory z domu Kononiuk. Następnego dnia został ochrzczony i bierzmowany przez proboszcza ks. Micha?a Mazanowskiego. Ojciec i świadkowie (w tym rodzice chrzestni: Grzegorz Jakimiuk i Anastazja Markowa Mirytiukowa) jako niepiśmienni aktu nie podpisali. Był żonaty z Anną. Z zeznań świadków, dowiadujemy się, że cieszył się dobrą opinią wśród ludzi. Poszedł jak inni bronić kościoła w Pratulinie, gdzie zginął I4 stycznia 1874 r. (st. st.) o godzinie pierwszej po południu w wieku 47 lat.

Nikita Hryciuk vel Gryciuk urodził się w Zaczopkach w 1855 r. jako syn Józefa, włościanina i Julianny. Ochrzczony i bierzmowany w Pratulinie. Był kawalerem. Uważany był za człowieka spokojnego, dobrego, pobożnego i kochającego Kościół. Zginął w Pratulinie 14 stycznia 1874 r. (st. st.) o godzinie pierwszej po południu w wieku 19 lat.

Ignacy Franczuk urodził się w 1824 r. we wsi Derło z ojca Daniela, włościanina i matki Achacji. Został ochrzczony i bierzmowany w kościele parafialnym w Pratulinie przez ks. Michała Mazanowskiego. Był żonaty z Heleną. Z zeznań syna wiadomo, że miał siedmioro dzieci. Był też na śmierć za wiarę przygotowany, bo, również według zeznań syna, przed wyjściem z domu przebrał się w czystą bieliznę i ubranie. Zginął w Pratulinie 14 stycznia 1874 r. (st. st.) o godzinie pierwszej po południu w wieku 50 lat.

Wincenty Lewoniuk urodził się w 1849 r. we wsi Krzyczew jako syn Wasyla. Ochrzczony i bierzmowany w tamtejszym kościele parafialnym. Był żonaty z Marianną. Pracował w majątku Woroblin należącym do rodziny Bryndzów. Z zeznań świadków dowiadujemy się, że był uważany za człowieka dobrego, religijnego, praktykującego katolika, dobrych obyczajów. Poszedł z innymi bronić kościoła w Pratulinie, gdzie zginął 14 stycznia 1874 r. (st. st.) o godzinie pierwszej po południu, mając lat 25.

Jan Andrzejuk urodził się we wsi Derło 8 kwietnia 1848 r. (st. st.) z ojca Stefana, włościanina i matki Joanny z domu Tomaszuk. Został ochrzczony i bierzmowany 10.04.1848 r. (st. st.) przez ks. Michała Mazanowskiego. Ojciec i świadkowie (w tym rodzice chrzestni: Ignacy Górski i Tekla Andrzejukowa Pawłowa) jako niepiśmienni aktu nie podpisali. Był żonaty z Mariną. Miał syna Nestora, o czym dowiadujemy się z zeznań jego siostry. Ona również powiedziała, że jej brat, Jan Andrzejuk, umiał pisać i czytać. Uważany był za człowieka bardzo dobrego i roztropnego. Idąc bronić kościoła w Pratulinie zdawał sobie sprawę, że może zginąć i nie zobaczyć więcej swego syna. Ciżko ranny na cmentarzu przykościelnym został przywieziony przez swego ojca do domu, gdzie zmarł 14 stycznia 1874 r. (st. st.) o godzinie czwartej po południu, mając lat 25.

Konstanty Łukaszuk urodził się w 1829 r. (st. st.) we wsi Zaczopki z ojca Fadeja, włościanina i matki Franki. Jak większość zabitych został ochrzczony i bierzmowany przez długoletniego proboszcza w Pratulinie ks. Michała Mazanowskiego. Był żonaty z Gripą. Miał dobrą opinię u wszystkich. W wyniku otrzymanych ran zmarł w domu w Zaczopkach, 15 stycznia 1874 r. (st. st.) o godzinie drugiej po południu w wieku lat 45.

Maksym Hawryluk urodził się we wsi Bohukały 2 maja 1840 r. (st. st.) z ojca Pawła, włościanina i matki Barbary z domu Wasyluk. Został ochrzczony i bierzmowany 4.05.1840 r. (st. st.) przez ks. Michała Mazanowskiego. Aktu urodzenia nie podpisali ojciec i świadkowie (w tym rodzice chrzestni: Łukawian Hawryluk i Marianna. Ochrymiukowa), ponieważ byli niepiśmienni. Był żonaty z Dominiką. Cieszył się dobrą opinią jako człowiek dobry i uczciwy. Zmarł w domu w Derle 15 stycznia 1874 r. (st. st.) o godzinie 12 w południe, w wieku 33 lat.

Michał Wawrzyszuk urodził się we wsi Olszyn w 1853 r. z ojca Mikity, włościanina i matki Agnieszki. W tymże roku udzielono mu w Pratulinie chrztu i bierzmowania. Z zeznań świadków, poza ogólnym stwierdzeniem, że wszyscy zabici byli ludźmi religijnymi, niczego szczególnego się nie dowiadujemy. Zmarł we wsi Derło, z ran otrzymanych w Pratulinie, 15 stycznia 1874 r. (st. st.) o godzinie pierwszej po południu, mając lat 21.

Na zakończenie opisu wypadków w Drelowie i Pratulinie warto raz jeszcze podkreślić jak bardzo wierni z diecezji chełmskiej byli przywiązani do Unii. Wyrażali to często słownie, ale przede wszystkim swoim oporem przed przyjęciem prawosławia. W urzędowych sprawozdaniach rosyjskich wymieniane były jako najbardziej oporne miejscowości: Hanna, Dobryń, Zabłoć, Kodeń, Sławatycze, Choroszczynka, Jabłeczna, Ortel, Dołhobrody, Łomazy, Horodyszcze, Polubicze, Parczew, Przegaliny, Ostrów, Bezwola, Wohyń, Szóstka, Dołha, Rudno, Międzyrzec, Kolembrody, Swory, Janów, Prochenki, Seroczyn, Szpaki.

"W niektórych wsiach nie ma sensu prowadzić dalszej kontrybucji na rzecz zakwaterowanych tam wojsk - pisał w swoim sprawozdaniu Lew Makow. - Wszystko co można było zniszczyć i wybić zostało już zniszczone, jednakże nie wpłynęło to na zmianę poglądów. Nie udało się zmusić ich do uległości."

Ten niezwykły, zwłaszcza w ówczesnej sytuacji Królestwa Polskiego, opór unitów władze rosyjskie przypisywały propagandzie "łacińskiej", oskarżając o nią Kościół Rzymskokatolicki. Stanowiło to pretekst do i tak zdecydowanej już akcji przeciw niemu, oskarżanemu wcześniej o popieranie powstania styczniowego i źle widzianemu jako ostoja polskości. Dodatkowo zaś źle widzianemu z racji zależności od Stolicy Apostolskiej, co nadawało mu międzynarodowy charakter.

Rozdział 4

Po likwidacji Unii

a) Ogólna sytuacja Kościoła Rzymskokatolickiego

Po klęsce powstania w 1863 r. sytuacja całego kraju była bardzo ciężka. Jak zwykle władze rosyjskie oskarżały duchowieństwo katolickie o masowe poparcie powstania i odpowiednio karały Kościół i księży. "Mało która grupa zawodowa poniosła tak ciężkie straty - pisał znany historyk Stefan Kieniewicz - bo też była szczególnie eksponowana, a władze stosowały wobec księży wyższy wymiar kary."

W Królestwie Polskim uległ represjom co 20 ksiądz, podczas gdy wśród szlachty, licząc tylko mężczyzn, co 50 osoba. W latach 1866-1875, w okresie likwidacji unickiej diecezji chełmskiej, w samym Królestwie Polskim aż sześć diecezji dłużej lub krócej nie miało ordynariusza (krakowska, kujawsko-kaliska, lubelska, płocka, sejneńska i warszawska). Pięciu spośród tych biskupów zostało wywiezionych lub internowanych. Na tym terenie było wówczas osiem łacińskich diecezji, z których jedna - podlaska - została w dodatku przez cara Aleksandra II w 1867 r. zlikwidowana.

