Na podstawie książki
Czasy Nerona w XIX wieku pod rządem moskiewskim czyli ostatnie chwile Unii w diecezyi chełmskiej : fakta zebrane przez kapłanów unickich i naocznych świadków
I.
Badając najściślej powody tak potwornego postępowania, jakiego używa rząd moskiewski w prześladowaniu prawdziwej wiary, można osłupieć ze zdumienia; gdyż każdemu oświeconemu wiadomo, że żadna rzeczywista korzyść religijna ani polityczna wypłynąć dla niego nie może, a pozorne i zwodnicze widoki z czasem znajdą rozczarowanie, okażą się bezzasadnymi, otworzą oczy samym narzędziom prześladowania, muszą zaszkodzić prześladowcom, którzy najwyższy i najświętszy cel rządów i dobro narodu znieważają.
Każdy gwałt religijny wywołuje oburzenie, nienawiść, często opór, a zawsze fanatyzm; rozrywa i osłabia jedność i potęgę państwa, wznieca niemoralność, gruchoce podstawy bytu narodowego, siłę i potęgę rządów, wywołuje to, co niebacznie sam rząd moskiewski nazywa „katolicyzm to rewolucja", dążąc do tego niesłusznie, aby religia i Kościół podlegały rządowi i od jego fałszywej zależały polityki; wszystkich tych niesłychanych w naszym wieku prześladowań przyczyny należy szukać w potwornym systemie rządu, dzikim charakterze rządzących osób, ciemnocie i przewrotności, co wszystko z braku prawdziwej wiary wypływa. Jak każda herezja, tak bardziej moskiewska musi w coraz nowe wpadać błędy i nadużycia, bo jak przywilejem prawdy jest powaga i niezmienność, tak fałszu coraz nowe płody kłamstw i obłudy.
Rząd moskiewski, chciwy panowania dla siebie nie dla ludu, sądzi, że przez religię polityczną, przez swój carski kościół, daleko silniejszym będzie, gdy razem nad ciałem i duchem rozpostrze swój mongolski despotyzm; a nie chcąc uznać żadnej moralnej słuszności, poczytuje za zbrodnie temu, kto nie chce przyjąć religii cara i państwa, a swój gwałt religijny co do unitów pokrywa urojonym pozorem legalności, twierdząc, że unici, będąc pierwiastkowo prawosławnymi jak i oni, rzucając schizmę, od nich się odłączyli pod naciskiem rządu polskiego, przez intrygi Jezuitów, i dlatego do nich pod ich rządem wrócić powinni.
Kłamstwo to jako prawdę historyczną głoszą bezczelnie w swoich urzędowych i nieurzędowych pismach; tak ono zasadne jak i drugie, niedawno w dzienniku urzędowym warszawskim głoszone, „że Dąbrówka będąc prawosławną, zostawszy żoną Mieczysława, jego i naród na swoją nawróciła wiarę, i z tego powodu wszyscy w Polsce prawosławnymi być winni"; są takimi rzeczywiście według znaczenia wyrazu, ale nie według żądania rządu moskiewskiego.
Gdyby poganie lub Tatarzy dziś zajęli Rosję, mogliby w myśl tej samej zasady legalnie zażądać, aby cała Moskwa tatarską lub pogańską była, to jest taką, jaką była przed nawróceniem, lub jaki miała rząd po zajęciu jej i trzymaniu przez 260 lat przez Tatarów; lecz podobne absurdum byłoby tylko słuszną zapłatą i nauką dla moskiewskiej obłudy i bezczelności. Historia na niezaprzeczonych faktach dowodzi, że nie tylko unici polscy, ale cała Ruś, nawet moskiewska czyli księstwo Suzdalskie albo Ruś północna, wiarę katolicką przyjęła i bardzo długo katolicką była, jeszcze nawet po odstępstwie Greków, od których przyjęli wiarę a potem i ich odszczepieństwo i błędy.
Otwórzmy na chwilę karty dziejów, znajdziemy dowody, tak widoczne, że nawet najmniej oświecony przyznać to musi, że Słowianie, Ruś cała pierwiastkowo katolicką była, i to Ruś cała bez wyjątku, z księstwem Suzdalskiem, dzisiejszym moskiewskim, które wtedy, i czas długi potem, stanowiło jedną kijowską metropolię.
Pierwsi i najznakomitsi Słowian apostołowie, Metody i Cyryl. (Konstanty filozof). Grecy z urodzenia, wyznawcami Kościoła rzymskokatolickiego byli. Od Adriana II. Papieża na biskupów wyświęceni, od niego do nawracania narodów północnych wysłani r. 867. W tymże czasie i Ignacy św. patriarcha, podług Konstantyna Porfirogenita i innych pisarzy greckich, za Bazylego Macedończyka cesarza wysłał na Ruś biskupa, od którego Rusini chrzest przyjęli, i jak twierdzi Nestor, już za czasów Igora wielu było chrześcijan w Kijowie. Że na prośbę posłów, wysłanych do Carogrodu 846 roku do Teodory, matki Michała cesarza, przybył Cyryl z bratem, świadomi języka łacińskiego, greckiego i słowiańskiego, i narodom nad Dźwiną, Dnieprem i Wołgą opowiadał ewangelię ( Świadczy Stritter tom II kar. 965), i że Ruś za Michała cesarza nawrócona zgadza się z Antologiem greckim, historią kościelną, Acta Bolland, z Długoszem.
Ruś więc od początku katolicką była, bo jeszcze greckiej nie było schizmy, która spłodziła moskiewską, i w społeczności z Ignacym Św., nie Focjuszem, chociaż i sam Focjusz uznawał jedność z Kościołem i władzę w papieżu rzymskim; dopiero nie uzyskawszy godności, której niesłusznie pragnął, został schizmatykiem.
Przekład biblii słowiańskiej, która dziś Moskalom służy, nie Focjusz ale Jan VIII papież zatwierdził, jak również księgi liturgiczne i obrzędowe, z greckiego na słowiańskie tłumaczone. Że apostołowie słowiańscy, śś. Cyryl i Metody, za takich uznani przez wszystkich Słowian, całą Ruś i Moskali, wiernie trzymali się katolickiej nauki, papieża czcili jako głowę Kościoła, świadectwem ich życie, ciągłe do Rzymu odnoszenia się we względzie użycia języka słowiańskiego, w obrzędach liturgicznych, skarg na nich zanoszonych przez niemieckich biskupów, stawienie się na sąd na rozkaz papieża, przyjęcie godności biskupiej od tegoż, śmierć obu w Rzymie i pochowania Cyryla r. 860, Metodego 900, ze wspaniałością samym Papieżom właściwą w kościele św. Klemensa ucznia Św. Piotra i Papieża przez Trajana na wygnanie i śmierć w morzu skazanego, którego relikwie wynaleźli i któż może zarzucić jeszcze, że ci dwaj apostołowie wielcy, inną, nie katolicką religię wyznawać i jej nauczać mogli?
Zaprzeć się tego może tylko moskiewska obłuda i przewrotność. Lubo z nawróconych Słowian wielu jeszcze smakowało w bałwochwalstwie, i nie znając dobrze nowej wiary, do niego powracało, to niezawodną rzeczą, że Włodzimierz Wielki książę kijowski, nawrócony, wszystkich do prawdziwej wiary pociągnął, do tej samej wiary, którą Cyryl i Metody na Rusi zaszczepiali, babka jego Św. Olga i wielu wyznawali. Ona i dwór jej chrześcijański, świetnością swoich cnót wpłynęli najwięcej na umysł Włodzimierza, którego nawrócenie odbyło się za patriarchy Michała Chryzoberga najgorliwszego katolika i obrońcy jedności, przez posłanych przez niego biskupów i kapłanów, a podług świadectwa samych greków: Kuropatelesa, Zonarasa, Cedranosa i Glikki, oprócz obcych: Natalisa, Bollandystów, Weinberga, Leona Allatiusa i innych, po Focjuszu jeszcze.
17 patriarchów utrzymywało nieprzerwany związek ze Stolicą Apostolską w Rzymie, a posłowie wszystkich narodów, na koncylium w Konstantynopolu VIII (869 r.) zgromadzeni, gdzie Focjusza potępiono, oświadczyli stanowczo wraz z posłami od Rusi, że nic wspólnego z Focjuszem , hurzycielem pokoju, nie mają i mieć nie chcą. (Kalend. Eccles. universae, tom II, pag. 254, 256). Dla czegóż dziś Moskwa czci Focjusza za świętego prawodawcę i prawego patryarchę? Sam Cerulariusz, jeszcze występniejszy herezjarcha, z Rzymu przyjmował sakrę. Uznawał władzę Papieża, bo się do niego odniósł, żądając przyznania sobie godności ekumenicznego czyli powszechnego patriarchy, a dopiero nie otrzymawszy tego, czego niesłusznie pragnął przeciw prawom Kościoła, powstał dumnie przeciw władzy prawej Kościoła.
Lecz pomimo to Ruś, lubo należała do patriarchatu greckiego, pozostała wierna Kościołowi; cała kijowska metropolia, do której księstwo moskiewskie należało, nie zachwiała się w wierności.
Co najbardziej przemawia za tą prawdą, że Ruś zawsze szanowała głowę Kościoła, a w niej czystość religii, i nie poszła za odszczepieństwem Cerularyusza, to uroczyste przyjęcie w Kijowie posłów Leona IX Papieża, wracających tędy z Konstantynopola, po wyklęciu występnego patriarchy, z wyjątkiem wszelako jako niewinnych: Konstantyna Mononiacha, cesarza, i obywateli Carogrodu. Świetnym był dowód prawej wiary, gdy po śmierci Teopempta metropolity, wiedząc duchowieństwo o zatargach Cerularyusza z Rzymem i jego zuchwałej i nieprawej dążności, samo obiera metropolitę całej Rusi Hilaryona, wstrzymuje jego podróż po sakrę do Carogrodu, nie chcąc mieć żadnego obcowania z odstępnym patriarchą, i stara się o zatwierdzenie przez Leona Papieża IX. i dalej tak postępuje, ile razy mu wiadomo o występnym usposobieniu patriarchy.
Święto przeniesienia ciała Św. Mikołaja z Myry w Licji, do Baru w królestwie neapolitańskiem w Apulii, nadane przez Urbana II. w 1096 r., w bulli do Efrema, metropolity kijowskiego, na 21 maja naznaczone, przyjęte i dotąd zachowywane nawet przez nie unitów moskiewskich, lecz odrzucone przez Greków, dowodzi stanowczo jedności wtedy całej Rusi z Kościołem katolickim, że schizma Greków jeszcze nie przeszła do Rusi nigdzie. Sam Karamzin. historyk moskiewski, to przyznaje, twierdząc: „widać, żeśmy wtedy byli w dobrych z Rzymem stosunkach".
Izasław, na chrzcie św. Demetry, wnuk Włodzimierza, prosi Grzegorza VII. o godność królewską, w tym celu syna do Rzymu wysyła i otrzymuje odpowiedź: „Grzegorz Papież sługa sług Bożych, Demetryuszowi Królowi Rusinów etc. Syn Twój zwiedzając groby Apostołów, przybył do nas i w zamiarze otrzymania tego Królestwa od błogosławionego Piotra przez nasze ręce, temuż błogosławionemu Piotrowi należne posłuszeństwo oddawszy, pokornie o nie upraszał, twierdząc że jego prośbę niezawodnie potwierdzisz jak tylko powaga Stolicy Apostolskiej zostanie uwieńczoną, a ponieważ te żądania jego zdawały się nam być słuszne i tak z twoimi życzeniami jako i z proszącego uległością zgodne, więc przychyliliśmy się do nich i onemu rządy Królestwa onego ze strony Piotra Św. oddaliśmy. — Baron- Annales Ecclesiae t. I, p. 472.
Świętopełk, książę kijowski, prosi Papieża o dyspensę 1102 r. dla swej córki Zbisławy, za Bolesława III. zaślubić się mającej. Izasław w. książę kijowski 1152 r. na wzór Jarosława zgromadza sześciu biskupów po zejściu Cyryla dla wyboru metropolity, bez odnoszenia się do zarażonego herezją Carogrodu: ci uchwalają, aby zamiast ręki Św. Jana Chrzciciela, używanej przez patriarchę przy poświęceniu biskupów, użyto głowy Św. Klemensa, Papieża i męczennika z Chersonu przyniesionej, a gdy tym sposobem wyświęconego Klemensa metropolitę kijowskiego, patriarcha wyklął, a na jego miejsce Konstantyna Greka wyświęcił, Ruś go, uważając za nieprawego wtręta, wygnała. Że jeszcze w wieku XIV. Ruś Rzymowi świętopietrze opłacać musiała, dowodem pewnym jest list Władysława Łokietka r. 1324 pisany, w którym żądając pomocy Jana XXII. Papieża przeciw Rusinom tę mu stratę z Rusi przedstawia „Terram Ruthenorum nostris contiguam metis, de qua omnia tributa consueverant Papae percipere (Kaynold Annal. Eccles. ad annum 1324).
Pomimo odszczepieństwa Greków, pomimo zgubnego wpływu i szkodliwych zabiegów na Rusi patriarchów odstępnych, ciągle znajdują się ślady i dowody udawanej jedności z Rzymem tak, że można na pewno utrzymywać, iż odstępstwa zupełnego, powszechnego, zupełnego zapomnienia prawej Kościoła władzy, nigdy na Rusi nie było, z wyjątkiem Rusi suzdalskiej czyli moskiewskiej, gdzie z przyczyn politycznych, niewoli Kościoła, nikła coraz bardziej czystość wiary. Po zdobyciu Kijowa przez Gedymina 1320 r.. Piotr, metropolita kijowski, dla swych cnót nadzwyczajnych świętym nazwany, obawiając się pogańskiego zdobywcy, przenosi stolicę swoją do Moskwy, ufając więcej pobożnemu księciu Iwanowi: stamtąd on i jego następcy rządzili Kościołem całej Rusi, wtedy już politycznie rozdzielonej na polską, litewską i moskiewską, ale zupełnie w duchu jedności katolickiej, wyjąwszy Dionizego greka i Pimena moskala, narzutów odstępnych patriarchów Dziewięciu metropolitów w tej stolicy rządziło Kościołem całej Rusi, aż do Grzegorza II. byłego koadiutora sławnej i błogosławionej pamięci Izydora kardynała, za potwierdzeniem Mikołaja V. Papieża (1447) r.) i wolą Kazimierza królewicza jednomyślnie obranego metropolitą całej Rusi; lecz Ruś północna, moskiewska, jak odrzuciła swojego i prawego metropolitę Izydora po powrocie z koncylium florenckiego, gdzie zjednoczenie Greków uroczyście postanowiono, tak nie przyjęła również jego następcy Grzegorza, wybrawszy sobie schizmatyka Jonasza, biskupa Kazańskiego, antymetropolitą 1457 r.
Od tego czasu datuje się zupełny rozdział Rusi na dwie metropolie i odpadnięcie zupełne metropolii moskiewskiej od jedności z Kościołem.
Trzydziestu sześciu metropolitów kijowskich od czasu przyjęcia wiary, z których trzydziestu rządziło i Rusią moskiewską czyli północną, na mocy zgodnych dowodów wszystkich kościelnych pisarzy i historyków, stałe wyznawało katolickie zasady, a rozdział krótki i nie powszechny jaki zaszedł w metropolii kijowskiej, był po większej części z politycznych powodów.
Żona Aleksandra, w. księcia litewskiego a później króla polskiego, Helena, córka Iwana Wasilewicza, w. księcia moskiewskiego, nie chcąc przyjąć religii katolickiej nawet ze stratą prawa do koronacji, potrafiła obłudnym sposobem zniewolić męża do uznania Jonasza, moskala, archimandryty mińskiego, kapelana swojego, metropolitą kijowskim.
Objąwszy on rządy, zrzucił maskę, jaką łudził drugich, pokazał się otwartym schizmatykiem, lecz pomimo że się otaczał schizmatykami i silnie zabiegał, korzystając z wysokiej protekcji, nie zdołał wszelako odwrócić od jedności wielu biskupów, sufraganów, panów i szlachty którzy zobaczywszy złe dążności, wymogli na królu Zygmuncie i sejmie prawo (w grudniu 1552 r.), zabraniające nadawania dostojeństw duchownych i cywilnych różnowiercom. Po Jonaszu było sześciu metropolitów aż do Michała Rahozy, i ani przypuścić można, aby na mocy tego prawa świeżo postanowionego mogli być schizmatykami; wszelako złe nasiona, przez Jonasza rozrzucone, mogły przyczynić się do osłabienia miejscami jedności, lecz jej nie zerwały, a Michał Rahoza, uchylając złe nadal, uroczyście odnowił jedność z Rzymem 1595 r. 13 grudnia, przez posłów Hipacyusza Pocieja, Ih'zeskiego, i Cyryla Terleckiego, Łuckiego, biskupów, za Klemensa VIII. Papieża.
Na Rusi zaś moskiewskiej coraz bardziej gasła tradycja dawnej jedności i pierwotnej wiary czystości, a gdy panujący, pragnąc połączyć religię z polityka przenieść rząd Kościoła na swoją głowę, ujęli w swe żelazne ręce opiekę nad Kościołem, aby go bardziej zabić przez odłączenie od wszelkiej zagranicznej władzy i stosunków z patriarchami konstantynopolitańskimi stworzyli u siebie patriarchat i nim kierowali, i Job pierwszy nim został za Teodora Iwanowicza 1588 r.
Zaledwie dziesięciu ich przeszło, a już ich powaga zdawała się niebezpieczną samowładnym tyranom.
Piotr W. r 1720 zniósł patriarchat utworzył Synod a właściwie swoją duchowną kancelarię z jedenastu głów duchownych złożoną, z prezydenta, metropolity Nowogrodzkiego, dwóch wice-prezydentów czterech radców, czterech asesorów, i oberprokuratora cywilnego czyli swego reprezentanta, którym mógł być luter, Tatar, byle dygnitarz lub jenerał; decyzja wszelkich spraw nawet czysto duchownych i dogmatów, tylko od zatwierdzenia cara zależała.
Tak powstał nowy potworny kościół moskiewski, gdzie zasady religii, nakręcone do polityki gdzie w imię Boga i religii kazano bezczelnie kłamać gdzie rządcami kościoła moskiewskiego, apostołami i nauczycielami żołnierze z bronią w ręku, pod władzą tyrana państwa i razem Kościoła egzekwujący nie tylko postanowienia duchowne, religijne i dyscyplinarne, ale często występki i zbrodnie, nakazane w imię swej wiary na zasadzie najwyższej woli Cara, bez względu na chrześcijańskie zasady.
Z tego krótkiego historycznego przebiegu, któż nie widzi jasno, jaka była wiara Greków, Słowian i Rusi całej, jak długo Ruś moskiewska jeszcze wyznawała wiarę z resztą katolickiej Rusi i jeden Rząd duchowny z nią miała aż do Grzegorza, metropolity kijowskiego? (1457 r.).
Kto od prawej wiary i jedności z Kościołem odstąpił, kto został zdrajcą, i czy rząd moskiewski może nawet tym nędznym pozorem zasłonić się w prześladowaniu Unitów?
Gdyby nie stosunki i zgubne wpływy Moskwy, machinacja Heleny a raczej Moskwy przez nią, jedność z Kościołem między unitami aniby naruszoną nie była.
Każdy widzi, że sami odstąpili od czystych wiary zasad, przyjęli odstępstwo i spodlenie Greków, których we wszystkim złem naśladowali, a potem przewyższając ich w spodleniu, odstąpili i od nich, tworząc nowy kościół, właściwy sobie, moskiewski, w którym zgasły wszystkie cechy wolnego i prawego Kościoła, zgasła wolność sumienia, błąd, ciemnota i niewola rozpostarły panowanie, zabiły równie ducha, sumienie jak i godność człowieka obywatela i chrześcijanina.
Mylnie bardzo by postąpił, kto by utrzymywać chciał, że nienawiść dla katolicyzmu powstała w rządzie moskiewskim dopiero od czasu zajęcia polskich prowincyj; ona datuje się od czasu spełnienia zbrodni odstępstwa.
Kościół, oparty na błędzie, nie mógł znieść obok siebie Kościoła prawdy. Każdy zbrodniarz stara się mieć wspólników swej zbrodni, a im więcej ich ma, tym zbrodnia lżejsza i pewniejsza mu się wydaje; duch wściekłości, nienawiści, błędów, tyrańskiej propagandy, są to cechy każdej herezji a tym bardziej moskiewskiej, jako politycznie połączonej z jedną z największych potęg świata, a zatem bronią polityczną bronionej i rozszerzanej. Po odłączeniu metropolii moskiewskiej od kijowskiej, despotyczna opieka moskiewskich carów coraz bardziej swym żelaznym berłem uciskała kościół, bo to było zgodne i niezbędne dla carów tyranii i widoków, a lubo Kościół moskiewski zupełnie odłączył się od schizmy greckiej, to nie przeszkadzało wszelakoż carom, pod pozorem opieki dla swoich jednowierców, wdzierać się w obce rządy, wpływ swój szerzyć między Polakami nie unitami. We wszystkich prawie traktatach z Polską, widzimy carów moskiewskich upominających się o prawa, nadania i przywileje nie unitów, zapewne nie z powodu ludzkości, bo tej nigdy nie pokazała Moskwa, a pod rządem polskim nikt prawnie nie mógł być krzywdzonym dla samego wyznania, a przeciwnie dyzunici bardzo często wysokie piastowali godności w kraju.
Nienawiść prawdy, zapartej przez herezję, chciwość nienasycona zaborów, były postępowania ich podnietą; tymi powodowany zasadami dziki i okrutny reformator Moskwy, Piotr I, co w Sorbonie czynił nadzieje przyjęcia Unii, wchodzi do Polski jako sprzymierzeniec 1705 r. na pomoc Augustowi II przeciwko Szwedom; wszedłszy do kościoła Bazylianów w Połocku, zabija własną ręką Teufona Kolbieczyńskiego, kaznodzieję; przełożonego Jakóba Kizikowskiego, po całonocnych torturach skazuje na szubienicę; dwóch innych księży Konstantego Zajączkowskiego i Knyszewicza, podobnież morduje!
Resztę zakonników katować i do więzienia wtrącić każe, klasztor wraz z kościołem zrabować żołdakom pozwala, grozi takiem postąpieniem ze wszystkimi unitami, a na prośby i przełożenia swego sprzymierzeńca, Augusta, pobudzonego do tego przez Papieża Klemensa XI, odpowiada rozkazem uwięzienia biskupa łuckiego, Dyonizego Zabokrzyckiego, odstawiwszy go związanego do Moskwy, gdzie go do śmierci przez sześć lat w więzieniu trzymał, a to, że przed siedmiu laty Unię przyjął, i gorliwie ją w diecezji dla dobra dusz szczepił.
Dziedziczka tronu równie i systemu rządowego, Katarzyna, owa głośna ukoronowana rozpustnica, hańba kobiet, podłością, łzami i krwią prowadziła swoje apostolskie rzemiosło.
Za jej wiedzą, opieką i zachętą została usnuta rzeź humańska, głównie przeciwko unitom skierowana, a w dodatku przeciwko Lachom i Żydom; w rzeczy samej na zgubę całego kraju, biskupi jej oddani Koniski Jerzy białoruski i Gerwazy Perejosławski nie wzdrygnęli się w imię swej wiary podżegać nienawiści i święcić noże na mordy niewinnych.
Melchizedech Jaworski, Ihunien Moutreneński Bazyli błahoczynny (dziekan) Czehryński za propagowanie zbrodni, wysokiej od niej oczekiwali nagrody i dla tej sumienie, wiarę i charakter na wieki przekleństwem Boga i ludzi splugawili. Łzy, jęki, płacze, krew, liczne i okropne mogiły, to skutki jej apostolstwa.
Pięćdziesiąt kilka wsi, trzy miasta, oprócz Humania, gdzie 26.000 osób w pień wycięto, to trofea piekielnej sławy moskiewskiego rządu. Padło wtedy smutną ofiarą zbrodni heretyckiej przeszło 200.000, najwięcej unitów i wydarto okrucieństwami Kościołowi około ośm milionów nieszczęśliwych katolików.
Kolej na Litwę
II.
Nieodrodny od Katarzyny w okrucieństwach i gwałtach potomek, car Mikołaj, przeklętej pamięci u tych wszystkich, co prawdę i wiarę kochają, przymusił na Litwie dwa miliony unitów do swojej carskiej wiary, utorowawszy do niej drogę łzami, krwią i rozpaczą; a bezczelnie kłamiąc, głosił przed światem o ich dobrowolnym nawróceniu się. Skończywszy z unią, postanowił w całej Litwie i Rusi zagładzić katolicyzm w łacińskim obrządku, mówiąc, że nie będzie spokojnym, dopóki choć jeden Dominus vobiscum pozostanie w jego państwie.
Tymczasem zaś zwrócił całą uwagę swoją na garstkę unii w Królestwie kongresowym, zawadzającą mu w jego czarnych schizmatyckiego apostolstwa planach. Skorzystał z okazji rewolucji 1830 roku, a zniósłszy konstytucję, przez mocarstwa europejskie zagwarantowaną, nadał nowy rząd, nową organizację, mocą której uchyliwszy Radę duchowną dla religii katolickiej obu obrządków, odłączył zarząd interesów unickiego obrządku od spraw obrządku łacińskiego i w urządzonym przez siebie wydziale dla spraw unickich, przy komisji rządowej wyznań religijnych i oświecenia publicznego, pod sterem dyrektora głównego, zawsze schizmatyka, a często i takiegoż naczelnika wydziału unickiego, pod pozorem podniesienia obrządku unickiego, działał zawsze i stale na jego osłabienie i zburzenie.
Osobny i jednemu celowi oddany wydział mógł daleko łatwiej obmyślać środki osłabienia i zburzenia, i tego nigdy nie chybił; od tego czasu słusznie można uważać, że tak powiem, urzędownie postanowiony zamiar zagłady unii w Królestwie i naznaczyć w historii ostatnie jej czasy.
Wszystko na to wytężono, aby ją stopniowo osłabić, przez znieważenie praw Kościołowi służących, lub dobór ludzi do steru, słabych albo nikczemnych, przez zagrodzenie drogi do gruntowej oświaty. Ale szczęśliwym zdarzeniem Opatrzności siedział wtedy w tej smutnej porze na stolicy biskupiej w Chełmie (od 1830 do 1851 r.) Filip Fełicyan Szumborski urodzony 15 Października 1771 r. w Ostrogu guberni wołyńskiej, wstąpił do zakonu Św. Bazylego 30 Sierpnia 1790 r. w Poczajowie, nauki teologiczne odbył w Bronenburg w księstwie Warmińskiem, piastując różne stopnie wyższe zakonne zaszczytnie i z dobrem zakonu; w 1830 został biskupem Chełmskim, był on niewzruszonej wiary, pełen prawdziwej pobożności, gotów wszystko poświęcić dla niej.
Jakkolwiek przygnębiony wiekiem, chroniczną chorobą i smutnymi okolicznościami, zdawał się czasami posuwać do słabości, lecz umiał ją zaraz poznać i poprawić. Za jego to czasów zarząd spraw unickich gwałtownie wprowadził wszędzie carskie wrota i to jako konieczny warunek na wzór schizmatyckich zwyczajów, i tym samem zbliżał unią do schizmy pod pozorem uzupełnienia obrzędu wschodniego, czemu i biskup nie uważał za roztropne opierać się.
Narzucał ludzi słabych lub nikczemnych do rządów w diecezji, jak Hryniewieckiego na oficjała, Bielewicza na prowincjała zakonu Bazylianów. Kapłan ten najprzód wojskowy, później zakonnik, ale bez ducha i powołania, usunięty jako nieodpowiedni i podejrzany z prowincjalstwa przez biskupa, który na jego miejsce wybrał Dąbrowskiego; ponieważ był bardzo wygodnym rządowi, dla swego lekkiego sumienia zdolny osłabić cały zakon, użył rząd wszelkich środków, aby go przywrócić do jego urzędowania, i biskup rzecz dobrze rozważywszy uległ.
Słabość w tym względzie biskupa była bardzo roztropna dla uniknienia większego złego; rząd mógłby był użyć gwałtu mu zwyczajnego, skrzywdzić i zgubić Dąbrowskiego, co w rzeczy samej potem chciał i zamierzył uczynić, ale na próżno, bo Dąbrowski z ks. Krajewskim ratując się ucieczką w Poznańskie, po krótkim pobycie udał się do Rzymu, i tam otrzymawszy kościół w zarząd 1842 r. Maria del Pascolo, dawniej do Bazylianów należący, przeżył resztę wieku spokojnie; był naznaczonym postulatorem przy kanonizacji Św. Jozafata i w końcu r. 1875 zakończył swe życie, pełne trudów i tułactwa.
Gdy po Dąbrowskim nienawiść i gwałt rządu spadły na innych członków zakonu, zmuszeni więc byli także ratować się ucieczką księża Man, Pucher, Wasilewski, Pirogowicz (1844 r.). Powodem głównym ich prześladowania było że zmian we mszy Św., przez biskupa nakazanych, ale zaraz odwołanych, przyjąć nie chcieli.
Za rządów tego biskupa, przeznaczył moskiewski rząd do seminarium profesora literatury słowiańskiej i moskiewskiej, a zarazem i swojego tam szpiega; wyższa znajomość języka słowiańskiego potrzebną była niezbędnie unickiemu duchowieństwu. Ta uwaga, nacisk gwałtowny w tym wszystkim, co się rządowi podobało, interes niemający żadnej styczności z wiarą, pozostawanie świeckiego profesora zawsze pod okiem rektora i biskupa, nie radziły czynić oporu w jego przyjęciu, ale za to stanowczo odrzucił biskup żądanie Szypowa, dyrektora głównego, prezydującego w komisji rządowej wyznań i oświecenia, wymagającego od biskupa zamienienia mszałów, wydanych na mocy upoważnienia Synodu Zamojskiego, na mszały w Moskwie 1831 r. drukowane, zupełnie schizmatyckie; odmówiwszy jeszcze posłania czterech alumnów seminarium chełmskiego do kijowskiej schizmatyckiej akademii i oddania zamojskiego kościoła Bazylianów, gdzie się odprawił pamiętny Zamojski Synod, na schizmatycką cerkiew, powstrzymał nieco zapęd schizmy, ale w odwet otrzymał od rządu zakaz posyłania alumnów, jak było we zwyczaju, corocznie do akademii duchownej w Warszawie, pod pozorem, że ten zakład tylko łacińskiemu duchowieństwu odpowiedni, i dla tegoż jedynie przeznaczony.
w roku 1839 zaszło ważne zdarzenie w diecezji, z jednej strony, jak zawsze, dowodzące okrucieństwa mongolskiego rządu i otwartych przeciwko unii machinacyj, z drugiej szlachetnej troskliwości i poświęcenia się alumnów dla wiary i Kościoła.
Widząc oni ciągłe ataki rządu na osłabienie i znieważenie praw Kościoła zdjęci pobożną gorliwością, ustraszeni wezwaniem biskupa do Petersburga, zawiązali między sobą stowarzyszenie w celu utrzymania i wzmocnienia unii, dołączając do tego związek bratniej pomocy i miłości dla zachowania od nędzy rodzin i sierot po kapłanach.
Może mniej roztropnie i bezpiecznie pod despotycznym rządem, który wszelkie wiązania się w najszlachetniejszym celu ściga jako zbrodnie, postanowili uroczystości przyjęcia do stowarzyszenia, polegające na wykonaniu przysięgi na krzyż Zbawiciela, przy zapaleniu świec, kładzeniu palców na ewangelią i noszeniu czerwonego krzyżyka, wyszytego jedwabiem, na mankiecie sukni. Odkrycie tego związku przypisują nieostrożnemu wymówieniu się Andrzeja Szymańskiego, alumna, przy śledztwie w cytadeli, do której pozwanym został za czytanie książek patriotycznych.
Jeszcze w czasie pobytu w Łukowskim gimnazjum. Drudzy przyznają to odkrycie jego otwartemu wyznaniu w czasie śledztwa w cytadeli, a inni wprost twierdzą, że oficjał Hryniewiecki, stronnik rządu, odkrył to wszystko, a dopiero badany z tego powodu Szymański otwarcie i szczegółowo wyznał, a najpewniejsza że Filimon Dyakowski razem uwięziony, po trzech tygodniach uwolniony wyznał wszystko.
Jakkolwiek się stało, wojsko natychmiast otoczyło seminarium, porwało dziewięciu alumnów do cytadeli. Po długich śledztwach, książę Paszkiewicz, namiestnik Królestwa, wydaje wyrok, skazujący siedmiu alumnów na wygnanie z seminarium. a dwóch, poczytanych za naczelników związku, a zatem hersztów zbrodni, Józefa Śmigelskiego, ucznia duchownej akademii warszawskiej, na pozbawienie praw stanu i do wojska bez wysługi, a Andrzeja Szymańskiego, za otwarte wszystkiego wyznanie do wojska z wysługą; okutych w dyby, pędzono etapem z Brześcia Litewskiego do Kaukazu.
Stawieni przed generałem, który ich przyjmował, po wybadaniu powodu ich skazania, otrzymali przychylną dla siebie odpowiedź: „z tego widzę, że mieliście być wielkimi w hierarchii duchownej; spodziewam się, że będziecie wielkimi i w hierarchii wojskowej.
Jakoż nie zawiedli w niczym słów do nich wyrzeczonych; odrzuceni od ojczyzny, rodziny, złamani w swym powołaniu, znużeni cierpieniami, ale nie upadli na duchu, bez wszelkiej na przyszłość nadziei, pod okrutnym i mściwym rządem, nie dbając o życie, piersi nastawiali w szturmach na forty i baterie Czerkiesów i je zdobywali.
Ich poświęcenie się zwróciło uwagę naczelników; jakoż Szymański, korzystając z wyroku, nie pozbawiającego go prawa do awansu, zostaje wkrótce oficerem i ciągle postępując jako żołnierz wzorowy, dziś jest jenerałem, obdarowanym majoratem na Kaukazie; a Śmigielski, o którym mściwy car Mikołaj tak dobrze pamiętał, że zaledwie za dziesiątym razem przedstawienia go na oficera, uwolnił od wyroku i mianował oficerem, otrzymawszy po dwudziestu trzech latach służby stopień porucznika, opuścił służbę wojskową. Po zdaniu egzaminu został profesorem gimnazjum bialskiego, lecz w czasie oporu unitów przeciw działaniom, unii szkodliwym, posądzony o dawanie zachęty, jeszcze ucierpiał za unią, zostawszy pozbawiony swojej posady i sposobu do życia.
Biskupowi Szumborskiemu, proszącemu namiestnika Paszkiewicza o pozostawienie w stanie duchownym siedmiu alumnów, a dwóch poczytanych za naczelników, przynajmniej w stanie świeckim, opryskliwie odpisał Paszkiewicz: „iż go zadziwia, że biskup śmie prosić za tyle winnymi, gdy kara, jaką dotknięci, za bardzo jest mała". Tego się też biskup spodziewał, bo wiedział, że nie może mieć względów u podobnego rządu.
Sama jego religijna stałość dawała dosyć powodów do poniżenia go i nienawiści. Aby złamać tę szlachetną stałość biskupa, ten ciągły opór, wezwany do Warszawy 1840 r. przy bytności cara Mikołaja, przez niego na audiencji zaproszony został do Petersburga pod pozorem przyjrzenia się wspaniałym i nieskażonym wschodnim obrzędom, podług wyrażenia się samego cara, znał dobrze biskup znaczenie tych słów i cel tej podróży; ze wstrętu do niej, wymawia się słabością zdrowia, w rzeczy samej prawdziwą; nic to nie znaczyło w oczach despoty, znającego tylko własną wolę.
Otrzymawszy koszta podróży, lekarza, pułkownika żandarmów do asystencji w towarzystwie ks. Pawła Szymańskiego, prałata dziekana kapituły, dziekana teologicznego fakultetu na uniwersytecie, męża najuczeńszego z duchownych w owym czasie, księdza Jana Teraszkiewicza, rektora seminarium a później biskupa sufragana, po przygotowaniu religijnym ducha na wszelkie najsmutniejsze skutki, jakich się mógł spodziewać od despotycznego tyrana za swój szlachetny opór, puścił się w drogę, oddawszy siebie i diecezję opiece Matki Boskiej, przed której cudownym obrazem całą mszę krzyżem leżał. Odjeżdżając, zostawił następujący list do kapituły, który tu z wierzytelnej kopii podajemy:
Chełm dnia 11/23 lipca 1840 r.
