Stoi wioska w płomieniu, tu trupy tam trupy,
Ziemia cała zbroczona krwią męczeńską, świeżą,
I z kościoła zostały czarne tylko słupy
A na mogiłach krzyże połamane leżą.
Któż to, któż to zniweczył przybytek Twój Panie,
I święte Twe ołtarze oblał krwi strugami?
hańbo — straszna hańbo! oto chrześcijanie
Tak nad wiernymi Tobie pastwią się sługami,
I nad tym ludem biednym co w wierze jedynie
Czerpał całą pociechę, nadzieję swą całą !
czyliż ta niewinna krew daremnie ginie?
Nie wstanąż z niej mściciele z dawną Ojców chwałą?
I czyż jęk ten, co bije w sklepienia nieba,
Nie znajdzie posłuchania u Bożego tronu?
Ta prośba zanoszona w straszną chwilę zgonu,
I dzieci rozproszone, które łakną chleba.
Z wzrokiem w niebiańskie utkwionym gdzieś światy,
Spoczywa starzec przed świątyni progiem,
On gdy w płomieniu ujrzał braci chaty,
Chcąc sam dom Boży zasłonić przed wrogiem,
Wziął znak zbawienia i na ludu czele,
Nie ulękniony stanął przy kościele
Nieulękniony! bo wszak w jego dłoni
Był krzyż Chrystusa, co moc piekieł łamie,
I w siłę zdobiąc słabe dziecka ramię,
Wieniec męczeństwa kładzie mu na skroni.
Nieulękniony! bo kto kocha wierzy,
Z radością życie poświęca dla Boga,
I dla rozdartej nieszczęsnej Macierzy,
Niczem mu cierpienia, prześladowań droga,
Bo w nim nadzieja jasnym tli promieniem,
że bólów droga - błędów odkupieniem.
Zabrzmiały dzikie odgłosy z oddali
Starzec ku niebie wzniósł oczy i rękę.
I rzekł natchniony: na śmierć i na mękę.
Myśmy gotowi, niech tylko ocali
Znak ten najświętszy, przybytek Twój Boże
Niech tylko jaśniej wejdzie prawdy zorze.
Precz stąd zuchwali! rozkaz się odzywa.
I na bezbronnych sypie wróg kulami,
I wnet trupami cmentarz się okrywa
Wnet potok krwawy ziemię całą plami.
I tylko starca ręka podniesiona
Zasłania jeszcze wstępu do kościoła.
Lecz i on wreszcie otoczon do koła,
Pada krzyż tuląc i z boleścią kona.
Z boleścią! bo bezbożni wpadli do świątyni,
Odciągnęli kapłana od świętej ofiary,
I lud co swojej nie chciał odbiedz wiary,
Wyrżnęli dzicy - a z świętych naczyni,
Z krzyży, obrazów, śladu nie zostało
W krwi się walają, co o pomstę wola.
Okropna cisza, i echo przebrzmiało
Jęków ostatnich wśród murów kościoła.
I na tych miejscach gdzie przez długie lata.
Zdroje pociechy na wiernych spływały,
Wzniosła się łuna - mściwa ręka kata
W zgliszcze zmieniła dom ten Boga cały.
Wy coście ziemską pielgrzymkę skończyli,
Czystym się duchem wznieśli do nieba,
I innym życiem na nowo odżyli,
Wstawcie się za nas - o nam tak potrzeba
Waszego wsparcia i trzeba nam siły.
By nas znikome szczęścia nie olśniły.
Uczcie nas cierpieć, męczenników Cienia!
A może prędzej godzina zbawienia,
Godzina spłynie, łaski, przebaczenia!