Z kolei spośród sześciu diecezji (od 1839 r. wyłącznie łacińskich) na terenach byłej Rzeczypospolitej, wchodzących w skład Cesarstwa Rosyjskiego (mohylewska, kamieniecka, łucka, mińska, wileńska i żmudzka), kamieniecka i mińska zostały przez cara zlikwidowane, a trzy były bez ordynariuszy.

Pod koniec pontyfikatu Piusa IX sytuacja Kościoła pod panowaniem rosyjskim była więc bardzo trudna. Relacja biskupa włocławskiego Wincentego Chościak-Popiela nie pozostawiała co do tego wątpliwości. Poza likwidacją unickiej diecezji chełmskiej i represjami wobec duchowieństwa, ciągle była aktualna sprawa pozbawienia. diecezji biskupów ordynariuszy, działalności niekanonicznego Kolegium Duchownego w Petersburgu i nacisku władz na używanie języka rosyjskiego w kościołach rzymskokatolickich.

W Stolicy Apostolskiej widziano konieczność zdecydowanego wystąpienia w obronie wiary i Kościoła. Na sesji Kongregacji do Spraw Kościelnych Nadzwyczajnych, 1.07.1877 r., w obecności sekretarza stanu Giovanni Simeoniego ustalono, że trzeba jak najszybciej wszcząć rokowania, aby uchronić Kościół Katolicki pod panowaniem rosyjskim od zguby. Przygotowano Memoriał, który w piętnastu punktach przedstawiał wszystkie trudności i zagrożenia.

Duży wpływ na przygotowanie Memoriału miała ostateczna likwidacja diecezji chełmskiej i włączenia unitów do Kościoła Prawosławnego. Wiadomość o tym, choć z pewnym opóźnieniem, dotarła bowiem do Stolicy Apostolskiej i stanowiła argument dla zwolenników ostrego wystąpienia sekretarza stanu Simeoniego został zwrócony temu ostatniemu przez przedstawicie?a Rosji w Rzymie, Leona Urusowa. Fakt ten wywołał w Stolicy Apostolskiej konsternację. Powodem nieprzyjęcia było stanowisko Petersburga, uznające treść Memoriału za ingerencję w wewnętrzne sprawy Cesarstwa Rosyjskiego. Sytuacja z punktu widzenia dyplomacji była bez precedensu. Wszelkie próby załagodzenia sprawy za pośrednictwem Hiszpanii nie odniosły skutku. Rząd rosyjski Memoriał przyjąć nie chciał, uznając go za obraźliwy.

Kardynał Simeoni wysłał do nuncjuszy apostolskich list okólny, w którym przedstawił okoliczności zerwania rokowań z rządem rosyjskim. Do okólnika załączono Memoriał oraz list kardynała do Urusowa. Wszystkie te dokumenty przedrukował w styczniu 1878 r. paryski "Le Monde".

Przygotowywanej na konsystorzu alokucji, mówiącej o tragicznej sytuacji Kościoła w Rosji, Pius IX nie zdążył już wygłosić. Zmarł 7.02.1878 r. Jego następca Leon XIII rozpoczął pertraktacje poprzedzone kilkuletnimi zabiegami dyplomatycznymi. W ich wyniku doszło do zawarcia ugody między Stolicą Apostolską a rządem rosyjskim, według której miały być rozwiązane najważniejsze sprawy dotyczące Kościoła Katolickiego pod panowaniem rosyjskim. Chodziło o obsadzenie opuszczonych diecezji, przywrócenie praw biskupom w ich zarządzaniu seminariami, oddanie Akademii Duchownej w Petersburgu pod zarząd arcybiskupa mohylewskiego, wreszcie stopniowe uchylenie zarządzeń wyjątkowych, ograniczających swobody duszpasterskie i osobiste duchowieństwa.

Ani w mowie wstępnej, z października 1880 r., ani w zasadniczej z grudnia 1882 r., nie ma wzmianki o dwóch bardzo ważnych sprawach, o unitach i o języku rosyjskim w nabożeństwach. W pierwszej sprawie rząd rosyjski był całkowicie nieprzejednany. W drugiej z kolei Stolica Apostolska nie chciała ustąpić z zajętego wcześniej, w 1877 r. jeszcze za Piusa IX, stanowiska o niedopuszczeniu języka rosyjskiego do kościołów rzymskokatolickich. Obawy papiestwa w tym względzie były jednoznaczne. W Rzymie uważano, że wprowadzenie języka rosyjskiego do nabożeństw i kazań stanowi w planach Petersburga wstęp do stopniowej likwidacji odrębności Kościoła Rzymskokatolickiego pod panowaniem rosyjskim i włączenia go do Cerkwi Prawosławnej. Dramatyczne doświadczenia związane z Kościołem Unickim w Rosji stanowiły dla Stolicy Apostolskiej bardzo ważne memento.

Porozumienie między Stolicą Apostolską i Rosją w innych ważnych punktach wpłynęło w pewnym stopniu na poprawę sytuacji Kościoła Katolickiego pod berłem carów. Nie była to wprawdzie sytuacja bardzo dobra, ale znacznie lepsza szczególnie w porównaniu do kilkunastu ostatnich lat (1863-1878). Poza biskupami wileńskimi, którzy niemal już tradycyjnie szli na zesłanie (bp Karol Hryniewiecki w 1885 r. do Jarosławia nad Wołgą, bp Stefan Zwierowicz w 1902 r. do Tweru i bp Edward Ropp w 1907 r. do Niszczy), pozostali biskupi mogli sprawować rządy w swoich diecezjach. Oczywiście pewne trudności mieli zawsze. Rząd rosyjski ciągle krępował ich władzę, jednakże do zerwania stosunków nie doszło. Ukaz Miko?aja II o tolerancji religijnej z 17 30.04.1905 r. zdawał się rokować nadzieje na dalszą poprawę sytuacji. Możliwość porzucenia prawosławia stanowiła dla wielu różnych osób ważną sprawę sumienia. Ci, którzy prawosławnymi byli tylko z powodu obowiązujących ustaw, nie pozwalających im na inny wybór, mogli teraz wrócić do Kościoła Katolickiego. Dotyczyło to nie tylko unitów, ale i dzieci, a czasem i ich potomków z małżeństw mieszanych katolicko-prawosławnych, które musiały być wpisywane do Kościoła Prawosławnego. Jednakże w największej liczbie do katolicyzmu wracali byli unici z diecezji chełmskiej.

Ukaz o tolerancji skłonił też papieża Piusa X do pewnej modyfikacji w 1906 r. bardzo twardego dotychczas stanowiska Watykanu w sprawie języka rosyjskiego w nabożeństwach i kazaniach w kościołach łacińskich. Ustępstwo papieża mogło mieć niebezpieczne skutki. Wybuch I wojny światowej nie pozwolił jednak rządowi rosyjskiemu na pełne tego wykorzystanie.

Od chwili oficjalnego przyłączenia unitów do Cerkwi Prawosławnej w maju 1875 r. w Petersburgu uznano urzędowo, że unitów nie ma na ziemiach będących pod panowaniem rosyjskim. Poruszenie tej sprawy przez Stolicę Apostolską we wspomnianym MeTrcoriale z 1877 r. by?o dla rządu rosyjskiego jedną z ważnych przyczyn jego nieprzyjęcia.

W późniejszych, z lat 1878-1882, rozmowach watykańsko-rosyjskich, dotyczących zawarcia porozumienia, sprawa unitów była przez urzędowych przedstawicieli Rosji odrzucana bez możliwości najmniejszego negocjowania. Sprawę unitów próbował poruszyć w 1883 r. poseł papieski przybyły na koronację Aleksandra III, arcybiskup Vincenzo Vanutelli - również bez skutku.