Filip Felicyan Szumborski, z Miłosierdzia Boskiego i Św. Stolicy Apostolskiej łaski Biskup Diecezji Chełmskiej.
Do Szanownych Członków Prześwietnej Kapituły katedralnej Chełmskiej!
Troskliwość o całość powierzonej Nam od Boga i Stolicy Ś. Apostolskiej Rzymskiej trzody Chrystusowej, czuwać nakazuje nieodstępnie nad jej dobrem duchownym w każdym czasie i przypadku. Ile sił Naszych i zdolności, dotąd czyniliśmy zadość temu obowiązkowi świętemu. Niedościgłe sądy Boskie, próbując może Naszej wytrwałości, o gorliwość chwały Jego i zjednoczenie z Kościołem św. Rzymskim, powołały Nas w celu niewiadomym przez Najjaśniejszego Cesarza i Króla Mikołaja, łaskawie nam panującego, do stolicy państw jego, Petersburga. Wydalając się przeto tak daleko od owczarni Naszej, nie wiadomo na jak długi czas, nie przewidując okoliczności, jakie Nas tam napotkać mają, niepewni będąc zdrowia Naszego, a chcąc zaradzić porządkowi i dobru tejże Owczarni Naszej; wzywamy Was, Szanowne Członki Kapituły Prześwietnej. iżbyście raczyli, stosownie do ustawy Waszej, zastąpić w nieobecności Naszej część obowiązków Naszych, i żądamy w Panu, ażeby w czasie niebytności Naszej w Królestwie Polakiem, przy Konsystorzu Naszym jeneralnym w Chełmie znajdowało się zawsze dwa członki Kapituły tejże, to jest: PJXX. Antoni Hryniewiecki, jako Nasz jeneralny wikariusz, i drugi z porządku kolei przybyły prałat lub kanonik. W ważniejszych zaś interesach, aby nie decydowano bez sesji, złożonej z dwóch wymienionych członków i dwóch surogatów, to jest: PJXX. Mikołaja Laurysiewicza i Stefana Szokalskiego, którego na czas nieobecności Naszej surogatem mieć chcemy, jako też JX. Onufrego Kozłowskiego, pisarza konsystorskiego, kanonika honoralnego, z głosem doradczym w każdej okoliczności i interesie, tak pojedynczym i szczegółowym, lub też ogólnym, tyczącym się dobra diecezji całej.
Gdyby zaś podobało się niedościgłym sądom Najwyższego mnie latami obciążonego i na zdrowiu podupadłego w podróży tak dalekiej powołać do wieczności, w takim razie rządy diecezji chełmskiej zupełne oddajemy i poruczamy kapitule katedralnej, która stosownie do ustaw swoich postępując, wezwawszy gorąco łaski Ducha Św., administratora z pomiędzy członków swoich wybierze.
Zresztą poleciwszy Bogu i gorliwości doświadczonej tejże Prześwietnej Kapituły losy przyszłe diecezji Naszej, wytrwałości w religijnej jedności, poprzysiężonej Kościołowi i Patriarsze Rzymskiemu, następcy Piotra św. Apostoła, któremu osobiście i wprost Najświętszy nasz Nauczyciel i Prawodawca, Wcielony Syn Boży, Jezus Chrystus, poruczył Kościół i trzodę wiernych swoich, mówiąc: paś owce moje: tobie oddają klucze Królestwa Niebieskiego, polecam mnie modłom świętym. Módlcie się i za Najjaśniejszego cesarza i króla Mikołaja, prosząc o zdrowie, długie życie, spokojne panowanie, i łaski potrzebne panującym. Zanieście prośby Wasze do Ojca Przedwiecznego, abym stanąwszy w oblicza tegoż Monarchy naszego, potrafił znaleźć łaski i względy jego, umiał zjednać przychylność jego ku całemu duchowieństwu diecezji naszej i wyżebrał nienaruszalność wyznania i jedności naszej.
Błogosławieństwo Nasze pasterskie zostawiamy Wam ; niech połączone z Boskiem, kieruje krokami i sprawami Waszemi.
Dan przy katedrze Naszej w Chełmie 11/23 czerwca 1840 roku.
Filip Felicyan Biskup mp,
W Petersburgu, lubo osobiście przez cara wezwany, ani razu nie był przypuszczonym do audiencji, ale za to ciągle nastawiano mu cywilnych i duchownych dygnitarzy, którzy namowami, zachętami i obietnicami wpływać starali się na złamanie jego stałości. Aby go łatwiej skusić, użyto środków owego ewangelicznego szatana, kuszącego Chrystusa; pokazywano mu wszystkie osobliwości stolicy, bogactwa i skarby, skarbiec cesarski, pomniki sztuki. Nic to nie podziałało na religijną duszę biskupa; ze stałością a razem wzgardą w duszy przyjmował wszystko, wiedząc, że na te skarby składały się strumienie łez, rzeki krwi. Hrabiemu Protasowowi, prokuratorowi synodu, wręcz oświadczył, że prędzej z niego zrobią Jozafata, aniżeli Józefa (Siemaszkę, zdrajcę Kościoła).
Nie obeszło się bez rozpraw i dysput dla przekonania biskupa, w domu metropolity petersburskiego Filareta, gdzie zaproszony biskup był świadkiem, jak stawiony do dysputy z Szymańskim prałatem rektor schizmatyckiej akademii, na silne dowody błędów greckiego a razem rosyjskiego odszczepnego Kościoła, „ja tego nie czytałem (ja togo nie czytał)" dał odpowiedź, i za to otrzymał od swojego metropolity zwykłą delikatną moskiewską odprawę, „paszoł won', z całym uczuciem żalu obecnych za znieważenie człowieka wiekiem, zasługą i dekoracjami odznaczonego, i na tym dysputa ukończyła się. W Petersburgu, jak wszędzie i zawsze, tylko carscy urzędnicy najwięcej zajmowali się apostołowaniem, bo ci właściwie są apostołami carskiej wiary. Duchowieństwo, jak zawsze, tak i tu w więzach szczególnej carskiej opieki najczęściej zachowywało się biernie, wyjąwszy wyraźny rozkaz w tym względzie, i widać że dobrze czuje tę nazbyt troskliwą opiekę nad sobą i swoim Kościołem, gdyż jeden z biskupów litewskich, bawiący wtedy w Petersburgu, otrzymawszy na uczynione przez siebie zapytanie do biskupa Szumborskiego: „jak odjeżdżasz" w odpowiedzi: ..jakim przyjechał tak odjadę", wyrzekł z pewnym uczuciem w małoruskim dialekcie: „dobrze, bardzo dobrze (dobre, welme dobre)", gdyż tym tylko i biskup z nim rozmawiał.
Znużony biskup ciągłymi atakami i powodowany radą prałata Szymańskiego, spieszącego do uniwersyteckich zajęć, po długich staraniach uzyskawszy pozwolenie odjazdu, natychmiast opuścił Petersburg, dążąc z rozkoszą do dyecezyi i gotując się na nowe schizmatyckie napady. Jakoż zaraz spotkała go jedna głęboka dotkliwość; prałatowi Szymańskiemu na pierwszej lekcji w uniwersytecie położono na katedrze dymisją, a po tylu znakomitych pracach i zasługach, zostawiono prawego męża bez zasłużonej emerytury, bez sposobu do życia. Przybywszy do Chełma dla uspokojenia trwożliwych o wiarę i sumienie a napomnienia lekkomyślnych lub bojaźliwych, pewnością ogłoszonego przez partię moskiewską odstępstwa biskupa uwiedzionych, lub pogróżkami gubernatora zastraszonych i przyprowadzonych do nieprawych przyrzeczeń z obrazą sumienia, choć czynów nie było, wydał list pasterski do diecezji, który tu co do słowa przytaczamy:
Nr. 366. Dan przy katedrze Naszej w Chełmie dnia 6/18 Lutego 1841 roku.
Flilip Felicyan Szumborski.
Z Miłosierdzia Bożego i Św. Stolicy Apostolskiej łaski Biskup diecezji Chełmskiej, kawaler Orderu św. Włodzimierza, Przewielebnym i Wielebnym w Bogu kapituły Naszej katedry Chełmskiej Prałatom, Kanonikom, Dziekanom, Parochom, Administratorom, Wikariuszom i Całemu Duchowieństwu Świeckiemu i Zakonnemu Pokój w Panu i Nasze Pasterskie Błogosławieństwo.
Niechaj będzie błogosławiona Trójca Przenajświętsza Ojciec, Syn i Duch św , że Nam pozwoliła odbyć przy starości Naszej szczęśliwie podróż daleką, zwłaszcza w porze nader przykrej i oglądać Was jeszcze, Najmilsi w Chrystusie Bracia, acz nie wszystkich, przy życiu, równie trzodę od Chrystusa nam powierzoną.
Rozkaz Najjaśniejszego Cesarza i Króla Pana Naszego Miłościwego stawienia się Nam w przesławnej stolicy Jego w Petersburgu, zamierzony był w tym celu, jak objawić Nam raczył w Warszawie, gdzieśmy mieli szczęście stanąć w obliczu Jego na posłuchaniu, abyśmy obaczyli tam wspaniałe i mnogie domy Boże, Cerkwie bogactwami przepełnione a ku chwale Najwyższego wzniesione a przy tym napatrzyli się w tychże świątyniach na ceremonie, obrzędy Cerkwi wschodniej, od której początek religii naszej przejęliśmy, i takowe naśladować chcieli. a od których nieco odstąpiliśmy, bynajmniej nie odłączając nas od posłuszeństwa przysiężonego Stolicy św. Apostolskiej i św. Patriarsze Rzymskiemu, pozwalając udawać się do Niego w potrzebach naszych duchowych przez ręce Rządu krajowego. Objawiać Nam raczył i to nawet Najjaśniejszy Monarcha, że osób pojedynczych zgłaszających się i oświadczających swe chęci połączenia się z Cerkwią Wschodnią Rosyjską, rozkazem swym Najwyższym wzbronił przyjmowania takowych, zapewniając Nas przy tym słowem świętym Cesarskim, że nic, coby sprzeciwiało się sumieniu naszemu, działać i przedsiębrać nie raczy. Wskutek tego wszystkiego dozwoliwszy Nam po dostateczne zabawieniu się w Stolicy przesławnej wrócić do Diecezji Naszej Chełmskiej obdarzyć nas najłaskawiej najobfitszymi łaskami Monarszymi, ozdobił nas krzyżem orderu Św. Włodzimierza III-ej klasy, udekorował całym zupełnym cerkiewnym ubraniem czyli ornatem biskupim świetnym i kosztownym, mitrą jakiej jeszcze od początku założenia może katedra nasza uboga nie widziała. Wszystko to nie pozwala nawet powątpiewać o Jego Cesarsko-Królewskiej ku Nam łaskawości, ze równie na nas Unitów jak i na Duchowieństwo grecko-rosyjskie ojcowskim i litościwym patrzy okiem.
Przydłuższe atoli bawienie się Nasze, stosownie do woli Jego Monarszej w Petersburgu zachwiało, jak dowiadujemy się Najmilsi w Chrystusie Bracia, nadzieje wasze, i zwątpiwszy niektórzy o powrocie Naszym do Was, niepomni na przysięgę przy poświęceniu Waszym na kapłaństwo, na posłuszeństwo Patriarsze Stolicy Apostolskiej i Nam uroczyście wykonaną, jedni płochością uniesieni, drudzy podłym datkiem ujęci i obietnicami błyskotek uwiedzeni. umyśliliście Diecezję Naszą i zagrodę trzody Nam od Boga powierzonej opuścić, posłuszeństwo wypowiedzieć, zdradzić sumienie własne, popełnić wiarołomstwo przeciw Bogu i do obcej Nam owczarni przyłączyć się.
Najmilsi w Chrystusie Bracia! sumienie człowieka uczciwego, którego ważność i moc sam nawet Monarcha Najłaskawszy ocenił w swojej mądrości, jest jedynym hamulcem dla niego; ono go utrzymuje przy cnocie i obowiązkach właściwych i nie pozwala popełnić bezprawia, dopóki nie jest pogwałconym, zdradzonym. a jak tylko raz odważy się zdradzić siebie, znieważyć sumienie, już u niego nie będzie nic świętem, już śmiało potem podepcze cnotę, sprzeniewierzy się Bogu. Zdradzi za lada powiewem wiatru Monarchę, nie dotrzyma słowa nikomu, oszuka dla interesu rząd, przedsięweźmie łatwo zmowy, spiski itd, a jaki koniec takich, w przykładach nieraz, szanowni w Chrystusie Bracia, widzieliście. Gdybyż to skończyło się nieszczęście podobnego człowieka na tym świecie; ale Psalmista Pański zapewnia, że ten tylko będzie mieszkał w przybytku Pańskim, który nie czyni zdrady w języku swoim „który przysięga a nie zdradza" (psalm 14), a na innym miejscu tenże psalmista pyta Ducha Św., któż wstąpi na górę Pańską, albo kto będzie stał na miejscu świętem Jego, i odpowiada słowny Ducha Bożego, ten tylko, który jest czystego serca, który nie wziął na marność duszy swojej, ani przysięgał na zdradę bliźniemu swemu, ten weźmie błogosławieństwo od Pana i miłosierdzie od Boga Pana Zbawiciela swego. (Psalm 23).
W okolicznościach, w jakich znajdujemy się teraz, Najmilsi w Chrystusie Bracia, nie wchodźmy nie zgłębiajmy wyznań naszych i powodów odłączenia się od władzy Cerkwi wschodniej a połączenia się z Kościołem Katolickim Zachodnim, pamiętajmy tylko w jakim rodziliśmy się i na przysięgę, którąś przy Chrzcie św. i w wieku dojrzałym, w obecności Boga i Świętych Jego Aniołów uroczyście na posłuszeństwo Ojcu Świętemu, Patriarsze Rzymskiemu, uczynili przy święceniu się na kapłanów, a pamięć ta do wytrwania zawsze pomocną wam stanie się.
Przetoż słowy Pawła św. do Was mówimy: Nie żebyśmy was zawstydzili to mówimy, ale jako Syny najmilsze napominamy, bo chociażbyście najwięcej mieli nauczycieli, ale nie wiele w Chrystusie Ojców (1 ad Corinth rozdz. 7 wiersz 20). Oddawajcie, podług nauki Chrystusowej, co cesarskiego cesarzowi co Boskiego Bogu (Mat. r. 22. w 21.), tym sposobem, mili, staniecie się Bogu i królowi.
Niechaj was nie ustraszają osób niektórych pogróżki, prześladowania, bo to ludzie mniej obeznani z wiekiem dzisiejszym; są tą osoby nie zastanawiające się ani umiejące przenikać serca i woli Ojca naszego. Najukochańszego Monarchy Mikołaja I-go, który w swojej wysokiej mądrości głęboko przekonany jest, że prześladowania religijne w wieku XIX miejsca mieć nie powinny. Ci więc, którzy Wam grożą, albo sami nad tym zastanawiać się nie umieją, albo tylko w słabość waszą trafiają. Słowami przeto Pawła św. mówię i proszę Was, Bracia, przez imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście wszyscy to rozumieli i mówili, a iżby nie było między Wami rozerwania, ale bądźcie doskonali w jednym rozumieniu i w jednej nauce (1. ad Corinth. r. 1. w. 10). Zaklinam Was nareszcie i błagam, nie zasmucajcie starości Naszej, nie narażajcie na żal, który by ucisnął serce Nasze patrząc na Wasze pogwałcenie przysięgi i zniewagę sumienia Waszego. Nie wystawiajcie Nas na odpowiedzialność strasznemu sądowi Bożemu za owieczki, które Nam Bóg powierzył w pastwę, a My Was kochani Bracia w pomoc Naszą zawołali. Paśmy one tak, abyśmy się nie powstydzili stanąwszy przed Nim; lecz żebyśmy śmiało odpowiedzieć tam mogli: Ojcze Niebieski, Gospodarzu Nasz! Oto owieczki, które nam powierzyłeś, są wszystkie w całości i żadna nie zginęła (Jan v. 8 w. 12).
Na koniec zapewniamy Was wszystkich tym słowem świętem, które mieliśmy szczęście słyszeć z ust Monarchy. Że nie tylko sumienia naszego nadwerężać nie żąda, lecz i ubóstwo nasze podźwignąć pragnie; z zupełnym więc zaufaniem złóżmy w sercu Jego nadzieję naszą. Życzeniem tylko jego jest abyśmy w obrządkach cerkiewnych ile możności starali się zastosować do obrządków wschodniego kościoła chociaż to różnica mała zachodzi się w naszych cerkwiach.
W tym roku zaprowadzona już jest przy naszej katedrze szkoła diaków, bez których kapłani w cerkwiach nabożeństwa odbywać nie mogą porządnie. Jest już za najwyższym rozkazem Jego Cesarsko-Królewskiej Mości przeznaczony fundusz na ikonostasy i carskie wrota do cerkwi, w których onych brakuje.
My z Naszej strony postaramy się, aby kleryków znajdujących się teraz i na potem w seminarium Naszym obeznawać z obrzędami i co tylko nie będzie przeciwnym postanowieniom szczegółowym śś. Patriarchów naszych rzymskich, równie jak i synodowi prowincjonalnemu Zamojskiemu powagą Stolicy Apostolskiej zwołanemu i zatwierdzonemu ich nauczać a ci poświęceni potem na kapłanów zdolni będą uczynić zadosyć życzeniom Monarszym. — Nie przestawajmyż, Bracia Najmilsi w Chrystusie, jak dotąd, owszem podwójmy przywiązanie i wierność naszą ku temu najlepszemu i najłaskawszemu Monarsze naszemu. Zanośmy co dzień modły do Boga za Niego. Następcę Jego i całą Dostojną Cesarska Rodzinę Jego, wołając z Psalmistą Pańskim: Panie zbaw Króla i wysłuchaj nas w dzień, w którym wzywać Cię będziemy (Psalm 19 r. 10.). Błagajmy Najwyższego o błogosławieństwo i łaski potrzebne do rządzenia tak obszernym państwem Mikołajowi I., błogosławieństwo dla Następcy tronu, oby ich obdarzył pożądanym pokojem, a nieprzyjaciół pod nogi Ich upokorzył. My przy tym, używając miłej spokojności, wierni Bogu, wierni monarsze ucieszyli się bytem szczęśliwym.
Udzielamy na koniec wszystkim Wam w Chrystusie Najmilszym Braciom błogosławieństwa Naszego Pasterskiego! To niechaj Was umacnia we wszystkim dobrem, dodaje łaski w dochowaniu poprzysiężonej wierności Monarsze i Władzy naszej Duchownej. Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa i miłość Boża i społeczność Ducha św. niech będą z Wami.
Filip Felicyan Szumborski, Biskup Chełmski m. p.
Jakkolwiek cel tej odezwy biskupa był chwalebny, nie można wszelako nie widzieć w niej pewnej słabości pewnego ulegania żądaniom Cara Mikołaja we względzie obrzędów a nawet i wielkiego zapomnienia się w szacunku praw kościelnych przez nadużycie ich, co się okazuje w wydaniu zaraz drugiego listu pasterskiego, nakazującego zmiany w obrzędach, które tu przytaczamy co do słowa
Nr 1931.
Chełm dnia 14/26 sierpnia 1841 r.
Biskup Diecezji Chełmskiej.
Do Przewielebnych i Wielebnych w Chrystusie Braci Prałatów, Kanoników, Parochów, Administratorów i Całego Duchowieństwa świeckiego i zakonnego!
Najmilsi w Chrystusie Bracia! Błogosławieństwa pasterskiego Wam udzielając, wezwać postanowiliśmy Was, na mocy rozkazu Wysokiego Rządu, nam objawionego, byście się zajęli starannie zaprowadzeniem ikonostasów, gdzie takowych w parafialnych cerkwiach brakuje, a razem i ceremonij czyli obrzędów niektórych wschodniego Kościoła, przy odprawianiu nabożeństwa, a osobliwie przy mszy św.
Nie wątpimy bynajmniej o Waszej, Najmilsi w Chrystusie Bracia! wierze i przywiązaniu do Św. Stolicy Apostolskiej rzymskiej, której posłuszeństwo zaprzysięgliście w dogmatach wiary, a która zbudowana jest na niewzruszonej opoce Piotra świętego, naczelnika Apostołów świętych, któremu Chrystus Pan, nauczyciel nasz niebieski, oddał klucze królestwa niebieskiego (Math. 16).
Dogmaty, które z Kościołem rzymskim wiernie utrzymujemy, są niektóre różniące się od dogmatów cerkwi greko-rosyjskiej; przeto i ceremonii przy nabożeństwach tam używanych, trudno jest nam wszystkich naśladować. Są jednak obrzędy i ceremonie, których my dopełniając, nie zmienimy ani istoty Sakramentów, ani obrazimy Unii świętej, czyli zjednoczenia się naszego z tymże Kościołem rzymskim. Dopełnimy jedynie w tym woli Najwyższego Rządu. Żądamy przeto po Was, Najmilsi w Chrystusie Bracia, tego co następuje :
a) Mszał, którego używamy do odprawowania bezkrwawej Ofiary Najwyższemu, niechaj bez przenoszenia leży ciągle na lewej stronie ołtarza.
b) Niema potrzeby obracania się kapłanowi w czasie mszy świętej do ludu przed Swiatyj Boże ani przed pieniem iże Cheruwymy. Dyakon tylko jeżeli będzie, powinien orar swój podniósłszy do góry prawą ręką, obrócić się do ludu, kończąc: i wowiki wikow przed Swiatyj Boże.
c) Kapłan obracać się ma do ludu, ile razy wypada mu śpiewać czyli mówić Myr wsim, żegnając lud raz tylko jeden, gdyż potrójne żegnanie biskupom tylko przynależy.
d) W czasie przenoszenia chleba i wina z ubocznego ołtarza czyli jak nazywamy Żertownika. niechaj diakon patenę z chlebem na nim będącym, a do konsekrowania przegotowanym trzyma nad głową i tak niesie do ołtarza wielkiego, śpiewając, co do niego należy.
Zresztą zastosować się mają kapłani, zupełnie i najściślej do przepisu mszałów drukowanych, zwłaszcza po r. 1720, to jest po Synodzie Zamojskim, na którego zwołanie zezwolił Ojciec ŚW., Patriarcha rzymski Klemens XI odprawił się w czasie rządu Stolicą Apostolską Innocentego XIII, pod prezydencją Przewielebnego ks. Arcybiskupa Edesseńskiego, Hieronima Grymalda w imieniu tegoż Ojca Św. a potwierdzony został w roku 1724 przez Benedykta XIII. Mszał na tym Synodzie przejrzany, i w czym uznano potrzebę, poprawiony jest dla nas wskazówką przy odprawianiu bezkrwawej Ofiary mszy świętej.
Co się dotyczy wznoszenia ikonostasów, bez których ceremonie pomienione zaledwie odbytymi być mogą, załączamy do niniejszego listu naszego pasterskiego dosłowny wyciąg z reskryptu Wysokiej Komisji Rządowej, nam pod dniem 9/21 sierpnia r, b. No 920 nadesłanego, do tego więc JXX. Dziekanom zastosować się polecamy, z zastrzeżeniem, aby wszelkie podania do Rządu w tej mierze, za pośrednictwem swej władzy diecezjalnej czynili.
Filip Felicyan Biskup mp.
Dla Moskwy sprawiło to niesłychany tryumf, bo wiedziała że mały wyłom w gmach sprowadzać zwykł jego ruinę ale u wszystkich dobrze myślących wzbudziło to niechęć w duchowieństwie i u ludu wywołało zgorszenie, gdyż od tego zaczynano i na Litwie apostołowanie. Biskup sam niezadowolony ze swojego postępku, poznawszy go należycie po otrzymaniu jeszcze 28 lutego 1842 r. listu od papieża Grzegorza XVI, ganiącego ten postępek i zalecającego jego odwołanie, jak również listu ks. Pawła Szymańskiego, prałata, w imieniu kapituły, (który tu jako godny wiadomości na końcu dziełka w całości przytaczamy, jako dowód nauki, wiary i znajomości starożytnych obrzędów), dal z siebie budujący przykład, przyznał się do winy. przeprosił zgorszonych jego błędem i w liście 13 marca 1844 do diecezji wydanym, odwołał to, co 26 sierpnia 1841 zachowywać nakazał. List ten, jako dowód wysokiej cnoty i pobożności biskupa, przytaczamy tu co do słowa wedle oryginału, pisanego całkowicie własną ręką biskupa:
Nr. 493.
Filip Felicyan Szumborski, z Miłosierdzia Bożego Biskup Diecezji Chełmskiej. Kawaler Orderu Św. Włodzimierza.
Przewielebnym i Wielebnym w Bogn Naszym Braciom w Chrystusie najmilszym. Prałatom, Kanonikom, Dziekanom, Parochom, Administratorom i Całemu Duchowieństwu świeckiemu i zakonnemu Diecezji Naszej Chełmskiej. Pokój w Panu i Nasze Pasterskie Błogosławieństwo!
Miedzy rozmaitymi dolegliwościami, które obecnie przejmują dusze nasze, i nie dozwalają na chwilę kosztować w starości naszej spokojnego odetchnienia przy poruczonym nam od Boga zarządzie diecezją, nade wszystko dręczy sumienie nasze, list który wydaliśmy do Was Bracia w Chrystusie najmilsi pod dniem 14,26 sierpnia 1841 r. względem zmian ceremonij niektórych małych we mszy Św.
Ledwo on dostał się do rąk Waszych, natychmiast ze wszystkich stron zaczęły odbijać się o uszy nasze wyrzekania iż ta zmiana jest wstępnym krukiem do zerwania zjednoczenia z Kościołem rzymskim, i wywołania unii św.
Dowiedzieliśmy się zaraz, iż wielu obywateli i kolatorów z powodu tego zaprzestali uczęszczać do naszych kościołów na nabożeństwa, odmawiać swoim parochom potrzebnego wsparcia i pomocy w restauracji zabudowań plebańskich zaprzeczać pewnych służebności i t. p. Bracia też nasi w Chrystusie obrządku łacińskiego, pogardzać zaczęli nami. Lud nawet gminny, parafianie, dostrzegłszy zmian w ceremoniach obrzędowych przy mszy Św. szemrać z pogorszeniem zaczął, wyrzekać a nawet uchylać się od uczęszczania na nabożeństwo, okazywać niechęć, i tracić zaufanie w kapłanach.
Dostrzegliśmy nawet sami, zwiedzając niektóre dekanaty, złych skutków jakich przewidzieć nie mogliśmy, i nie spodziewali. Żałość przejęła z tego powodu serce nasze i powzięliśmy byli chęć, natychmiast odwołać rozporządzenie nasze niebaczne; lecz nadzieja, że nawykną w pewnym czasie do tego, i uznają to za rzecz niewinną, wstrzymała naszą chęć zbawienną. Skutek przeciwnie okazał, i sumienie nasze bojaźnią sądów Bożych i ciężkim żalem przepełnił.
I zaiste! poważyliśmy się pogardzie ustawami, które nam poprzednicy nasi pobożni zostawili. Synod, czyli Sobór Zamojski, roku 1720 pod prezydencją posłannika, czyli nuncjusza Apostolskiego, Hieronima Grimaldi. arcybiskupa Edesseńskiego, odprawiony, a przez Ojca Św. Patriarchę naszego rzymskiego, Benedykta XIII zatwierdzony, przez poprzedników naszych, Metropolitę, Arcybiskupów, Biskupów, Prałatów świeckich i zakonnych, którzy za siebie i za ich następców Bogu poprzysięgli, na utrzymanie i zachowanie bez naruszenia w czymkolwiek pomienionych ustaw; wszystko to, mówię, znieważyliśmy i za nic poczytywali. Nie mieliśmy, wyznaję, tyle mocy i powagi. byśmy poprawiali to, co zebrani w Bogu Ojcowie w Zamościu ustanowili. Władza, którą nam powierzył Pan, jest na zbudowanie, a nie na zepsowanie, Paweł św. powiedział (2 Cor. 10, 18) Do Stolicy to św. Apostolskiej raczej należy, nie do nas, zmieniać i poprawiać obrzędy kościelne.
Zbłądziliśmy przeto i pogorszyli Was, najmilsi w Chrystusie Bracia i owieczki nasze, i lękamy się pogróżki Chrystusa Pana: Biada temu przez kogo zgorszenia przychodzą. (Matb. 18j. Błagam przeto Was, najmilsi Bracia w Chrystusie, przebaczcie ułomności, przebaczcie błąd mój, który uznaję, i odwołuję rozporządzenie, pod dniem 14/26 sierpnia 1841 wydane.
Wróćcie się do dawnych zwykłych i przez długi czas uprawnionych ceremonij przy mszy Św.; niechaj Wam służy za prawidło książeczka pod tytułem: Porządek nabożeństwa cerkiewnego, przez Św. pamięci Ferdynanda, poprzednika naszego wydana, którą on ze mszałów po Synodzie Zamojskim drukowanych ułożył, wydrukować kazał, i trzymać się jej polecił. Mszał niechaj się tak przenosi jak i dawniej, a żegnanie i błogosławienie ludu, śpiewając czy wymawiając: Myr wsim, pokój wszystkim, niechaj zostanie przy biskupach i infułatach. Trzymajcie się wszystkich zwyczajów pobożnych, jakie zastaliście po waszych poprzednikach Kapłanach, a tym sposobem pojednamy się z Bogiem, Bracią naszą w Chrystusie obrządku łacińskiego i wszystkimi, których obraziliśmy i pogorszyli. Przywołamy na powrót odstręczonych od kościołów naszych i nabożeństw ludzi pobożnych obojga obrządków, a przed światem udowodnimy że opinia powzięta o nas Perekidczyków, była bezzasadną i fałszywą. Zabezpieczymy sumienie nasze, położywszy tamę zgorszeniom dalszym i ujdziemy odpowiedzialności przed Bogiem. Dowiedziemy oraz stałości naszej, a tym samem udowodnimy i zapewnimy Wysoki Rząd krajowy że równie stałymi i wytrwałymi w przywiązaniu i wierności zaprzysiężonej ku Najłaskawszemu Ojcu naszemu Monarsze być możemy i jesteśmy.
Pamiętajmy, Bracia w Chrystusie najmilsi, zawsze na upomnienie Pawła św. i czyńmy prośby i modły za króla i wszystkich którzy są na wyższym miejscu (1 Tim, 2). Bądźmy ulegli we wszystkim i posłuszni Wysokiemu Rządowi, oddawajmy podług rozkazu Chrystusowego,co jest cesarskiego cesarzowi, a co boskiego Bogu, a doznamy w każdym względzie szczodrobliwych łask równie jak wszystkie ludy, narody, wyznania, pod berłem wszechwładnym naszego Monarchy Najjaśniejszego zostające.
Załączamy Wam najmilsi w Chrystusie Bracia błogosławieństwo nasze pasterskie które niechaj Was wzmacnia i dodaje łaski Bożej nauczaniu i prostowaniu trzódki od Boga Wam powierzonej. Czuwajcie, stójcie w wierze mężnie i wzmacniajcie się, a wszystko niech się dzieje w miłości braterskiej (1 Cor. 16, 13)
List niniejszy roześlą JXX. Dziekani Parochów w dekanatach ich znajdujących się.
Dan w Chełmie, przy katedrze naszej, dnia 1,13 marca 1844 r. Filip Felicyan Biskup Chełm. mp.
Zaledwie ta odezwa biskupa ukazała się w diecezji, ożywiła zaraz wszystkich, zasmuconych słabością swego pasterza, a zarazem poruszyła całą wściekłość moskiewskiego rządu. Naczelnik wydziału unickiego, Popow, używał wszelkich zabiegów, aby sprowadzić biskupa do Warszawy i tam uwięzić w klasztorze Bazylianów w przygotowanym na to miejscu; ostrzeżony biskup o tych skrytych przeciw niemu knowaniach wymawiał się rzeczywiście już bardzo osłabionym zdrowiem i nie pojechał do Warszawy
Lecz nie uszedł innego rodzaju nieprzyjemności. Wykazano do wojska i zabrano mu gwałtem do seminarium 6-ciu alumnów, między tymi jednego już wyświęconego na prezbitera Michała Grabowicza, a kleryków Tomasza Zypowskiego, Krypiakiewicza Jakuba, Pocieja Emiliana, Mosiewicza Jakuba, Teofila Bojarskiego. Nie dano im czasu do należytego, w czasie wielkich mrozów wybrania się wioząc do powiatowego miasta Krasnegostawu z narażeniem na zupełną utratę zdrowia, coby z pewnością nastąpiło, gdyby na pocztach, w czasie przeprzęgu koni, z litości nie dawano im cieplejszego okrycia. Biskup-sufragan Teraszkiewicz sam udał się do Lublina do gubernatora Albertowa ten dawszy za powód zabranie kleryków do wojska, nieuległość biskupa rozporządzeniu komisji rządowej, która wszystkim biskupom nakazała wystawić wykaz całego duchowieństwa, a osobliwie w wieku spisowym będących przeprowadziwszy korespondencję z namiestnikiem ces. księciem Paszkiewiczem po dwóch tygodniach siedzenia w kazamatach, uwolnił wszystkich. Sufragan wykazał dowodnie gubernatorowi, że biskup tego rozporządzenia nie otrzymał, łacińscy zaś biskupi obawiając się podobnego niebywałego gwałtu, sądząc, że się zabezpieczą, w dniu branki kleryków swoich w kościele pozamykać kazali, na ten raz wszelako złość i zemsta rządu nie na nich zwrócona była.
Reszta życia biskupa, jak łatwo wnosić można, była pełna goryczy i smutku: z boleścią spoglądał na przyszłość ten prawy pasterz, widząc ciągłe bezczelne wdzieranie się Moskwy w prawa Kościoła i rządy diecezji. Stracił trzy parafie w Lubelskiem: Babice, Lochów i Górny Potok wydarto je Kościołowi gwałtem, podstępem i szatańskimi machinacjami gubernatora lubelskiego Albertowa i jego zauszników, upoiwszy lud i zmusiwszy do podpisania się na schizmę, przyrzekając zwolnienie od podatków, od wojskowej służby i wygranie znacznej ilości gruntów i serwitutów w niesłusznym procesie z hrabią Zamoyskim. Tam to sędziwy kapłan, kanonik katedralny Bojarski, przemawiając w kościele swym w Babicach do obłąkanego, podpojonego ludu, zbuntowanego przez wysłańców gubernatora, uderzony kamieniem, w czapce ukrytym, dostał choroby i umarł ze zgryzoty. Do żywego dotknięty tą klęską, tym wyłomem przez szatana w wiernie strzeżonej owczarni zrobionym, sędziwy już i nad grobem stojący pasterz, aby lud uwiedziony odwieść od zguby, w którą go zdradziecko wciągnięto. przybył sam osobiście, skruszył go swymi mowami, pełnymi ducha ewangelicznego i tej dokładność, i trafności, z jaką miał zawsze dar szczególny mówić do ludu wszyscy żałowali spełnionej zbrodni: zwłaszcza żony i rodziny wypędzały mężów, braci, krewnych, z domów swoich za to że dali się uwieść i podpisali na schizmę, lecz gwałt i tyrania nie dały im już się cofnąć z drogi występku.