Petersburg uznał definitywnie tę kwestię za zakończoną. Warto tu przytoczyć fragment listu ministra spraw zagranicznych Rosji, Mikołaja Giersa, do sekretarza stanu Ludovico Jacobiniego z 1884 r. "Wasza Eminencja - pisał był łaskaw przesłać mi kilka wyjaśnień w sprawie incydentu z deputacją unitów z Podlasia, która przybyła do Rzymu, gdzie została przyjęta przez Ojca Świętego papieża Leona XIII, jak i w sprawie komentarzy w kilku dziennikach katolickich na temat tego spotkania i przyjęcia, jakie zgotował deputacji unitów Ojciec Święty. Jak Wasza Eminencja już zauważył w sprawie życzeń dotyczących sytuacji unitów, które zostały przedstawione Rządowi Cesarskiemu przez Monsignore Vanutelli, muszę jemu przypomnieć, że według nas nie ma unitów w Cesarstwie Rosyjskim. Są tylko prawosławni i rzymskokatolicy. W konsekwencji sprawa ta nie może być przedmiotem żadnych negocjacji ani jakichkolwiek wyjaśnień."

b) Sytuacja unitów po przyłączeniu do prawosławia

Tymczasem mimo "nieistnienia" sprawa unicka stale dawała o sobie znać. Przede wszystkim najbardziej oporni unici, zgodnie z zaleceniem tajnego radcy Makowa, zostali wywiezieni na wieloletnie zesłanie do Rosji. Pisali stamtąd listy do rodzin, którym nie pozwolono za nimi pojechać.

Obradujący w Petersburgu Komitet do Spraw Królestwa Polskiego postanowił w tej sprawie co następuje: "... ze względu na niemożliwość dalszego przetrzymywania w więzieniu fanatycznych unitów, którzy zostali zamknięci za próby przeszkodzenia w oczyszczaniu liturgii i zjednoczeniu z Cerkwią Prawosławną, na których jednak więzienie nie wywarło żadnego wpływu, nie ma innego sposobu jak tylko zacząć wywozić z kraju ważniejszych spośród nich. Biorąc pod uwagę fakt, że błądzenie wielu z tych łatwowiernych i prostodusznych ludzi wynika z fanatyzmu, w jaki zostali wprowadzeni, Komitet sądzi, że zesłanie to ma na celu nie ukaranie ich, lecz moralne otrzeźwienie.

Dlatego też może być przyjęte jako działanie tymczasowe nie powodujące ostatecznego zesłania ich w inne miejscowości i przesiedlenia tam ich rodzin. Wymienione osoby, zdaniem Komitetu, należałoby wysłać do jednej z południowych guberni Imperium, znajdujących się poza polskimi i katolickimi wpływami i potrzebujących rąk do pracy. Gubernie te zamieszkałe są przez bliskich unitom prawosławnych Małorusinów (Ukraińców - H. D.). Ponadto zesłańców trzeba powierzyć szczególnej opiece miejscowych gubernatorów, żeby ich odpowiednio rozmieścili i znaleźli im pracę; utrzymanie zaś, przeznaczone przez rząd dla osób wysłanych w trybie administracyjnym, może być przydzielane dla tych unitów nieco wyższe i dostosowane do aktualnych potrzeb. Rodziny osób deportowanych nie mógł podążyć za nimi, do momentu ustalenia miejsca ich pobytu i wyjaśnienia ich sytuacji."

Unitów wywożono i w okresie późniejszym w latach osiemdziesiątych XIX w. często już do dalszej, orenburskiej guberni. Listy, które stamtąd pisali, świadczą o ich głębokim przywiązaniu do wiary katolickiej, mimo poniewierki jaką na wygnaniu cierpieli.

Wywiezieni w głąb Cesarstwa Rosyjskiego unici mieli stanowić ostrzeżenie dla pozostałych w kraju, którzy nie chcieli przyjąć prawosławia lub przyjmowali je z wielkimi oporami. W pierwszej fazie w 1875 r., wywieziono kilkaset osób. Później wywołano sporadycznie poszczególne osoby lub rodziny. Ponadto, poprzednio wywiezieni, przesiedlani bywali z guberni saratowskiej i chersońskiej do orenburskiej. Liczba 20 tysięcy wywiezionych unitów podana w sprawozdaniu przez urzędującego w Chersoniu vice - konsula angielskiego, Webstera, dotyczyć może ogólnej liczby zesłańców z Królestwa Polskiego, którzy znaleźli się tam przede wszystkim w wyniku represji wobec spiskowców i powstańców z lat 1861-1865.

Dla sytuacji religijnej unitów znajdujących się wśród zesłańców ważne było rozporządzenie przesłane gubernatorom, na terenie których zostali oni rozmieszczeni. Czytamy w nim: "Genera-gubernator Warszawy zawiadamia mnie, iż doszło do jego wiadomości, że wielu osobom greko-unickiej wiary, tymczasowo wywiezionym do środkowych guberni Cesarstwa za fanatyzm religijny, opór buntowniczy przeciw rozporządzeniom oczyszczającym obrządek unicki z form łacińskich, władze miejscowe pozwalają uczęszczać do kaplic rzymskokatolickich i przyjmować od księży rzymskokatolickich pociechy religijne. Uwzględniając, że takie pozwolenie dla unitów przebywających w Cesarstwie, spełniania swych obrzędów przed duchowieństwem rzymskokatolickim, sprzeciwia się już wydanym instrukcjom, według których wszystkie religijne obrzędy dla unitów z powodu braku księży unickich, mają być wykonywane nie przez rzymskokatolickie, lecz prawosławne duchowieństwo; to był główny cel wysłania tych osób do środkowych prowincji Cesarstwa. Takie pozwolenie musi wywierać szkodliwy wpływ na prowincje, w których te osoby zostawiły krewnych i przyjaciół i z którymi z pewnością komunikują się listownie. Generał-adiutant hr. Kotzebue prosi, aby wydać odpowiednie rozporządzenie zakazujące unitom zesłanym w głąb Rosji spełniania swych obrzędów przed duchowieństwem rzymskokatolickim i uczęszczania do rzymskokatolickich kościołów. Uznając, że uwagi hrabiego Kotzebue zasługują na uwagę i pamiętając, że duchowieństwo rzymskokatolickie i ich kościoły szkodliwy wpływ wywierają na unitów, podniecając w nich fanatyzm i zachętą do oporu przeciw przywróceniu czystości obrzędom religijnym, proszę Waszą Ekscelencję:

1)

Zakazać wszystkim katolickim księżom w prowincjach, do których zesłani są unici, wypełniania dla nich jakichkolwiek obrzędów.

2)

Zwrócić uwagę unitów, że kościół prawosławny, do którego należeli ich przodkowie, nie różni się w obrzędach ani w ceremoniach, ani w języku od kościoła unickiego i zachęcić ich, aby w obowiązkach swych chrześcijańskich udawali się do duchowieństwa prawosławnego, które rozporządzeniem Św. Synodu z 12 listopada 1869 i 24 lutego 1870 w rozesłanym okólniku zostało upoważnione do spełniania wszystkich obrzędów i ceremonii dla unitów, może ich spowiadać i udzielać im Przenajświętszego Sakramentu."

Zakaz udzielania unitom posług religijnych przez duchowieństwo rzymskokatolickie był również egzekwowany w byłej diecezji chełmskiej przez tegoż generał-gubernatora warszawskiego Kotzebue. W związku z czym zdecydował on o likwidacji niektórych parafii łacińskich już na początku 1875 r. Pisał w tej sprawie do ministra spraw wewnętrznych Timaszewa 10.03. t. r.(st. st.) "Niektóre rzymskokatolickie kościoły guberni siedleckiej, znajdujące się w miejscowościach z ludnością całkowicie grekounicką, wywierają zły wpływ na sprawę wprowadzenia w tych miejscowościach prawosławia." Dalej zaś dodawał, że zdaniem gubernatora siedleckiego najgorszy wpływ mają kościoły w Leśnej i Rossoszy. Unici - pisał - "przede wszystkim odwiedzają świątynie w Leśnej, w której znajduje się cudami słynąca ikona. Znając przywiązanie ludu do tradycji, podobne pielgrzymki mogą odbywać się jeszcze wiele lat po przyjęciu przez unitów prawosławia."

W zwizku z tym od 1875 r. w ciągu kilkudziesięciu lat zostały zamknięte lub oddane cerkwi niektóre rzymskokatolickie kościoły w diecezji lubelskiej i podlaskiej. Według wykazu arcybiskupa Wincentego Teofila Chościak Popiela, załączonego do jego listu do sekretarza stanu Mariano Rampolla del Tindaro, w latach 1867-1900 z polecenia rosyjskich władz państwowych zamknięto 34 kościoły parafialne, filialne i kaplice, z tej liczby 23 kościoły w diecezji podlaskiej. świadczy to, jak bardzo władze obawiały się wpływów rzymskokatolickich na unitów uznanych już oficjalnie za prawosławnych.