Gubernator lubelski Albertow, którego podstępem te parafie odpadły od Kościoła i diecezji, upoważniony do ohydnego apostolstwa nie dał diecezji i biskupowi pokoju; uderzając ciągle na zakon Bazylianów, osłabli go silnie, zmusiwszy do ucieczki prowincjała Dąbrowskiego, księży Krajewskiego. Manna, Wasilewskiego, Puchera, Pirogowicza; groźbami i obietnicami sial nieład w diecezji, protegował i osłaniał winnych przed karą. aby osłabić władzę biskupa wszędzie zachęcał do zmiany obrzędów, zdrajcom Kościoła dawał miejsca, urzędy, ordery, a raz nawet umyślnie w r. 1850 przybył do Chełma, aby kusić biskupa, siedząc z nim razem przy zastawionym śniadaniu, ciągle przerywał rozmowę, zwracając uwagę biskupa na potrzebę zmiany obrzędów i wyrzucenia organów; oburzony tym bardzo już cierpiący biskup żywym poruszeniem obala stół ze szkłem, porcelanami całym do śniadania przyborem, i ze wzruszeniem przemawia do Albertowa: "Co pan gubernator troszczysz się o obrzędy nasze? Czy to nie ja jestem tu naczelnikiem diecezji. Nie mnież to powiedział Najjaśniejszy Pan, że nie chce najmniejszej zmiany, że mnie i sumieniu mojemu zostawia byt Chełmskiej diecezji? Zmuszonym się widzę pożegnać JWPana i prosić go, abyś zapomniał o mnie." Odszedł po tych słowach do kaplicy, a gubernator zmieszany, po chwili ochłonąwszy, posłał po konie, odjechał i już do śmierci nie właził biskupowi w drogę, osobiście, tajnie tylko dokuczając, to wykazaniem kleryków do wojska, to przy wypłacie pensji kapitulnej i seminaryjnej, to utrudzając wszelkie inne interesy diecezji i osobiste biskupa i duchowieństwa.
W ostatnich dniach swojego ciągłymi niepokojami trapionego żywota, jeden jeszcze wypadek bardzo dolegliwy a niespodziewany niemało przyczynił się do pogorszenia zdrowia prawemu biskupowi. Gwałtowne spędzenie z probostwa za wyrokiem namiestnika ks. Paszkiewicza, księdza Zielińskiego proboszcza Włodawy było tego powodem. Był on jednym z najzacniejszych kapłanów diecezji; wzorowej pobożności w zasadach katolickich nieugięty i stanowczego charakteru. Jedna okoliczność okazała jego charakter i zasady. Kapelan wojskowy rosyjski, objeżdżając wojska swojego pułku, przybywszy do Włodawy, pokazał ks. Zielińskiemu pozwolenie od biskupa Szumborskiego na odprawienie w miejscowym unickim kościele swego nabożeństwa i wysłuchania w nim żołnierzy spowiedzi Ks. Zieliński oburzony nieprawym żądaniem stosownie do praw Kościoła nie chciał na to pozwolić, ale kapelan opierając się na pozwoleniu Biskupa uzyskał pomoc komendy wojskowej i ks. Zieliński zmuszony został gwałtowi ustąpić — ale zaraz po nabożeństwie zamknął cerkiew, wziął klucz i pojechał do Chełma do biskupa z użaleniem na wydane bezprawnie i świętokradzko zezwolenie otwarcia kościoła dla schizmatyckiego kapłana. Biskup nie wiedząc o niczym, dowiedział się, że go podszedł pisarz świecki konsystorza podsuwając papier do podpisu mocno chorobą osłabionemu starcowi, ukrywszy zupełnie treść pisma, ks. biskup zgromił niecnotę a ks. Zieliński nie wprzód w cerkwi nabożeństwo odprawiać zaczął, aż na nowo pobłogosławioną i rekoncyliowaną została, wojsko zaś tam konsystujące aby nie być świadkiem tej dla nich drażliwej ceremonii, odkomenderowano w inne strony, a na ks. Zielińskim wywarto zemstę, usuwając go gwałtownie z probostwa, wzbraniając dawania innego i skazując na tułactwo poczciwego kapłana. Wszystkie nieszczęścia, które szatan przez schizmę wyrządzał nie ugięły duszy pobożnej biskupa, duszy wkrótce stanąć mającej przed sądem Boga, znosił mężnie wszystko, i tak postępował jak mówił, że chce z czystym sumieniem stanąć przed Bogiem i rzeczywiście na pociechę swej duszy po wszystkich swoich udręczeniach stanął przed jego sądem 19 stycznia 1851 roku z tym przekonaniem że spełnił na tej ziemi, na tej dolinie cierpień i płaczu swoje wysokie pasterskie powołanie
III.
Obrany przez kapitułę administratorem diecezji ksiądz Jan Teraszkiewicz, biskup-sufragan zmarłego od 1844 roku, rektor seminarium znany ze swej dobroci i łagodności, kochany jak ojciec przez alumnów, na których ukształcenie najwięcej wpływał, lubo za słabym był na te czasy smutne wszelako jak mógł odpierał coraz silniejsze na diecezję ciosy, przez rząd spraw unickich wymierzone, gdzie był referentem duchownym z diecezji chełmskiej. Kanonik Jan Pociej,kapłan podejrzanego charakteru; jemu to stanowczo rozkazano najprzód dwóch a potem czterech alumnów posłać do akademii duchownej moskiewskiej, lecz nie wszyscy chcieli jechać, a nawet żaden z ochoty. Każdemu w razie oporu zagrożono oddaniem bez prawa wysługi i awansu do wojska. Wielu z tego powodu uciekło za granicę jak; Malczyński, Sieniewicz, Krypiakiewicz, Mosiewicz, a gdy w roku 1855 sam biskup stanowczo oparł się temu wysyłaniu pod pretekstem braku księży i nie zdolności słuchania wykładów akademickich w rosyjskim języku, rząd pozbawił kleryków prawa wyłączenia od wojska. Wyrok ten mściwego rządu zdolny zburzyć całe seminarium i pozbawić diecezji kleru, zmusił niektórych słabszych, że pojechali do moskiewskiej akademii w Kijowie, tj. Pociej Michał, Szelemetko Jan, Bieganowski, Zieniewicz. Podstęp rządu napojenia ich jadem schizmy wychowując i kształcąc po moskiewsku, nie osiągnął skutku. Jeden tylko z nich po długiej próbie i publicznie uczynionym wyznaniu wiary Zieniewicz został wyświecony i zatrzymany jako nauczyciel w seminarium, wykładając świecki przedmiot, inni wszyscy zostali w stanie świeckim i nie zdradzili Kościoła wśród okrutnego prześladowania. Ani wątpić o tym, że szatan odkrywałby ciągle Moskwie nowe zamachy do szkodzenia Kościołowi, lecz wojna wschodnia wkrótce wybuchła, zwróciła całą baczność na inne wypadki, uchylając uwagę mściwego rządu od nieszczęśliwej diecezji, a tymczasem i główny prześladowca Kościoła, Mikołaj I, nie wygrawszy ani jednej bitwy ze sprzymierzonymi mocarstwami, widząc swoje dumne zamiary w niwecz obrócone, zakończył swoje tyrańskie życie 1855 roku.
Sufragan, mianowany przez Stolicę Apostolską aktualnym biskupem byłby się ustrzegł wielu słabości, gdyby nie rady i obłudne postępowanie nikczemnego Wójcickiego, zbliżonego do niego przez związki małżeńskie; wygnany ze seminarium łacińskiego w Lublinie, potrafił tyle kłamstwem wyjednać, że go do seminarium chełmskiego przyjął, wysłał do akademii duchownej w Warszawie, uczynił profesorem, przełożonym szkoły śpiewaków, a na koniec kanonikiem. Postępując chytrze i obłudnie, potrafił ująć sobie pełnego dobroci biskupa, uwodzić go, a często hańbić braniem datków, świętokupstwem. i przyprowadzać do niesprawiedliwości, przedstawiając fałszywie sprawy diecezji i duchownych. Szlachetny charakter nie mógł poznać nikczemności, i ani się jej chciał domyślać. Za jego rządów Muchanow, główny dyrektor w komisji rządowej, z pomocą ks. Pocieja (którego dzieło o pierwotnym chrześcijaństwie 1852 r. w tym duchu napisane, aby wykazać, że schizma najwięcej się zbliża do pierwotnego Kościoła, Stolica Apostolska potępiła), nakazawszy po szkółkach używać schizmatyckiego katechizmu, przedstawił biskupowi wygotowany przez Pocieja nowy projekt zreorganizowania seminarium chełmskiego, wytrącający biskupowi wszelką władzę nad wychowaniem duchowieństwa, oddając ją komisji rządowej, biskup odmówił przyjęcia i zachorował ze zmartwienia. Po ośmiu miesiącach umowy i traktowania dał się uwieść i zmieniony cokolwiek projekt podpisał, i zaraz potem przyjął na profesorów dwóch młodych księży, kształconych w akademii schizmatyckiej w Kijowie; Michała Pocieja i Jana Szelemetkę. Na mocy tego projektu, który wszedł w wykonanie 1858 roku, zwierzchnictwo seminarium otrzymał dyrektor komisji rządowej z prawem mianowania rektora, a profesorów przedstawia biskup do zatwierdzenia rządowi. Rzad ma prawo wdawać się we wszystkie szczegóły wychowania i zarządu. Rektor, wice rektor z dwoma profesorami teologii mają być duchowni: pięciu profesorów i nauczycieli, dwóch adiunktów do nauk teologicznych i jeden do filozofii mogą być z pomiędzy świeckich, język wykładowy rosyjski, oprócz teologicznych przedmiotów. Liczba alumnów oznaczona na 40. Pociej proponował jeszcze założenie pensjonatu żeńskiego dla córek księży unickich, aby je zawczasu przygotować do schizmy.
Zaledwie nowa organizacja seminarium weszła w życie, zrobił Muchanow próbę w celu skorzystania z prawa nabytego i przysłał na rektora seminarium niejakiego Rakowskiego, Węgra, schizmatyka, człowieka podejrzanego i bez żadnych świadectw od władzy duchownej; oparł się biskup przyjęciu go, pomimo nalegań i gróźb naczelnika wydziału unickiego, Radoszewskiego, który go przywiózł. Czyn ten biskupa wywołał powszechne zadowolenie tym bardziej, że po charakterze jego łagodnym i ulegającym śród grozy nacisku mało kto się go spodziewał, wnosząc z błędów innych jakich się dopuścił przez swoją słabość w aprobowaniu dzieła Pocieja, w przyjęciu nowej reformy seminarium od rządu wymaganej i innych uleganiach rządowi. Słabość jego, ale duch zawsze katolicki wspierał jeszcze Nuncjusz w Wiedniu do, którego się odnosił i od którego za swój czyn stałości oporu machinacjom schizmy otrzymał uroczyste uznanie w piśmie, które tu co do słowa przytaczamy:
Illustrissime ac Reverendissime Domine!
Antequam aestimatissimae litterae die 3. labentis mensis datae et a Dominatione Vestra Illustrissima et Reverendissima mihi inscriptae ad manus meas pervenissent, iam notitiam de ituere Varsoviam versus et inde Chelmam, presbyteri Hungari Rakowski et de eonsilio a civili superiori magistratu capto illum isti seminario Chelmensi praeficiendi habueram per publicas ephemerides. Ideoque zelum animifortitudinem et adhaesionem studiosissimam erga Sanctam et Apostolicam Romanam Sedem unitatis centrum Dominatio Vestra Illustrissima ac Reverendissima hac occasione splendissimum argumentum exhibuit, quam maximis laudibus commandare me iuvat.
Superius memoratus presbyter Viennam redux Hungariam ulterius perrexit. Nulla interposita mora episcopum Munkacinensem et Fperiensem r. g. et episcopum Scalhmariensem l. r. severe monui ne litteras testimoniales Rakowscio traderent neque facultatem darent ex propria Dioecesi discidendi. Officio meo itidem non defui et Sanctissimo Patri et Domino nostro Summo Pontifici, nuntiavi omnia, quae Dominatio Vestra invicto et vere Apostolico animo praestitit, ne rcgimen clericorum in isto Chelmensi Seminario degentium eatraneo et dubiae fidei presbytero commiteretur; oves enim lupo custodiendas tradere insana et stultissima res fovet. Omnia quae in protestate mea sant nec non curas et operam studiosissime et libentissime impendam eum in finem ut fides eatholica et Unia eum sancta Petri Cathedra in ista Dioecesi Chelmensi magis masisque fiimentur et altiores agant radices. Novi etenim quanti hostes contendant auspicatissimum S. Unionis vinculum dissalvere et discerpere, clerum populumque fidelem insidiis et frandibus a Catholica religione abducere et ad schismaticam perfidiam adtrahere. Sed Deus O. M. consilium et vires debit Dominationi Vestrae Illustrissimae ac Reverendissimae ut cum caeteris ecclesiasticis et laicis viris huiusmodi sacrilegum infortunium avertere valeat. - Ideoque per Viscera J. C. oro et absecro Dominationem Vestram Illustrissimam ac Reverendissimam ut me certio rem facere velit de cunctis quae memoratu digna viderentur, ita ut remedium opportuno tempore et mature parari et adhiberi possit.
Hanc occasionem laetissimo animo arripio, ut Dominationi Vestrae Illustrissimae et Reverendissimae obserantiae, adhaesionis et fraternae dilectionis meae senes profitear, usque persistens Dominationis Vestrae Illustrissimae et Reverendissimae addictissimus famulus.
Viennae die 28 Januarii 1861 Ant. de Luca Archiepiscopus Tarsensis Nuntius Apostolicus.
Illustrissimo et Reverendissimo Dno Dno Joanni Teraszkiewicz, Episcopo Bełzensi, Administratori Ap. Chełmensi r. g. u. Chełmam.
Z troskliwością macierzyńską a zarazem z obawą Rzym. patrząc i oceniając należycie zamiary i działania rządu moskiewskiego, polecił biskupowi r. 1860, ten usłuchawszy odwołał w piśmie do Muchanowa swoje zatwierdzenie ustaw seminaryjnych, lecz to pod rządem zawziętym na zgubę Kościoła pozostało bez skutku. Za jego rządów wszędzie, osobliwie w Lubelskiem, odbywały się namowy i agitacje schizmatyckie, ale bez żadnych następstw; lud patrzał na duchowieństwo, poznające dobrze zamiary rządu, a biskup, lubo nie okazał wiele energii, stał jednak wiernie przy Stolicy Apostolskiej, od której dopiero 1863 roku aktualnym biskupem mianowany, lecz już 1 marca śmierć go zaskoczyła i skróciła dla niego dalsze zgryzoty, jakie mu przygotowały piekielne moskiewskie machinacje, ale następcę jego przywaliły całym swoim ogromem.
Równocześnie z mianowaniem księdza Teraszkiewicza na aktualnego biskupa Stolica Apostolska mianowała księdza Jana Kalińskiego, dziekana łosickiego. plebana w Konstantynowie, sufraganem - biskupem z prawem następstwa: do czasu jego przybycia kapituła wybrała administratorem diecezji księdza Stefana Szokalskiego, kanonika i rektora seminarium.
IV.
Ze zrządzenia Opatrzności dostało się temu biskupowi wypić cały kielich goryczy, jaki spełnić musiał, broniąc od ostatniej zguby diecezję przed zawziętymi onejże wrogami. Opuszczając spokojny pobyt w Konstantynowie, sam dał się słyszeć, że nic dla siebie dobrego nie przeczuwa, i jego smutne przeczucie w zupełności się ziściło. Cała Moskwa, używając powstania za pozór do prześladowania i tyranii, sprzysięgła się na zgubę diecezji, równie jak i na zagładę kraju.
Jeszcze przed objęciem rządów diecezji, w Konstantynowie będąc, widząc wszelkie złe dla diecezji w oddzieleniu zarządu dla spraw unickich od Rady duchownej, dla religii katolickiej w ogóle urządzonej, gdzie był zawsze unicki referent a biskupi na przemian zasiadali pod prezydencją arcybiskupa, i sam podał ze swego dekanatu łosickiego i drugich radą i przykładem skłonił do podania do Tronu prośby od całego duchowieństwa, aby monarcha raczył znowu połączyć w jeden zarząd oba katolickie obrządki, aby wejrzał na wszelkie inne legalne potrzeby duchowieństwa, aby nawet niewłaściwą a wiele znaczącą nazwę greko - unitów, urzędownie postanowioną, jak było zawsze, na greko - katolików zamienił, gdyż nie z grekami schizmatykami ale z katolikami rzymskimi unici byli i są połączeni. Była nadzieja, że prośba wysłuchaną będzie w owym czasie, kiedy rząd moskiewski, r. 1861 zdumiony i zmieszany wielkością narodu, okazaną w manifestacjach, wzniośle moralnych w bohaterstwie męczeńskim, gdyż bezbronny, czując najwyższe nieszczęście swoje a razem okazując oburzenie dla tyranów, wzniosłe i szlachetnie poświęcał ofiary łez, krwi i życia, szukał sam środków do wyjścia z hańbiącego położenia, jakie mu zgotowała własna potworna polityka, i powierzył rządy w. ks. Konstantemu z Wielkopolskim na czele rządu cywilnego; lecz i ta nadzieja okazała się dla unitów płonna. Car w odpowiedzi oświadczył, że zarząd spraw unickich nie może być usunięty, ale może to być dla unitów dostatecznym, jeżeli naczelnikiem zarządu unickiego będzie unita, który, rozumie się, zawsze zupełnie był zależnym od głównego dyrektora, w komisji rządowej prezydującego. W skutek tego, odpowiadając na prośbę niejako unitów, słusznie troskliwych o swoje prawa, naznaczono zaraz na naczelnika zarządu unickiego niejakiego Sidorskiego, wściekłego schizmatyka i nazywano go wszędzie w sferach rządowych unitą; może dla tego tylko tak go urzędownie po moskiewsku przechrzczono, że dziad jego na Litwie rzeczywiście był unitą.
Na nieszczęście dla kraju i religii zmieniły się jeszcze raz okoliczności, i na czele rządu krajowego w komisji rządowej stanął książę Czerkaski, mongoł z pochodzenia równie jak i z charakteru, zdolny, ale zdolności swoich tylko na zdeptanie najświętszych praw używać umiejący; wróg wszystkiego, co katolickie i polskie, nawet stał się wrogiem ludzkości aby dokonać swych niecnych zamiarów. Biskup Kaliński miał chęci i zdolności do rządzenia diecezją a nawet wzniesienia jej do świetnego stanu: ale same te zamiary poczytano mu już za występek. Aby usunąć złe i zgorszenie do jakich był zdolny Wójcicki, regens szkoły śpiewaków, profesor seminarium, łakomy i chciwy, podły i wylany na wszystko dla zysku, płatny szpieg moskiewski, tym więcej mściwy, że powstańcy chcieli go ukarać postronkiem, usunął go od wszystkich jego obowiązków, które dobroć i słabość poprzednika mu powierzyły, i stał się przez to powodem komisji śledczej. przez księcia Czerkaskiego nasłanej, nie dla zatwierdzenia słuszności biskupiego wyroku ale dla obrony występnego Wójcickiego. Jakoż pomimo świadectw najgodniejszych wiary kapłanów całej diecezji Wójcicki od odpowiedzialności uwolniony, za niewinnego uznany, a biskup na koszta śledztwa skazany; cała Moskwa broniła łotra za to samo, że powstańcy i wszyscy prawi go potępiali. Aby osłabić władzę biskupa Czerkaski nie dopuszczał ciągle jego konsekracji, ani osób do urzędowania, na których charakter mógł liczyć, i takim wszelkimi sposobami dokuczał i szkodził. Kanonika Smoleńca, oficjała, profesora seminarium, usunął gwałtem z konsystorza i z Chełma, grożąc w razie oporu wywiezieniem na Sybir.
Usunął również wybranego przez biskupa i kapitułę referenta duchownego w zarządzie sprawami dyecezyi Chełmskiej w miejsce Pocieja, księdza Jana Bojarskiego, i skazał go, dotykając go za zaufanie biskupa i za niektóre pisma w duchu religijnym, na trzyletnie prześladowanie, a w końcu na pozbawienie urzędu dziekana, proboszcza, zapłacenie kontrybucyi, areszt, i tę posadę zniósł zupełnie, jako mu w jego planach zawadzającą.
Kilku kandydatów, na miejsce ks. Smoleńca przedstawionych rządowi do zatwierdzenia, również jak i żądanie biskupa legalnego sprowadzenia z Galicji kilku światłych duchownych na profesorów, gdy miejscowych trudno było umieścić, odrzucił, ale nalegał na przyjęcie do diecezji najgorszej konduity kapłana, Hip. Krynickiego, kapelana parafii Polany Surowiczne (w górach sanockich, za Rymanowem), w diecezji Przemyskiej, przymusiwszy go do napisania listu do biskupa przemyskiego o jego uwolnienie. Pomimo to prawy biskup napisał zaraz drugi list do metropolity Litwinowicza i nuncjusza, który dowiedziawszy się o charakterze Krynickiego, zakazał dawać mu pozwolenia do opuszczenia diecezji. Krynicki wszelako bez wszelkich świadectw jako zbieg opuścił diecezję, przybył do Warszawy i przez księcia Czerkaskiego na nauczyciela religii w gimnazjum chełmskim umieszczonym został: na protestacje w tym względzie biskupa, po pozbawieniu Krynickiego jako nie wylegitymowanego żadnymi świadectwami władzy duchownej, prawa spełniania funkcyj kapłańskich, odpowiedział stanowczo w imieniu namiestnika: „że żądanie biskupa nie ma podstawy i do postanowienia rządu względem Krynickiego winien się zastosować.
Aby usunąć zgubny dla unitów osobny zarząd spraw unickich, przedstawił biskup całej diecezji prośbę do monarchy, aby interesy duchowne unitów połączyć z radą duchowną, jak było dawniej, w ogóle dla katolików ustanowioną, i razem aby nazwa greko - unitów przez rząd wprowadzona, na nazwę, jak słusznie greko - katolików zamienioną została, gdyż unici nie z grekami ale z katolikami są połączeni: lecz prośba ta została bez skutku, jak i druga, także od diecezji wniesiona, aby rząd nie opierał się i aby przyspieszył konsekrację biskupa dla dobra diecezji.
Nie tylko, że prośby te nie zostały uwzględnione, ale paraliżowane przez rząd, który przez żandarmów i wojennych naczelników kazał szukać i odbierać prośby przysyłane do podpisów kondekanalnym, lub na zgromadzeniach dekanalnych sporządzane.
Aby osłabić duchowną władzę i łatwiej zburzyć diecezję, wydał rząd ukaz, mocą którego żaden duchowny karanym i usuwanym z probostwa nie mógł być bez jego zezwolenia; święceń także żadnych bez zezwolenia jego przyjmować nikt nie mógł, a dla ich otrzymania rząd wysyłał za granicę do Węgier lub Galicji osoby, które sam wybierał z przedstawionych przez biskupa.
Wydał także ukaz, znoszący prawo patronatu i na rząd je przelewający, zabrał wszystkie duchowne dobra, naznaczając pensję od 300 do 500 rs. stosownie do trzech klas probostw; prawo wyboru dziekana nadał proboszczom w dekanacie, co jednak nie weszło w życie, gdyż rząd ten wybór zagarnął do siebie; zniósł wszystkie klasztory bazyliańskie, dając zakonnikom do woli wyjść za granicę, lub osiedlić się w jednym warszawskim, zaś w Chełmie, Lublinie, Białej i Zamościu zamienił na probostwa z pensją, innym probostwom odpowiednią.
W tym czasie po uśmierzeniu powstania, gdy rząd moskiewski więcej miał sposobności do przeprowadzenia swoich dla Unii zgubnych planów, aby lud i duchownych oswoić z schizmą, wybadać ich ducha, wysyła swego arcybiskupa warszawskiego Ioanikia (Górskiego z dawnych Unitów) pod pretekstem zwiedzenia swoich trzech parafij zdradą od diecezji oderwanych i monasterii jabłeczeńskiego który dziwnym sposobem nad Bugiem w miejscu ukrytym i niedostępnym dla błot, od dawnych czasów utrzymał się w schizmie, w kongresowej Polsce. Aby pokazać przed światem przychylność ludu do schizmy, używa zwykłego sobie oszustwa i w tym celu poleca władzom wojskowym dopilnować, aby wszędzie w kościołach unickich i łacińskich w czasie jego przejazdu dzwoniono, a Kozacy aby spędzali lud gromadnie do wychodzenia i witania przejeżdżającego arcybiskupa.
Lud gdzie mógł chował się za stodoły i po kątach, a z księży żaden wyjść nie chciał, poznając złe zamiary, a gdy ks. Tytus Zegart Infułat i proboszcz Kodeński stanowczo zabronił dzwonić, porwano go i odesłano do miasta powiatowego Biały do Naczelnika wojennego Simonsa, lecz dla niebytności jego kazano go zatrzymać do przybycia w miejscu dla pospolitych aresztantów przeznaczonym, ale oburzony tym zacny ten kapłan upornie iść nie chciał, mówiąc: „to nie dla mnie miejsce, nie pójdę tam, możesz mnie tu zabić.
Przejechawszy wśród takiego przymusowego a razem nienawistnego dla ludu hołdu całe Chełmskie, złożył wizytę biskupowi Kalińskiemu w Chełmie, grzecznie przyjęty, gdy towarzyszący mu protojerej w rozmowie napomknął o przyłączeniu się do nich w religii a będzie daleko lepiej, arcybiskup udając niechęć do podobnego żądania, odrzekł: każdemu służy wolność sumienia i do niczego w religii ani się zmuszać ani zmuszonym być nie może, a przecież wiadomo było, że ciągle odbywał narady z księciem Czerkawskim, aby wspólnie obmyślić środki dla prędszego zburzenia Unii.
Omamiony arcybiskup przymusowym wychodzeniem naprzeciwko sobie ludu, dał opinię rządowi swemu o przychylnym jego usposobieniu, a na karb tego policzył i przyjmowanie przez tegoż obrazków, krzyżyków i medalików, które hojnie rozdawał, a których lud wcale nie cenił jako szacownej pamiątki.
Najjaśniej zdanie swoje odkrył przy przypadkowym spotkaniu się z ks. Bojarskim, oświadczywszy, że naród dobry ale księża niegodziwi: naród chorosz no świaszczenniki maszenniki i tak się uniósł złością na unickich kapłanów, z takiem uniesieniem i zapalczywością wymyślał na nich, że twarz zawsze łagodna zmieniła się na trupią, oczy miał wywrócone, postać i gesta człowieka w złości od zmysłów odchodzącego, tak iż siedząc naprzeciw niego uląkł się, nie mogąc pojąć tego okropnego uniesienia, zasmucony tylko, przewidując następstwa, pomyślał w duchu: biada Unii, biada kapłanom
Rozstawszy się z nim, badając smutną przyszłość, rozmyślając nad środkami zapobieżenia zbliżającym się okropnościom, oddawszy los swój i Kościoła Bogu, wpadł na myśl, w stosownym piśmie przedstawić mu okropne skutki prześladowania, hańbę tegoż w obliczu religii i narodów.
Aby lepiej zbadać jego charakter, korzystał ze sposobności widzenia się z nim jeszcze, a jakkolwiek niebezpieczny to był zamiar w onych czasach, pod rządem okrutnym i mściwym, jednakże słowa w duchu miłości chrześcijańskiej pisane, potrafiły zwrócić jego uwagę, skruszyć serca, tak że potem do Unitów płaczących i spędzonych wojskiem do kościoła w Biały dla oddania ich jego władzy, odzywał się słowami pełnymi uczucia i uznania ich cnoty, „wy prawdziwi męczennicy" (wy istynnyje muczenniki), a do Galicjan sprawców tego nieszczęścia wyrzekł: "ja tę hołotę galicyjską do diabła przepędzę" (ja etu swołocz galicejsku k czortu prozeniu). Słowa te i inne Popiel połapawszy z dodatkami doniósł do Synodu jako tamujące propagandę prawosławną, za co pozbawiony zaufania, degradowany do Odessy, wkrótce zakończył życie ze zgryzoty a może i wyrzutów sumienia, że się swymi radami przyczynił do tylu nieszczęść i okropności, które nawet obecny chełmski biskup Modest, słysząc sobie opowiadane przez rosyjskich księży, nie cierpiących Galicjan, z uniesieniem zawołał: Strach! kto będzie za to odpowiadał! (Użal, kto budiet za to otwieczat !
Dla porozumienia się z biskupem we względzie sprowadzenia duchownych z Galicji, a przynajmniej używszy tego pozoru, wzywa książę Czerkaski biskupa do Warszawy; tam, przy pierwszym widzeniu się, traktuje go jak swego podwładnego urzędnika, nie oszczędza słów obelżywych, nie daje usiąść osłabionemu starcowi, przeszło dwie godziny stojącemu. Przez cały czas dwumiesięcznego pobytu dokuczywszy mu do żywego, wystawiwszy na różnego rodzaju poniżenia i dokuczliwości, okazawszy cały mongolizm swojego charakteru, przybrał w końcu maskę ogładzonego Moskala, zaczął mu okazywać grzeczności, szafować obietnicami a nawet nadskakiwać. pomagając do wsiadania, podając rzeczy potrzebne i t. d.
Wszystko to nie bez przyczyny, bo zaledwie przybył do Chełma, wszczął z nim zaraz kwestię językową i obrzędową. Śmieszny reformator, schizmatycki z tatarskiego pochodzenia, zażądał od biskupa wykazu obrzędów, jak nazywał zlatynizowanych, a co do języka, aby wprowadził do nauk i kazań język ludowy małoruski, dając za powód, że lud sam tego żąda a wielu z duchownych dawno w tym względzie rządowi oświadczyło swoje chęci, a niektórzy, i to w znacznej liczbie, już używają do ludu miejscowego narzecza. Sam zaś nakazał władzom agitować wszędzie dla skłonienia ludu i księży do oświadczenia w tym względzie swojego żądania.
Aby ugiąć powszechną niechęć duchownych, rozkazał zapewnić, że każdy z duchownych za samo danie deklaracyj używania ludowego narzecza, otrzyma 1OOO rs. nagrody: po parafiach zaś zmuszał obietnicami i pogróżkami wójtów gmin, aby w imieniu całej ludności gminnej dali żądaną deklarację, że wolą mieć nauki w małoruskim, aniżeli, jak zawsze było, w polskim języku.
Na szczęście i chwałę ludu i kapłanów żaden się nie dał uwieść; wiedzieli o tym dobrze, że z jeżykiem razem muszą pomału przyjąć wszystko co moskiewskie, że będą do jednej policzeni narodowości, bo i Moskale siebie ruskimi nazywają, a z tą przyjąć muszą jedność w obrzędach i jedność w wierze. i nie pomylili się w tym zgoła: z dialektem ludowym, nie zdolnym i nie mającym żadnej literatury, musi wejść w użycie język ruski "literaturny" czyli moskiewski, a z nim wszystko, co schizmatyckie. wrogie narodowi, religii, gdyż w języku tym nie ma nic katolickiego w literaturze jego.
W Galicyi, zupełnie pod innym rządem i na innych warunkach zostającej, niezbyt długie używanie tego języka posłużyło do spłodzenia wielu żywiołów, zgubnych dla religii i narodowości. Dla tego też rozsądny i prawy biskup ciągłe się opierał temu gwałtowi, działając w tym względzie zgodnie z powszechnym przekonaniem duchowieństwa, a nade wszystko ludu, który z oburzeniem tę nowość przyjął, jak to później dowodniej zobaczymy.
Gdy dyrektor główny dla osłabienia oporu biskupa wyraźnie wymienił liczbę 70 kapłanów i parafij, żądających tej zmiany; wiedząc biskup o kłamstwie i mongolskim podstępie, urzędownie zapytał całej diecezji o zdanie w tym względzie, kazał oznajmić sobie, który chce tego rzeczywiście, a gdyby byli rzeczywiście tego sobie życzący, z góry zganił, że się z tym żądaniem do niego nie udali. Sprawdzenie jawnie pokazało, że cały ogół nie był za tą wstrętną dla siebie nowością.
Nie uważając na oczywistą prawdę, rząd mongolski dotyka biskupa karą za opór. pozbawieniem go sposobu do życia przez odebranie pensji, sądząc, że cnotliwy pasterz, ogołocony ze środków utrzymania, swoją duszę i honor dla nich poświęci, lecz dalekim on był od tego.
Nieszczęścia i cierpienia niegodziwie mu zadawane, przekonywając go, że cierpi niewinnie, umacniają jego charakter, podnosząc jego zasługę i chwałę. Z boleścią patrzał ciągle na burzone podstawy diecezji i wiary w najniegodziwszy sposób, na ciągłe prześladowania dobrze myślących, usuwania z probostw i wywożenia w głąb Rosji prawych duchownych: zewsząd uciśniony nie zaniechał przy sposobności zawiadomić Stolicę Apostolską o swoim okropnym trudnym położeniu i o grożącym diecezji niebezpieczeństwie 1864 roku.
Skargi te wywołały notę urzędową Stolicy Apostolskiej 10 lutego 1865 r. do moskiewskiego rządu. Kardynał Antonelli użalał się w niej, że rząd nie pozwala na konsekrację biskupa, że ogranicza jego władzę w obsadzaniu probostw duchownych i posad profesorskich w seminarium, iż odrzuca konkordat ze Stolicą Apostolską 1847 roku zawarty, z powodu którego na odwołanie się doń biskupa, śmiano zaprzeczyć, aby on mógł w czymkolwiek tyczyć się chełmskiej diecezji, gdy o niej i wzmianki tam niema. Żale i zaklinania Stolicy Apostolskiej były, jak zawsze, daremne. Wytępienie unii naprzód, a potem całego katolicyzmu, było ukutym systemem mongolskiego rządu, a teraz koniecznym zamiarem doprowadzenia go do skutku.
Do tego niecnego celu był mu bardzo niedogodnym obecny prawy biskup, którego ani udręczeniami, ani pozbawieniem środków do życia nie mógł ugiąć do złego zamiaru, i dla tego postanowił gwałtem wydrzeć go diecezji, i w tym celu otoczywszy pałac wojskiem w nocy z dnia 22 na 28 września 1866 roku, porwał szlachetnego pasterza i powiózł naprzód do Lublina, gdzie jeszcze gubernator na próżno ofiarował mu wolność i pieniądze za zdradę sumienia, i uwiózł dniem i nocą do Wiatki, gdzie na drugi dzień po przybyciu z niewiadomych dotąd powodów śmierć nagle go zaskoczyła.
Biskup wileński, Krasiński, ofiara mordercy Litwy, Murawiewa. oddał mu tkliwą ostatnią usługę. Polacy tam przebywający, z małą liczbą dobrze myślących Rosjan, oddali hołd ostatni szlachetnym czynom i pamięci pasterza, którego prawość uwiła mu wieniec męczeński i śmierć na wrogiej ziemi zgotowała. Naczelnik Kościoła, Pius IX, w alokucji 29 paźdź, tegoż roku 1866, obwieścił światu katolickiemu ten nowy gwałt moskiewskiego rządu.
Zaraz po wywiezieniu biskupa ogłosił rząd w pismach publicznych najfałszywsze powody jego uwięzienia, twierdząc, że wysłał dwóch synów do powstania (jeden tylko był rzeczywiście w powstaniu, bez wiedzy ojca, bo o 30 mil oddalony od niego), że wydał powstańcom pieniądze kapitulne 80.000 złp. (grube kłamstwo, gdyż biskup wtedy ani rządził, ani był w Chełmie; Wójcicki wydał je, aby ułagodzić słuszny gniew powstańców, i złożył na biskupa); że był nieprzyjacielem ruskiej narodowości: jeżeli narodowość ta tak bezecna, jak ci, co ją propagowali i reprezentowali, to jedno prawda, gdyż walcząc i umierając za unię, nie cierpiał ruskiej narodowości, do jakiej Moskale chcieli go z diecezją policzyć, z miłości dla której tylu podłych świętojurców z Wójcickim i Popielem zdradzili Kościół, wiarę, sumienie i ojczyznę.
Tak skończył ostatni prawy (Jan Mikołaj Kaliński przyp. TT) biskup Chełmski, co nas stałością zdumiewał, a wyrazami otwartymi prawdy uderzał na potęgę moskiewskiego mongolizmu: a nazywamy go ostatnim, z powodu że był rzeczywiście ostatnim z chełmskiego duchowieństwa, i ostatnim z prawości i wielkości ducha do końca, do męczeńskiej śmierci, choć był nim jeszcze jeden z Rzymu naznaczony, lecz przez Moskali wybrany i to wtedy, gdy zmuszeni byli do tego, nie myśląc o żadnym już po Kalińskim biskupie z Rzymu, do pokrycia tylko swych niecnych zamiarów, wybrać go z Galicji. bo żadnego do tego zdolnego w Chełmskiem nie znaleźli, aby pod maską prawości utorował im spokojnie drogę do schizmy gdy tu już w Galicji znanym był Moskwie i nagrodzonym orderem, za to, że w agitacjach politycznych, którym się więcej oddawał niż Kościołowi, miał zawsze w ustach i sercu nienawiść dla Polaków i latynizmu, a zatem musiał mieć serce dla rusinizmu albo moskalizmu, że nawet pomimo przedstawień czynionych uparł się przy przyjęciu do ruskiego pisma liter moskiewskich, aby i w tym oddalić się od narodu a zbliżyć do Moskwy.
V.
Moskwa dobrze znała słowa ewangelii: „uderzę Pasterza a rozproszą się owce", wydzierając pasterza prawdziwego diecezji, a na jego miejsce naznaczając bezprawnie i gwałtem wilka w osobie Józefa Wójcickiego, znanego z podłości charakteru, który jeszcze za życia Teraszkiewicza oddał się Muchanowowi, a przez swe intrygi przyczynił się do wstrzymania konsekracji Kalińskiego, a potem i do zguby pomagał. Jego pierwsza odezwa po objęciu władzy nieprawej, do diecezji na drugi dzień zaraz po wywiezieniu biskupa wydana, a od dawna z Moskalami ułożona najwyraźniej dowodzi jego nikczemności, i dla tego ją tu jako wzór podłości a razem dowód chwały i cnoty prawego pasterza co do słowa kładziemy.
Chełmski Diecezjalny Konsystorz.
Nr. 1402.
Chełm dnia 11 23 września 1866.
Całemu Duchowieństwu Chełmskiej greko - unickiej Diecezji. Zawiadujący do dnia dzisiejszego Chełmską Diecezją nominat Jan Kaliński, rozporządzeniem Wysokiego Rządu został usunięty od przewodnictwa i oddalony z granic diecezji. Takie losy które z woli Bożej dotknęły sternika naszej diecezji, są skutkiem nieszczęśnie obranego przez niego stanowiska, działalności opacznej względem naszego Św. Kościoła unickiego i ruskiej narodowości, i karą. Z boleścią wyznać należy za czyny jego i niektórych osób z jego rodzeństwa, udział w ostatnich zaburzeniach kraju mających, i za przeciw prawny ciągły opór rządowi, który przyjął nas unitów pod swą dobroczynną opiekę. Jęknijmy przede wszystkim, bracia! nad pohańbieniem, jakie w urąganiu prawom boskim i cesarskim ściągnął na nas biskup nominat, zabolejemy nad dziwnym zaślepieniem, które nie dało byłemu naszemu przewodnikowi i niektórym z grona naszego jasno widzieć i prawdziwie ocenić tak zamiary rządu naszego, jak i dobrodziejstwa, szczodrze przezeń na cały unicki nasz Kościół i owczarnię zlewane, podnieśmy duszą i sercem modły do Stwórcy Pana, aby tę zmazę zatarł i przed swoim Niebios i przed Najmiłościwszego monarchy, Cesarza naszego, tronem, aby pomógł Wszechmocny zagładzić złe ostatnimi czasy do Kościoła i owczarni naszej wniesione. Oby się opamiętali i zwrócili na ścieżkę prawdy niepamiętni bracia nasi z rozdroży, na które zostali uniesieni przez bojaźń lub przykład Pasterza, który zapomniał o swoich owieczkach. Ukarawszy zaś słusznie nominata Rząd Wysoki, nie ścierpi zapewne tych z nas, którzy by, jak się dotąd działo, rachując na cierpliwość Rządu, odważyli się postępować nieodpowiednio obowiązkom swojego powołania.
Jednocześnie z oddaleniem byłego zwierzchnika diecezji, biskupa Kalińskiego, w imieniu Najjaśniejszego Pana Namiestnik Królestwa władzę diecezjalną czasowo oddaje konsystorzowi Chełmskiemu, pod kierunkiem, wolą JW. hr. Namiestnika, w tytule oficjała konsystorza, księdza Józefa Wójcickiego; w moc więc tego z dniem dzisiejszym obejmujemy zarząd diecezji.
Zawiadamiając o tym Chełmski diecezjalny Konsystorz, prosi wszystkich braci kapłanów po odebraniu niniejszego o zaniesienie gorących modłów do Boga, Pana Zastępów, aby zesłał na nas, zarząd diecezji przyjmujących, skuteczną pomoc w spełnieniu włożonych obowiązków; zarazem westchnijmy bracia do Boga, aby pokojem i spokojnością osłonił Diecezję naszą skołataną tajemnie przez wrogów porządku, wrogów naszego Kościoła i narodowości, aby w niej porządna zajaśniała organizacja, odpowiednia duchowi ustaw Św. naszego Kościoła, potrzebom owczarni, a osnuta na soborach, które zatwierdziły naszą unię; ufając w pomocy Bożej w dziele naszym i domagając się współdziałania nam podwładnego duchowieństwa, skupimy wszystkie siły nasze, w celu postawienia diecezji na drogę prawdziwą, prostą, nam właściwą, jako członkom greko - unickiego Kościoła, jako synom Rusi i wiernym poddanym najmiłościwszego Cesarza, tyle łask zlewającego na nasz Kościół i narodowość.
Żywimy nadzieję, że przy pomocy Boga i przy błogich na naszą korzyść rozporządzeniach Wysokiego Rządu, ujrzymy się skoro w położeniu co do kościelnego i narodowego kształcenia naszego, jakie zajęli już, wśród ucisku i prześladowania ze wszystkich stron, nasi bracia pod względem wiary i języka, greko - unici Lwowa, Przemyśla, Preszowa, Użgorodu itd.
Ohydne te i bluźniercze wyrazy, pełne kłamstwa i obłudy myśli, bez względu na nikczemność osoby, same zdolne były wzniecić oburzenie duchowieństwa do najwyższego stopnia. Jakoż zaraz miejscowi duchowni zaprotestowali przeciw ohydnemu narzutowi, w skutek czego kanonik Harasowski, wice rektor seminari9um, i profesor ks. Zieniewicz na żądanie intruza porwani i w Lublinie w wiezieniu osadzeni, blisko rok tam przebyli. Nikt z diecezji go nie uznał, każdy rozumiał dobrze ważność praw Kościoła, ale gdy śmierć biskupa Kalińskiego ogłoszoną została, każdy zmuszonym się widział gwałt tolerować, czekając sposobności do jawnego wystąpienia, gdyby stan obecny uprawnionym nie został, bez względu na to, że pod tym tyrańskim rządem mało było nadziei pomyślnego skutku. Nie było kapituły, a ledwie czterech jej prawych członków było przy życiu: rząd sam ją zburzył, nie pozwalając na obiór nowych członków; jeżeli chciał podnieść nikczemne swe narzędzia, z Galicji zebrane, sam ich tworzył i nominował samowolnie. Rozproszeni i bezsilni owi czterej członkowie, musieli gwałt ten niemym milczeniem i oburzeniem aprobować.
Naczelnik Kościoła, Papież Pius IX, nigdy nie uznał wyboru Wójcickiego i w encyklice wysłanej do wszystkich biskupów 17 października I867 r. tak się wyraził: "Lecz najboleśniejszym jest to że znalazł się jakiś ksiądz Wójcicki, człowiek podejrzanej wiary, który wzgardziwszy karami i cenzurami kościelnymi i nie zważając na straszny sąd boży nie lękał się przyjąć zarządu tej chełmskiej diecezji z rąk władzy świeckiej i wydać różne rozporządzenia, które jako przeciwne karności kościelnej sprzyjają nieszczęsnej schizmie". Obawy duchowieństwa, niepokój ludu przy tej zmianie wszędzie były widoczne: kapłani doskonale pojmowali swoją i diecezji smutną przyszłość, ale lud jeszcze się uwodził nadzieją, oparty na osobistych zapewnieniach cara Aleksandra II. Świeżo bowiem, bo roku zeszłego, rozkazał car gubernatorom z powodów politycznych, pod pozorem podziękowania za dane swobody przez uwolnienie od pańszczyzny, wybrać z każdego powiatu po dwóch włościańskich delegatów i tych dostawić do Petersburga; Byli tam również wezwani delegaci i moskiewskiego ludu. Opatrywani kosztem rządu w całej swej podróży i bawieniu w stolicy carów, gdy raz usiedli do stołu w taki sposób, że po każdym z Polski siedział jeden Rosjanin, wszedł osobiście car Aleksander ze znaczną swą świtą, a pozdrowiwszy ich uprzejmie, wdał się w rozmowy: „dla tego was tak usadzić kazałem, rzecze, abyście zawsze w zgodzie z sobą żyli'. Ośmielony uprzejmością cara, jeden z włościan unitów, z radzyńskiego powiatu, wystąpiwszy przed cara oblicze, dziękował za łaskawe względy, przyrzekał nadal wierność niezachwianą, błagał tylko, poznając złe grożące religii z tego wszystkiego co zaszło, o zachowanie i nienaruszenie ich wiary. Car wysłuchawszy przemowy, najuroczyściej wyrzekł: „daję wam moje carskie słowo, że co się tyczy waszej wiary, nie pozwolę jej nikomu naruszyć w czymkolwiek. Ale niestety! czy można tak łatwo łamać słowo monarsze, wtedy przyrzekać bezpieczeństwo dla religii, gdy wszelkich przeciwko niej poruszono zamachów? czy można tak obłudnie i tak głęboko skłamać tak wielkiemu monarsze? Wszystkie ukazy, na żądanie Czerkaskiego w zamiarze zburzenia unii podpisane, były już dowodem grubego kłamstwa, a wybór Wójcickiego, i dalsze jego i wszystkich następców działania wyraźnym, niezaprzeczonym nigdy tej prawdy stwierdzeniem, że rząd moskiewski na bezczelności i kłamstwie stoi.
Wójcicki, przeprowadzając swoje piekielne plany, zaraz Krynickiemu, jednego z nim ducha, powierza urząd rektora seminarium, dopełniając od dawna życzenia Czerkaskiego, ale nie długo sumienia i dobra diecezji. W jakim duchu miał Krynicki rządzić seminarium, jasno to zaraz wyłożył w mowie do alumnów, mianej przy objęciu urzędowania 12 października 1866 r. „Seminarium nasze, jako zakład naukowy ruski, winno się odznaczać i charakterem ruskim (co to ma za związek z wiarą i teologią, w sprawie wychowania, w życiu i prowadzeniu uczniów?) Dziwne by było w obecnym czasie widzieć w głębokiej Polsce zakład naukowy, którego wychowańcy odznaczaliby się szczególnym przywiązaniem do ruskich religijnych obrzędów, (których niema wcale, tylko wschodnio - greckie), do ruskiej mowy i literatury, a niechęcią do swego wyznania, do swojej rodzinnej mowy, (a u każdego tam rodzinna mowa polska, bo nikt nie chciał być i językiem spokrewnionym z Moskalami), ale czyż nie będzie dziwnym podobne zjawisko w ruskim kraju, (nigdy nie był ruski, najprzód Słowianie nad Wisłą i Bugiem, potem Polacy, patrz o tym Nestora, oprócz innych, był tam ten sam szczep nad Wisłą co i nad Dnieprem polskiej, w ruskim zakładzie naukowym, kiedy jego wychowańcy z lekceważeniem postępują względem swych obrzędów, języka swego i przekładają nadeń język polski, i literaturę innego narodu polskiego, (zapomnieli historii i logiki : gdy nie było jeszcze literatury ruskiej czyli moskiewskiej przed Piotrem, czego należało się trzymać chełmskim unitom wtedy?), który, jak teraz całemu światu wiadomo, zawsze starał się wykorzeniać ruskie obrzędy i język, (chyba tylko moskiewskie, a nie inne, bo tu miałby racją gorsze tępić; i wszystkie odrębności życia ruskiego ludu, żeby zniweczyć sam lud, (aby z moskalami się łącząc, zdradzał siebie, wiarę i braci, tego pewnie sobie nie życzył). Takie postępowanie wychowawców względem swego rodzinnego, narodowego języka, czy nie będzie zdradą naszego Św. Kościoła, naszego ludu i ojczyzny? O tak: i wola rządu i obowiązki wasze względem ludu wymagają, abyście się wychowywali w ruskim duchu i charakterze (t. j. moskiewskim i schizmatyckim według woli rządu), ażeby w was było widać miłość dla naszych ruskich obrzędów, ruskiego języka i literatury i w ogóle dla życia ruskiego ludu, a nie dla cywilizacji i życia polsko - katolickiego (ale widocznie że rusko schizmatyckiego). W rozmowach ze zwierzchnikami i nauczycielami waszymi, innymi obcymi osobami, nie będziecie używali innego języka, prócz ruskiego; mowa polska stale przez was używana cechuje was i wasze seminarium jako nie ruskie, a taka anomalia nie może być cierpianą".
Niechaj nikt nie sądzi, aby wyraz ruski znaczył co innego jak rosyjski pod rządem moskiewskim. Jak sam rząd, tak i wszystko moskiewskie, ruskiem się zawsze nazywa: przyjąć jakikolwiek inny dialekt jeszcze w zakładzie publicznym naukowym, znaczyłoby ubliżyć panującemu językowi i wydanym w tym względzie przepisom; u nich wszystko nazywa się ruskie: car ruski, język ruski, rząd ruski, i każdy kto nazywa się ruskim, jest ich krewnym i do nich należy, a innej nazwy zgoła nie używają i bardzo słusznie to czynią, Warego-Russów będąc potomkami. Wyraz „rosyjski" dopiero za Piotra Wielkiego zaczął być używanym w nowo nastałej literaturze, dla oddania potęgi Moskwy, wszędzie rozsianej, a raczej rozsiać się chcącej; dziś ciągle używają; ruski, dla okazania, że są braćmi i panami całej Rusi. Car zamyśla już przyjąć tytuł, "car słowiański", aby miał prawo rozciągnąć swą czułą opiekę nad wszystkimi Słowianami. Moskwa W tym razie musi być konsekwentną, bo jak niedorzecznym byłoby dialekt nieukształcony ludu, czyli zepsuty słowiański, przyjąć do literatury, której wcale nie ma i być nie może obok tylu dialektów ukształconych już ze słowiańskiego języka, tak również sprzeciwiłoby się polityce następców Warego Russów, którym się udało opanować plemiona słowiańskie, dać im nazwę Russów czyli ruskich, a nie dążyć do jedności w języku, polityce i Kościele, kiedy oni sami ofiarę zrobili ze swego języka, przyjąwszy jeden z dialektów słowiańskich, a to wszystko czynią dla uniknięcia prędkiego rozkładu, jaki w państwie, złożonym z samych niechętnych mongolskiemu jarzmu żywiołów, musiałby nastąpić: naturalne bowiem i święte ich prawa, życzenia i potrzeby, nigdy się nie zgodzą z dążeniami moskiewskiego rządu.
Stosownie do planu moskiewskiego działając Wójcicki, zaraz po tej mowie odczytał imiennie listę skazanych na wygnanie ze seminarium i oddanie pod dozór policyjny dziewięciu alumnów, którzy szlachetnie wraz z wyższym duchowieństwem protestowali przeciw nieprawej jego władzy, nowemu zgubnemu porządkowi rzeczy i językowi ruskiemu, a lubo prawie wszyscy podpisani byli, wybrał tych wszelako, których rodziców bardziej nad innych chciał dotknąć, i oddał ich zaraz w ręce żandarmów, umyślnie na to wraz z urzędnikami moskiewskimi sprowadzonych. Potem zbliżywszy się do nich, z udanymi łzami i płaczem, co tak zawsze łatwym mu było, „cóż za boleść dla mnie", rzecze, że muszę to robić i nie mogę wam dopomódz w nieszczęściu, które wcale nie z mojej woli spadło na was; znieście to, a ja nie pominę żadnej sposobności, aby wam dopomódz". Następnie w tym duchu działając, przyjął zbiegów Galicji do konsystorza i seminarium: Diaczana, Ławrowskiego, Cybika, Popiela i innych wielu, których umieścił po parafiach.
Jak zgodnie działał z zamiarami rządu i jak .ścisła zachodziła przyjaźń i zaufanie między moskiewskim rządem a galicyjskimi duchownymi, dowodzi odezwa gubernatora Siedleckiego Gromeki do naczelników powiatowych, którą tu co do słowa załączamy:
Siedlecki Gubernator, z kancelarii (rozumie się tajnej) dnia 17 Lipca 1867 roku, N. 915 M. Siedlce.
Do Panów Powiatowych Naczelników Siedleckiej Guberni.
Pan zarządzający sprawami greko - unickiego wyznania w Królestwie Polskim pod dniem 15 Lipca b. r. za N 766 powiadomił mnie, że na jego przełożenie z powodu mojego przedstawienia o wrogiej dla Rządu dążności i działania niektórych greko - unickich księży i o koniecznej potrzebie dla uchylenia tego i podobnego mu złego osadzenia na parafiach księży w Galicji. Jego Wysokość Hrabia Namiestnik wziąwszy na uwagę, że w Chełmskiej diecezji daje się uczuwać wielki brak księży w ogóle a tym bardziej odpowiednich swojemu powołaniu i mając na celu, że ta bardzo nieprzyjemna okoliczność dla greko - unickiego Kościoła, daje między innymi powód nie zasługującym na zaufanie księżom do mniemania, że rząd przymuszonym jest ich znosić i cierpieć, postanowieniem z dnia 13/25 bieżącego Lipca, raczył dozwolić osadzać wakujące i mające zawakować parafie księżmi z Galicji, zostawiając sprowadzenie ich i umieszczanie na parafiach wzajemnej zgodzie prezydującego w Chełmskim konsystorzu i właściwymi gubernatorami z warunkiem, aby o każdym duchownym powołanym i przyjętym z Galicji donoszono Hrabiemu Namiestnikowi - o czym zawiadamiając Pana dla własnej wiadomości i zakomunikowania księżom powierzonego mu powiatu — muszę przy tym przypomnieć im kilkakrotnie czynione im przeze mnie uwagi i przestrogi o konieczności posłuszeństwa rozporządzeniom rządu i diecezjalnego konsystorza i zaniechania wszelkiego rodzaju z ich strony opozycyjnych działań i że w końcu z nastaniem 23 Lipca (termin dla zaczęcia wykonywania ostatnich rozporządzeń rządu i konsystorza) od nich samych będzie zależeć albo utrzymać się na zajmowanych przez nich parafiach albo zostać natychmiast usuniętymi od obowiązków bez wszelkiego pobłażania.
Gubernator Gromeka
iGubernator Gromeka Zgodność Naczelnik kancelarii Gzujkow.
W okólnikach swoich otwarcie wypowiedział swój zamiar moskwiczenia diecezji, najbezczelniej powstając przeciw wszystkiemu, co Synod Zamojski zatwierdził, nazywając to latynizmem. Ustawy tego Synodu jako nieobowiązujące nicował i zastawiał się oświadczeniem się Benedykta XIII, że tylko o tyle dekrety tego Synodu zatwierdził, o ile się nie sprzeciwiały dawnym ustawom Stolicy apostolskiej lub Soborów powszechnych o obrządku unickim; zabronił kazań polskich po cerkwiach, polecił wyrzucić organy, znieść godzinki, koronki, różańce, szkaplerze, gorzkie żale, kolędy i tym podobne zwyczaje, przyjęte z Kościoła łacińskiego dla rozbudzenia w ludzie unickim ducha pobożności. Polskie nabożeństwa kazał zastąpić tak zwanym akatystem, nawet prywatnie z ludem zabronił mówić po polsku, obwiniał Polaków (on sam nikczemnik, rodem Polak, obrządku łacińskiego, z Łęczny, pod Chełmem miasteczka), że przez podstęp powyższe zwyczaje Cerkwi ruskiej narzucili i przez to obrządek skoszlawili, a sam mszy odczytać nie umiał.
Okólników tych było kilka: pod dniem 11/23 marca nr. 200 1867 r., 31 stycznia nr. 90 1867 r., 14 czerwca nr. 52 1867 r. Najwybitniejsze z nich i najbardziej interesujące swoimi fałszami i złym celem przytaczamy tu co do słowa:
OKÓLNIK KONSYSTORSKI
zabraniający języka polskiego, godzinek, różańca, organów itp.
Posłanie drugie.
Łaska, miłość i pokój wam od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, Pana naszego. (Koloss. I. 3).
W pierwszym naszym do was posłaniu nie wahając się objawiliśmy, iż my pasterze chełmskiej greko - unickiej cerkwi powinniśmy pierwsi dać z siebie przykład świętej gorliwości o czystość i całość zostawionego nam w spadku przez przodków greko - unickiego wyznania, jak również drogiej nam narodowości ruskiej. Dobrodziejstwa zlane na nas szczodrobliwością Najmiłościwszego naszego Monarchy, tak wielkie, że zdolne są zniszczyć najbardziej zakorzenione uprzedzenia w tych z nas, którzy mieli nieszczęście ulec im, jednocześnie dają nam zupełne środki do zrzucenia z siebie przyswojonych przez nas cudzych zwyczajów. W naszych oczach szczodrobliwością najukochańszego Monarchy założone zostały męskie i żeńskie gimnazjum i progimnazjum, i ludowe wiejskie szkoły, dla wychowania naszego młodego pokolenia w duchu naszej wiary i narodowości. Jeszcze tak niedawno i tak szczodrze zabezpieczony i w niezależności postawiony został nasz materialny byt. Czyż wszystko to nie zwróci nas z całą siłą do tego sławnego samodzielnego ruskiego życia, jakiem żyli nasi przodkowie? Już wszędzie daje się bez bojaźni słyszeć rodzinny nasz język, i odwieczne imię przodków naszych nie wymawia się więcej jako upokarzające i obelżywe słowo. Czegóż nam więcej potrzeba, żebyśmy samych siebie poznali, wzbudzili i podtrzymali w sobie stanowcze postanowienie i nieprzymuszoną chęć zrzucenia z siebie narzuconych nam w naszym duchownym i społecznym życiu kajdan? Odrzućmy więc od siebie cudzoziemskie i cudzej wierze właściwe przywyknienia, obce duchowi naszej świętej Cerkwi i naszej drogiej ruskiej narodowości; z ich zniknięciem znikną i ślady naszego zhańbienia. Jesteśmy przekonani, że od tej choroby, dla której nie ma nazwiska, powinniśmy pragnąć wyleczenia się i obowiązani jesteśmy wyleczyć się sami.
Tak, najmilsi bracia, podziękujmy Opatrzności Bożej i weźmy się zgodnie do sprawy, którą wielu z nas, w skutek uznania pasterskiego obowiązku i w skutek popędu własnego serca i sumienia zaczęło już z radością, i dążą podzielić się ze wszystkim tym ożywiającym ich w tak bardzo sławnym czynie uczuciem i błogosławioną chęcią żeby w naszej unii zmartwychwstała dawna unia. Nie będziemy używali dla zgorszenia naszego narodu ani w zwykłych z nim rozmowach, ani tym bardziej w rozmowach pasterskich i z cerkiewnej katedry obcej nam polskiej mowy. Ogłaszamy i silnie zachęcamy i obowiązujemy wszystkich współpasterzy i współpracowników naszych w sprawie Chrystusowej, żeby od dziś w cerkwiach naszej chełmskiej Rusi był używany przy nauce parafian tylko rodzinny nasz język ruski, jak to pierwej na samym początku naszej unii i nawet niedawno jeszcze bywało, i katechizm i objaśnienie modlitw i przykazań cerkiewnych, i cerkiewne kazania, i cała nauka parafian niech się odbywa w naszym rodowitym ruskim języku, którym, na zawstydzenie nasze, nigdy nie przestawał mówić prowadzony przez nas naród. Godzinki, różańce i wszelkie kolędy, z ślepego naśladownictwa używane jeszcze w niektórych miejscach, zamienić na ścisłe odprawianie służby bożej według prawideł i przepisów naszej świętej wschodniej Cerkwi. Czynność naszego obrzędu religijnego, którą tak święcie zachowywali nasi przodkowie, swoim długiem trwaniem zajmie czas naznaczony dla służby bożej. Organy, tak niedawno w niektórych miejscach już rękami naszych współpasterzy zaprowadzone, już to z przyczyny niedostatku śpiewających, lub w skutek niewłaściwego pochlebstwa i naśladownictwa, zamienić na żywy, rozumny śpiew, do czego w wielkiej liczbie zaprowadzane wiejskie szkoły i zabezpieczenie bytu diaków dadzą obecnie zupełną możność. Widząc nas odnawiających się, lud nasz ożywi się, silniej będzie świadom swej narodowości i poczuje swoje siłę.
I tak więc powiemy z apostołem każdemu z was, bracia: o tym rozmyślaj, w tym się obieraj bo to czyniąc, i samego siebie zbawisz, i tych którzy cie słuchają, (I Tym IV, 15—16). Kto by zaś jął się nam przedstawiać trudności w wypełnianiu żądanego przez nas, i w złym zamiarze podejrzewać prawość sprawy, niech będzie wykluczony z pośród nas, jako gość ewangelicznej wieczerzy, nie mający weselnej odzieży (Mat. XXV. 12). On między swoimi nie swój, on więcej niegodny niż marnotrawny syn, albowiem i ten uznał swoje godne politowania położenie (Luk. XV). Jeśliby kto z bojaźni lub niedbalstwa w tym wypadku na wzór przebiegłego i leniwego ewangelicznego sługi ukrył dany mu talent w ziemi (Mat. XXV), od niego, według słów Chrystusa, odbierze się część jego i odda się drugim, pracowitym w winnicy Pańskiej. (Mat. XXIV). Jeszcze i to godzi się Wam przywieść na pamięć: a słudze Pańskiemu nie trzeba się wadzić, ale układnym ku wszystkim, sposobnym ku nauczaniu, cierpliwym, w cichości strofującym te, którzy się sprzeciwiają prawdzie, ażeby im kiedy dał Bóg pokutowanie ku poznaniu prawdy. (II. Tymot. II. 24, 25).
A więc zaklinamy Was, najmilsi bracia, na Boga i Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będzie sądził żywych i umarłych w przyjściu i królowaniu swoim: przepowiadajcie słowo, które teraz rzekliśmy Wam. nalegajcie w czas, nie w czas; karzcie, proście, łajcie z wszelką cierpliwością i nauką. Łaska z wami wszystkimi, (II. Tymot. IV j
Obecne rozporządzenie nasze wielebni ojcowie dziekani obowiązani są rozesłać po jednym egzemplarzu, dla każdego z kapłanów, pod ich zwierzchnictwem zostających, i pilnować ścisłego wypełnienia onegoż, oraz donosić konsystorzowi o wypełnieniu przez kapłanów obecnego rozporządzenia.
N. 200.
Chełm 11 marca 1867 roku.
Okólnik z dnia 14 czerwca 1867 r. nr 548,
Gubernatorowie lubelski i siedlecki i niektórzy z naszych dziekanów nieraz już zawiadamiali konsystorz diecezjalny, że mnodzy z podwładnego mu duchowieństwa nie zupełnie poczuwają obowiązki pasterzy, którzy za przykładem Zbawiciela powinni „duszę swoje kłaść za owce swoje" (św. Jan X. 15). Zważywszy na dobro samych pasterzy i pragnąc niespełniających swych obowiązków uchronić od złych następstw, konsystorz uważa za swój obowiązek zwrócić się do nich z ojcowskim napomnieniem i mocą swej władzy rozkazuje im spełnienie takowego bez żadnego zboczenia.
Pasterze powinni być czujnymi i uważnymi na trzodę Chrystusa. albowiem oni są: „stróże domu Izraelskiego i Pan Bóg będzie szukał trzody swej z rąk ich". (Ezechiel, III. 17, XXXIV, 10), które zginą przez ich niedbalstwo i nieostrożność. Jakąż odpowiedź damy my. ukochani w Chrystusie bracia, niebieskiemu zwierzchnikowi pasterzy, Chrystusowi, kiedy przyjdzie czas zdania sprawy, jeżeli nie znamy naszej owczarni, jeżeli nie staramy się o jej powrót do jej rodzinnej wiary, jeżeli sami pomagamy do jej nawracania na łacinizm? Zamiast żeby głębiej przenikać znaczenie pisma św. mnodzy z pasterzy widać zapomnieli napomnienia Apostoła narodów: .."Ale w kościele wolę pięć słów rozumieniem moim (w zrozumiałym, rodzinnym języku) mówić, abym i drugie nauczył, niżeli dziesięć tysięcy słów językiem (w niezrozumiałym obcym języku)" (I. do Koryu. XIY, 19). Będąc pasterzami ludu ruskiego, rozmawiają z nim, nauczają go i miewają do niego kazania w języku polskim. Zamiast tego. żeby podług słów tego Apostoła „wszystkim stać się wszystko" (L do Kor. IX, 22) pragną, żeby wszyscy do nich się stosowali. Zamiast tego, aby owczarnią swą nauczać prawd zbawienia, żeby głosić jej słowo Boże w każdym czasie, niektórzy z pasterzy pozbawiają swą owczarnię wszelkiej duchownej nauki i wmawiają w lud, że teraz zabronione jest miewać kazania, a tym sposobem nową robią manifestację.
Pasterze kościelni powinni wszystkie swe odmawiane modlitwy i obrzędy kościelne obracać na zbudowanie i pożytek powierzonej im owczarni; powinni zawsze odprawiać nabożeństwa w swych cerkwiach i pod żadnym pozorem nie pozbawiać swej trzody duchownego pokarmu Ale czy spełniają tę powinność ci ojcowie duchowni, którzy porzucają swą owczarnię na wolę losu, sami zaś uczęszczają do łacińskich kościołów i tam odprawiają nabożeństwa i zaspakajają różne potrzeby duchowne? Pasterzom cerkwi ruskiej i kierownikom ludu ruskiego powinno być znane staranie łacińsko - polskiej propagandy, która przez swą podstępność nasz obrządek, ustanowiony przez Ojców świętych, a przez tron rzymski przyznany, zupełnie skoszlawiła. Dla tego; godzinki, koronki, różańce, szkaplerze, gorzkie żale. kolędy, organy itp., nie są przynależnościami naszego obrządku lecz samowolnymi reformami, a jako takie powinny być zastąpione przez odprawianie nabożeństwa według przepisów wschodniego Kościoła, które między innymi. Papież Klemens VITI w bulli „Magnus Dominus et laudabilis" zatwierdził i rozkazał nam wykonywać niezmiennie. Wszelkie powoływania się na Synod Zamojski są tu niewłaściwie, albowiem Papież Benedykt XIII przez wyrazy: „Synodum approbamus, ita tamen, quod per nostram praedictae Synocii confirmationem nihil derogatum esse censeatur Constitutionibus Romanorum Pontificum... et decretis Conciliorum Generalium, emanatis super ritibus Graecorum, quae.... in suo robore permanere debeant", zatwierdził w nim tylko to co się nie sprzeciwia soborom powszechnym i pomiędzy innymi wspomnianej bulli. Wszystkie te i tym podobne obowiązki, ukochani w Chrystusie bracia, wyłożone wam były w okólnikowym poleceniu byłego głównego dyrektora spraw wewnętrznych i duchownych z 11 (23) maja 1866 r. nr. 74, w naszej pierwszej odezwie z 11 (23) września 1866 r. numer 1402, w naszym poleceniu z 31 stycznia r. b. nr. 90, i w naszym okólniku z 11 marca r. b. nr. 200.
Wyznajemy, że z boleścią serca musimy dowiadywać się o waszej, ukochani w Chrystusie bracia, nieuwadze na błogie zamiary rządu i nasze polecenia, tym bardziej, że znane wam są słowa apostoła Pawła: „kto się sprzeciwia zwierzchności, sprzeciwia się postanowieniu bożemu" (do Rzymian XII, 2). Lecz z drugiej strony, pamiętając słowa Zbawiciela: „A jeśliby zgrzeszył przeciwko tobie brat twój, idź a karz go między tobą i onym samym ; jeśli cię usłucha, pozyskasz brata twego. A jeśli cię nie usłucha, weźmij z sobą jeszcze jednego albo dwu, aby w ustach dwu albo trzech świadków stanęło wszelkie słowo. A jeśliby ich nie usłuchał, powiedz Kościołowi. A jeśliby Kościoła nie usłuchał, niech ci będzie jako poganin i celnik" (Św. Mateusz XVIII, 15—18), starał się konsystorz w osobie swego prezydującego lub do siebie przywoływać winnego i ustnie go napomnieć, lub napomnieć go piśmiennie; kar nie tylko sam dotąd na nikogo nie wymierzał, lecz jeszcze zawsze wstawiał się do rządu o ułaskawienie winnych. Lecz ponieważ mnodzy z podwładnego mu duchowieństwa uporczywie trwają w nieposłuszeństwie rządowi i władzy konsystorskiej, w przedmiocie wykonania wyżej wspomnianych rozporządzeń, to konsystorz zmuszony jest je ponowić i najsurowiej polecić całemu duchowieństwu bezzwłoczne i ścisłe wykonanie wszystkich wyżej przytoczonych rozporządzeń; w przeciwnym razie nieposłuszni będą karceni karami, i według okoliczności usuwani od parafij, a miejsca ich będą oddane godniejszym pracownikom winnicy Chrystusowej.
Niniejszą odezwę dziekani roześlą najprędszą drogą po dekanatach; o utrzymaniu jej przez każdego podwładnego księdza nadeślą konsystorzowi raporty i sumiennie będą czuwali nad ścisłym jej spełnieniem. Przy tym konsystorz dodaje, że jednocześnie zawiadomił zarząd greko unicki i gubernatorów o wysłaniu niniejszej odezwy.
Okólnik 2 dnia 8 września 1867 r.
Chełmski diecezjalny konsystorz. Do całego greko - unickiego duchowieństwa i wszystkich w Chrystusie Zbawicielu wiernych podwładnej nam diecezji.
Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego i Pana Jezusa Chrystusa, (do Efez, I, 2).
M. Chełm 8 września 1867 r. Ner 720.
W odezwie naszej z 11 września 1866 r. ner 1402, w naszym okólniku z 31 stycznia 1867 r: nr. 90, szczególniej zaś w naszych odezwach z 11 marca 1867 r. ner 200 i z 14 czerwca 1867 r. ner 528, polecaliśmy wam, ukochani w Chrystusie bracia, żeby z naszych ruskich cerkwi usunięty był język polski, a miejsce jego, w stosunkach z parafianami i nauczaniu ich, zajął nasz rodowity język ruski. Wszystkie nowości w publicznym odprawianiu nabożeństw, przeciwne duchowi naszego św. Kościoła, przepisom apostolskim, postanowieniom Ojców świętych i bullom rzymskich papieży, na zasadzie wyżej przytoczonych rozporządzeń i okólników, powinny być zastąpione odprawianiem nabożeństw według rytuału wschodniego Kościoła. Za pomocą tych poleceń i odezw chcieliśmy i chcemy ukochani w Chrystusie bracia, ocalić nasz Kościół od porywających go wilków i sieci łowczych, zabezpieczyć naszą ruską narodowość od obcych na nią zamachów i wprowadzić w wykonanie bulle, i postanowienia papieży rzymskich.
Wielu z podwładnego nam duchowieństwa, przejętych „słowami wiary i nauki dobrej" (I. do Tymot. IV, 6), zrozumiało nasze szczere dążenie, zaczęto nauczać powierzoną ich opiece gromadę prawd, dotyczących naszego św. wschodniego Kościoła i ruskiej narodowości, i „mową, obcowaniem, miłością, wiarą, czystością" (I. do Tymot. IV, 12), zdołało, ile możności, pomagać do oczyszczenia naszych świętych wschodnich lecz do ostateczności skażonych obrzędów, i do odrodzenia naszej tu od najdawniejszych czasów ruskiej narodowości. Na tych współtowarzyszy naszych zwrócimy szczególną nasze uwagę; historia odrodzenia naszego napisze ich imiona na swe stronnice, a „Pan odłoży im wieniec sprawiedliwości". (II. do Tymot. IV, 8).