Wśród zamkniętych kościołów łacińskich na Podlasiu niektóre znajdowały się w miejscowościach, gdzie były dwie świątynie, łacińska i unicka. Były to kościoły w Białej, Janowie, Horbowie, Kodniu, Łomazach, Łosicach, Opolu, Orchówku, Piszczacu, Pratulinie, Sławatyczach, Terespolu, Wohyniu. W pozostałych były tylko kościoły łacińskie, jak w Bordziłówce, Huszczy, Leśnej, Malowej Górze, Milanowie, Niecieczy, Ostrówkach, Paprotni, Rossoszy, Wierowie. Spośród wymienionych już w 1875 r. zamknięte zostały kościoły w Kodniu, Leśnej i Orchówku. Szczególny nacisk położono od początku na likwidację kościołów w Kodniu i Orchówku.

Rzymskokatolicki kościół w Pratulinie został w 1882 r. przez władze rosyjskie zamknięty i oddany prawosławnym, a parafia zlikwidowana. Natomiast pratuliński kościół unicki, w obronie którego zginęło 13 unitów, został przez ówczesnego popa. Aleksego Leskowa w 1888 r. rozebrany i sprzedany okolicznym chłopom.

Za udzielanie pomocy byłym unitom groziło księżom łacińskim aresztowanie a nawet zesłanie w głąb Cesarstwa. Byli też profilaktycznie pozbawieni swoich parafii, a ich kościoły, jak wiemy, oddawane prawosławnym lub zamykane. W związku z powyższym księża. rzymskokatoliccy mieli zakaz udzielania sakramentów ludziom sobie nieznanym, chyba że mieli oni zaświadczenia od swego proboszcza. W miejscowościach zamieszkałych przez unitów i w sąsiadujących z nimi parafiach łacińskich niemal wszyscy podlegali inwigilacji przez przedstawicieli miejscowych władz różnych szczebli, którzy następnie przekazywali uzyskane informacje swoim zwierzchnikom aż do najwyższych szczebli. System ten funkcjonował od lat.

Tylekroć wspominany specjalny wysłannik z Petersburga tajny radca Makow, od 1878 r. minister spraw wewnętrznych Rosji, pisał w swoim raporcie z marca 1875 r.: "Ani przez chwilę nie można wątpić w zgubny wpływ systematycznej i uporczywej propagandy prowadzonej nieprzerwanie w guberni siedleckiej przez duchowieństwo łacińskie w tak krytycznym dla sprawy unickiej okresie. Z poglądem tym bezwarunkowo zgadzają się miejscowe władze i wszyscy, którzy orientują się w sytuacji sprawy unickiej. Niepodważalność tego faktu w zupełności została potwierdzona przez warszawskiego generała-gubernatora..."

c) Opór unitów w latach 1875-1905

Sytuacja była więc bardzo trudna nie tylko dla Kościoła Unickiego ale i Rzymskokatolickiego. Jednakże w najtrudniejszej sytuacji byli sami unici uznani przez władze rosyjskie za prawosławnych, którzy się z tym nie pogodzili. Ich opór polegał na nieuczęszczaniu do cerkwi prawosławnych i niekorzystaniu z posług religijnych tamtejszych popów.

Akcję tą zaczęli wcześniej w miejscowościach, w których byli jeszcze księża uniccy, najczęściej jednak przybyli do Królestwa Polskiego z Galicji, którzy w przekonaniu wiernych przed 1875 r. byli już apostatami, mimo formalnej przynależności do Unii.

Od czasu oficjalnego wpisania unitów do prawosławia chrzest dzieci unickich w cerkwi prawosławnej stanowił dla władz rosyjskich sprawę niezwykłej wagi. Religia prawosławna była bowiem w Cesarstwie Rosyjskim wyznaniem państwowym. Prawo zabraniało przejścia z prawosławia na inne wyznania. Stąd władze w Petersburgu były skłonne w jakimś, bardzo zresztą ograniczonym, stopniu tolerować nie uczęszczających do cerkwi unitów, którzy nie przyjmowali sakramentów od popów prawosławnych, ale w sprawie chrztu niemowląt były bardzo zdecydowane.

Generał-gubernator Kotzebue pisał w tej sprawie, 18 30.10.1875r., do wszystkich rządców diecezji, że obowiązujące od 1856 r, prawo o dzieciach z małżeństw mieszanych unicko-łacińskich, na mocy którego chłopcy byli chrzczeni w obrządku ojca, dziewczynki - matki, nie dotyczy unitów zjednoczonych już z prawosławiem. Wszystkie dzieci muszą być prawosławne. "Je?li chodzi o dzieci urodzone już po zjednoczeniu (z prawosławiem - H. D.), muszą one, bez żadnego wyjątku, podlegał ogólnemu prawu dotyczącemu małżeństw prawosławnych z innymi wspólnotami chrześcijańskimi, tzn. być ochrzczone i wychowane w Kościele Prawosławnym (...) księża, którzy ośmielą się naruszyć moją decyzję w tej sprawie będą pociągnięci do ciężkiej odpowiedzialności."

Władze rosyjskie były też nieubłagane w sprawie przechodzenia unitów na obrządek łaciński. Już w 1874 r. od biskupa lubelskiego Walentego Baranowskiego żądano, jak wiemy, wydania oświadczenia, że unitom nie wolno przechodzić na obrządek łaciński. Tym bardziej nie było mowy o przechodzeniu na rzymski katolicyzm byłych unitów, uznanych już za prawosławnych.

Byli oni bardzo ściśle pilnowani, Stąd też o różnych ich prośbach ominięcia ostrych zarządzeń w sprawie chrztów, ślubów i innych sakramentów żandarmeria donosiła swoim władzom zwierzchnim. Istnieją, chociaż zachowane tylko częściowo, liczne informacje o nielegalnym z punktu widzenia władz rosyjskich, życiu religijnym byłych unitów. Donosili najczęściej naczelnicy powiatowych Urzędów Żandarmerii do Gubernialnych Urzędów Żandarmerii na podstawie otrzymywanych z terenu informacji. Istnieją szczegółowe donosy o uczęszczaniu byłych unitów do kościołów łacińskich, o pogrzebach bez udziału popów prawosławnych, o dostarczanych unitom świadectwach chrztu dzieci w kościele rzymskokatolickim z podaniem miejsca skąd pochodził lub bez podania takowego miejsca. Te bardzo szczegółowe informacje z imionami i nazwiskami ludzi winnych w pojęciu władz przestępstw, stanowił świadectwo niezłomnej wiary unitów, którzy mimo wieloletnich prześladowań, więzienia, bicia, kontrybucji, rozlokowywania wojska po wsiach, wywożenia na Syberię, z uporem starali się pozostać wiernymi wierze katolickiej, narażając się i znosząc dalsze prześladowania.

W parafii Wszystkich świętych w Krakowie zachowały się księgi stanu cywilnego, w których znajdują się zapisy ochrzczonych dzieci unickich (Liber natorum et baptisatorum) w latach 1866-1896, a także świadectwa ślubów unitów z Podlasia (Liber copulatorum) z lat 1869-1887. W rubryce "Adnotatio" przy chrztach dzieci z diecezji chełmskiej jest zwykle zapis, że dziecko nie mogło być ochrzczone w Królestwie Polskim z powodu prześladowania katolików obrządku greckiego przez "rząd moskiewski". W świadectwach ślubów w rubryce "Testes" powtarzają się na ogół ci sami świadkowie. Byli to najczęciej organista i zakrystian.