Ale na smutek nasz, jest jeszcze kilku i takich pasterzy, którzy nie gorliwie starają się przyjść do poznania prawdy i zapomniawszy o słowach apostoła Pawła: „a nikczemnych i babskich baśni strzeż się" (I. do Tymot. IV. 7) dają wprowadzać się w błąd i wierzą różnym przestraszającym pogłoskom, rozpuszczanym przez ludzi złośliwych pomiędzy wiernym i pobożnym naszym ludem: jakoby rozporządzenia i odezwy nasze dążyły do tego. aby złamać wiarę, wyznawaną przez greko- unicką ludność. Takie usposobienie pasterza nie może nie przelać się w gromadę, i rzeczywiście doszło do naszej wiadomości, że w niektórych parafiach podwładnej nam diecezji, gdy ludzie spali, przyszedł nieprzyjaciel jego i nasiał kąkolu między pszenicą" (Mat. XII[ 25). Przy obojętności pasterza nieprzyjaciele naszego Kościoła i naszego ruskiego plemienia przez rozsiewanie podobnego rodzaju fałszywych pogłosek wzburzyli religijne uczucie niektórych parafian i podziałali na nich, szczególnie na kobiety tak, że te ostatnie, przyjmując usunięcie organów i polskich pieśni za pogwałcenie wiary, zawiniły miejscami nieuszanowaniem dla domu Bożego, który „dom modlitwy jest (Łuk XIX, 46). a nawet zrobiły wrzawę i nieporządki. W takiej niespokojności utwierdzają się biedne kobiety przez to że gubernatorzy miejscowi na prośbę naszą i z obowiązku włożonego na nich przez art. 2 najwyższego ukazu o zarządach gubernialnych i powiatowych w Królestwie Polskim z 10 grudnia 1866 r., zaczęli także ze swej strony, z Najwyższej woli Najjaśniejszego naszego Monarchy, ochraniać wolność naszej wiary i czuwać, aby mieszkańcy powierzonych im guberni w wyznawaniu swej wiary nie podlegali bezprawnym ograniczeniom i krępowaniem, zaczęli zabezpieczać nasze greko - unickie wyznanie od przeciw prawnych zamachów ze strony Polaków
Ponieważ „nasza mowa wierna i godna przyjęcia (i. do Tymot IV 9), uważamy za obowiązek oznajmić wam, ukochani w Chrystusie bracia, jawnie i publicznie, że nami nie kierowały i nie kierują żadne tajne myśli, lecz tylko ocalenie dusz zarządzanej przez nas diecezji, tylko ochronienie naszego świętego wschodniego Kościoła od niewłaściwych mu nowości i usunięcie tychże, tylko ocalenie naszej drogiej ruskiej narodowości od polskiego pochwycenia.
„Grzech nad Nami", ukochani w Chrystusie bracia, „panować nie będzie" (do Rzym. VI, 14), tym bardziej, że znane są wam słowa apostoła Pawła: „przeciwko kapłanowi nie przyjmuj skargi. chyba za dwiema, trzema świadkami" (1. do Tymot. V, 19). W razie ukazania się fałszywych pogłosek i gadanin. przekonywajcie się o ich prawdzie, wykorzeniajcie błędy, przekonywajcie zabłąkanych, wykazujcie cały fałsz rozpuszczonych pogłosek, szczególnie zaś nauczajcie kobiety słowami apostoła narodów: ..Niewiasta niech się uczy w milczeniu z wszelkim poddaństwem; a nauczać niewieście nie dopuszczam, albo panować nad mężem, ale być w milczeniu, bo Adam pierwszy stworzon jest, potem Ewa; i Adam nie jest zwiedzion, lecz niewiasta zwiedziona w przestępstwie była. (I. do Tym. II. 11 — 15).
Oprócz tego, dla objaśnienia i dopełnienia wszystkich poprzednich naszych rozporządzeń i odezw, polecamy wam, ukochani w Chrystusie bracia:
1) Odtąd niech mowa polska wcale nie będzie słyszana w cerkwiach naszych. Gdyby zaś miejscami parafianie związani byli ślubem śpiewania polskich różańców i innych jakichkolwiek polskich pieśni, takim pobożnym parafianom zamieniamy różańce i inne polskie pieśni nabożeństwem do Najświętszej Bogarodzicy czyli akatistem. Duchowieństwu zaś w tych miejscowościach polecamy, bez poprzedniego żądania ze strony parafian i bezpłatnie, w niedzielę i święto odprawiać to przykładne publiczne nabożeństwo.
2) Ponieważ przez dwa ostatnie okólniki nasze granie na organach bezwarunkowo zostało zabronione, pozostawienie zaś organów w cerkwiach dla źle myślących służy za broń, i często daje powód dla parafian, szczególnie dla kobiet, do zgorszenia, rozkazujemy niniejszym duchowieństwu: wraz ze starostą cerkiewnym i wójtem gminy lub sołtysem, organy rozebrać lub sprzedać przez licytację publiczną, pieniądze zaś pochodzące z tej sprzedaży użyć na korzyść miejscowej cerkwi.
W końcu nie obawiajcie się. ukochani w Chrystusie bracia, żadnych nieprzyjacielskich namów, stójcie w wierze, mężniejcie i wzmagajcie się, wyjaśniajcie i nauczajcie, „albowiem w tym pracujemy i złorzeczeni bywamy, że nadzieję pokładamy w Bogu żywym, który jest Zbawicielem wszystkich ludzi, a najwięcej wiernych" (I. do Tym. 18—20).
Obecną odezwę dziekani roześlą jak najspieszniej po dziekaniach: i o otrzymaniu jej przez każdego podwładnego księdza nadeślą raport do konsystorza i będą sumiennie czuwać nad ścisłym jej wykonaniem.
Przy czym konsystorz dodaje, że jednocześnie zawiadomił o wysłaniu niniejszej odezwy Zarządzającego sprawami greko - unickimi i gubernatorów.
Prezes konsystorza. arcypresbiter: (podp.) Wojicicki; surogat: (podp ) jerej Michał Własiewicz; surrogat: (podp.) Ławrowski; assessor: (podp.) Filip Diaczan: sekretarz: (podp.) Bańkowski.
Gubernator Gromeka, ów apostoł Carosławia gorliwy po wywiezieniu Biskupa Kalińskiego, działając wspólnie i pomagając Wójcickiemu, dla prędszego wprowadzenia ruskich kazań a razem ułatwienia tym, którzy za przyczynę podawali nieznajomość ruskiego języka, że po rusku mówić kazań nie mogą, posłał przez naczelników powiatu każdemu z księży kazania księdza Dobrjańskoho galicjanina ze swoim listem do każdego z księży, lecz ani wola Gubernatora ani obietnice nagród nikogo nie skusiły tak, że niektórzy, nawet nie czytawszy, odesłali gubernatorowi książki z taką prawie odpowiedzią:
Do JW. Gubernatora Siedleckiego!
Naczelnik cząstkowy Huszczański p Zabiełło wręczył mi pod dniem 29 Lipca list JW. Pana za N. 58/1016 tudzież książki z objaśnieniem o co rzecz idzie. Po rozważeniu z mej strony wszystkiego. mam honor odpowiedzieć. — O jednym tylko wiem kapłanie, który wbrew odwiecznym zwyczajom wprowadził do nauk i kazań język dla Galicjan może zrozumiały lecz tu gdzie każda wieś prawie różni się w dialekcie, język ten dla niego, jak tym bardziej dla jego parafian, śmiało rzec można, nieprzystępny; przypuściwszy nawet żeby się znalazło więcej podobnych mu kapłanów, nie wiem, czy zobowiązanie się niektórych ma być prawidłem dla wszystkich, czy może dotyczyć ogółu duchowieństwa, które jak świadczą deklaracje po dwakroć Wysokiemu Rządowi składane, oświadczyło się za językiem polskim. Polecenie nawet biskupa, nakazujące taką zmianę, nie obowiązuje z nas nikogo wtenczas, gdy jest bez wiedzy i upoważnienia Stolicy Apostolskiej wydane. Nie może mnie wiązać przysięga do której się JW. Pan odwołujesz, gdyż tę wykonałem Rządowi nie jako kapłan, dla którego najmniejsza zmiana w kościele jest występkiem, zasługującym na anatemę, a Rządu wcale niedotykającym, lecz jako obywatel kraju, który wszakże w wszystkim co się nie sprzeciwia zasadom mojego wyznania, jestem Wysokiemu Rządowi posłusznym. Zrobiłeś JWPan uwagę że tak Papieże jak i biskupi nasi nie zalecali do nauk i kazań języka polskiego, ale wiadomo Mu również, że ani do ruskiego ani rusińskiego nie przymuszali. Zbyteczną byłoby rzeczą mówić, że w Polsce od najdawniejszych czasów po kościołach dwóch obrządków tak się praktykuje język polski, jak we Francji francuski, w Niemczech niemiecki itd. JW. Gubernatorze! pokarm dla owieczek pieczy mojej powierzonych jest słowo Boże, narzędziem do podania go ludowi jest język, jeżeli więc użyją języka, który od wieków nie był w praktyce kościelnej, zamiast nauczania, zbudowania, przekonania, wprowadzę go w podejrzenie, czy przez zmianę języka, którego on nie rozumie, nie zdradzam jego wiary? W rzeczy samej, wiadomość o tej zmianie lud przyjął z wielkim oburzeniem, kapłanów więc wprowadzających tę zmianę, może okryć słuszną pogardą. Wyzuć z szacunku, zaufania jakie w nich położył, a tym sposobem pęknie ogniwo, które dotąd łączyło duchowieństwo z ludem, pasterzy ze swoimi owieczkami; jakie stąd wynikną następstwa, niech krwawa karta historii religijnej mówi za mnie o tym. Kto temu będzie winien? Racz JWPan uchylić zasłonę wieków, a z tego co było zechciej osądzić, komu w tym razie przypisać winę — co do mnie, gdyby można było, na języku nie zasadzam wielkiej wagi, lecz patrząc okiem rozumu na to co się obecnie dzieje, jakie są dążności, jaki gmach na tymże języku budują, darujesz JWPan. że na żadną zmianę w kościele nie mogę ze spokojnym sumieniem zezwolić i odsyłam zupełnie mi nieużyteczne a tendencyjne książki, za których nieprzyjęcie choćby mi przyszło największą ponieść ofiarę, przygotowany jestem.
Dobrotycze 16 Października 1866 r.
Ks. Teofil Bojarski.
Wśród togo posuwając swą nikczemność do bezczelności i podstępu, aby prędkim sposobem dogodzić mongolskiemu rządowi, obłudnie i podstępnie zdradzić swoich braci, również jak i Kościół i lud, układa adres do Cara, gdzie uwielbienie posuwa do ubóstwiania, składa dzięki za niesłychane dobrodziejstwa diecezji wyświadczone, za najczulszą troskliwość o jej dobro okazaną, przesyła go w diecezję, dołącza do tego arkusz czystego papieru, dla zapełnienia go od połowy strony podpisami jakoby tego samego adresu, który miał być na pierwszej połowie napisany, a w rzeczy samej deklaracji przyjęcia schizmy, która tam miała być napisana i chciwemu tego carowi doręczona. Spostrzegło się na tym podstępie ohydnym duchowieństwo, odmówili podpisu prócz kilku, którzy przez nieuwagę podpis położyli, a lubo to nie miało znaczenia ogółu, wszelakoż zastanowiwszy się żałowali i zaprotestować chcieli.
Adres ten dla swej przesady, obłudy i nikczemnego pochlebstwa ciekawy cytujemy tu co do słowa wraz z rozporządzeniem co do niego konsystorskim czyli samego Wójcickiego przy jego przesłaniu do Dziekanów.
Konsystorz Jeneralny diecezji Chełmskiej. Chełm dnia 8 Marca 1867 roku. N. 199. Do Dziekana N. Drugostronnie zamieszcza się w kopii dosłownej adres, Najmiłościwszemu naszemu Cesarzowi podać się mający, w którym duchowieństwo diecezji Chełmskiej objawia najpoddaniej podziękę i bez granic wdzięczność za tyle łask niezasłużonych tak obficie na nas wylanych. Na dołączonym arkuszu czystego papieru Jks. Dziekan pierwszy a za nim inni kondekanalni położą podpisy własnoręczne po rosyjsku wyraźnie bez makuł i pomięcia papieru, na samym środku pierwszej stronicy. Te podpisy zebrane nadesłane być mają konsystorzowi, a razem zszyte będą dołączone do oryginału i na ręce JW. Namiestnika złożone. Zastrzega się najmożliwszy pośpiech umyślnymi konnymi posłańcami z miejsca do miejsca, a czas odbioru i odsyłki każdy na kursoryi wypisze. Prezydujący w konsystorzu ks. O. Wojcicki. Surogat Konsystorza ks M. Własiewicz, sekretarz ks. Emilian Bańkowski, P. S. Najodpowiedniejszym byłoby, iżby PP. Jks. Dziekan z kondekanalnemi, blisko Chełma mieszkający, przybyli do Chełma osobiście w terminie dni 20 i adres oryginalny podpisali.
Adres (list) do Cara.
Najmiłościwszy Monarcho!
Niezmierna miłość ku Tobie narodu Twojego wszechsławne panowanie Twoje sobą pokrywa, świat cały wie o tym. Nieskończone łaski Twoje dla Twoich poddanych światu przekażą wdzięczną pamięć o swoim Monarsze Ojcu.
Szczęśliwi przez Ciebie poddani Twoi i wszelki naród ogromnego państwa Twego sławę Twoją głosić będzie od pokolenia do pokolenia.
W milionowej rodzinie Twojej, Carze Ojcze, jest garść narodu ruskiego, greko - unitami według wiary swojej nazwanego, oni pałają tąż niezmierną miłością ku Tobie, miłością całego narodu Twojego. Pełne uczucia nieskończonej wdzięczności dla Ciebie, one ślą płomienne modły swoje do tronu króla królów w Twoje i najdostojniejszego Domu Twojego zdrowie i pomyślność.
— To my, Wielki Monarcho! dopuszczamy się dziś zuchwalstwa, rzucenia pod stopy Twoje zawsze nas ożywiającego najwierniej poddańczego uczucia naszego.
Z obfitości serca mówią usta nasze, ponieważ okryła nas najszczodrzejsza prawica Twoja, najmiłościwszy Monarcho! Wiadoma ci jest nieszczęsna dola Ojców naszych, i Twoje miłościwe serce nie mogło dopuścić, abyśmy podobnie jak oni męczyli się i cierpieli. Pośród nieszczęść i napaści, w których zastało nas sławne panowanie Twoje, Ty stałeś się dla nas Aniołem Stróżem i Pocieszycielem naszym, Ty stałeś w obronie znieważonej wiary naszej i wybawiłeś zabitą już prawie do szczętu narodowość naszą. — Ty zasłoniłeś Kościół nasz od nieprawego gwałcenia, darowałeś mu już niespodziewaną swobodę i samodzielność. Ty wznosisz upadłe u nas świątynie Boże i oblekasz je urokiem świętości, właściwym domowi Bożemu. Ty dałeś pasterzom Cerkwi unickiej niezbędne środki do życia i jeszcze nie umilkły w diecezji Chełmskiej ich dziękczynne modły za Ciebie. Ty darowałeś swobodę narodowi w strasznej niewoli pogrążonemu, zasłoniłeś go od nieprawości i gwałtów i zabezpieczyłeś mu samoistność. Ty kładziesz koniec wszelkim ciężarom i niesprawiedliwościom w życiu naszym, wprowadzając w kraju naszym nowy cywilny porządek, tchnący spokojem, swobodą i prawdą. Ty otwierasz na koniec wszystkim nam drogę do nowego i lepszego życia, dając nam prawdziwie szczodre środki do rzeczywistej ruskiej cywilizacji,
Najmiłościwszy Monarcho! Czujemy, że nie zasłużyliśmy i niegodni jesteśmy tak wielkich łask Twoich, ale uczyń nas zasługującymi na nie niezmierną łaskawością Twoją. — Grzechy zaś z nie wiadomości i z pokusy jeżeli dostrzeżesz w kim, nie pomnij mu na nie, przewrotna była droga nasza, złe były dni nasze.
Przyjmij Najmiłościwszy Monarcho! najprawdziwsze wyrażenie dziękczynnych uczuć naszych, jako zakład naszego wiernopoddańczego oddania się Tobie, Najdostojniejszemu Domowi Twojemu
Waszej Cesarskiej Mości
Wierni Poddani.
Władze Moskiewskie szczególną zwracały baczność na rachowanie się duchownych wobec tego adresu. Sądzili, że po uwięzieniu tylu kapłanów, po różnych gwałtach na ich osobach i sumieniach spełnionych. Wszyscy podpiszą próżny papier a Konsystorz a raczej nikczemny Wójcicki doda pokorną prośbę do Cara o przyjęcie do schizmy i ogłoszą światu, że duchowieństwo i lud proszą o przyjęcie do prawosławia jako o dobrodziejstwo. Tymczasem bardzo mała liczba, poczuwając się do win, mogących ściągnąć na nich prześladowanie, zaraz podpisała, niektórzy w wieku trwożliwi i nieznający języka moskiewskiego również położyli podpisy lub innych o podpisanie prosili — kilku podpisało, ulegając fałszywie puszczonym wieściom, że bez tego wtrąceni do więzienia w Siedlcach nie będą na wolność puszczeni. Ogół zaś duchownych, gruntownie się rozpatrzywszy, domyślając się podstępu Wójcickiego, i brzydząc się kłamstwami w adresie zawartymi, wiedząc do czego się Wójcicki posunąć może w swojej bezczelności, stanowczo odmówiła podpisu, oświadczywszy swe żądanie władzom moskiewskim, aby im wolno było własnym adresem wyrazić Monarsze swoje wiernopoddańcze uczucia. Naczelnicy i gubernatorowie, widząc zły skutek swego podstępnego działania, oświadczyli, że nie ma do tego przymusu, wolno jest każdemu adres podpisać łub nie. Gdyby zaś przynajmniej większa połowa była podpisała ten tylko sam adres, znaleźliby w jego treści łatwe powody prześladowania tych wszystkich, którzy by odmówili uległości wszelkim rządowym postanowieniom dążącym do zagłady religii w oderwaniu Unitów Chełmskiej diecezji od jedności z Rzymskim katolickim Kościołem.
VI.
Okólniki księdza Wójcickiego nie sprawiły wiadomego skutku, bez względu że za niemi szło zaraz nawet zbrojne w potrzebie poparcie gubernatorów, naczelników powiatu, straży ziemskiej i żandarmerii. Wszyscy ci mieli rozkaz surowy dopilnowania ścisłego wykonania; straż tak zwana ziemska czyli milicja z bronią w reku w cerkwiach uważała, co się odbywa i donosiła zaraz naczelnikom powiatu; lud, jeżeli zawsze nie znosi spokojnie naruszenia swoich zwyczajów i pamiątek, to tym bardziej te zmiany w kościele przyjął ze wzgardą i oburzeniem. Organy, była to jego religijna własność; on je swoim kosztem sporządził, i nie chciał tego pojąć, aby mu można było wydrzeć, co jego świętą własność stanowi i co w jego świątyni przez wieki uświęconym było. Zresztą nie widział żadnych powodów do ich usunięcia, cytował nawet naczelnikom i gubernatorom ów psalm Dawida: „chwalcie Pana na strunach i organie", a wiedząc co i jak obok niego na Litwie się działo, w czasie zaprowadzenia gwałtownego schizmy, poczytał to słusznie za występne naruszenie swej wiary i własności. Również bardzo trafnie wyrozumował co do zmiany języka w kazaniach.
Pomimo, że w wielu miejscach, szczególniej nad Bugiem, lud miedzy sobą używał narzecza małoruskiego, mogąc równie dobrze mówić i rozumieć po polsku, rozsądnym wiedziony przeczuciem, nie dopuszczał duchownym swoim mówić do siebie kazań tym narzeczem, i wychodził ze świątyni, krzycząc na księdza: „nie mów nam po rusku ale po polsku, bo z tego ruskiego będzie zaraz moskiewski: nasza mowa zdatna tylko orać, gnój wozić, świnie wyganiać i gospodarować, ale aby dobrze, mocno i pięknie powiedzieć, potrzeba mówić po polsku, jak dotąd bywało", a często gdy ksiądz z obawy następstw chciał mówić po rusku, zwlekano go z ambony, wynoszono z cerkwi, dopuszczano się zniewag, jak to było w Kolembrodach, Przegalinach, Rudnie i t. d.
Duchowni uważając, że mówienie kazań po rusku ułatwiałoby szkodliwe rządu dążenia, i pozbawiłoby ich szacunku u ludu a nawet wyrządziło zgorszenie, prawie wszędzie z początku przestali zupełnie mówić kazań, i przysłanych sobie na wzór książek z kazaniami Dobrzańskiego przyjąć nie chcieli, lecz za to wyrzucano ich z probostw, przenoszono lub okładano kontrybucjami; jedno słowo, powiedziane po polsku, narazić mogło nie tylko na kary, ale jeszcze na złą notę u rządu i nienawiść władz moskiewskich. Toż samo było z polskimi pieśniami; jeżeli duchowni z bojaźni lub dla nienarażenia samej parafii na zaniedbanie wszelkiej nauki, lub w razie usunięcia kapłana, na sieroctwo, wstrzymywali się sami od zaintonowania po polsku, to lud wszędzie stale, z uporem nawet, śpiewał po polsku, bo tak tylko umiał. Gdy wysłane wojsko wzbraniało mu to czynić po kościołach, śpiewali po cmentarzach; gdy i tam wzbraniano i okładano kontrybucjami lub aresztem, śpiewał po kaplicach, pod krzyżem lub po domach, a w razie aresztowania za to, w aresztach lub więzieniach.
Straż i szpiegi wszędzie roztoczyli swe sieci, po wszystkich wsiach nastąpiły aresztowania za śpiewy po polsku i grania na organach, ciągle można było widzieć unitów wleczonych pieszo, na furmankach lub pędzonych przez Kozaków na koniach, gdy byli w większej liczbie, do miast powiatowych dla uwięzienia. Idąc jak na męczeństwo, całą drogę śpiewali pieśni pobożne polskie obok wrzasków tryumfalnych nikczemnych cara niewolników.
Na nic się nie zdały zdradliwe zachęty, nauki, obietnice, przez wysłanych od rządu apostołów, naczelników i straże, wzywania do Siedlec do gubernatora dla objaśnienia i refleksji; często nawet pogorszyły sprawę rządu; odpowiedzi ludu bywały tak dokładne i zasadne, oparte na dowodach Pisma Św., bullach papieży, że sama wściekłość schizmatyckiego apostolstwa w ustach gubernatora umilknąć ze wstydem i upokorzeniem musiała i tym samem bezzasadności swoje ludowi odkryła.
Piotr Szewczuk, z parafii Gęsi, przytaczając miejsca Pisma Św. dla obrony organów, rzekł w końcu do gubernatora: "IWPanie! już to co do mowy polskiej, to może ona JWPanu jako nie Polakowi przykra, ale cóż winne organy? one ani po polsku ani po rusku, ani po łacinie nie mówią, ale mają swój szczególny ton, i za cóż się na nie gniewać i je wyrzucać".
Gdy ów gubernator Gromeka pochwałami obsypywał wobec innych parafii delegatów do siebie wezwanych, wybrańców parafii Rudno, dotąd spokojnie się zachowującej z przyczyny że proboszcz unikał wszelkich nowości, i ich za wzór do naśladowania spokojnego zachowania się innym przedstawiał, bardzo przykro znieśli pochwałę gubernatora, a drudzy zaraz w Siedlcach z pogardą zaczęli stronić od nich, jako pochwalonych przez schizmatyka. Przybywszy zasmuceni do domu, oświadczyli zaraz: „zobaczy ten schizmatyk, czy my warci od niego pochwały!" Tak dotrzymali słowa, że wzburzyli całą ludność wielkiej wsi do tego stopnia, iż żadne środki rządu nie podołały ich uspokoić, a kiedy wojskiem wieś otoczono i puszczono na rabunek, to wszyscy uszli do lasu i tam przez trzy miesiące zimowe do czasu odstąpienia wojska przesiedzieli. Chcąc sprawdzić a zarazem skuteczniej wpłynąć na lud, wydalił się sam gubernator Gromeka do wsi i miasteczek powiatu radzyńskiego, ale cała jego moskiewska wymowa nic nie pomogła; nie przekonał ani nie uspokoił słusznie obrażonego ludu, ani jego prośby i groźby, zaklinania na cesarza, żonę i dzieci, nawet na Boga, że oprócz usunięcia organów i użycia ruskiego języka do kazań i pieśni nic więcej rząd zmieniać nie będzie, nic nie skutkowały; lud poczytywał to słusznie za moskiewskie kłamstwo urzędowe, którego przykład i dowód dał im sam car w Petersburgu: a gdy nawet wyrażenia się jego: „jeżelibym ja wam co więcej nad to rozkazał, możecie mnie ukamienować, a gdyby ksiądz wasz wam co zmieniał nad to, czego dziś rząd od was wymaga, możecie go związać, odstawić do mnie a należycie ukaranym będzie", nie pomogły i oburzenie tak wzrosło, że widział się sam zagrożonym, spiesznie porzucił swoje apostolstwo i uciekł do miasta Powiatowego. Zdarzało się często, że i kapłana aresztowanego za to, iż w jego kościele śpiewano pieśni po polsku i grano na organach, bronili i wysoko cenili; tak było między innymi. gdy z parafii Dobryń pod Białą brano księdza Terlikiewicza do Białej, miasta powiatowego, dla aresztowania go: wszyscy powsiadali na furmanki, w pogoń za księdzem wiezionym przez Kozaków, dogonili, otoczyli go na rynku, aby go nie dać aresztować, oparli się straży i wojsku; po długiem z nimi pasowaniu się, po obustronnych ranach, pociekła krew szlachetnego ludu. lecz ks. Terlikiewicz wrócił do parafii, choć na krótko.
Nie tylko organy i pieśni po polsku ale wszelkie znaki katolickie krzyże i figury po drogach były przedmiotami oburzenia i niszczenia dla tej chrześcijańskiej schizmy. Znaki te, szanowne dowody publicznej religijności ludu, nie miały wartości w oczach chrzczonych Mongołów, chcieli zatrzeć ich ślady a z niemi i uczucia religijne katolickiego ludu z serca wygładzić — nie wolno było stawić i święcić krzyżów bez pozwolenia gubernatorów, a rozporządzenie w tym względzie, które tu co do słowa przytaczamy, pozostanie jasnym dowodem bez wszelkich komentarzy ich gwałtów i dążności.
Kopia Cyrkularza P. Gubernatora Siedleckiego z dnia 5 Sierpnia 1867 r. za N. 4882.
Do P. Naczelnika Bialskiego Powiatu.
Łomżyński Gubernator, zawiadamiając zarządzającego duchownymi interesami obcych wyznań w Królestwie Polskim o tym, że niektórzy z mieszkańców podległej mu guberni udają się o pozwolenie stawienia krzyżów na drogach i innych publicznych miejscach, prosił o informacje w tym względzie. P. Muchanów przypuszczając, że podobne starania mogą zajść i w powierzonej mnie guberni, powiadomił mnie. że od 24 Lipca (4 Sierpnia) b. r. N. 3097, w podobnych wypadkach należy rządzić się następnymi prawidłami. Stawianie krzyżów, statui, i innych religijnych znaków na drogach, polach i w ogóle w miejscach zewnątrz kościołów stanowi odwieczny zwyczaj mieszkańców katolików tutejszego kraju.
Z tego powodu stanowcze zabronienie tego zwyczaju nie byłoby łatwym i mogłoby rozbudzić w narodzie narzekania na ucisk w religijnych jego potrzebach. Z drugiej strony nie można bezwarunkowo pozwalać wszystkim i każdemu stawić według swego widzimisię takie religijne znaki. Najlepszym tego dowodem są rewolucyjne manifestacje, którym w czasie niedawnych jeszcze nieporządków towarzyszyły stawianie krzyżów i inne religijne uroczystości.
Dla uchylenia na przyszłość mogących nastąpić w tym względzie wątpliwości. P. Muchanów uważa za niezbędne zastosować do tutejszego kraju przepisy, istniejące we względzie stawiania krzyżów w północno i południowo zachodnich guberniach, gdzie pozwolenie na stawianie krzyżów pozostawione uwadze gubernatorów, przy czym powinny być w każdym oddzielnym wypadku brane na uwagę, różne okoliczności, miejsca, czasu, i samego znaczenia religijnych pamiętników.
W skutek czego powiadamiam Pana, że na przyszłość krzyże, statui, i w ogóle wszystkie religijne znaki mogą być stawiane nie inaczej jak tylko za moim pozwoleniem, a mieszkańcy pragnący je stawić, winni udawać się przez Jego pośrednictwo.
Przy udzielaniu pozwolenia na to należy uważać, ażeby w tym nie były w niczym naruszone prawa prywatnych posiadaczy ziemi; dlatego jeżeli kto zechce wznieść krzyż, statuę albo inny religijny znak na cudzej ziemi, to powinien przedstawić właściwemu Naczelnikowi Powiatu zapewnienie, że właściciel ziemi oświadczył na to swoje zezwolenie i tylko po spełnieniu tego warunku winien Pan zażądać mojego stanowczego pozwolenia.
Na koniec przy poświęceniu już postawionych religijnych znaków i w ogóle we wszystkich tych wydarzeniach, gdzie bywa wielkie zgromadzenie ludu w celu uważania na należyty w tych razach porządek, należy rządzić się przepisami podanymi w cyrkularzu przeze mnie pod dniem 26 Maja N. 3384 oryginał podpisał — pełniący obowiązki wice-gubernatora Drukarski.
Naczelnik kancelarii Czujkow.
Zgodność z oryginałem pomocnik Czujkow.
Wśród powszechnego wzburzenia ludu, umyślił jeszcze gubernator spróbować szczególnego środka: wybrać z ludu dziesięciu, jakich sami oznaczą, i wysłać do Galicji, aby tam wśród wielu niesumiennych duchownych, oddanych duszą i ciałem Moskwie, przekonać się mogli, że nie ma organów i kazania mówią po rusku, i korzystając z tego przykładu, siebie samych i wszystkich zaspokoić mogli. Lubo nikczemna Moskwa za swe zdradliwe dary ma tu wielu przyjaciół, i to niestety! w tych, co stoją na świeczniku, i od których daleka winna być myśl zdrady i podłości, wszelakoż środek ten żadnej nie przyniósł korzyści Moskwie. Opatrzeni w paszporty, kosztem rządu wysłani, przezorni i rozsądni wysłańcy ludu w tak ważnej rzeczy jak religia i sumienie, jedni zostali w Galicji, a dwaj udali się wprost do nuncjusza apostolskiego w Wiedniu, ks. Falcinellego.
Pozostali w Galicji przekonali się, że w niektórych miejscach w Galicji są organy, a gdzie ich nie ma, to nie z zasady, że ich religia nie dozwala, ale że lud zastępuje je śpiewami, a duchowni, o których u siebie najgorsze powzięli wyobrażenie jako o pomagaczach Moskwie, zbiegłych w tym celu z Galicji, trzymają się zasad przychylnych Moskwie, ich opłacającej, nie czysto katolickich, naśladując ich obrzędy, sposób noszenia się itd. Dowiedzieli się nawet, że jeden mający u siebie organy, przez lud bardzo lubione, takim się pokazał barbarzyńskim Moskalem, że sam je tajnie zepsuł, aby na nich nie grano. Co do kazań dowiedzieli się także, że dawniej mówiono po polsku, i dziś jeszcze są takie miejsca między unitami, me mówiącymi po rusku; że dla nędznych politycznych powodów zmienili ten dawny zwyczaj i nic na tym prócz wzgardy nie zyskali u wszystkich oświeconych, nie za używanie tego dialektu ludowego do ludu, jeżeli go gdzie potrzebuje, lubo wszędzie rozumieją po polsku, ale za niepotrzebne rozdwojenie, za gwałt zadany oświeceniu w przekładaniu nieukształconego zepsutego narzecza nad piękny i najbardziej ukształcony ze wszystkich dialektów słowiańskich, przez używanie go do literatury, lubo jej zgoła nie ma, a zbliżenie przez kształcenie go do moskiewskiego, bo inaczej być nie może ze wzrastającą ciągłe nienawiścią nie tylko języka ale i wszystkiego co polskie, a stąd jako naturalna konsekwencja, sprzyjanie wszystkiemu co moskiewskie, co na niezaprzeczonych gruntuje się dowodach; samo w końcu zaufanie schizmy do Galicji, dokąd z takiem zaufaniem lud nasz wysyłali, już dla nich było (pominąwszy drugi powód sprowadzania ciągłego do chełmskiej diecezji galicyjskich księży i tam bardzo nikczemnego ich zachowania się, na które lud ze wstrętem patrzał), tak podejrzanym, żeby i najlepszym przykładom wiary nie dali. Dowiedziawszy się nadto jeszcze, że tu w Galicji nie obchodzą stosownie do postanowień Synodu Zamojskiego wszystkich świąt katolickich, Bożego Ciała, Św. Jozafata, męczennika za wiarę, przez schizmatyków zabitego, którego ciało nieskazitelne oglądali w Białej, jakby dziś świeżo zmarłego, musieli uwierzyć w zarażenie moskiewską schizmą, a gdy do tego jeszcze wpadła im w Galicji przez duchownego napisana broszura o św. Jozafacie, gdzie go zupełnie po moskiewsku ze złej strony przedstawia, nie znając innej historii, prócz ze źródła moskiewskiego czerpanej, uczuli głęboki wstręt i z takim do domu wrócili. I ci także, którzy się udali do nuncjusza, zapewne nie osłabili swego wstrętu do schizmy, gdy się od niego dowiedzieli, że Moskwa burząc wszystko, co unia z katolickiego Kościoła przyjęła, toruje drogę do schizmy, dla tego jest to burzenie nieprawym i niegodziwym, i dla tego powinni stać silnie i przy zwyczajach katolickich i bronić ich do ostatnich sił, ufając w Boskiej niezawodnej pomocy.
Z tej więc strony rząd moskiewski nie znalazł żadnego poparcia w swoich gwałtach, jak się na próżno spodziewał. Chwytając się różnych prób i środków, ufając talentom a może gotując drogę do odznaczenia się podłością, wezwał rząd Popiela, aby objeżdżał parafie i uspokajał wzburzone przez własną niegodziwość jego umysły.
Aby go odznaczyć, nadać powagi i utorować mu drogę, poleca Namiestnik wszystkim władzom, aby go z honorami przyjmowały, a Duchowieństwo aby uroczysty hołd i ceremonie biskupom należne mu okazało, każdy z księży otrzymał polecenie przez ręce naczelnika powiatu jak go ma przyjmować, które tu dla zaspokojenia ciekawości co do słowa przytaczamy:
Naczelnik Powiatu Bialskiego N. 11053 13 Września 1867 r. M. Biała.
Do greko unickiego Proboszcza w Dobratyczach.
Na mocy rozkazu JW. Hrabiego Namiestnika z dnia 2/14 września r. b. dla przywrócenia należytego porządku w niektórych greko - unickich parafiach Siedleckiej Guberni delegowany członek Chełmskiej katedralnej kapituły Popiel jako osoba reprezentująca Chełmskie katedralne Duchowieństwo i jako człowiek używający znaczenia i powagi u greko - unickiego duchowieństwa przez swoje uczone duchowne dzieło. O czym JW. Siedlecki gubernator poleceniem z dnia 10 września r. b. N. 1135 powiadamiając mnie, wzywa o natychmiastowe obwieszczenie całemu unickiemu duchowieństwu i ludności powiatu o delegowaniu ks. Popiela dla upomnienia ich za ich błędy, sprowadzające obecne nieporządki i zalecić im uszanowanie, jakie winni okazywać tej duchownej osobie położonej tak wysoko w hierarchii. Przeto po przybyciu prałata Popiela do unickich parafij tutejszego powiatu, przywitania i przejazdy jego winny być uroczyste — dla tego ja i XX. Dziekani będziemy towarzyszyć prałatowi we wszystkich jego podróżach po powiecie.
Dając wam o tym znać zalecam jako konieczny obowiązek po otrzymaniu wiadomości o przybyciu do powierzonej Wam parafii Prałata Popiela witać Jego Przewielebność z należytym uszanowaniem i uroczystością, ze swej strony przedsiębiorąc wszelkie środki, aby to przywitanie odbyło się jak można z największą czcią.
Naczelnik Powiatu w zastępstwie Zabowski
Referent Wołoszyński
Z bojaźnią tylko mógł się na to odważyć nikczemny schizmy służalec, bo znał dobrze, że prawy lud nie cierpi galicyjskich wyrodków, ani mógł przypuszczać, aby słowa brudnego sumienia człowieka podziałać mogły na prosty i religijny umysł ludu; lubo otoczony naczelnikami i strażą, omijał wszędzie większe i bardziej wzburzone parafie, lecz i w małych, mniej znaczących, doznał zasłużonej wzgardy. W parafii Hrud za Białą zamknięto mu przed nosem drzwi kościoła, schowano i nie dano kluczy, dając za powód, aby nie splamił go swoją obecnością, a gdy Kalinowski, dziekan tego dekanatu, z rozkazu i z obawy o lud i o siebie, przemawiał do niego, chcąc go uspokoić i skłonić do oddania kluczy: „takiś ty schizmatyk jak i on", odrzekł lud, „gdy nas namawiasz do oddania mu kluczy i pohańbienia naszej cerkwi", i rozszedł się po licznych obelżywych słowach, w oczy mu wypowiedzianych, do domów. Posłano za nimi Kozaków i straż, a ponieważ nie upoważniono ich do użycia palnej broni, lud bronił siebie i swoich praw jak mógł: drągami, kołkami, kijami i kamieniami, i został zwycięzcą, lecz proboszcz tego miejsca, Terlikiewicz, uznany winnym za takie ludu kształcenie, schizmie nieprzychylne, usunięty z probostwa, osadzony pod dozorem policyjnym w Łukowie i skazany na tułactwo został. Wszędzie Popiel znalazł u ludu i duchowieństwa podobne przyjęcie, niechęć i wstręt, pomimo że rząd nakazał przyjmować go z honorami biskupom służącymi, tj. dzwonieniem i wychodzeniem z procesją, czego nikt nie robił: a gdy galicyjscy świętojurcy swemu hersztowi hołd podobny wyświadczyć chcieli, lud parafii sam się temu oparł, przejęty wzgardą dla nich, że nie tylko pomagali do niecnych zamiarów rządu, ale jeszcze we wszystkim uprzedzali jego machinacje.
Oprócz wysłania Popiela i innych środków gwałtu i podstępu nie zaniechał rząd zwyczajem swoim i moralnych środków a raczej kłamstwa dla uspokojenia ludu. Kazał księżom, gubernatorom i naczelnikom ogłaszać różne rozporządzenia, jedno z tych ciekawe dla swej treści kładziemy tu co do słowa:
Kopia rozporządzenia P. Siedleckiego Gubernatora z dnia 6 Sierpnia 1867 r. N. 910. Do Naczelnika Powiatu Bialskiego Dla dopełnienia Cyrkularza za N. 867 uważam za konieczne dodać.
Przy przekonywaniu greko - unickiej ludności, jak powiedziano we wspomnionym cyrkularzu, należy przede wszystkim usunąć fałszywą myśl, że rząd zamierzył unitów nawrócić na prawosławie, a ponieważ lud odwołuje się na przykład tego co rząd robił za Bugiem na Litwie gdzie niby to Unici byli przymuszeni do przyjęcia prawosławia, to należy objaśnić ludowi że wszystkie niedorzeczne opowiadania o tym, co było za Bugiem wymyślone i rozpuszczone przez nieżyczliwych dla rządu rosyjskiego, w istocie zaś rzecz inaczej się miała, a właściwie Wileński Metropolita Józef Siemaszko obecnie żyjący i mieszkający w Wilnie, umówiwszy się ze wszystkimi biskupami i duchownymi unickiego wyznania, podali Cesarzowi Mikołajowi prośbę o przyłączenie ich do prawosławia. — Podobno prośba z dobrowolnej chęci unitów nie mogła być odrzuconą przez Cesarza jak i nie byłaby odrzuconą przez żadnego innego monarchę w Europie i dla tego dał Cesarz zezwolenie swoje przyjęcia Unitów do swojej Cerkwi. — Jeżeli to prawda, że nie obeszło się przy tym bez jakichś przymusów cząstkowych, to w każdym razie pochodziło to z intrygi duchowieństwa, a nie z woli Cara, który nigdy nie nakazywał przymuszać i nic o tym nie wiedział. Ludzie zaś źle myślący pochwycili dwa lub trzy prywatnych wypadków nie wiadomych rządowi a może i wymyślonych przez Łacinników dla rozgłoszenia o przymusie i rozpuścili je między tutejszymi unitami dla swoich występnych celów.
Przy objaśnieniach o niewłaściwości organów w unijackiem nabożeństwie, potrzeba, oprócz wskazanych w pierwszym moim cyrkularzu, wyjaśniać narodowi, że w rzymskim obrządku organy dozwolone dla tego, że nabożeństwo odprawia się w łacińskim języku, którego lud nie pojmując, zasnąłby w kościele gdyby go nie zabawiły organy - we wschodnim zaś obrządku organy nie tylko niepotrzebne, ale nawet uznane przez samego Papieża za szkodliwe, albowiem one przeciwnie odciągałyby parafian od uważania na słowa modlitwy, przez które najlepiej i zupełnie wyraża się chwalę Boga. Oryginał podpisał Gromeka, Gubernator - Naczelnik kancelarii - Czujkow - Zgodno z oryginałem Naczelnik Powiatu Bialskiego Dewel.
Kopię niniejszą komunikuję Jego Wielebności Proboszczowi parafii Dobrotycze księdzu T. Bojarskiemu.
Potworne kłamstwa w ustach apostołów nie mogły wpłynąć na zagłuszenie sumienia ludu. Wzburzenie ludu po kościołach wszędzie było powszechne; lud dopominał się gry na organach, straż stawiła opór: lud śpiewał pieśni religijne po polsku, aresztowano go i okładano karami; gdy wszelkie zakazy i gwałty nie pomagały, kazano przemocą zabrać organy. Naczelnik powiatu z kozakami furmankami wyprawiał się na objazd całego powiatu, i od jednej do drugiej parafii wstępował; przywoławszy proboszcza i kilku z bractwa do cerkwi, kazał je gwałtem zabrać i włożone na wozy, wśród płaczu i przekleństwa ludu odwozić do powiatowego miasta. Kozacy zadowoleni z łupu. jakby na wojnie zdobytego, z tryumfem, ze śpiewami, świstaniem na rozebranych z organu piszczałkach, wprowadzali je do miasta, a gazety urzędowe ogłaszały, „że proboszcz i lud, przekonawszy się o niestosowności używania w obrządku wschodnim gry na organach, wszędzie sami chętnie organy rozbierali i oddawali. Lecz to tylko w niektórych parafiach i to z początku, niespodzianie napadnięci, zabór ten spokojnie znieśli, choć nie bez wielkiego żalu i oburzenia; w innych miejscach postanowił lud bronić własności swojej i nie dać czynić gwałtu swoim świątyniom. Cała parafia, starcy i mali. kobiety i mężczyźni otoczyli swój kościół, stale pilnując, aby nikt nie wszedł. Wysłano na nich wojska, bito się, lecz bez skutku wielkiego, obdzierano kontrybucją: chętnie wszystko oddawali, a nawet często więcej dawali, przyprowadzając za jednego dwa woły, aby im zostawiono swobodę w wierze. W Polubiczach np. gdy ich grabiono, sami przynosili rzeczy, przyprowadzali woły, żądali na powrót pańszczyzny, a nie chcąc przyjąć mniemanej darowizny gruntów od cara, mówili głośno: bierzcie wszystko, a zostawcie nam wiarę naszych ojcowi.
Żydzi nawet w Międzyrzeczu nie chcieli kupować fantów, bydląt, wydartych biednemu ludowi za wiarę za co władze moskiewskie nałożyły na nich znaczne kontrybucje, i te zmusiły ich kupować za bardzo niską cenę i za taką oddawać właścicielom. W wielu miejscach walczyli z wojskiem, chcącym ich odpędzać od świątyni, jak w Zabłociu. Dołhobrodach, Kodniu, Łomazach itd. W wielu otoczeni wojskiem nie dali się złamać, stojąc po dni dwa, trzy i tyleż nocy na skwarze słonecznym wśród głodu i pragnienia.
W Kodniu, miasteczku nad Bugiem, przeszło trzy tysiące ludu zebrało się na cmentarzu kościelnym dla obrony swojej świątyni; naczelnik powiatu, Dewel, każe ich otoczyć wojskiem i nikogo ani wpuszczać ani wypuszczać za linią wojska; wśród słonecznego skwaru, choć to działo się 16 Września 1868 r., głodem i pragnieniem dręczeni, bici, popychani i urągani przez kozactwo, doświadczali okrutnych męczarni, szczególniej matki z małymi dziećmi i starzy. Szczęściem było, jeżeli kto mógł co podać przez szereg wojsk ściśniętym, omdlewającym z pragnienia i głodu. Jedzenie rzucano im z daleka, lecz i tego wzbraniali carscy oprawcy; modlitwy, śpiewy pobożne polskie, westchnienia i płacze, zatrudniały chwile ich niewoli. Aby dać pomoc żonie swojej z dzieckiem, wśród ludu otoczonej, mieszkaniec tamtejszy Emilian Rzeszczyński, nie zważając na odpychanie i bicie kozaków, przedziera się przez ich szeregi, za nic ma groźby i obelgi, wśród których pchnięty piką w brzuch przez jednego z kozaków otrzymawszy cios śmiertelny, pada na miejscu.
Przed skonaniem prosi o kapłana; nie przyjąwszy miejscowego Ulanickiego, z nowej już schizmatyckiej szkoły wyszłego, żąda sąsiedniego z Kostomłot, księdza Henryka Kalińskiego, od którego przyjąwszy sakramenty, zaraz kończy swe życie śmiercią męczeńską. Gdy zjechał na grunt sąd Bialski, powiadomiony o wypadku, aby na mocy prawa odbyć śledztwo i upoważnić do pogrzebania, wezwano krewnych i świadków, a gdy niektórzy z nich płaczem okazywali swój żal i boleść, drudzy wszyscy, swoi i obcy, z religijnym zapałem wołali: Nie należy nam żałować mu męczeńskiej korony; oby i nam Bóg dozwolił umrzeć za Jego Św. wiarę!" a jeden z krewnych rzekł do żony zabitego łzami zalanej: „Czego ty płaczesz kobieto, twój mąż umarł za najświętszą sprawę, a jeżeli nasza wiara jest dobra, on dziś męczennik za Św. wiarę modli się za Ciebie, i za nas do Boga" Potwierdził to uroczyście urzędnik sądowy Dyżewski, opowiadając cały wypadek ks. T. Bojarskiemu, uroczyście, bo zalawszy się łzami, które boleść z powodu zbrodni i wielkości prześladowanej wiary wycisnęła. - Nie skończono zaczętego sądowego śledztwa; władze wojenne zabrawszy papiery, kazały go zaniechać, aby żaden ślad ich mongolizmu nie został. Wypadków podobnych, uduszeń dzieci, ran i pobicia, biczowań, pełno było po różnych miejscach w Podlaskiem, gdzie wszędzie były organy; bronili ich parafianie, równie jak i polskiego języka w kazaniach i pieśniach, posuwając gorliwość aż do oporu nasłanym wojskom.
Oprócz gwałtów, najazdów, grabieży ogólnych, wojskowych rabunków, bicia, jeszcze ściągano z pojedynczych osób i familij znaczne kontrybucje, a gorliwszych ciągle wywożono, osadzano w więzieniach miejscowych, powiatowych, w więzieniu siedleckim i warszawskiej cytadeli.
Do tej podług ich osądzenia posyłano najważniejszych zbrodniarzy, to jest najprzywiązańszych do wiary: tam głodem dręcząc starali się ich złamać lub zgubić, lecz Bóg ich wspierał widocznie w przeciągu całego roku; zaledwie jeden z nich, ze wsi i parafii Gęsi, Piotr Lewczuk, człowiek bardzo oświecony w rzeczach religii, o ile tylko człowiek nieuczony być może, który swymi gruntownymi odpowiedziami i cytacjami Pisma św. zamykał usta gubernatorom i naczelnikom powiatów, a w ciągu całego chwalebnego życia budował wielu bardzo, swoją męczeńską śmiercią zostawił wzór godny naśladowania. Wszyscy ci uwięzieni, gdy nic ich ugiąć nie mogło, dopiero za czasów Kuziemskiego, niby na jego wstawienie się wypuszczeni zostali lecz wprzód posłano ich pod strażą do Chełma do nastałego biskupa, aby tam dał im stosowne nauki; łatwo pojąć w jakim duchu : aby się nie opierali rządowi, i o wielki Boże! ten pasterz katolicki, a raczej herszt świętojurców, w którego sercu był system nienawiści dla polonizmu i latynizmu, a żadnej miłości chrześcijańskiej, śmiał temu wiernemu Bogu, prawemu ludowi, który w samej religijnej gorliwości nic nie uchybił i nie przesadził, czynić zarzuty, dawać nauki, których sam najwięcej potrzebował!
Aby mieć w przybliżeniu wyobrażenie, ile ten lud szlachetny cierpiał przez same kontrybucje na niego nakładane, oprócz dowolnego rabunku, podajemy, że z 35 tylko parafij w powiecie radzyńskim i bialskim, podług podania i obliczenia samego ludu, do początku roku 1874, czyli do czasu ostatnich i najokrutniejszych prześladowań za czasów Popiela zapłacili 204.000 rs.
VII.
Wśród tych smutnych dla Kościoła i ludu wypadków, dla odebrania reszty pociechy kapłanom i ludowi, dla prędszego zgnębienia tychże, wyszedł cyrkularz głównego dyrektora komisji rządowej, księcia Czerkaskiego, zatwierdzony przez namiestnika, wzbraniający stanowczo duchownym obojga obrządków wszelkiego kościelnego społeczeństwa i duchownego jednoczenia się przytaczamy go tu co do słowa:
Główny Dyrektor Prezydujący w komisji Rządowej spraw Wewnętrznych i Duchownych.
Zarząd sprawami greko - unickiego wyznania.
Dnia 11/23 maja 1866 r. N. 74. Warszawa.
Cyrkularz z rosyjskiego tłumaczono.
W 1812 roku. Chełmski greko - unicki biskup Ciechanowski w odezwie do lubelskiego rzymskokatolickiego biskupa żądał powrócenia do greko - unickiego wyznania wszystkich greko - unitów chełmskiej diecezji, którzy przeszli na łaciński obrządek, na przekór papieskim bullom, wydanym w r. 1624, 1743 i 1775 przez papieży: Urbana VIII i Benedykta XIV
Oba powyższe listy apostolskie drukowane były w 1820 roku w oddzielnej broszurze, a teraz znowu drukowane są w chełmskim kalendarzu za rok 1866.
które zakazywały przyjmować greko - unitów na łaciński obrządek bez poprzedniego na to zezwolenia Rzymskiej Stolicy.
Administrator warszawskiej diecezji Grzegorz Zacharyasiewicz, biskup koryceński dnia 2 lipca 1812 r. oświadczył się w tym względzie, że żądanie biskupa Ciechanowskiego zupełnie usprawiedliwione i gdy bez poprzedniego zezwolenia rzymskiej Stolicy nikt z greko - unitów nie powinien przechodzić na łaciński obrządek, to należy uprzedzić wszystkich, którzy przyjęli łaciński obrządek, aby powrócili do rodzinnego obrządku, jeżeliby zaś mieli powody do pozostania w łacińskim obrządku i te uznane będą za ważne tak ze strony łacińskiego jak i ruskiego biskupa, w takim razie powinni prosić Rzymskiej Stolicy o pozwolenie.
W następstwie z powodu podanych w rożnych czasach do Komisji Rządowej spraw duchownych i oświecenia publicznego skarg przez chełmskich greko - unickich biskupów o to, że łacińskie duchowieństwo podmawia greko - unitów do przechodzenia na łaciński obrządek, była komisja rządowa spraw duchownych! oświecenia publicznego pod dniem 22 lipca 1823 r. przedłożyła rzymskokatolickim biskupom: lubelskiemu, augustowskiemu i podlaskiemu, by zakazali podwładnemu duchowieństwu nie tylko podmawiać greko - unitów do przechodzenia na łaciński obrządek, ale nawet i nie przyjmować tych, którzy sami zapragną przemienić obrządek bez poprzedniego zezwolenia Stolicy Apostolskiej. Wyżej wspomnieni biskupi uczynili stosownie do tego przedmiotu rozporządzenia w swych diecezjach i przedstawili do komisji doniesienia o wypełnieniu wskazanych przepisów.
Potem, z powodu podobnych że podmawiań ze strony łacińskich duchownych były namiestnik w Królestwie Polskim ś. p. książę Warszawski pod dniem 15/27 lutego 1838 roku N. 143 polecił ówczesnemu głównemu dyrektorowi spraw wewnętrznych i duchownych znieść się z rzymsko- katolickimi biskupami, aby każdy z nich w swojej diecezji postanowił niezmiennie zachować bulle papieskie, zakazujące przechodzenia na obrządek łaciński unitom a cywilnym gubernatorom położyć za obowiązek surowo wglądać w należyte zachowanie tych buli. a o wszelkim uchybieniu przeciwko nich natychmiast donosić głównemu dyrektorowi spraw wewnętrznych i duchownych, za pośrednictwem zaufanych urzędników przeprowadzić śledztwo formalne o obwinionych o nawracanie greko - unitów i poddawać ich karze, jako burzycieli cywilnych i duchownych praw. Polecenie to wtedy zostało wykonane, albowiem w skutku tegoż wspomnieni trzej biskupi powtórzyli dawne swoje w tym przedmiocie rozporządzenia, a biskup augustowski przydał jeszcze, że jeśli ktokolwiek z duchownych ośmieli się przestąpić, albo nadużyć to rozporządzenie, podlegnie najsurowszej odpowiedzialności i karze.
Nadto Komisja Rządowa spraw wewnętrznych i duchownych z przyczyny doniesienia chełmskiego biskupa, że naprzeciw kościelnym rozporządzeniom i z obelgą dla religii włościanie uniccy niejednokrotnie bywają zmuszeni przez dziedziców w świąteczne dnie podług unickiego kalendarza do odbywania rozmaitych służebności i do ciężkich robót, pod dniem 9 kwietnia 1834 roku za N. 3182/13989 polecił, aby dla odwrócenia tego rodzaju nadużyć, przeszkadzających greko - unitom chodzić w świąteczne dnie do kościoła, powiadomiono dziedziców i rządców majątków, w których mieszkają włościanie tego obrządku, ażeby nie ważyli się przymuszać ich do ciężkich robót w święta, a przeciwnie uwalniając ich podczas świąt od służebności, pomagali im utwierdzać się w przepisach rodzinnej ich wiary.
Okoliczności te były w głównych zarysach przedstawione ś. p. księciu Namiestnikowi w piśmie głównego dyrektora spraw wewnętrznych i duchownych pod dniem 10/22 lipca 1840 roku N. 55 z powodu środków przymusu, przedsięwziętych na greko - unitów miasta Lipska w augustowskiej guberni do spełnienia obrzędów według praw wyznania greko - unickiego. W piśmie tym również wskazano, że w kodeksie kar ważnym w Królestwie Polskim do r. 1848 były dwa paragrafy 482 i 484, na mocy których nie zachowujący świąt podlegali karze pieniężnej do 15 zł. polskich, czyli 2 rs. 25 kopiejek wynoszącej. Dla tego główny dyrektor spraw wewnętrznych i duchownych w braku innego postanowionego prawa cywilnego, na mocy którego unici przeszli na obrządek łaciński, mogliby być zmuszeni powrócić do swego rodzinnego, uznał za odpowiednie zastosować powyższe kary do tych z greko unitów chełmskiej diecezji, którzy z przyczyny nieprawnego przejścia na obrządek łaciński, przestali zachowywać święta podług starego kalendarza, sądząc, że takim sposobem będzie można skłonić ich do powrotu do rodzinnego obrządku, zażądał zezwolenia ówczesnego ś. p. namiestnika, które i nastąpiło 16/28 lipca 1840 roku N. 677. Lecz wkrótce potem wskutek podanych do tegoż namiestnika skarg na takie zastosowanie środków przez cywilne władze książę Warszawski rozporządzeniem z 30 listopada (12 grudnia) 1842 roku N. 1106 oświadczył wspomnianemu głównemu dyrektorowi, że kary pieniężne mogą być zastosowywane tylko wobec tych unitów, którzy całymi familiami na obrządek łaciński przechodzą.
W ogóle w rozporządzeniach Namiestnika w Królestwie Polskim we względzie przejść greko - unitów na łaciński obrządek wcale nie określono ważności stopnia odpowiedzialności winnych.
Na taką niedostateczność rozporządzeń w tym przedmiocie odwoływał się jeszcze w 1840 r. w innym raporcie do namiestnika pod dniem 29 sierpnia (20 września) 1840 były wtedy główny dyrektor. W skutek tego główny dyrektor upraszał o decyzję namiestnika w Królestwie Polskim na zastosowanie do innych (właściwie gwałcących święta podług unickiego kalendarza) niektórych paragrafów głównego kodeksu Królestwa w tym znaczeniu, jak to już szczegółowo wyżej objaśniono
Potem główną zasadą wszystkich w ogóle rozporządzeń od r. 1840 z dozwolenia Namiestnika i powtarzanych nieraz z powodu częstych przejść unitów było postanowienie Namiestnika 28 lutego (10 grudnia) 1840, mocą którego nakazano ogłosić:
a) wszystkim przeszłym na łaciński obrządek unitom, że oni nie mogą uważać siebie za należących do rzymskokatolickiego wyznania, bo na przejście ich nie nastąpiło zezwolenie stolicy apostolskiej.
b) łacińskim duchownym w miejscach zamieszkania unitów, ażeby oni nie mieszali się w sprawy greko - unitów i nie śmieli przyciągać osób, urodzonych w grecko - unickim wyznaniu, z tym zastrzeżeniem, że w razie nieposłuszeństwa, postąpi się z niemi jak z burzycielami cywilnych praw i nieposłusznymi dla rządu; o tym powiadomiono i władze diecezjalne w tym celu. aby wydali o tym swojemu duchowieństwu stosowne rozporządzenia.
W powyższych postanowieniach chociaż była wzmianka, że z winnymi nawracania na łaciński obrządek unitów postąpi się, jak z burzycielami praw krajowych i nieposłusznymi wobec rządu, lecz nie były określone ani rodzaj, ani sposoby kar za wspomniane nawracania, to winni zostawali nie karanymi. Z dniem 1 Stycznia 1848 dawny kodeks Królestwa przestał obowiązywać a z tym razem straciły siłę i paragrafy jego, określające jak wyżej powiedziano kary za niewykonanie postanowień odnośnie do dni świątecznych, w nowym zaś kodeksie kar głównych i poprawczych żadnej kary za podobne czyny nie oznaczono.
W skutku wszystkiego, co wyżej powiedziano, w ogóle wszystkie na zasadzie powyżej cytowanego postanowienia namiestnika rozporządzenia komisji rządowej i rządów gubernialnych powszechnie zostawały bez skutku.
Za dowód tego oczywisty mogą służyć zdarzające się do ostatniego czasu częste nawracania unitów. Wypadki takowego nawracania powtarzają się ciągle i do tego czasu, jak łatwo można przekonać się w zarządzie sprawami greko - unickimi. Według raportu cywilnego lubelskiego gubernatora z dnia 29 listopada (11 grudnia) 1865 roku liczba unitów, którzy po 1840 roku do dnia dzisiejszego przyjęli nieprawym sposobem łaciński obrządek dochodzi do 2297 dusz. Samo przez się rozumie się że ta cyfra tyczy się tylko osób, o których przejściu były urzędowe dochodzenia. Ilu zaś unitów nawrócono do katolicyzmu skrycie, o tym trudno dać nawet w przybliżeniu wiadomość. Godnym tylko uwagi jest to, że podług wiadomości za rok 1860 naliczono unitów w Królestwie tylko 218.928, gdy w roku 1838 liczono ich podług urzędowych wykazów 220.293 dusz. W tym samym czasie liczba osób rzymskokatolickiego wyznania w 1838 r. wykazano 3.394.746 doszła w biegu tego periodu do 1O%, a podług wykazu za rok 1860 podano 3,708.219 dusz.
Takie niepomyślne dla unitów położenie pobudziło i obecnego chełmskiego biskupa nominata zwrócić się do rządu z użaleniem
Biskup odpowiadał tylko na zarzuty b. niestosownie i oświadczył, że nie ma władzy wstrzymania przymusowo od przechodzenia na obrządek łaciński i przyjmowania do tegoż przez łacińskich księży.
Na czyny rzymskokatolickiego duchowieństwa z prośbą o opiekę dla greko - unitów przeciwko temuż duchowieństwu. Biskup nominat chełmskiej unickiej diecezji pod dniem 14/26 lutego 1865 N. 27 wystąpił do mnie z przedstawieniem, że rzymskokatolickie duchowieństwo w Królestwie działało i teraz działa na szkodę greko - unickiego kościoła, a w skutek tego była przyczyna kilkakrotnych zażaleń unickich kapłanów na mieszanie się łacińskiego duchowieństwa w sprawy greko - unickiego kościoła, i przyjmowało unickich parafian do swojej trzody i jeszcze było powodem sporów i kłótni między łacinnikami i unitami. A ponieważ środki, przedsięwzięte przez dwór rzymski dla pogodzenia tych dwóch obrządków do czasu obecnego pokazały się bezskutecznymi i nie dają rękojmi na przyszłość do skrócenia nadużyć łacińskiego duchowieństwa, działającego na szkodę greko - unitów, przeto biskup chełmski upraszał naprzód o zatwierdzenie wszystkich dawnych postanowień, zabezpieczających prawa i przywileje unickiego kościoła, po wtóre o to aby z powodu usuwania się łacińskiego duchowieństwa od należytego zachowania postanowień Stolicy apostolskiej, rząd wziął pod swoją opiekę unitów na zasadzie najwyższego ukazu z dnia 6118 marca 1817 roku, wkładającego na komisję rządową spraw wewnętrznych i duchownych obowiązek zwracać uwagę na rzymskokatolickie duchowieństwo i rozstrzygać wynikłe spory miedzy duchowieństwem różnych obrządków.
Ze wszystkiego wyżej przytoczonego okazuje się najprzód, że rząd Królestwa Polskiego od dawnego już czasu przedsiębrał środki do zabezpieczenia greko - unickiego wyznania od napadów nań łacińskiego duchowieństwa i każdego czasu z powodu zażaleń greko - unickiego duchowieństwa na wyrządzone mu ze strony łacinników krzywdy, wydawał stosowne rozporządzenia dla zapobieżenia nieprawnym w tym względzie działaniom rzymskokatolickiego duchowieństwa; przy tym uznano konieczne winnych (jakimi okazali się łacińscy księża) poddawać prawnej odpowiedzialności, lubo ta odpowiedzialność określoną nie była.
Po wtóre przedsiębrane dotąd środki dla ochrony greko - unickiego wyznania były zupełnie zgodne z koniecznymi postanowieniami rzymskiego Kościoła i zastosowane do nadużyć łacińskiego duchowieństwa wielokrotnie potępionych przez rzymskich papieży i podpadających podług prawideł kanonicznych surowej karze.
Po trzecie, wskazane środki w ogóle zawierały w sobie wszystko, co istotnie konieczne dla osiągnięcia celu z wyłączeniem jednakowoż dokładnego oznaczenia odpowiedzialności osób winnych A zatem w końcu po czwarte, doświadczenie z przeszłości pokazuje głównie konieczność więcej dokładnego określenia i rozwinięcia dawnych rozporządzeń rządu co się tyczy odpowiedzialności osób, które okazują się winnymi nawracania greko - unitów.
Dla tego właściwie w tym ostatnim względzie pokazało się koniecznym postarać się wynaleźć środki, konieczne dla osiągnięcia zupełnego zabezpieczenia unitów od pokuszeń rzymskiej propagandy. Przy tym nie można wątpić, że z jednej strony prosty zakaz łacińskiemu duchowieństwu nawracania greko - unitów bez nałożenia na winnych nawracania łacińskich księży istotnych kar za naruszenie tego przepisu zawsze był i nie może nie być martwą literą, z drugiej strony byłoby niesprawiedliwie surowo karać przechodzących greko - unitów, osobliwie przez wzgląd na to, że przejście z greko - unickiego wyznania na rzymskokatolickie dzieje się zupełnie bez świadomości ze strony samychże przechodzących, którzy po większej części należą do niższej miejskiej lub wiejskiej ludności, a u których już dawno systematycznie rozwija się przez duchowieństwo łacińskie to przekonanie że między dwoma wyznaniami nie ma żadnej istotnej różnicy, oprócz nieznaczącej pozornej w obrządkach.
Dotąd prawo zakazujące przechodzenia z greko - unickiego do rzymskokatolickiego kościoła nie stanowiło za to wyraźnej kary, a chociaż w zarządzie spraw greko - unickich poruszono myśl zażądać nałożenia na winnych w podobnym razie takich samych kar jakie dziś kodeks naznacza za nawrócenie prawosławnych t. j. wygnanie do Tobolskiej lub Tomskiej guberni, lecz tym mniej tak sroga kara może być uznana za stosowną w obecnym razie. Dla tego uważano za pożyteczniejsze znaleźć według możności i usunąć głównie same zasadne organiczne przyczyny, które w skutku jawnych nieporozumień w stosunkach łacińskiego duchowieństwa z greko - unickim klerem i narodem pociągają za sobą tak częste przykłady zgubnych nawróceń ostatniego i wtedy nie ścigając samych przechodzących unitów starać się wszelako poskromić fanatyczny duch prozelityzmu u rzymskokatolickich księży oznaczaniem umiarkowanych, ale nieuniknionych kar za każdy okazany z ich strony udział w tych nawracaniach.
Brewe papieża Benedykta XIV 1751 29 marca dozwala łacińskim kapłanom odprawiać łacińską Mszę w ruskiej unickiej cerkwi, a ruskim unitom w rzymskokatolickim kościele msze podług swojego tylko w tym razie wyłącznie obrządku, gdy nie ma dla nich żadnej sposobności odprawić mszę we własnych kościołach. A zamojski prowincjonalny Synod 1720 r. zakazuje unickiemu kapłanowi dopełniać sakramentów parafianom łacińskiego obrządku bez pozwolenia właściwego proboszcza (wydanie 1875 r. stron. 50) i również poświęcać sakrament św. Eucharystii na przaśnym chlebie, (stron. 65).
Co do tego okazuje się, co następuje. Z rozpatrzenia się w czynnościach komisji rządowej częstych wypadków pokuszeń łacińskiego duchowieństwa na całość greko - unickiego wyznania, a równie przychodzących obecnie zażaleń greko - unickiego duchowieństwa i doniesień o tymże miejscowych władz, okazuje się że dzieło łacińskiej propagandy dotychczas przeciągało się ze skutkiem głównie dla tego, że przy małej ilości greko - unickiego duchowieństwa i rozrzuceniu unickich parafii, i pod wpływem sztucznie utrzymywanej przez dwór rzymski teorii zupełnej jedności i nieróżnienia się między oboma kościołami i hierarchiami, łacińskie duchowieństwo bezsprzecznie korzysta najzupełniejszą wolnością z przystępu do greko - unickich parafii i kościołów. Takim sposobem niedawno jeden z łacińskich biskupów nie tylko nawiedzał unickie kościoły, ale nawet jak wiadomo w jednej z nich (w. m. Lipsku) poświęcił kielich dla ŚW. Eucharystii ze swojej strony łacińscy księża korzystają z prawa swobodnego odprawiania nabożeństwa we wszystkich greko - unickich kościołach, przez co stopniowo przyciągają ludność greko - unicką na swoje kazania, odpusty i obrzędy przyuczają dorosłych do spowiadania się u nich i przyjęcia komunii, a także bezsprzecznie udzielają dzieciom Chrztu Św., przy czym wszystkich takich, raz do nich udających się, zapisują w swoje księgi metrykalne, przekonywując ich, że są rzymskimi katolikami i tak zręcznie korzystają ze wszystkich wykazanych zdarzeń, żeby wnieść dla swoich widoków w łono greko - unickiej ludności uczucie podejrzenia i nieufności do rządu.
Za najważniejszy w tym względzie przykład może służyć, oprócz wszystkich w ogóle wiadomych działań łacińskiego biskupa podlaskiej diecezji szczególniej jego list pasterski do swego duchowieństwa pod dniem 31 maja 1862 i który to list zupełnie dąży do poniżenia greko - unickiego wyznania przed łacińskim.
W myśl słusznej protestacji przeciwko temu podanej przez unickie duchowieństwo w 1862 r. list ten pasterski narusza starożytne obowiązujące dla greko - unitów postanowienia papieży, zmienia przychylne dla nich dekrety tak nazwanej S Propagandy i uświęca największe nadużycia. - A będąc obowiązującym dla podlaskiego rzymskiego duchowieństwa, nadaje mu prawa przyjmować i przyciągać na łacinizm greko - unitów we wszystkich możliwych wypadkach kościelnego społeczeństwa greko - unitów z łacińskim kościołem. O wszystkim powyższym uczyniłem przedstawienie do diecezji Jego wysokości namiestnika w Królestwie Polskim. Namiestnik zgodnie z moim przedstawieniem raczył postanowić.
1. Powtórnie polecić rzymskokatolickim duchownym diecezji Lubelskiej, Podlaskiej Sejneńskiej i Warszawskiej zachowanie jak dawnego rozporządzenia komisji rządowej spraw wewnętrznych i duchownych z dnia 22 lipca 1823 r. tak i rozporządzenia namiestnika z 5/17 lutego 1838 r. za Ner 143 i 28 listopada (10 grudnia 1840 r. a w rozwinięciu tych rozporządzeń polecić łacińskim biskupom tych diecezji, w granicach których mieszkają greko - unici tj. podlaskiemu, lubelskiemu, sejneńskiemu i warszawskiemu, ażeby oni tak sami jak i podwładne im duchowieństwo nie mieszali się w żadne sprawy greko - unickie kościoła nie uczęszczali do kościołów greko - unickich, nie odciągali ostatnich od ich cerkwi i kapłanów, nie przyjmowali greko - unitów do sakramentów jako to: spowiedzi, komunii, bierzmowania, chrztu i innych, nie ważyli się ani wpisywać ich w księgi metryk swoich łacińskich parafij, ani wydawać im z nich metryk lub innych świadectw, zarazem obwieścić wspomnionemu duchowieństwu, że w razie naruszenia przez niego tego nowego polecenia, winni podlegną karom pieniężnym, równie jak i innym administracyjnym.
2. Co się tyczy przeszłych na łaciński obrządek bez pozwolenia rzymskiej stolicy greko - unitów wziąwszy na uwagę nieprawność tego przejścia, niczym nie usprawiedliwionego, to wpisać ich do liczby miejscowych greko - unickich parafij, poczytywać ich we wszystkich cywilnych i kościelnych aktach za unitów i uznawać urzędownie za ważne te akta ich stanu, kościelne świadectwa ich, które zdziałane, lub wydane będą w greko - unickich kościołach lub przez greko - unickich kapłanów. Co do tego ostatniego celu zobowiązać duchowne władze właściwych rzymskokatolickich księży w przeciągu sześciu miesięcy wręczyć w oryginale, albo zakomunikować za pośrednictwem poświadczonych przez nich wyciągów w prawnych kopiach, greko - unickim kościołom właściwych, wszystkie sporządzone do tego czasu przez rzymskokatolickich duchownych w rzymskokatolickich kościołach akta stanu cywilnego i inne dokumenty, odnoszące się do nieprawnie przeszłych na łaciński obrządek greko - unitów.
3. Ogłosić za nieważny list pasterski podlaskiego biskupa z dnia 8 maja 1862 r. jako przeciwny obowiązującym greko - unitów polskich papieskim bullom i wydanym na zasadzie tychże w 1823, 1834 i 1840 przez ówczesną komisję rządową spraw wewnętrznych i duchownych rozporządzeniom do jego poprzedników, a przy tym jako wydany bez wiedzy i zezwolenia rządu.
4. Polecić chełmskiemu biskupowi, aby wydał rozporządzenie w swojej diecezji, aby duchowieństwo greko - unickie nie dopuszczało mieszania się łacińskiego duchowieństwa w swoich kościołach i parafiach, ażeby między innymi greko - uniccy duchowni nie dozwalali w żadnym wypadku łacińskim księżom odprawiać nabożeństwo i spełniać obrzędy w unickich kościołach i ażeby donosili do rządu o każdym wypadku wmieszania się ze strony łacińskich księży. — Toż samo ogłosić greko - unickim kapłanom przez miejscowe władze z uprzedzeniem ich, że ci z nich, którzy nie spełnią w zupełności powyższego rozporządzenia będą pociągnięci do odpowiedzialności.
5. Polecić wojennym i cywilnym władzom lubelskiej, augustowskiej i warszawskiej guberni najsurowszy nadzór nad wykonaniem wyżej wskazanych rozporządzeń rządu.