Możliwości korzystania przez unitów z pomocy religijnej w kościołach łacińskich, jak i ich nielegalne wyjazdy do Galicji w zaborze austriackim nie mogły zaspokoić potrzeb wszystkich wiernych. Duchowieństwo katolickie w Królestwie Polskim, Galicji i Wielkopolsce wiedziało o tej bardzo trudnej sytuacji unitów. Księża łacińscy z Królestwa mieli, jak wiemy, ograniczone możliwości działania wśród unitów z powodu licznych zarządzeń i ścisłego nadzoru. Zawsze groziło zamknięcie kościoła i pozbawienie własnych parafian posługi duszpasterskiej. Księża grekokatoliccy z Galicji Wschodniej w zasadzie nie byli brani pod uwagę. Panowało bowiem wówczas wśród wielu z nich silne prorosyjskie nastawienie. Z tego powodu niektórzy byli przecież wykorzystywani przez władze rosyjskie do pomocy w likwidacji Unii w diecezji chełmskiej. W zaborze pruskim w wyniku nasilenia Kulturkampfu Kościół Katolicki przeżywał z kolei własne trudności. Wiele tamtejszych parafii było pozbawionych przez władze niemieckie księży. Wielu tamtejszych księży nielegalnie udzielało wiernym pomocy duszpasterskiej, narażając się na prześladowania. Nie mogli więc działać dodatkowo poza własnym terytorium. Jednakże pierwszy misjonarz ks. Feliks Laudowicz przyjechał na Podlasie właśnie z Wielkopolski. Po powrocie złożył sprawozdanie opisując istniejącą tam sytuację. Pisał w swym raporcie m. in., że jeżeli zostawi się unitów samym sobie, jak to miało miejsce w 1839 r. za rzeką Bug na ziemiach Rzeczypospolitej włączonych do Cesarstwa Rosyjskiego, to Unia przestanie istnieć i na Podlasiu. Pisał, że unici są bardzo przywiązani do wiary, ale trzeba ich w tym podtrzymywać.

Stałą akcję misyjną wśród unitów prowadzili jezuici z Krakowa. Informował o tym w lipcu 1877 r. ks Jan Koźmian, postać bardzo znacząca w Wielkopolsce. Korespondencja w sprawie powierzenia jezuitom z Krakowa misji w śród unitów trwała od lipca 1877 r. i zakończyła się dla unitów pomyślnie. Pius IX wyraził zgodę na udzielenie jezuitom z Galicji pełnomocnictw. Ks. Henryk Jackowski wyruszył na Podlasie w marcu 1878 r. Został tam aresztowany i osadzony w więzieniu, w którym przebywał 19 miesięcy. Mimo licznych trudności misje nie ustały i jeszcze w latach 1900-1904 miały miejsce. Jednym z bardziej znanych misjonarzy tego okresu (1902-1903) był ks. Jan Urban, który pozostawił po sobie "Pamiętnik wycieczek misyjnych", w którym robił codziennie zapiski z przeżytych na Podlasiu tygodni.

Przy okazji omawiania misji na Podlasiu trzeba jeszcze wspomnieć o dyskusji na temat rytu, wschodniego czy łacińskiego, w jakim należy udzielać unitom sakramentów świętych. Sprawa była o tyle ważna, że w gruncie rzeczy mogła prowadzić do upadku Unii wśród wiernych w Królestwie Polskim. Byli oni bowiem zdeterminowani przyjąć obrządek łaciński, byle tylko nie zostać przypisanym na stałe do prawosławia. Ostatecznie papież dał misjonarzom pozwolenie, aby w sytuacjach wyjątkowych chrzcili według skróconego rytu rzymskiego. Sprawa ta zresztą jeszcze kilkakrotnie była poruszana i różnego rodzaju pozwolenia były udzielane.

d) Prośby unitów do carów i papieża

Oprócz zabiegów o możliwość przyjmowania sakramentów według zasad religii katolickiej unici starali się dotrzeć do najwyższych władz państwowych z prośbami o możliwość powrotu do własnego, jak mówili, unickiego wyznania. Ponieważ podania do carów pozostawały najczęściej bez odpowiedzi, uważali, że władze niższe nie chcą ich dopuścić do cesarza, który z pewnością przychyliliby się do ich próśb. Wśród ludu wiejskiego trwało przekonanie o niechęci doń urzędników rosyjskich różnych szczebli i o przychylności i dobroci rezydującego w dalekim Petersburgu monarchy. Usiłowali więc dotrzeć ze swymi podaniami do osób zaufanych, które mogłyby pośredniczyć między nimi a carem. Wiele takich próśb kierowali do Ojca Świętego, prosząc o przekazanie ich cesarzowi. Stolica Apostolska starała się wówczas oddziaływać na Petersburg drogą dyplomatyczną albo wprost, albo za pośrednictwem odpowiednich ministrów rosyjskich.

W zbieraniu podpisów i przekazaniu następnie próśb do Rzymu dużą rolę odegrał Jan Frankowski, ziemianin z Podlasia. Od lat pomagał unitom w ich staraniach o opiekę i pomoc Stolicy Apostolskiej. W listopadzie 1879 r. wystosował w imieniu unitów list do papieża Leona XIII z prośbą o działających tajnie księży unickich, o wyznaczenie delegata apostolskiego, który miałby prawo wyświęcania księży i administrowania diecezją oraz o wyłączne podporządkowanie diecezji Kongregacji Propagandy Wiary. Korespondencja Frankowskiego z różnymi osobistościami w Watykanie w sprawie unitów trwała zresztą przez parę lat.

W 1884 r. zorganizował on wyjazd do Rzymu delegacji unitów. Zebrano wówczas potajemnie, od marca do czerwca, 9390 podpisów unitów na prośbach unitów skierowanych do cara Aleksandra III o możliwość wyznawania wiary katolickiej. Stwierdzali oni jednoznacznie, że prawosławnymi być nie chcą, ponieważ ich ojcowie, dziadowie, pradziadowie i w ogóle przodkowie nimi nie byli i wiara ta jest im obca. Do próśb dołączone były opisy znęcania się nad nimi i wykazy strat materialnych, które ponieśli poszczególni gospodarze w okresie ostrych prześladowań. Wszystko to było pisane bądź po rosyjsku bądź po polsku. W tym ostatnim przypadku polszczyzna pozostawiała dużo do życzenia, ale świadczyła o chęci unitów odcięcia się od języka rosyjskiego, jako języka prześladowców, zmuszających ich do przyjęcia prawosławia.

Na audiencji u papieża Leona XIII, udzielonej unitom 31.07.1884 r., złożyli oni prośbę do Aleksandra III napisaną przez Frankowskiego w trzech językach: rosyjskim, polskim i francuskim. On też napisał w imieniu przybyłych list do Ojca Świętego, w którym czytamy: "Najświętobliwszy Ojcze Padając na twarz przed Majestatem Waszej Świętobliwości, by u nóg Jej złożyć ten głos błagalny od braci naszych unitów polskich, od których jesteśmy do tego umocowani, lękamy się, ażeby nasza prośba jaką zanosimy, nie została odrzucona, jako zbyt śmiała i zuchwała.

Jedyną też pobudką do tego kroku - pobudką, która w głębi naszego sumienia wydaje się być usprawiedliwiającą, jest z jednej strony stan nieszczęśliwy, do rozpaczy prawie przyprowadzający, w jakim zostajemy - od wszystkich opuszczeni, z drugiej ufność bez granic jaką pokładamy w Stolicy świętej, a nade wszystko w nieprzebranej Miłości Chrystusowej i poświęceniu naszego Najświętobliwszego Ojca, który jeden tylko pocieszyć nas i z tej toni wyrwać nas może.

Przychodzimy błagać Waszej Świętobliwości, aby raczyła być naszym Pośrednikiem i Orędownikiem przed Najjaśniejszym Cesarzem Rosyjskim i Królem Polskim Aleksandrem III i prośbą do niego od unitów polskich o pozwolenie zostania w unii ze Stolicą Świętą - jaką przy niniejszym składamy, raczyła od Siebie drogą najpewniejszą i najszybszą przesłać do własnych rąk tegoż Monarchy.

Ojcze Święty Wyznajemy przed Tobą, że tak uczucia wierności dla naszego Monarchy, jak i bardziej jeszcze cześć niezrównana jaka napełnia serca nasze ku Osobie Waszej Świętobliwości, nie powinny by nas do tego kroku upoważniać. Lecz z drugiej strony ten właśnie ostatni wzgląd, jako ściśle wiążący się z szczerym przywiązaniem i niezachwianą wiernością naszego narodu do wiary Świętej Katolickiej skłania nas a nawet dopełnić poniekąd nakazuje. Albowiem wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, nie mamy innego środka ratowania dusz naszych, a niebezpieczeństwo wiecznego zatracenia wzrasta z dniem każdym zagrażając milionom wiernych. Wszelako może i w tym położeniu nie poważylibyśmy się do tego kroku, gdyby istniał jaki bądź inny, pewny sposób przesłania naszych skarg i przedstawienia potrzeb naglących, zwłaszcza duchowych, naszemu władcy. Ale będąc od dawna pozbawieni organu legalnego, jaki we wszystkich państwach cywilizowanych służy do pośrednictwa pomiędzy narodem a jego Władcą nadto, wypróbowawszy nadaremnie wszelkich możebnych dróg celem przesłania Najjaśniejszemu Cesarzowi wiadomości o naszym ucisku i religijnym prześladowaniu, nadaremnie powtarzamy, gdyż nieprzyjaciele nasi (urzędnicy rosyjscy) zawsze zagradzają nam dostęp do naszego Monarchy, a nawet próśb naszych do niego przeczytać Mu nie pozwalają, wnosimy stąd, że Najjaśniejszy Cesarz nie mogąc być o stanie rzeczy należycie poinformowany, nie może też, pomimo najlepszych chęci i wspaniałego serca, o jakich przekonani jesteśmy, złemu zaradzić.

Sądząc, iż dzieje ostatniego naszego prześladowania religijnego nie są obce Waszej Świętobliwości, powstrzymujemy się od kreślenia ich obrazu i tylko celem ogólnego takowych zarysowania, ośmielamy się wspomnieć te głosy boleści ludu, odbijające się aż o Niebo jakich był świadkiem Jego Ekscelencja ksiądz biskup Vanutelli czasu swego przejazdu przez ziemię Podlaską w dniu 25 maja roku zeszłego, gdy udawał się na koronację Cesarza Aleksandra do Moskwy. Prośba nasza do tegoż Monarchy, którą opatrzoną tysiącami podpisów przy niniejszym składamy, a których to podpisów liczba byłaby nierównie większa, gdyby wolno nam było uczucia nasze jawnie wypowiadać, niech będzie tych głosów stwierdzeniem. Nareszcie głosy z Nieba wołające - Męczenników naszych poległych od kul karabinowych pod ścianami swych świątyń w Pratulinie, Drelowie, Kodniu... te święte głosy, które już kłamać nie mogą, bo nie są ziemskie, niech będą prawdy słów naszych świadectwem.

W końcu ośmielamy się dodać: nadludzkie usiłowania narodu w jego walce za wolność Wiary świętej i prośba niniejsza ich wyrazem będąca, dla której narażamy naszą osobistą wolność i życie, osiągną skutek pożądany w takim tylko razie, jeśli Wasza Świętobliwość zezwolić raczy, aby wręczenie jej dokonanem zostało jawnie i publicznie przez nas samych w obecności przedstawicieli Stolicy Świętej w Rzymie w ręce Pełnomocników Cesarza Rosyjskiego przy Watykanie.

Ufni, że Wasza Świętobliwość nie tylko krok nasz zuchwały Najłaskawiej przebaczyć nam raczy, ale, jeszcze pomocy Swej odmówić nie zechce, najpokorniej błagając Waszej Świętobliwości o Apostolskie Błogosławieństwo dla nas, dla nieszczęśliwych rodzin naszych a nade wszystko upadającej Ojczyzny naszej - my unici polscy żyjący pod rządem Rosyjskim, ale wierni Świętej Wierze ojców naszych, zostajemy do grobowej deski Waszej Świętobliwości najwierniejsi i najprzywiązańsi Synowie i słudzy."

Podpisy złożyli: Jan Frankowski, Konrad Greczuk vel Warenczug i trzema krzyżykami podpisał się Stefan Kozłowski.

Pobyt delegacji unickiej w 1884 r. w Rzymie odbił się pewnym echem w prasie. Nastąpiła też w tej sprawie wymiana listów między Watykanem a Petersburgiem. W liście rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Giersa znalazły się cytowane już wcześniej słowa, że nie ma unitów w Cesarstwie Rosyjskim.

Tymczasem rząd rosyjski ciągle od nowa miał do czynienia z problemem unitów. Po śmierci Aleksandra II część z nich próbowała dotrzeć do osób wysoko postawionych z prośbą o pozwolenie składania przysięgi na wierność nowemu cesarzowi, Aleksandrowi III, w kościołach rzymskokatolickich a nie prawosławnych.

Po śmierci Aleksandra III unici ponownie skierowali prośby do Mikołaja II za pośrednictwem papieża. Chcieli bowiem również składać obowiązkową przysięgę na wierność nowemu władcy w kościołach, jak pisali "naszych" tzn. unickich. Nie chcieli składać przysięgi w cerkwiach prawosławnych, chociaż wprost o tym w swoich podaniach nie wspominali. Pisali jednak, że chcą przysięgać w swoich kościołach katolickich. Pisali również o prześladowaniach, które od 1874 r. wycierpieli. Mimo, że prośby te pozostawały bez pozytywnej odpowiedzi, sprawa unicka była stale na wokandzie spraw nękających rząd.

Wkrótce, bo już w 1897 r. rozpoczęła się nowa seria prób tych unitów, których władze nazywały opornymi, do Ojca Świętego o interwencję u cesarza. Tym razem chodziło o zarządzony w całym państwie rosyjskim w tymże 1897 r., a zatem i w Królestwie Polskim, spis powszechny ludności. Nie godzili się na wpisywanie ich jako prawosławnych. Wiedzieli bowiem, że to przesądzało sprawę wyznania ich i ich dzieci. Dotąd, mimo oficjalnego uznania. ich za prawosławnych w 1875 r., jeżeli udało im się uniknąć chrztu dzieci w cerkwi prawosławnej i nigdzie na piśmie nie stwierdzili, że są prawosławni, mogli w jakimś stopniu liczył na przetrwanie. Stąd też nie chcieli godzić się na wpisywanie wyznania prawosławnego. Do Stolicy Apostolskiej dochodziły teraz wraz z prośbami unitów listy biskupów w tej sprawie. Pisał, jak zwykle, Wincenty Chościak Popiel wówczas już arcybiskup warszawski. Pisał także lwowski arcybiskup grekokatolicki Sylwester Sembratowicz. Opór unitów nie godzących się na umieszczenie ich w kartach spisowych jako prawosławnych by tak silny, że rząd tym razem ustąpił. Generał-gubernator warszawski Aleksander Imertyński musiał wyda specjalne rozporządzenie, aby ukrócić próby fałszowania akt spisowych przez rosyjskich urzędników niższych szczebli w guberni siedleckiej i lubelskiej. Usiłowali oni bowiem wykorzystać analfabetyzm włościan i wpisywał w kartach wyznanie prawosławne. Akcja ta była zorganizowana i przygotowana przez duchowieństwo prawosławne z diecezji chełmskiej, obawiające się utraty, teraz formalnie, i tak od lat nie uczęszczających do cerkwi części wiernych, urzędowo zwanych opornymi. Prawosławny Konsystorz w Chełmie wydał nawet poufne rozporządzenie w tej sprawie. Unici byli jednak bardzo podejrzliwi i cała sprawa wyszła na jaw, co spowodowało wspomnianą interwencję generał-gubernatora warszawskiego.

Ostatecznie w rubryce religia widniało: "Unickiej rzymskokatolickiej. Jeżeli nie może nasz Monarcha przywrócić nam naszej świętej wiary, to prosim o przyłączenie do rzymskokatolickiej wiary." Okazało się, że pisali tak nie tylko ci oporni, ale i tacy, których uważano już za naprawdę nawróconych na prawosławie.

Zdecydowaną zmianę w sytuacji unitów przyniósł rok 1905. Rewolucja w Rosji zmusiła cara do różnych ustępstw, w tym do wydania wspomnianego już kilkakrotnie Ukazu o tolerancji religijnej z 17 30.04.1905 r. Masowe wówczas powroty byłych unitów do Kościoła Katolickiego, o czym świadczą liczby w parafialnych księgach nawróconych (Liber coriversorum), spowodowały wielki niepokój wręcz panikę wśród duchowieństwa prawosławnego. Duchowieństwo to z dnia na dzień traciło bowiem swoich parafian, a zatem i podstawy bytu materialnego. W samym tylko 1905 r. do ksiąg nawróconych wpisało się prawie 120 tys. osób z guberni siedleckiej i lubelskiej. (po ok. 60 tys. z każdej).