6. Za niewykonanie przez rzymskokatolickie i greko - unickie duchowieństwo wyżej wspomnianych rozporządzeń (na zasadzie §. 6 ukazu z dnia 6/18 marca 1817 r. stanowiącego, że spory wyniknąć mogące między duchowieństwem rzymsko-katolickim i innych wyznań rozstrzyga komisja rządowa spraw duchownych i przy tym odnośnie tej władzy, jaka poruczona tej komisji we względzie zakonnych interesów przez najwyżej zatwierdzone prawidła 22 listopada (4 grudnia) 1864 r. o sposobach utrzymania i porządku w urządzeniu rzymskokatolickich klasztorów w Królestwie Polskim) poruczyć komisji rządowej określenie kar pieniężnych na osoby winne w obu obrządkach, w taki sposób :
a) aby pieniężne kary mogły być przez nią nakładane w ilości od 3 do 100 rs. na winną osobę;
b) aby każda kara nie była nakładana inaczej, jak z decyzji, wypadłej z wniosków gubernatora i po poprzednim żądaniu w oznaczonym terminie opinii biskupa chełmskiego i miejscowego rzymskokatolickiego.
Pieniężne kary nakładane przez komisję rządową na zasadzie poprzedniego paragrafu, powinny być obracane na wsparcie biednych osób greko - unickiego duchowieństwa.
O tym wszystkim mam zaszczyt powiadomić dla informacji i zastosowania się.
Główny dyrektor ks, Czerkaski, pełniący obowiązki zarządzającego sprawami greko unickimi Sidorski.
W myśl tego rozporządzenia rozesłał Konsystorz a raczej Wójcicki okólnik do wszystkich parafij po rosyjsku i po polsku drukowany, jak następuje;
Chełmski greko-unicki Diecezjalny Konsystorz Nr. 90. Dnia 31 Stycznia 1867 roku. M. Chełm.
Do W. Ks. Dziekana Dekanatu Kodeńskiego,
J. O. Książę Dyrektor Główny Prezydujący w Komisy! Rządowej spraw wewnętrznych i duchownych pod datą 11/23 maja za N. 74 zakomunikował władzy diecezjalnej zatwierdzony przez JW. Hrabiego Namiestnika okólnik, dotyczący zachowania greko - unitów od obcych na nich wpływów celem rozesłania takowego całemu podwładnemu duchowieństwu Diecezji Chełmskiej.
Konsystorz komunikując egzemplarze Waszej Przewielebności, poleca bezzwłoczne rozesłanie takowych kapłanom poruczonego Mu Dekanatu i zalecenie im ścisłego i niezmiennego stosowania się do tegoż.
Przy czym Konsystorz uważa niezbędnym nadmienić, że niniejsze rozporządzenie JW. Hrabiego Namiestnika, wyrażone w załączającym się okólniku zupełnie nie ma na celu rozerwania węzłów duchownych łączących greko - unitów z łacinnikami; ono jedynie ma na celu powstrzymanie wpływu łacinników ze szkodą naszej ruskiej narodowości i wyznania greko - unickiego.
Dla tego wzbraniając duchowieństwu łacińskiemu odprawiać swoje nabożeństwa i obrzędy religijne w Cerkwiach naszych, nie wzbrania jednakże Duchowieństwu greko - unickiemu uczęszczać do kościołów łacińskich, dla zaspokojenia koniecznych potrzeb swoich parafian, którzy w pewne odpusty łacińskie zwykli chodzić do ich kościołów. Jednakże takowe uczęszczanie greko - unickich księży do kościołów łacińskich może być w przyszłości dopuszczalnym nie inaczej jak z zezwolenia Konsystorza.
Dla tego Konsystorz spodziewa się, że Duchowieństwo Diecezji Chełmskiej będzie dalekim od wszelkich niedowierzań i podejrzeń jakie zostały w nie wpojone przez ludzi lekkomyślnych i złej woli które nie powinny znaleźć miejsca w ich myśli i sercu a natomiast wzbudzi się w niem zaufanie i przywiązanie do troszczącego się o dobro nasze rządu, który tak hojną ręką obsypuje wielkimi dobrodziejstwami Duchowieństwo Diecezji Chełmskiej.
Prezydujący w Konsystorzu oficjał Wójcicki. Surogat Konsystorza Michał Własiewicz, Sekretarz Bańkowski.
Aby zaś Unitom wszelkich religijnych posług pozbawionym odjąwszy ostatnią nadzieję i pociechę, jaką mieli w drugim obrządku tym łatwiej zmusić na schizmę, a łacińskim duchownym odjąć wszelką sposobność udzielania im posług religijnych nawet pod pozorem niewiadomości rozkazał rząd każdemu przy spowiedzi okazać książkę legitymacyjną a każdemu księdzu zapytać o nią i przeczytać jakiego wyznania, czego dowodzi następny reskrypt do wójtów i burmistrzów.
Naczelnik Bialskiego Powiatu do Wójtów i Burmistrzów. N. 8464. 14 lipca 1867 r. M. Biała.
Polecam Panu natychmiast rozporządzić aby każdy z Chrześcijan okazał mu legitymacyjną swoją książkę, na okładce której wyraźnie winno być napisane imię osoby której książka i jakiego ta osoba wyznania, tj. greko - unickiego, rzymskokatolickiego albo prawosławnego. Określenie to jasno napisane powinno być poświadczone podpisem Wójta lub Burmistrza z przyłożeniem pieczęci. Środek ten urzędowy dla tego poleca się, aby każdy parafianin idąc do spowiedzi, mógł okazać swoje książkę jakiego wyznania księdzu, a wtedy on będzie widział czy parafianin należy do tego wyznania jakiego jest sam duchowny a z tego powodu rzymskokatolicki ksiądz nie będzie mógł wymówić się jeżeli wysłucha spowiedzi unity, że on sądził, że ta osoba jest rzymskokatolickiego wyznania.
O rozporządzeniu tym zawiadamiam duchowieństwo tak greko - unickie jako też i rzymskokatolickie, a Pana proszę powiadomić lud o tym.
Naczelnik Powiatu Dewel.
Ani uniccy duchowni w łacińskim ani łacińscy w unickim kościele żadnych religijnych obrzędów spełniać nie mogli, a tym samem i lud unicki żadnych sakramentów przyjmować w łacińskim kościele nie mógł, gdyż duchownym łacińskim surowo to było wzbronione. Lud przywykły uważać za jedno i to samo oba te obrządki, nawykły słuchać nabożeństwa po kościołach łacińskich, gromadnie uczęszczający na wszelkie odpusty, boleśnie bardzo znosił, że tam żadnego kapłana swojego obrządku, jak dawniej zawsze bywało, nie widział; który mógł, przyjmował wszystko od łacińskich kapłanów, a wielu najczęściej wracało bez komunii do domu. Kapłani uniccy, wiedząc na jak ciężkie prześladowanie naraziliby łacińskie duchowieństwo, a nawet samo miejsce, sam kościół na prędsze zamknięcie, pominąwszy własną odpowiedzialność, ulegli niegodziwemu nakazowi.
Sprawcą, głównym działaczem tych wszystkich zgubnych dla Kościoła postanowień, był książę Czerkaski: dla tego usunięcie go w tym roku (1768) ukazem cara wlało we wszystkich, choć bezzasadnie, nową nadzieję jakiejś zmiany, jakiejś za tyle boleści pociechy.
Niektórzy nawet tak dalece posunęli się w domysłach ze zbytku dobrych nadziei, że śmieli utrzymywać, że on za zbyt gwałtowne postępowanie w nawracaniu unitów usuniętym został, i ten wypadek poczytali za bardzo pomyślny dla unii. Nie znali moskiewskiego mongolizmu; nie schodzi on nigdy ze swego drapieżnego systemu, chyba, gdy wyższą siłą materialną wstrzymywanym będzie, bo na moralną siłę, lubo drży przed nią, ma lekarstwo bezczelności.
Błąd tenże duchowni, że śmieli przypisywać rządowi moskiewskiemu jakieś opamiętanie się, jakieś lepsze myśli i zamiary, zaraz poznali i srodze odpokutowali. Czerkaski usunięty został za gwałtowność w postępowaniu, ale nie z przyczyny sprawy unickiej, tylko za obrazę cara w osobie jego namiestnika, ale nie za unią, na zagładę skazaną. Wśród tego pocieszającego omamienia umyślili duchowni wystąpić ze skromną i uniżoną, ale stanowczą prośbą do monarchy na ręce namiestnika, o usunięcie nieprawej władzy w osobie Wójcickiego, o dozwolenie obrania administratora diecezji według ustaw Kościoła.
Podlaskie całe prędko się porozumiało i po zebraniu przez dziekanów od każdego z rządców parafij osobnej prośby, pocztą prawie w jednym dniu do rąk namiestnika, hr. Berga, ze wszystkich dekanatów doręczyli.
Lubelskie duchowieństwo opóźniwszy się w porozumieniu się, widząc już bezskuteczność tego środka, z obawy pomnożenia ofiar wstrzymało się ze zbieraniem próśb i ich podaniem. Hr. Berg nie czując się w prawie decydować w tym interesie, przesłał wszystko do Petersburga do decyzji cara, lecz on zamiast wejrzeć w słuszność ciężko skrzywdzonych, zamiast dotrzymać swojego carskiego słowa, uroczyście danego ludowi w Petersburgu, daje poznać swoje niezadowolenie, i rozkazuje oświadczyć przez ministra sekretarza stanu do spraw Królestwa, Platonowa, (który widząc nieprawe dążenia rządu sam opuścił urząd i osiadł we Francji), że takie gromadne, zmowne podawanie próśb uważa za nieprawne.
Pod rządem despotyczno mongolskim, jaki jest w Rosji, niezadowolenie cara jest wyrokiem zguby dla proszących: w skutku tego wszystkie władze mają prawo pozywać do odpowiedzialności, znęcać się i mścić nad proszącymi, aby mieć satysfakcję za niezadowolenie cara Natychmiast więc poaresztowano wszystkich kapłanów po parafiach, jednych w domach przez odebranie paszportów, bez których od czasu powstania nikt wydalać się nie mógł, i zabronili na krok jeden wydalać się z domu nawet do parafii, bez opowiedzenia się naczelnikowi powiatu; innych, szczególniej wszystkich dziekanów lub jakimkolwiek sposobem wpływających na zebranie podpisów, próśb i protestacyj, porwano z domu i uwięziono w publicznym więzieniu w Siedlcach, dla większych zbrodniarzy przeznaczonym, tak strasznym z powodu urządzenia, że trudno było rok jeden przeżyć dla największych zbrodniarzy z powodu braku w nich światła i powietrza, a dla szczupłości miejsca i ruchu. Gdyby, jak zamierzali poprzednio ks. Paweł Szymański z Sobiboru i Andrzej Żypowski z Kolembrodu osobiście jako deputowani od wszystkich podali zebrane od duchowieństwa prośby do Namiestnika, to zapewne, że cała wina i ogrom prześladowania spadłyby na nich jako agitatorów i głównych działaczy. — przejrzawszy to, ułożone przez wszystkich prośby ks. Mazanowski i Starkiewicz przez pocztę tak, aby nie zwrócić na siebie uwagi, do Warszawy pod adresem namiestnika posłali — i dlatego to w braku otwarcie winnych, rozłożyli na wszystkich winę, a bardziej w oczach rządu gorliwych i jako winniejszych publicznym i srogim dotknięto, jak za wielkie zbrodnie więzieniem w Siedlcach. Cierpieli tam za dobre swe chęci prawy charakter i czyny w roku tym 1869 Ks. Jan Szymański, prałat kustosz kapituły przez 3 tygodnie, starzec przeszło 70 letni na którego, gdy go prowadzono do więzienia, żydzi ze zdumieniem i głośnym współczuciem patrzali, ks. Grzegorz Wasylewski, dziekan wisznicki, proboszcz parafii Gęś na 3 miesiące, Faustyn Hannytkiewicz, dziekan radzyński, proboszcz Międzyrzeca Nowego 3.5 miesiąca, Aleksander Starkiewicz, proboszcz z Ciciboru 4 mieś., Jan Charłampowicz, dziekan włodawski, proboszcz z Lubienia 3 mieś., Jan Eustachewicz, proboszcz Sosnowicy, dziekan Parczewski 2 tygodnie; Jan Budzilowicz. proboszcz. z Choroszczyna, dziekan kodeński 3 mieś., Teofil Bojarski, prób. z Dobratycz 3 mies., Henryk Kaliński, proboszcz z Kostomłot 4 mies., Mikołaj Kalinowski, dziekan bialski, prób. z Łomaz 4 tyg., Paweł Szymański, proboszcz z Sobiboru 3 mieś., Andrzej Zypowski, prób. z Kolembrod 3 miesiące. Co zaś do księży Cypryana Hannytkiewieza z Kornicy, Leona Terlikiewicza z Czołomyi, Emiliana Sieniewicza ze Sworów, Władysława Zatkalika z Sokołowa, Ignacego Bukowickiego z Grodziska, Jerzego Koncewicza z Choroszczynki, to ci później więzieni byli za opór w mówieniu kazań po rusku, lub ponieśli zemstę okrutnego rządu za manifestacje głośne ludu w obronie wiary i obrzędów swoich albo organów okazane, gdyż za pobożną stałość ludu wszędzie duchowni potępiani byli, dla tego że nie dawali im gorszego przykładu i nie nauczali zdrady sumienia i Boga dla przypodobania się występnemu rządowi.
Wszyscy osadzeni, uważani jako zbrodniarze stanu doświadczali najdotkliwszych ucisków. Pominąwszy sam rozkład więzienia, zgubny dla ich zdrowia, samotność, brak wszelkiego zajęcia, gdyż ani książek im nie dozwolono, moralne udręczenie, jakie im co do sumienia zadawano, stan ich czyniły godnym współczucia może nawet u samych narzędzi i sług katów.
Trwało to ciągle do trzech i czterech miesięcy; aby ich bardziej udręczyć nie dawano im ani snu ani pokoju. W nocy około dwunastej godziny prowadzono pod strażą przed komisję śledczą do tłumaczenia się za zbrodnie, których nie popełnili, i tam różnymi sposobami chciano ich ustraszyć, zmusić do uległości rządowi we względzie sumienia, albo korzystając z osłabienia i obawy, wymóc jakie słowo dwuznaczne lub nieuważne, które by ich z innej strony potępić mogło.
Namawiano ich do wierności carowi i wyrzeczenia się papieża, który im nic dać nie może, a car wszystko im da i uczyni; wyrzucano niewdzięczność za nadanie pensji, nie zważając, że z zaboru dóbr duchownych drugie tyle dać można było, i że za samą cenę spokojności sumienia duchowni chętnie by się jej zrzekli. Gdy te przekładania nie pomogły, użyto gróźb, straszono Sybirem, kopalnią.
Gdy pomimo to wszyscy przyrzekli wierność monarsze, ale bez nadwerężenia sumienia, zniecierpliwiony gubernator Gromeka, rozkazał inspektorowi więzień, aby im nie dawał żadnej wygody; "na co ich ograniczać" odrzekł tenże, „kiedy oni sami żadnych wygód nie chcą, modłą się tylko i poszczą". Zmieszany Gromeka nie znalazł innych wyrazów na odpowiedź oprócz tych: "..kakoj czort etot naród uniaty".
I w rzeczy samej, gdy im uczyniono wielką i niespodzianą łaskę, pozwalając odprawiać nabożeństwo w kaplicy więziennej, osobliwie w tygodniu wielkim przed Wielkanocą, sami Rosjanie schodzili się i budowali ich rzewną pobożnością. Chwytając się wszystkich sposobów ugięcia ich i zgubienia, przyszli i do właściwych sobie, prawdziwie mongolskich dla swej nikczemności i barbarzyństwa.
Jednej nocy około 12 godziny wpadają z łoskotem na więzienny dziedziniec z kibitką; brzękiem kluczy dają poznać otwieranie więziennej celi i wyprowadzanie z niej kogoś, i zaraz na głos czytają wyrok skazujący np. księdza Hannytkiewicza na wieki na Syberię, popędzają kibitkę, i jej turkot (oznacza porwaną już ofiarę. Zaraz po tej wszystkiej przeszywającej scenie, wołają wszystkich do śledczej komisji, prócz tego jednego skazanego na Sybir, aby się zaraz nie mogli przekonać o odegranej z nimi komedii, grożąc tą samą karą, jeżeli nie podpiszą żądanej deklaracji. Gdy się nie powiódł ten piekielny podstęp, inny przedsięwzięło.
Pewnego razu, również koło północy, przybywszy także z krzykiem i łoskotem pałaszy na dziedziniec więzienny, udając otworzenie celi i wyprowadzenie jednej z ofiar, czytają głośno wyrok, skazujący ks. Andrzeja Horoszewicza, prob. z Międzyrzeca, na 30O łóz, i tę karę zaraz wykonywają, udając uderzeniem razy i jęk ofiary, a potem, jak zwykle, ciągną do inkwizycji.
Po wszystkich cierpieniach im zadawanych, gdy prócz straty zdrowia ofiar, nic więcej nie zyskali służalcy tyrana, wypuścili ich na wolność, jeżeli można nazwać wolnością ciągły stan udręczenia, jakie wyrządzali unitom, nieufność do nich, okazywano poniżenia, jak dla występnych, i ścisły dozór policyjny, że i ruszyć się bez meldowania nie mogli, a każdy ich krok śledzono. Zmuszeni byli dać tylko deklarację, że we wszystkim będą posłuszni rządowi bez naruszenia sumienia, a od niektórych wymogli, że kazania po małorusku mówić będą, jeżeli lud się na to zgodzi. Pozwolili im być jeszcze czas jakiś na parafiach, ale jako napiętnowanym zbrodnią przeciw carowi; z tych jedni zaraz pomarli, inni męczyli się nabytym defektem, a wszyscy patrzyli z boleścią na coraz większe gwałty.
Przerażony lud ciągłymi aresztowaniami i wywożeniem swoich prawych kapłanów, na których całą położył nadzieję, nie zasypiał sprawy, myśląc i szukając środków, aby sobie i im dopomóc. Na ogólnych naradach swoich, w lesie odbywanych, dokąd z każdej parafii po dwóch delegatów wysyłano dla wspólnego porozumienia się i cieszenia, porównywając i roztrząsając wszystko, czego byli świadkami, przypomniawszy sobie ową carską obietnicę, daną ich deputatom w Petersburgu, nienaruszania w niczym ich wiary, przyszli do przekonania, że monarcha nie wie o tych wszystkich gwałtach, i uradzili wysłać w tym celu kogoś, który by prośbę ich oddał do rąk samego cara. Szczęśliwym trafem prędko znaleźli z parafii międzyrzeckiej wysłużonego z gwardii cesarskiej żołnierza; składają mu dostateczne koszta na podróż, dają prośbę na ręce i obowiązują, aby niezmiennie oddal ją w ręce samego monarchy. Nie trudnym to było dla niego; znając dobrze Petersburg i wiedząc, kiedy cara najłatwiej spotkać w ogrodzie na spacerze, dopilnował chwili stosownej i oddał wprost w ręce cesarza prośbę. Przyjął ją car i obiecał nadesłać odpowiedź. Pełen nadziei wraca posłany do domu i wszystkich dobrą nadzieją cieszy. Lecz wkrótce doznał rozczarowania: po przybyciu w kilka dni poczynają go wszystkie władze dotykać i włóczyć do śledztwa, protokołów, zarzucając mu zuchwalstwo że bez wiedzy władz miejscowych odważył się wydalić z kraju, i wystąpić z prośbą do cara, a co większa, że do rąk mu oddał. Jest bowiem przepis, którym się obwarowali moskiewscy despoci, bardziej o siebie niż o dobro ludów troskliwi, że prośbę do nich tylko adiutanci odbierać mogą. Jedno tylko nie przyznanie się ochroniło go od bardzo smutnych, gorszych następstw nad te, których doznał: straty czasu, udręczeń, obelg i kilku dni aresztu. Takie pierwsze skutki podanej w Petersburgu prośby nie zapowiadały nic dobrego na dalej.
Nie tracili wszelako jeszcze nadziei, przypisując to urzędowej złośliwości władz miejscowych, obawiających się odpowiedzialności za gwałtowne czyny. Gdy w takich zostają nadziejach, niespodzianie przychodzi rozkaz władz do wszystkich sąsiednich parafij, sołtysów, wójtów i księży, aby w oznaczonym czasie stawili się do miasta Międzyrzecza, w domu urzędowym.
Komisja delegowana z Warszawy od hr. Berga, oświadcza im, że nadeszła odpowiedź od monarchy na prośbę podaną przez unitów, tej treści: " Ponieważ ze śledztwa pokazało się, że wszystko, co unici podali w prośbie, jest kłamstwem, przeto rozkazuje Najjaśniejszy Pan, by unici zachowali się spokojnie i w posłuszeństwie rządowi, inaczej będą surowo karani". Osłupieli wszyscy, i zdumieni podobną bezczelnością, nie słuchając już dawanych nauk i pogróżek, wyszli z sali na ulicę, pytając jedni drugich, co to ma znaczyć? Stojący na ulicy oficerowie rosyjscy, ciekawi przyczyny ich pomieszania, po jej odkryciu, wybuchnęli głośnym śmiechem i z oburzeniem na głos wołali: "..jakże śmieją kłamać i zaprzeczać wszystkim gwałtom, kiedy naszych wojsk tu konsystujących, i nas samych używali do egzekucyj po wsiach i miastach; my sami świadczymy!" „Niech żyje oświecenie dziewiętnastego wieku w Rosji!" po ulicach wołali, a wkrótce zaraz ukazał się w gazecie rosyjskiej artykuł, podany przez kapitana z tegoż samego pułku, w którym bez ogródki oświadcza, „że nigdy nie przypuszczał i nie wierzy, aby rząd mógł nakazywać takie gwałty nad ludem, który zawsze wiernie i spokojnie się zachowywał, a kapelan rosyjski tegoż pułku dodał: „że jako duchowny, potępiając te gwałtowne środki, oświadcza, że wiarę nie gwałtem, ale w duchu miłości chrześcijańskiej i przekonania zaszczepiać się powinno".
Jeszcze próbował lud skutku próśb, podając je wielkim książętom, jadącym przez Polskę za granicę lub wracającym, aby wyczerpać wszelkie możliwe środki ratunku, ale bez skutku. Nic nie mogło zachwiać szatańskich zamiarów. Los ludu coraz bardziej stawał się nieszczęśliwym, w miarę, jak wzrastała coraz bardziej jego pobożna stałość. Dla uspokojenia ludu rząd moskiewski jeszcze próbował zwykłych środków obłudy i bezczelności,
Pod dniem 14/26 sierpnia 1867 nr. 5509 poleca gubernator Gromeka przez powiatowych naczelników zawezwać wszystkich rządców parafij, aby w kazaniach i naukach przekładali ludowi nie dorzeczność wieści, jakoby rząd miał zamiar z unii zrobić prawosławie, ale zbytek bezczelności oburzył bardziej niż uspokoił lud poczciwy i roztropny.
Do jakiego stopnia obłudy może się poniżyć rząd moskiewski i o ile zasługuje na wiarę w swoich przyrzeczeniach, uważamy są stosowne przytoczyć tu autentyczny dowód z rozporządzenia gubernatora do naczelników powiatów a przez tych do duchowieństwa i ludu.
Cyrkularz. Urząd Powiatowy Radzyński N. 5503 Wydział policyjny 14 (26) sierpnia 1867 roku. M. Radzyń.
Do proboszcza greko - unickiej parafii w Radzyniu.
Gubernator siedlecki, ściśle wypełniając rozporządzenia wyższych władz, które działają na prośbę Chełmskiego Konsystorza, polecił nam naczelnikom powiatowym, wchodząc w unickie sprawy prosić duchownych, aby pod żadnym względem nie uchylali się od rozporządzeń duchownej władzy w interesie oczyszczenia unii od łacińskich obrzędów, organów i różańców. Do wiadomości jego Ekscelencji zaczęło dochodzić, że niektórzy z księży przełożonych parafii dotychczas nie objaśnili narodowi, parafianom istoty i prawdziwości wymagań i dlatego naród pozostaje w błędzie, w ogóle widoczną jest rzeczą, że niektórzy duchowni umyślnie utrzymują parafian w nieświadomości, w ciemnocie względnie do tego, czego wymaga Konsystorz, i z tego to powodu bywają niekiedy nieporządki i zaburzenia.
Powiadamiając o tym Waszą Wielebność dodaję jeszcze, że wszystkie nieporządki, zachodzące w parafiach, mają zasadę w skrytych działaniach duchownych, albo w zupełnej ich bezczynności; niezbite dowody pokazały, że zarzut ten jest usprawiedliwiony faktami. Chociaż w powierzonym mnie powiecie ogólna spokojność i porządek nie były naruszone, to wszelakoż niezależnie od tego poczytuję sobie za obowiązek prosić Pana, abyś w swoich kazaniach usunął wszelką wątpliwość odnośnie do tego, jakoby chciano z unii zrobić prawosławie. — Dla uspokojenia umysłów należałoby objaśnić ludowi całą niedorzeczność podobnych wieści, a w tymże samym czasie ściśle i we wszystkim wykonać cyrkularz chełmskiego Konsystorza za N. 200. (Zakaz języka polskiego, godzinek, różańca, organów i t. d.
Spodziewam się, że Wasza Wielebność zwrócisz uwagę na to rozporządzenie i dowiedziesz współdziałania w tym, co tak blisko dotyczy jego religii i narodowości.
Naczelnik kapitan Kotow,
Pomocnik porucznik Andrejew.
Obłuda, kłamstwo i okrucieństwo było, jest i będzie zawsze cechą despotyzmu moskiewskiego. Szczególną i nieproszoną opieką osłonili unię i żądali, żeby ich nie podejrzewać o złe dla niej zamiary, kiedy już dwa razy, za Katarzyny i Mikołaja tę samą zbrodnię spełnili, podstępem, krwią i łzami unitów; torując im do schizmy drogę i jeszcze tak szczególnie rolę tę odegrali, bo i za cara Mikołaja tak samo głosili tylko zamiar oczyszczenia obrządku od łacińskich naleciałości: wielką część diecezji Chełmskiej tylko rzeka Bug odgranicza od tego teatru, na którym rząd moskiewski w działaniach przeciw unii za Mikołaja cara wysilał się na obłudę, podstępy gwałty i tyraństwa, lud więc nie mógł nie poznać się na tym, zwieść się nie dał i widział swą zgubę i wiary.
Kłamał sam monarcha, nie dotrzymując przyrzeczenia, uroczyście danego ludowi w Petersburgu, kłamstwo więc stało się cnotą urzędową, każdy gubernator i urząd miał prawo i powinien był kłamać, aby dokonać to, czego car chciał i nakazał. Upoważnione do wszystkiego władze cywilne i wojskowe uwijały się koło egzekucji rozkazów przez nie same nakazanych, a udanych za konsystorskie, a Wójcicki także ze swojej strony, rozdrażniony protestem duchowieństwa przeciwko jego nielegalnej władzy, wskazywał sam ofiary, które chciał bardziej dotknąć, które uznał za więcej mu nieprzychylne, i te oddawał w ręce władz moskiewskich. Innych powoływał do Chełma, lub kazał straży odstawiać do tłumaczenia się. Tam ich często bardzo długo zatrzymywał jako aresztowanych, jak ks. Welinowicza, proboszcza z Drelowa, i ks. Eustachewicza. proboszcza z Parczewa, z których pierwszy i życie tam nagle zakończył. Tym, do których żadnej nie miał urazy, albo od których jakie znaczące otrzymał prezenty, dawał wszelką protekcję, ochraniał nawet za wielkie przestępstwa, najhaniebniejsze postępowanie, mówiąc im w oczy i pisząc listownie: „że wszystko można, tylko ostrożnie" omnia possibilia, sed caute. Mścił się za urazę z tytułu nieprawego jego urzędowania okazaną, kwalifikował na wygnanie do Rosji, jak postąpił z ks. Charłampowiczem, dziekanem włodawskim, proboszczem parafii Lubień, wyrokując go do Nowogrodu na wygnanie.
VIII.
Za godnych siebie pomocników w rządach i razem towarzyszy miał Wójcicki osoby, zasługujące przez swą nikczemność i stanowisko, jakie zajmowały, na wspomnienie. Odznacza się między niemi najprzód Michał Własiewicz, proboszcz z Rakołup, dziekan chełmski, kanonikiem przez rząd tylko mianowany, orderem dekorowany za znakomicie nikczemną zasługę. Ograniczony, bez logiki i najmniejszej roztropności, żadnej nauki i historii dobrze nie posiadający, chciwy wyniesienia na podłych zasadach, w czasie powstania posunął nikczemność do bezczelności, rozzuchwaliwszy się z przybranym do siebie towarzyszem, ks. Michałem Liszkiewiczem, daleko rozsądniejszym, który lubo dał się obłąkać, ale wkrótce się opamiętał, a później tak głęboko uczuł moskiewskie na religię ataki, że dostał pomieszania i obecnie znajduje się w szpitalu obłąkanych w Lublinie, w imieniu całego duchowieństwa, lubo ono nic o tym nie wiedziało, oświadczył w. księciu Konstantemu, ówczesnemu namiestnikowi, że unici pragną oddalić się od narodowości polskiej, proszą o przyznanie im osobnego języka, szkół, uniwersytetów i pomoce niezbędne do propagowania narodowości ruskiej. Szalony nie wiedział czego pragnie: własnymi rękoma chciał sypać mogiłę swej wierze, swej narodowości,' gwałt zadał historii, której nie znał; chwałę przodków, mężnie walczących z mongolizmem dla ocalenia swobody i wiary, oddał tymże samym Mongołom w opiekę drapieżną, z krzywdą niesłychaną braci, z zaparciem się prawdy historycznej z przekleństwem poczciwych przodków.
Naturalnie w owym czasie, kiedy Moskwa sprzysięgła się na wytępienie wszystkiego co polskie i katolickie, jako zawsze przychylne swobodzie ducha i politycznej przyjęci nadzwyczaj uprzejmie, przez samą nawet wielką księżnę, uprzejmie traktowani, oprowadzani po wszystkich salonach, nawet i sypialnym, udekorowani, przybywszy z powrotem, wkrótce poznali nierozum swego zuchwałego postępku.
Przekonali się, na czyją korzyść budowali gmach, że rozdzielić to, co religia, historia, polityka, potrzeba i sama złączyła natura, jest to zburzyć smutnie jedno i drugie; poznali, że ruskie i rosyjskie to wszystko jedno pod rządem moskiewskim, gdyż oni siebie i wszystko ruskiem zowią, i to słusznie i właściwie dla potomków Warego - Russów. Nie chciał wprawdzie Własiewicz uchodzić za otwartego schizmatyka, chciał tylko, jak twierdził, ruskiej narodowości. Cokolwiek pod nią rozumiał, to mu nikt nigdy nie wzbraniał, jeśli sam rozumiał, czego chciał, ale za nadto był ograniczonym za to samo, że nie pojmował co robi, jakie dążenia Moskwy, a to samo, że z tak podłym, jak Wójcicki, należał do kucia całego systemu nowości, zarówno religii jak i narodowości zgubnych, jego wielkiego nierozumu i nikczemności dowodzi.
Oprócz tego każdy oświecony przyzna, że jest to wielka przewrotność, a nigdy bez złego celu, opuszczać ze wzgardą najukształceńszy z dialektów słowiańskich, a chwytać się najbardziej nieukształconego grubego, dialektu prostego ludu, i zamiast lud uczyć przykładem i mową czegoś lepszego, samemu lud prosty małpować w tym, co jest gorszym, jedynie tylko, aby się coraz bardziej zbliżać językiem i duchem do odwiecznych wrogów religii i całej słowiańskiej narodowości, Warego - Russów czyli Moskalów.
Przewrotność ta, dążąca do podziału i nienawiści narodowej, toruje drogę do osłabienia go i do pochłonięcia przez Moskwę; dla tego też ona całymi siłami moralnymi i materialnymi ją popiera, bo wie, że każdy świętojurca jest ze swych zasad jej oddany, bo naturalnie, kto wyrzeka się swej historycznej i naturalnej ojczyzny polskiej, Moskalem być musi i co do wiary i narodowości. Nie mając bowiem w tym dialekcie żadnej literatury, muszą się zbliżać do moskiewskiej, a w tej i jednego dzieła katolickiego nie znajdą i jednego pisma, które by nie tchnęło nienawiścią i narodowości i wiary, przez Polskę wyznawanej, lub nie fałszowało z gruntu historii narodu, a nawet historii religii w Polsce. Dowody tego tak są dokładne w Galicji, tak sprawdzone pismami i czynami duchowieństwa, które własne ręce zbroczyło krwią i łzami w diecezji chełmskiej, pomagając mordom moskiewskim, na własnych braciach dokonywanym, że więcej mówić i dowodzić tego, byłoby bezpotrzebnie rozdzierać serce, rozkrwawiać wszystkie rany boleści.
Nawet ci, którzy wiedzeni machiawelską politykę na zgubę narodu starali się wmówić w tutejszy lud unicki i duchowieństwo, którego użyli za swe ślepe i podłe narzędzie, że są innej narodowości i powinni oddzielać się od reszty narodu językiem, obyczajami, a nade wszystko nienawiścią, sądząc, że utworzą rząd silniejszy, rozdwoiwszy naród i osłabiwszy go, dając pomoc i środki do przeprowadzenia nikczemnego celu i wszędzie występne dążności okrywając swoją protekcją, nie tylko żadnej nie odnieśli korzyści, ale broń własną jeszcze włożoną w ręce nikczemne, na siebie samych zwrócili - uprawiając język, ducha, obyczaje, religię na podobieństwo moskiewskie, budowali most dla sąsiada, chciwego pożreć wszystkich w sąsiedztwie tak, jak pożarł Polskę i inne kraje, a korzystając z rodzącej się w sercu z językiem nienawiści do wszystkiego co polskie i katolickie rzymskie zachęcał do propagandy dla niej tak miłej i korzystnej datkami, nagrodami, obietnicami, a ci w swej nikczemności wierzyli w jej dary obietnice i wspaniałomyślną opiekę tak dalece, że nie tylko na jej korzyść mówią i działają ale jeszcze przez tę lojalność, za jaką zawsze u tutejszego rządu byli chwaleni, pisali adresy do cara moskiewskiego od siebie. ludu wyrażając życzenie że wolą być poddanymi cara moskiewskiego aniżeli cesarza austriackiego.
Zdarzyło się nam czytać jeden z takich oryginalnych adresów, który nawet w gazecie niemieckiej szląskiej był co do słowa ogłoszonym w 1862 i 1863 roku.
Tak więc poczciwy sąsiad skorzystał z przewrotnej polityki, a propagatorowie świętojurstwa jednoznaczącego z moskalizmem, przez własnych potomków rozsądniejszych okryci zostaną pośmiewiskiem i przekleństwem że śmieli pracować na zgubę własnego narodu i wiary, że dopiero po 1848 roku z namowy obcych poznali, ze są inne narodowości od reszty narodu swoich ziomków z którymi od wieków połączyła ich historia, religia, polityka, wspólne cierpienia, wspólna chwała, wspólnie wylana krew za pomyślność i chwałę jednej ojczyzny.
Jedno jeszcze tylko w końcu dodamy słowo dla scharakteryzowania tej sekty świętojurskiej, że żadnego prawego i szlachetnego człowieka który by był tej sekty propagatorem, nigdy swiętojurstwo nie miało i mieć nie będzie, a jak biada każdemu człowiekowi, który sieje rozdwojenie i nienawiść, zdradę i podstęp tak stokroć biada za to kapłanom, którzy jeszcze z prawa powołania winni być aniołami pokoju i miłości, posłami zgody i jedności!
Zaraz po nim idzie Popiel, z Galicji, były katecheta w Tarnopolu, obecnie w Chełmie profesor seminarium i pisarz konsystorza, wyrzutek duchowieństwa galicyjskiego i nieprawy zbieg, otwarty schizmatyk, zdrajca narodu, a że wkrótce wystąpi na scenę, gdzie będzie odgrywał potworną rolę, będziemy mieli dosyć czasu poznać całą szkaradę jego charakteru.