Prawosławny biskup chełmsko-warszawski Eulogiusz rozpoczął wówczas starania o wyłączenie Chełmszczyzny z Królestwa Polskiego i utworzenie z niej oddzielnej guberni włączonej do Cesarstwa Rosyjskiego. Miało to zapobiec porzucaniu prawosławia przez ludność i związanej z tym, zdaniem Eulogiusza, polonizacji Rusinów. Zorganizował on akcję wśród mieszkańców zbierania podpisów pod petycjami o przyłączenie ich do Cesarstwa.

W Petersburgu przygotowano projekt, który przewidywał, że nowa gubernia będzie się składać z 11 powiatów wyłonionych z guberni siedleckiej i lubelskiej.

W prasie i publicystyce polskiej rozgorzała wówczas polemika z projektodawcami wyłączenia Chełmszczyzny z Królestwa. Starano się statystycznie przedstawić, że ziemie te zamieszkuje większość polska i katolicka. Projekt ustawy został przekazany do Dumy w 1909 r. Dyskusja nad projektem trwała do 1912 r. Ustawa o utworzeniu guberni chełmskiej została ostatecznie przyjęta i podpisana przez cara 23.04 6.07.1912 r.

W dwa lata później wybuchła I wojna światowa. W 1915 r. Rosjanie cofnęli się w wyniku ofensywy niemiecko-austriackiej, opuszczając tereny Podlasia i Chełmszczyzny. Wraz z wojskiem nastąpiła ewakuacja urzędów i instytucji rosyjskich. Wyjechała wówczas do Rosji znakomita większość duchowieństwa prawosławnego. Po wojnie wróciła na Podlasie i Chełmszczyznę w granice odrodzonego państwa polskiego stosunkowo nieliczna grupa wiernych i popów prawosławnych. Byli unici, którzy w 1905 r. masowo zapisywali się jako wierni Kościoła Rzymskokatolickiego, mogli już bez przeszkód w nim pozostać.

Zakończenie

Do odzyskania przez Polskę niepodległości Unia przetrwała tylko w Galicji Wschodniej. Według pierwszego powojennego w II Rzeczpospolitej Polskiej spisu z 1921 r. grekokatolik?w (unitów) było 3.043.824 osoby na ogólną liczbę 27.177.000 mieszkańców, co stanowiło 11,2%. Po rzymskokatolikach byli wówczas najliczniejszą grupą wyznaniową. W czasie ostatniego przed wojną spisu z 1931 r. grekokatolicy liczyli już 3.336.200 osób (10,4%) na ogólną liczb? 31.916.000 mieszkańców, ale stanowili już trzecią co do wielkości grupę wyznaniową, po rzymskokatolikach (64,8%) i prawosławnych (11,8%). Galicyjscy unici w dalszym ciągu byli w znakomitej większości Rusinami nazywanymi i nazywającymi się już wówczas, dużo powszechniej niż przed I wojną, Ukraińcami. Kościół Greckokatolicki posiadał trzy diecezje: lwowską z metropolitą Andrzejem Szeptyckim, przemyską z biskupem Jozafatem Kocyłowskim i stanisławowską z biskupem Grzegorzem Chomyszynem.

Próby odbudowy Unii w postaci tzw. neounii na wschodnich terenach II Rzeczypospolitej, gdzie dawniej przed likwidacją przez Rosję miała licznych wyznawców, nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Przyczyny były różne, a sprzeczność interesów duża. W założeniach Stolicy Apostolskiej miała to być dalekosiężna akcja na rzecz pozyskania w przyszłości dla katolicyzmu Rosji. Sprawa. w polityce Kościoła nie była nowa, znana co najmniej od czasu pobytu (w końcu XVI w.) w Rzeczypospolitej legata papieskiego Antonio Possevino. Forsowano więc w cerkwiach neounijnych język rosyjski i obrządek wschodni w czystej formie prawosławia rosyjskiego, chociaż nazywano go bizantyjskim lub wschodniosłowiańskim. Jednocześnie jednak istniejący w Galicji Kościół Greckokatolicki z metropolitą Andrzejem Szeptyckim na czele chciał się włączyć w akcję neounijną, ponieważ w gruncie rzeczy miała być prowadzona wśród prawosławnych Ukraińców i Białorusinów. Ludność rosyjskojęzyczna liczyła bowiem w II Rzeczpospolitej niecałe 140 tys. co stanowiło 0,4% ogółu mieszkańców. Szeptycki był zdania, że jest jeden obrządek wschodni i nie chciał jego rusyfikacji. Rząd polski z kolei nie godził się na udział w propagowaniu neounii duchownych greko katolickich z Galicji, bojąc się rozszerzania przez nich nacjonalizmu ukraińskiego. I tak miał z tym bowiem poważne trudności, z którymi nie bardzo chciał czy umiał sobie poradzić, nie akceptując niepodległościowych dążeń Ukraińców.

Zresztą rząd w Warszawie nie popierał neounii w ogóle, bojąc się również ewentualnej rusyfikacji terenów wschodnich, które tak on jak i bardzo szerokie kręgi społeczeństwa polskiego traktowały jako wyłącznie polskie.

Całą akcję odtwarzania Unii w II Rzeczpospolitej rozpoczął biskup podlaski Henryk Przeździecki, w którego diecezji żywa była jeszcze tradycja unicka. Uzyskał więc w 1924 r. od Stolicy Apostolskiej pełnomocnictwa do tworzenia parafii w obrządku bizantyjskim. Takież pełnomocnictwa uzyskali również biskupi: wileński, piński, łucki i lubelski. Równocześnie powstała oddzielna, ze wschodnim obrządkiem, gałąź jezuitów, a wkrótce także kapucynów, redemptorystów i oblatów.

Mimo jednak dużego zaangażowania w tworzenie neounii, przede wszystkim biskupa Przeździeckiego, a także jezuitów, nie odniosła ona sukcesu. W szczytowym okresie tej działalności, w 1934 r., było 45 neounijnych parafii i 59 duchownych. Liczba wiernych jest trudniejsza do ustalenia, gdyż panowała pewna płynność między parafiami prawosławnymi a neounijnymi. Podawane liczby mieszczą się w granicach od 18 tys. do prawie 24.tys. W skali ludności całego kraju jedna i druga liczba stanowiła setne częci procenta (od 0,06 do 0,08).

Neounia nie stała się zatem pomostem między prawosławiem rosyjskim i katolicyzmem, zaś Białorusini i Ukraińcy, których w rzeczywistości miała objąć, okazali się, o czym świadczą przytoczone liczby, mało na nią podatni. Być może dlatego, że działalność na rzecz połączenia z katolicyzmem prowadzili przede wszystkim księża rzymskokatoliccy, co budziło nieufność prawosławnych niechętnych katolicyzmowi, utożsamianemu na tamtych terenach z polskością. Natomiast dyskusje, spory a nawet kłótnie na temat neounii, jakie toczyły się w kraju, sprawiały niekiedy wrażenie istotnego z tej strony zagrożenia dla państwa i narodu polskiego.

Wszystkie jednak spory i polemiki na temat neounii przestały być aktualne wobec tragedii II wojny światowej. Już po jej zakończeniu, w marcu 1946 r., kiedy prawie cała Galicja Wschodnia (bez Ziemi Sanockiej i Przemyskiej) znalazła się w granicach Związku Radzieckiego, z inicjatywy najwyższych władz sowieckich został zwołany synod Kościoła Greckokatolickiego, na którym zerwano Unię zawartą w 1596 r. w Brześciu i włączono tamtejszy Kościół Greckokatolicki do rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Z punktu widzenia kościelnego synod był nieważny, nie zwołał go bowiem następca Szeptyckiego, metropolita Józef Slipij, który wraz z pozostaymi członkami episkopatu został wcześniej aresztowany. Pozbawienie diecezji ich rządców pozwoliło władzom na łatwiejsze znalezienie wśród duchowieństwa księży gotowych na odstępstwo od Unii. Kilkumilionowej rzeszy wiernych nikt o zdanie nie pytał. Na synodzie znalazło się Zaledwie kilkanaście osób świeckich.

Likwidacja Kościoła greckoktolickiego przez Związek Radziecki na włączonych doń ziemiach Galicji Wschodniej była wymierzona w naród ukraiński. Formalnie w ramach ZSRR istniała wprawdzie Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka, jednakże w Moskwie nie chciano nawet słyszeć o prawdziwym rozwoju narodowości ukrai?skiej i niezależności Ukrainy. Trzeba więc było zdusił w zarodku wszelkie marzenia Ukraińców o niepodległości i suwerenności narodowej. Na Ukrainie Wschodniej, która znalazła się w ZSRR po I wojnie, zrobiono to przy pomocy masowych deportacji a przede wszystkim zaplanowanego i zorganizowanego na wielką skalę głodu w latach trzydziestych, w wyniku którego zmarły tam miliony ludzi. Na świeżo po II wojnie włączonej Ukrainie Zachodniej uderzono w Kościół Greckokatolicki, który od połowy XIX wieku był bardzo ważnym elementem utrwalania świadomości narodowej tamtejszych Rusinów-Ukraińców. Trzeba go było zniszczyć, aby nie stanowił zaplecza dla walczącej o niepodległość państwa Ukraińskiej Armii Powstańczej i w ogóle opozycj i ukraińskiej.

Greckokatolicy, którzy znależli się w nowych granicach powojennej Polski, zostali w 1947 r. w ramach represyjnej wobec Ukraiców akcji "Wisła", przesiedleni przez polskie władze komunistyczne z południowo-wschodnich terenów na ziemie zachodnie i pónocne. Po październiku 1956 r. niewielka ich liczba powróciła w rodzinne strony. Większość pozostała w miejscach, do których ich przesiedlono. Według oficjalnych danych kościelnych w roku 1994 wiernych należących do Kościoła Greckokatolickiego było w Polsce 110.380 osób. Najliczniej (powyżej 10 tysięcy w jednej diecezji) zamieszkują na terenach następujących diecezji łacińskich:
koszalińsko-kołobrzeskiej (13.360 osób),
legnickiej (20.000 osób),
warmińskiej (20.000 osób),
wrocawskiej (15.000 osób),
zielonogórsko-gorzowskiej (15.000 osób).
Duża grupa licząca 9.453 osoby, mieszka na terenie diecezji ełckiej.

W erygowanej na nowo w 1991 r. diecezji przemyskiej obrządku wschodniego mieszka obecnie kilka tysięcy greckokatolików. Diecezja z biskupem Janem Martyniakiem obejmuje jednak greckokatolików w całej Polsce, ma siedzibę w Przemyślu i Zgodnie z decyzją papieża Jana Pawła II (19.06.1993 r.) podlega bezpośrednio Stolicy Apostolskiej. Przed powołaniem do życia greckokatolickiej diecezji z biskupem Martyniakiem wierni byli pod opieką Prymasa Polski jako ich ordynariusza.

Podawane szacunkowo ogólne liczby, 300 a nawet 500 tys. wiernych, w świetle przytoczonej statystyki nie znajdują potwierdzenia. Prawdopodobnie dotyczą one szacunków ogólnej liczby Ukraińców zamieszkujących terytorium dzisiejszej Polski i obejmują zarówno grecko- i rzymsko- katolików, prawosławnych jak i niewierzących.

Mimo bardzo ciężkich przeżyć związanych z przymusowym przesiedleniem Ukraińców sytuacja wiernych greckokatolików w Polsce była lepsza niż braci w wierze znajdujących się w Związku Radzieckim. W Polsce zanim, po okresie stalinowskim, odzyskali możność kultywowania własnego obrządku, mogli przynajmniej uczęszczać do kościołów łacińskich. W ZSRR Kościół Greckokatolicki po wstrząsie ostrych represji zszedł do podziemia, gdzie wyświęcano księży a nawet konsekrowano biskupów. W wyniku zabiegów papieża Jana XXIII więziony metropolita Józef Slipij został uwięziony w 1963 r. i wyjechał do Rzymu, otrzymując dwa lata później kapelusz kardynalski. Zmarł tamże w 1984r.

W ramach tzw "pierestrojki" wierni tego Kościoła zaczęli powoli działać również jawnie, by wreszcie od początku lat dziewięćdziesiątych całkowicie wyjść z podziemia, a w 1993 r. odzyskał odbudowaną przez papieża strukturę diecezjalną oraz episkopat z metropolitą Mirosławem Lubacziwskim. Ostra ateizacja, aresztowania i deportacje prowadzone w ciągu kilkudziesięciu lat przez władze sowieckie doprowadziły do znacznego zmniejszenia się w ogóle liczby wierzących. Trudno podać dokładne dane dotyczące tamtejszych grekokatolików, szczególnie że część korzystała i korzysta z posługi religijnej księży łacińskich. Ukraiński Kościół Katolicki przetrwał również na emigracji, skąd może pomagać swoim współbraciom w Ukrainie.

Nie łatwo jest oceniać Unię Brzeską w jej historycznym rozwoju na ziemiach Rzeczypospolitej. Pomyślana przez biskupów prawosławnych jako rozwiązanie wielu problemów w tym bardzo ważnego - protestu w społeczeństwie, tylko częściowo spełniła ich nadzieje. Propagowana przez jezuitów z ks. Piotrem Skargą na czele jako pojednanie rozłączonych Kościołów, również nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Mimo poparcia króla i papieża początkowo z trudem torowała sobie drogę. W efekcie podzieliła Kościół Wschodni w Rzeczypospolitej na unitów i dyzunitów (prawosławnych, którzy Unii nie przyjęli). Podziały sięgały wówczas głęboko w samą strukturę społeczeństwa i objęły różne zagadnienia: polityczne, narodowościowe i kulturowe.

Unia z dużymi oporami utrwalała w ciągu XVII wieku swój stan posiadania, by ostatecznie osiągnąć na ziemiach Rzeczypospolitej znaczną przewag nad prawosławiem przed 1772 r. (4,5 miliona unitów - 0,5 miliona prawosławnych). Podziałów nie zlikwidowała, można powiedzieć, że nawet je pogłębiła. Z biegiem lat stawały się jednak bardZiej klarowne. Na rzymski katolicyzm przeszła w ciągu XVII w. magnateria i szlachta ruska polonizując się równocześnie. W Kościele Unickim pozostali przede wszystkim chłopi. Poza więc wyznaniowym powstał podział społeczny, na panów i chłopów. W XIX w. doszedł podział narodowościowy. Byli więc panowie - Polacy -rzymskokatolicy i chłopi - Rusini - unici.

Niechęć a nawet nienawiść do Unii od początku przejawiał Patriarchat Moskiewski a także carowie rosyjscy, ale i wierni prawosławni nie byli jej życzliwi. Okrucieństwo z jakim traktowały unitów wszelkiego rodzaju ruchy na Ukrainie w XVII i XVIII w. daje dużo do myślenia.

Po rozbiorach, w latach 1794-95, 1839 i 1875, na ziemiach, które znalazły się pod panowaniem Romanowów, Unia została ostatecznie zlikwidowana.

Ostała się tylko pod panowaniem austriackim w Galicji Wschodniej. Odegrała tam bardzo ważną rolę w życiu narodowym Rusinów. Jednakże i tu dosięgła ją niechęć rosyjska, tym razem uosobiona przez władze sowieckie. zlikwidowano więc w 1946 r. tamtejszy Kościół Unicki, nazywany od 1774 r. z rozkazu Marii Teresy, Greckokatolickim.

Unia okazała się z ekumenicznego punktu widzenia istotnym punktem spornym między Kościołem Katolickim i Kościołem Prawosławnym. Daje się to odczuć szczególnie ostatnio, kiedy pojednanie wydawało się być bliskie, a papież Paweł VI i patriarcha Athenagoras I uroczyście odwołali w grudniu 1965 r. ekskomuniki rzucone wzajemnie przez oba Kościoły w 1054 r.

Bibliografia

Bibliografia obejmuje jedynie wybór podstawowych opracowań i źródeł dotyczących dziejów Unii. Zamieszczone w Bibliografii bardziej szczegółowe pozycje (archiwalne i drukowane) dotyczą materiałów jednoznacznie wspomnianych w tekście lub w przypisach. Bardziej obszerna bibliografia tematu znajduje się w Hanna Dylągowa, Męczennicy Podlascy. Positio historica, Siedlce 1994 (Maszynopis, Archiwum diecezjalne w Siedlcach).


* * * * *