Po nim następuje Diaczan, profesor seminarium, referent konsystorza; Cybik, profesor gimnazjum żeńskiego, dla unitek założonego, a zaraz z początku obsadzonego schizmatyczkami; obaj co do swej nikczemności w niczym Popielowi nie ustępują, z tą tylko różnicą, że nie mieli takiego pola a może i tyle odwagi jak Popiel do odznaczenia się na drodze nieprawości i z nim rywalizowania, bo we wszystkim szli za nim i jemu pomagali. Własna żona Cybika. gdy przy pogrzebie dzieci swoich, jednego po drugiem umierających, płacze i żale rozwodziła, jeszcze w początkach nastania, głośno wobec wszystkich słyszeć się dała, że Bóg karze ich za to, że mąż schizmę przyjął.
Rektor seminarium Krynicki, o którym już wspominaliśmy, jeszcze w Galicji dał się poznać ze swej nikczemności i nienawiści do Rzymu równie jak i do narodu, przysięgły stronnik Moskwy. Jako rektor seminarium do kształcenia młodzieży duchownej powołany, był zupełnie Moskwie odpowiednim, i nie znalazłaby między swymi lepszego nad niego z Galicji i z pośród unitów, miłośników ruskiej narodowości i literatury.
Z nich wszystkich najlepszym był co do charakteru i serca Ławrowski. profesor i prokurator seminarium. Czyby przez słabość charakteru uległ był dążeniom powyższych nikczemników, nie wiadomo, bo śmierć go prędko zaskoczyła.
Duchowni z Galicji, po wsiach i miastach osadzani na probostwach i coraz więcej napływający, była to armia moskiewska, sprowadzona i wymierzona do zburzenia Kościoła unickiego własnymi rękami unitów.
Zbrodnicza i występna bez żadnego prawie wyjątku, spełniająca jako rzemiosło swoje święte powołanie, gotowa na usługi dla każdego, kto by jej więcej zapłacił, bezecna i występna, dla przypodobania się rządowi szydząca i bluźniąca z religii i świętych, głosząca jak ów w Wytycznie, osadzony na parafii ks. Stecuła, co chodząc po wsi, każdego spotkanego chłopa zapytywał, czy ma pieniądze, aby, jak zechce być świętym, dał do Rzymu, a będzie nim, jak św. Jozafat za pieniądze polskie nim został.
Jednym słowem byli to potwory ludzkości, co dla widoków materialnych ręce i duszę swą zmazali krwią własnych braci, ich łzami się poili, ich majątkiem wzbogacili tylko aby usłużyć zbrodni Moskalów, którym swą duszę, ciało, wolność, honor, sumienie i wiarę wraz z ojczyzną zdradziecko sprzedali, i nieskończoną hańbą własnych swych braci w Galicji okryli, i jawnie pokazali światu, do czego dąży świętojurstwo, jaki cel tegoż zbrodniczy i na jaką surową uwagę rządu i Kościoła tu zasługuje.
Z takimi to pomocnikami, zupełnie godnymi niecnego celu i przedsięwzięcia szatańskiego, przeprowadzał Wojcicki piekielne dzieło burzenia religii, w którą sam nie wierzył, propagowania narodowości ruskiej, chociaż po rusku nie umiał nawet ani mszy dobrze odczytać. Jacy apostołowie, jakie czyny i zasady, taki był i porządek; wszystko zburzone, zhańbiona uczciwość i prawość zdeptana, lud zniechęcony i wzburzony, duchowieństwo uciśnięte, przez uwięzienia i deportacje i śmierć ze zgryzoty znacznie zmniejszone, zrozpaczona postać wszystkiego, to były smutne następstwa niegodziwych rządów Wójcickiego, około dwóch lat na nieszczęście trwających.
Powszechne wzburzenie, bezład i opór, zmusiły raz jeszcze rząd moskiewski pokryć przed światem swoje zbrodnią, cofnąć się na drodze bezprawia i przyjąć biskupa z Rzymu.
W gruncie nie było to żadne cofanie się, była to pewność, zasadzona na znajomości osoby, na tę godność wybranej i od dawna rządowi znanej, że ona potrafi, legalnie rządząc, przyprowadzić diecezją do zamierzonego odstępstwa, propagując tylko zasady nienawiści latynizmu i polonizmu, nad co nic więcej nie trzeba było moskiewskiemu rządowi. A właśnie wybrany przez niego biskup, był głową, twórcą i obrońcą tej zasady w Galicji, naczelnik świętojurców, propagator odgrzebanej przez Niemców nowej, potwornej w historii, religii i kraju narodowości ruskiej, zbrodniarz raczej, co rozdzielał serca narodu i deptał po wspólnej jego świętości ze wzgardą i naigrawaniem, niżeli kapłan z namaszczeniem, pasterz pokoju i zgody.
Ks. Michał Kuziemski, oficjał konsystorza metropolitalnego lwowskiego, był tą od Moskwy, bardzo ostrożnej w wyborze, uprzywilejowaną osobą, którą car na biskupa chełmskiego raczył wybrać i przedstawić apostolskiej Stolicy. Ksiądz Kuziemski znanym był jako wróg narodowości polskiej dekorowany od Cara Mikołaja tu w Galicji za uparte propagowanie rusczyzny i utrzymanie alfabetu moskiewskiego w piśmie ruskiem, to było dostateczną rękojmią dla Moskwy, że znajdzie w nim odpowiedniego swoim zamysłom biskupa.
Dał tego dowody w całym swym życiu, dał i w końcu, bo odjeżdżając już po konsekracji, w mowie pożegnalnej, do swoich wspólników mianej, szczycił się ze swej nienawiści do latynizmu i polonizmu, i tyle był bezczelnym, że zapomniał, co przystoi kapłanowi i biskupowi, wyrażając się, iż "cały mój wiek darłem się z latynizmem i polonizmem"; czemuż niestety zamiast tego jako kapłan nie mógł powiedzieć: „cały mój wiek godziłem braci zwaśnionych?" Takimi mowami, takimi myślami i duchem rząd moskiewski mógł być tylko zadowolonym, i potrafił je ocenić, gdyż kazał je drukować w dzienniku gubernialnym, który każdy z duchownych z prawa obowiązanym był prenumerować, a oprócz nich wszystkie urzędy gminne, miejskie i powiatowe jako też i szkoły. Prócz fałszywej dążności, przesadzonych historycznych wiadomości, nadto języka nieukształconego, znajdzie tam każdy wyrażenia tchnące nienawiścią, niegodną nawet świeckiego uczciwego polityka, nie tylko kapłana, przyjaciela pokoju i zgody.
Wyrażenia: ciłyj moj wik ja borowsia z latynizmom I polonizmom, „Lachów najgorszych wrogów naszych", dają wiele do myślenia, rzucając straszny cień podejrzenia, czy nie był nie tylko z głupstwa, uprzedzenia i ograniczoności swojej; ale ze systemu zdrajcą wiary tak zwanej przez Moskałów łacińskiej i narodu.
Tym więcej tego dowodzi jego zbytnie uleganie Moskwie, aż do nadwerężenia sumienia, bo gdyby nie był takim, to czemużby i nie opierał się i nie walczył za całość i świętość wiary, czemu nie „borowsia z Moskalami"; tymczasem nie tylko nie chciał im oporu stawić, ale jeszcze im pomagał, jak to dalej zobaczymy - Stolica Apostolska, nie mając żadnego zarzutu rażącego przeciwko osobie ks. Kuziemskiego, ani nie mając innego żadnego stosowniejszego wyboru, prekonizowała go na dniu 22 czerwca 1868 r;. biskupem Chełmskim, aby uchronić diecezję od zgubnych skutków bezrządu. Wójcickiego rząd jako zasłużonego udarowawszy orderem i znaczną emeryturą, do 3000 rs. wynoszącą, zostawił przy konsystorzu jako pomocnika i szpiega, gdyż nim był istotnie i za to osobną pobierał pensję.
Kuziemski, nim odprawił swój wjazd do diecezji, przybył do Warszawy i tam wobec namiestnika, w asystencji ks. Skalskiego, przełożonego klasztoru Bazylianów, otwartego schizmatyka, uprzedzającego zamiary rządu, przed czasem noszącego suknie schizmatyckie i brodę, wykonał na wierność i poddaństwo carowi przysięgę. Ile rząd pokładał nadziei w Kuziemskim, pokazał w czci, z jaką go chciał przyjąć, i nie tylko pozwolił, ale i nakazał wszystkim duchownym, aby jechali na powitanie biskupa. zachęcając do tego i lud, a wszystkim władzom rządowym polecił okazywać mu usługi i atencję.
Na ten raz obłudne postępowanie rządu zupełnie odpowiadało życzeniom ludu. Z rozpaczy o los religii i Kościoła, o własne zbawienie, przejmuje lud wiadomość o przybyciu biskupa z Rzymu naznaczonego, uczuciem najwyższego szczęścia; z najdalszych miejsc diecezji, jak na odpust, udają się w drogę do Chełma dla oglądania przyszłego pasterza, i dzień drugi września 1868 r, dzień przybycia Kuziemskiego, zgromadził całe prawie duchowieństwo i około 10.000 ludu. Przywykli do dawnych swoich pasterzy, odchodząc do domów nie odnieśli wcale rozkosznych wrażeń i nadziei na przyszłość. Zaraz na wstępie zrażeni byli ciągłym używaniem prostego dialektu, bardzo im przypominającego moskiewszczyznę, mowę czysto rosyjską Popiela w kościele na powitanie mianą, a pełną niechęci i nienawiści dla Lachów i polonizmu, z pohańbieniem miejsca Św.; dalej otoczeniem duchowieństwa, znanego z najgorszych zasad, i licznym zebraniem moskiewskich czynowników. Odeszli smutni, i smutne to wrażenie w niedalekiej przyszłości aż nadto usprawiedliwione zostało. Duchowieństwo wszelakoż miało nadzieję, że nowy biskup wyswobodzi je od zmian nieprawych, przez intruza narzuconych, a pierwszy list pasterski, zwiastujący wiernym i kapłanom objęcie katedry Chełmskiej 25 sierpnia (6 września) 1868 r. nr. 892, sprawił bardzo dobre wrażenie o nowym zwierzchniku duchownym, gdyż dawał w nim dowody żywego poczucia obowiązków biskupich i wielkiego przywiązania do Stolicy apostolskiej.
Powiada w nim bowiem: przychodzimy do was z całą i szczerą nadzieją, że nauk pasterza i ojca waszego słuchać, i zupełną a nieudaną ufność w nim pokładać będziecie. Nie taimy przed sobą ciężaru obowiązków pasterskich, ani nieudolności sił naszych; jednakże ulżywa nam w nim po części uroczyste przyrzeczenie wysokiego rządu, że w niczym nie będzie ścieśniać sumienia naszego, ani też w niczym przeszkadzać jedności wiary naszej z Kościołem rzymskokatolickim; najbardziej zaś wspiera nas i zachęca mocna nadzieja w Bogu i Jego świętej pomocy, i modlitwa wiernych.
List ten co do słowa tu przytaczamy:
Michał Kuziemski
z Bożej i Świętej Stolicy Apostolskiej łaski Biskup Chełmski, Kawaler orderu św. Anny II-giej klasy z koroną, i komtur cesarsko-królewsko austriackiego orderu Franciszka Józefa.
Całemu świeckiemu i zakonnemu Duchowieństwu, jako też wiernemu ludowi ruskiemu, z Św. Kościołem Rzymskim zjednoczonemu, diecezji Chełmskiej, pokój w Panu i błogosławieństwo Pasterskie!
Od wielu już lat oczekiwała z utęsknieniem owdowiała Diecezja Chełmska nowego Arcypasterza i Przełożonego. Oczekiwania te, niech będzie Najwyższemu cześć i chwała, już się spełniły! Najjaśniejszy Cesarz i Król Aleksander II, szczęśliwie panujący, mając ojcowskie staranie o każde dobro berłu swojemu podległych narodów, Najwyższym reskryptem z dnia 28 maja 1868 r. wydanym w Carskim Siole, raczył Nas, na tedy Archidiakona przy metropolitalnym Soborze Kanoników we Lwowie, generalnego Oficjała i Wikarego Metropolity Halickiego i Arcybiskupa Lwowskiego, najmiłościwiej do godności Biskupa Diecezji Chełmskiej, ze św. Kościołem rzymskokatolickim zjednoczonej, wynieść, a Jego Świątobliwość Pius IX, Papież Rzymski, nieustannie troszczący się tak o wzmocnienie i utwierdzenie wiary katolickiej, jak i o pomyślny byt i zbawienie wiernych chrześcijan, raczył Nas na Biskupa tejże Diecezji pobłogosławić, i jako takiego na Konsystorzu w Rzymie dnia 10/22 Czerwca 1868 r. uroczyście ogłosić, a bullą z dnia 20 czerwca (1 lipca) 1868 r. objęcie zarządu Biskupstwa Chełmskiego poruczyć.
Ulegając Boskiemu powołaniu, i na zasadzie wydanych reskryptów Najwyższych Władz, świeckiej i duchownej, konsekrowany dnia 11/23 sierpnia 1868 r. w Lwowskiej Archikatedrze św. Wielkiego Męcz. Jerzego, przez Jego Excell. Najprzewielebniejszego Arcybiskupa Lwowskiego, Metropolitę Halickiego, ks. Spirydiona Litwinowicza, przy współudziale Najprzewielebniejszego Biskupa Przemyskiego, ks. Tomasza Polańskiego, i Administratora Apostolskiego Diecezji Przemyskiej, Arcybiskupa Nazjanzeńskiego (in partibus), ks. Józefa Sembratowicza, dnia dzisiejszego uroczyście wstąpiliśmy na tron biskupi i archikatedralny w kościele Narodzenia Najśw. Władczyni naszej Boga - Rodzicy, i tym sposobem rozpoczęliśmy nasz diecezjalny zarząd.
Zawiadamiamy o tym niniejszym naszym listem pasterskim świeckie i zakonne duchowieństwo, jako też i wiernych chrześcijan diecezji chełmskiej, pasterskiemu Naszemu rządowi poruczonych, i wzywamy, abyście od dzisiaj Nas prawnym swoim Biskupem uznawali, do Nas, jako bezpośredniego Waszego Arcypasterza w duchownych potrzebach odnosili się i Pasterskim Naszym rozkazom synowsko byli posłuszni. Dla tego obowiązujemy i przykazujemy wszystkim parafialnym duszpasterzom i przełożonym klasztorów św. Bazylego Wielkiego, ażeby:
1. Niniejszy nasz Biskupi list w następujący po otrzymaniu onego niedzielny albo świąteczny dzień, w cerkwiach swemu zarządowi oddanych z ambony odczytali, wyniesienie Nasze do godności Biskupa Chełmskiego zebranemu ludowi ogłosili i wspólnie z tymże ludem pieśnią „Ciebie Boże chwalimy" Opatrzności Boskiej podziękowali.
2. Usilnie do Ojca Niebieskiego modlili się za świętego Powszechnego Arcykapłana, Piusa Papieża Rzymskiego, aby Bóg raczył zachować Go dla świętych swoich Cerkwi w ciągłym pokoju, we czci, zdrowiu, długiem życiu, wiernie sprawującego słowo swej prawdy; i za pomyślność Najmiłościwszego Cesarza Aleksandra II i Najjaśniejszego Domu Jego, aby Bóg błogosławił wszystkie Jego dobre zamiary do uszczęśliwienia ludów wielkiego państwa Jego, i aby Go zachował od wszelkich przeciwności, i od wszystkich wrogów widomych i niewidomych, i podbił do nóg Jego każdego wroga i przeciwnika.
3. Tak we mszy Św. jak i we wszystkich innych nabożeństwach imię Nasze w swoim miejscu wspominali, wzywając Pana, aby Nas w Naszym staraniu o zbawienie dusz, powierzonych Naszemu Pasterskiemu zarządowi, Swoją laską wzmacniał.
Czcigodni i Przewielebni Bracia i Pasterze dusz! Wy jesteście współpracownikami Naszymi w winnicy Pańskiej i Was Bóg wezwał być przewodnikami na drodze zbawienia powierzonego Wam ludu. Wypełniajcie te obowiązki, jakie na Was wkłada ŚW. Apostolski i Katolicki Kościół „jako słudzy dobrzy, w pilności nieleniwi, duchem tlejący, Panu służący" (do Rzym. XII. 11.) Trzymajcie się wiernie porządku w nabożeństwach według ustawy cerkiewnych ksiąg naszych. zachowujcie czystość naszego św. obrządku, przez Ojców nam przekazanego, a w wypełnianiu śś. obrzędów zachowujcie wszelkie przynależne im uszanowanie. Nauczajcie wiernych o łasce Bożej, wypływającej (obficie z Najświętszych Sakramentów, i przyzywajcie ich do usilnego w nich uczestniczenia; utwierdzajcie ich gorliwie w prawdach wiary i moralności i często napominajcie, aby odpowiednie tej wierze św. prowadzili życie. Zbaczających z prawej drogi karzcie na wzór Zbawiciela naszego ze wszelką łagodnością i rozsądkiem, aby ci poznawszy swój błąd. jego się wyrzekli, życie swoje poprawili, i prawo Boże wiernie wypełniali. „Jako dobrzy pasterze, dający duszę swą za owce swoje" (Jan X. 12), „czuwajcie i módlcie się, aby nie weszli do stada Chrystusowego wilcy drapieżni, którzy nie strzegą stada. (Jao. XX. 29), i aby nie rozproszyły się owce powierzonego wam stada. Aby zaś nauczanie wasze było pożyteczne, prowadźcie według niego i życie Wasze, ażeby ono nie sprzeciwiało się temu, czego usta nauczają, albowiem stanowiący prawo tylko usprawiedliwiają się (Rzym. II. 13). Bądźcie wiernemu ludowi przykładem we wszystkich cnotach; tak niechaj przyświeca światłość wasza przed ludźmi, i niech widzą wasze dobre uczynki, i wysławiają Ojca Waszego, który jest w niebiesiech (Mat. V. 16). Bądźcie pierwszymi w uległości Najmiłościwszemu Monarsze i Najwyższemu Jego Domowi, i wypełniajcie rządowe rozporządzenia i prawo cywilne gorliwie, akuratnie i sumiennie, abyście w tym rodzaju obowiązków byli przykładem do naśladowania.
I Wy także, Czcigodni i Przewielebni Bracia reguły zakonnej, nie ustawajcie w wypełnianiu reguł prawa, dobrowolnie przez Was wybranego. Wam bowiem szczególniej należy się oddawać modlitwie i postom, i ćwiczyć się W naukach wszelkiego rodzaju, a szczególniej w teologicznych, albowiem opuściwszy świat ze wszystkimi jego powabami i smutkami, obowiązani jesteście bezprzestannie i całkowicie służyć Bogu i św. Jego Cerkwi.
Ruski Narodzie! ty zawsze szczyciłeś się silną wiarą, pobożnością i niezachwianym przywiązaniem do swoich Monarchów, pamiętając o tym. że istniejące Władze od Boga są postanowione, a sprzeciwiający się Władzy, Bożym przykazom sprzeciwiają się (do Rzym. 13. 23). Niemniej szczyciłeś się Ty Ruski Narodzie stałością i miłością do ojczystych zwyczajów, zawsze kochałeś i szanowałeś Pasterzy i duchownych ojców swoich! Do Ciebie więc, Ruski Narodzie Diecezji Chełmskiej, powierzony Naszemu Pasterskiemu zarządowi, odzywamy się dzisiaj: nie z obcych stron przybywamy do Was, Najmilsi, ale od tegoż samego ludu Ruskiego, który tym samym co i Wy mówi językiem, tę samą co i wy wyznaje wiarę katolicką i tychże samych greckich obrzędów trzyma się. Przybywamy do Was z zupełną i niewątpliwą ufnością, że poleceniom Pasterza i Ojca Waszego posłuszni, i w Nim zupełne i niezmienne zaufanie mieć będziecie. Nam nie są obcymi ni ciężkie brzemię biskupiego stanu, ani nieudolność sił Naszych; jednakże lżejszymi one Nam czyni w części uroczyste zaręczenie Wysokiego Rządu, że tenże zupełnie nie będzie ścieśniać naszego sumienia, ani też naszej jedności w wierze z Kościołem rzymskokatolickim w niczym przeszkadzać nie będzie, nadto więcej nas podtrzymuje i zachęca silna ufność w Boga, w Jego świętą pomoc i w modlitwę wiernych.
Wierni w Chrystusie synowie i córki, starajcie się ze wszystkich sił Waszych o pomnożenie chwały Bożej i zbawienie dusz Waszych. Duszpasterze, ci to Ojcowie i przewodnicy Wasi, dbają o dobro dusz Waszych. Oni sprawują za Was bezkrwawą Ofiarę, oni udzielają Wam śś. Sakramenty, oni głoszą Wam ewangelię Jezusa Chrystusa, i nauczają prawd wiary i moralności. Dla tego bądźcie posłusznymi ich naukom. Zbierajcie się licznie na nabożeństwa, słuchajcie z uwagą słowa Bożego i wypełniajcie przykazania Boskie i kościelne, a dzieci Wasze utrzymujcie w bojaźni Bożej, to bowiem podoba się Panu.
My zaś do Tronu Najwyższego bezustannie zasyłać będziemy modły i prośby, tak za czcigodne duchowieństwo jak i za wierny lud Naszej Diecezji.
W ostatku niech przebywa miłość Boga w sercach Waszych, miłość bliźniego niechaj Was ścieśnia węzłem Św.. przy których jednoustnie i jednym sercem chwalcie P. Boga, Jezusa Chrystusa, którego łaska niech będzie przy wszystkich Was.
Aby ten Pasterski Nasz list jak najprędzej do wiadomości wszystkich doszedł, przykazujemy Przewielebnym Dziekanom tenże do wszystkich cerkwi parafialnych i zakonnych niezwłocznie przesłać.
Pisaliśmy w Chełmie, przy Archikatedralnej Naszej cerkwi, dnia 25 sierpnia (6 września) 1868 roku.
Michał Biskup.
IX.
Wyrazy, zapewniające bezpieczeństwo wiary, stały się dla wszystkich prawdziwym balsamem dla zbolałego sumienia. Wszyscy oczekiwali zupełnej zmiany rządu duchownego; a gdy jeszcze i aresztowani kapłani i parafianie z więzień wypuszczeni zostali, niby na wstawienie się biskupa, radość i pewność lepszych czasów zdawały się zapewnione; czyniono nawet nadzieję, że i z dalekiej Rosji ks. Władysław Zatkalik z Porębowa, w gub. Pskowskiej), ks. Charłampowicz z W. Nowogrodu, i inni także pewnie powrócą
Ale wkrótce bolesne nastąpiło rozczarowanie. List pasterski pod dniem 28 paźdź. roku 1868 potwierdził wszystkie postanowienia, w najgorszym celu wydane przez Wójcickiego; zabronił surowo, i to, jak się wyraża, na doniesienie gubernatorów, śpiewania polskich pieśni, różańców, godzinek, nie tylko w cerkwiach, ale i kaplicach, pod krzyżami. A przecież nawet zaciekły gubernator Gromeka był łaskawszym, nie broniąc ich wszędzie, byle tylko nie w cerkwi, a przynajmniej tak było z początku. Dalej zabronił biskup gry na organach i mówienia po polsku kazań i nauk. Rozporządzenie to, otwarcie pokazujące dążności Kuziemskiego, przytaczamy tu co do słowa:
Michał Kuziemski, z Bożego miłosierdzia i św. Stolicy Apostolskiej łaski biskup chełmski, kawaler orderu św. Anny II kl. z koroną, komandor c. k. austr ord. Franciszka Józefa.
Wszystkiemu wielebnemu duchowieństwu Chełmskiej diecezji pokój w Panu i nasze biskupie błogosławieństwo.
Doszło do naszej wiadomości, że chcący nie podług prawa, ale według swojej własnej woli chodzić, poważają się nakazy i rozporządzenia naszego konsystorza w sprawach obrządkowych, i o stosunku grecko - unickich księży do duchowieństwa łacińskiego obrządku przekraczać, a niby to na usprawiedliwienie się swoje powołują się na biskupi list nasz z dn. 25 sierpnia tego r. Już samowolne przekraczanie nakazów konsystorskich czyni przekraczających kapłanów winnymi srogiej kary, i powoływanie się na biskupi list nasz dla usprawiedliwienia nieprawości swojej powiększa ich winę tem więcej, że w rzeczonym liście naszym nie tylko się nie znajduje nic takiego, coby na osłabienie dawniejszych rozporządzeń konsystorskich wskazywało, ale nadto stanowczo i jasno wskazano, żeby duszpasterze byli wiernemu narodowi przykładem we wszystkich dobrych uczynkach, a między tymi główniejszym jest: posłuszeństwo prawom. Lekceważenie i przekraczanie nakazów duchownej Władzy przez pojedynczych kapłanów nieroztropnych, ściąga jeszcze i niekorzystne światło na wszystek kler grecko - unickiego wyznania, a tym samem zwiększa winę wykraczających. Jednakże nie chcemy przypisywać tego nieposłuszeństwa względem nakazów konsystorskich złej woli, albo jakiemu bądź zakorzenionemu uporowi, bo nie przypuszczamy, żeby kapłan, przysiągłszy na posłuszeństwo przy święceniu, tak grubo zapoznawał swoje powinności, ale przypisujemy to więcej skrzywionemu pojęciu Unii. Zdaje nam się albowiem, że tacy kapłani, którzy nie chronią czystości obrządku naszego, pokładają całą wagę naszego zjednoczenia z Rzymem nie w jednym i tym samem wyznaniu wiary z rzymskokatolicką Cerkwią, ale w większym przypodobaniu rodzinnego obrządku greckiego obrządkowi łacińskiemu, myśląc, że czym bardziej oddalają się od grecko - katolickiego obrządku i skrzywiają go, i wprowadzą doń cokolwiek z łacińskiego, i spowodują do tego także i powierzonych sobie parafian, tym twardszymi i prawdziwszymi staną się unitami. Niebaczni! wszak tym sposobem odstępują od ducha prawdziwej Unii która w jedności w wierzeniu (wiary), zaś w różnicy obrządku istnieje, zacierają swój rodzinny obrządek, stają się odstępnymi od obrządku unitami, a nie zupełnymi łacinnikami, i tym samem sprzeciwiają się postanowieniom świętej stolicy apostolskiej. Przywiedziemy tu tylko bullę śp. Ojca Św. Benedykta XIV z d. 25 marca 1755 roku: Allatae sunt, w której powiedziano, że Stolica apostolska chce, aby obrządki stale zachowane były, dodając; że Ojciec Św. z duszy sobie życzy, aby wszyscy byli katolikami, a nie, żeby wszyscy łacinnikami byli Nie dziw jednak, że po takim przykładzie pasterza, skłania się ku temu i powierzone jego pieczy, a należycie nie pasione stado które nauczywszy się pieśni, nie zna chodzących się w naszym obrządku, i przywykłszy do obrządku nieswojskiego, dąży tam gdzie wzięło fałszywy kierunek, gdzie po nawyknieniu odstępuje coraz dalej od swojego rodzinnego obrządku i języka a w końcu rozmiłowawszy się w cudzym obrządku, zostawia swoją cerkiew i pasterza swego, i szuka duchownej paszy nie w cerkwiach, ale w kościołach, a już nie od swoich, ale od łacińskich kapłanów. Dowodem tego są przede wszystkim nasze niegdyś ze wszystkim czysto ruskie miasta i miasteczka diecezji Chełmskiej, w których teraz omal że zupełnie się nie zatarł ślad narodowego życia ruskiego i greckiego obrządku, a kapłan ruski został w mieście bez parafian, i szuka ich po dalekich przedmieściach, albo wsiach i przysiółkach. Do tej to ostateczności doprowadziło nas, na naszej z dawien dawna ruskiej ziemi, nierozważne skrzywienie obrządku naszego. Nie dziwno nam, że przodkowie nasi w minionych nieszczęsnych wiekach niewoli, pogardy i poniżenia ruskiego imienia, ruskiej mowy i obrządku ruskiego, czy to samowiednie, dobrowolnie albo z przekonania i poniewolnie dopuszczali się skrzywienia obrządku swojego, ale to nam jest dziwno, że niektórzy z naszych współbraci i dziś jeszcze, kiedy wszelki przymus i hegemonia obconarodowa i obco obrządkowa ustały, nie radzi odstępują od dawnej nawyczki, i chociaż w swobodzie, jeszcze zawsze oglądają się za dawnymi przewodnikami.
Widząc w tym dążeniu zgubę dla naszej jedności z rzymską Cerkwią i przeciwieństwo woli Św. Stolicy apostolskiej, uznaliśmy za świętą powinność naszą, jak z jednej strony zjednoczenie z rzymską Cerkwią w wierze i z jej widomą Głową święcie i starannie zachować, tak z drugiej strony utrzymać grecki nasz obrządek we wszelkiej czystości możliwej. W tym więc celu, i aby wszelkiemu niewłaściwemu tłumaczeniu zapobiec a nieprawym sposobność uniewinnienia się odjąć, postanowiliśmy zatwierdzić odnosząc się ku temu dawniejsze rozporządzenia naszego konsystorza, i toż zatwierdzenie do wiadomości wszystkiego WW. duchowieństwa naszego diecezjalnego podać.
Rozporządzenia te są;
1. Kurrenda konsystorska z dnia 11 stycznia 1867 r. za liczbą 90, którą konsystorz rozesłał cyrkularz z dnia 11 (23) maja 1866 roku, L. 74 Jego Excelencji głównego Dyrektora, prezydującego w rządowej komisji wewnętrznych i duchownych spraw, potwierdzony przez Jego Excell. Grafa Namiestnika, którym to cyrkularzem zabroniono łacińskiemu duchowieństwu odprawiać w cerkwiach naszych swoje msze, zaś greko-unickim kapłanom odprawiać nabożeństwo w łacińskich kościołach, okrom za pozwoleniem konsystorza.
2. Odezwa konsystorza naszego z d. 11 marca 1867 r. L. 200 i
3. Odezwa konsystorza z d 14 lipca 1867 L. 528, którymi nakazano używać w cerkiewnych naukach ruskiego języka: godzinki, różańce i wszystkie kolędy zastąpić zupełnym odprawianiem służby Bożej podług prawideł i ustaw naszej świętej Cerkwi wschodniej, a organy zastąpić żywym i zrozumiałem śpiewaniem.
4. Odezwa naszego konsystorza z dnia 8 września 1867 L. 720. którą się odnawiają poprzednie odezwy.
I my w naszym wyż wspomnionym biskupim posłaniu z dnia 25 sierpnia t. r. (6 września) wzywaliśmy wszystkich WW. duszpasterzy, ażeby chronili czystości naszego świętego, przez Ojców nam przekazanego obrządku
Spodziewamy się i jesteśmy pewni, że WW. i ukochani bracia i duszpasterze po tych jasnych i stanowczych oświadczeniach naszych nie będą nas więcej zatrudniać jakimikolwiek niewłaściwymi wybrykami przeciwko przywiedzionym rozporządzeniom, i nie zechcą nas zmuszać do chwytania się kanonów cerkiewnych na nieposłusznych; bowiem tak jak my chcemy i będziemy według naszej powinności zawsze i wszędzie kler nasz zastępować i starać się o jego dobro, tak znowu nie dopuścimy, ażeby który z kapłanów bezkarnie przestępował rozporządzenia i nakazy nasze lub konsystorza naszego i nierozsądnym postępowaniem swoim nie tylko świętemu obrządkowi naszemu szkodę przynosił i kaził go, ale nadto jeszcze na wszystek WW. kler grecko - unicki ściągał podejrzenie o nieposłuszeństwo prawom i władzom. Polecamy WW. dziekanom niniejsze rozporządzenie nasze wszystkim kapłanom okręgu swego, świeckim i zakonnym, jak najspieszniej podać do wiadomości, nad dokładnym dopełnieniem jego pod osobistą czuwać odpowiedzialnością, a o każdym uchybieniu nam niezwłocznie donosić.
Pisano w mieście Chełmie, przy naszej archikatedralnej cerkwi, dnia 23 października 1868 roku.
Michał m. p. Biskup.
Rząd moskiewski, zbliżając stanowcze kroki zburzenia Unii, wyznaczył około 300.000 rubli srebrem rocznie na oporządzenie cerkwi, i wszędzie wyrzucał ołtarze, ambony, ławki, obrazy świętych rzymskich, zachodnich, lub polskich, i katafale. Lud słusznie oburzony, czynił wszędzie opór, prosił aby mu to zostawiono, przyrzekał nawet swoim kosztem restaurować cerkwie, udawał się do biskupa z prośbą o to, jak również o przywrócenie organów, śpiewów polskich i kazań. Obiecywał im biskup z początku wiele rzeczy, lecz na niczem się skończyło, a kapłanom użalającym się na wyrzucanie pobocznych ołtarzy, zwykł obojętnie i lakonicznie odpowiadać: „czy na dwóch ołtarzach prawić będziesz; czy nie dosyć wam jednego?"
Za jego to przykładem i nakazem wprowadzono niesłychany u nas zwyczaj, postanowieniom biskupów naszych w myśl Synodu Zamojskiego wydanym przeciwny, czytania ewangelii we mszy św. zawsze przed carskimi wrotami, tyłem stojąc do ołtarza, i nie klękania nigdy, ale kłaniania się lub kiwania głową. Obrzędy te, zbliżając nasz obrządek do schizmy, dla tego samego nie tylko niecierpiane, ale jeszcze dla ludu i duchownych gorszące, i na żadnej innej zasadzie, oprócz podobieństwa do greckich i schizmatyckich, oparte nie były.
Przepisy śp. Ciechanowskiego, biskupa chełmskiego, do prawienia nabożeństwa w myśl Synodu wydane, nic o tym nie wspominają; ewangelię tylko przy mszy św. z diakonami śpiewano przed carskimi wrotami, ale nigdy obracając się tyłem do ołtarza. U schizmatyków, gdzie nie ma w ołtarzu Najświętszego Sakramentu, ani czci takiej jak u nas dla niego, to być łatwo może, ale u nas najgłębsze uszanowanie dla tego sakramentu nigdy na to nie pozwoli ani ta błaha przyczyna, aby lud słyszeć mógł śpiewaną ewangelię, nie może być zasadnym powodem tego zwyczaju, gdyż lud słyszeć może dobrze śpiewaną na ołtarzu, lub zresztą przed carskimi wrotami, stojąc bokiem do ołtarza, lecz samo to słyszenie nie przyniesie mu żadnej korzyści, a często może zaciemnić i w błąd nawet wprowadzić, jeżeli wyjaśnione nie będą miejsca niezrozumiale, lub alegoryczne, a to przez samo czytanie uskutecznić się nie da. Również i co do kłaniania się zastawianie się samym zwyczajem u Greków, obecnie wrogów prawego Kościoła, nie ma zasady, bo nie wszystkie zwyczaje obcych narodów nam służyć mogą i są dla nas stosowne, a nawet nie wszystkie są dobre, a byli i tacy, co skacząc przez rów, z miejsca na miejsce, sądzili, że należycie chwalą Boga, Kiwanie głową, kłanianie się zamiast uklęknięcia, bardzo zgadzało się z obojętnością, ciężkością i lenistwem Greków, którzy już za czasów Chryzostoma św. wcale nie mieli ochoty chodzić na nabożeństwo, i prawie wcale nie chodzili, jeżeli nie miał mieć kazania jaki sławny mówca, znakomity choć z deklamacji i akcji.
Klękanie, ponieważ daleko trudniejsze, o czym każdy może sądzić z przekonania, a osobliwie w bardziej podeszłego wieku, było za uciążliwe dla lenistwa Greków. Nie czuli więc tego, że Bogu to, co więcej znaczy, ofiarować potrzeba. Obrzędy i zwyczaje religijne, oprócz zasad moralnych i religijnych, są zawsze zastosowane do ducha, charakteru i oświecenia narodu, a to samo nie daje nam żadnego powodu do naśladowania wszystkich greckich zwyczajów, ani innych narodów. Są bowiem ludy, co siedząc po wschodniemu odprawiają swoje katolickie nabożeństwo, co u nas byłoby rażącym, śmiesznym i gorszącym. Co więc odpowiadało lenistwu Greków, to wcale nie zgadza się z naszym usposobieniem. Wyrażenie Pisma Św. Panu Bogu twemu kłaniać się, a jemu samemu służyć będziesz, każdemu wiadomo z jakiego powodu przez Chrystusa powiedziane, niczego nie dowodzi na rzecz stronników kłaniania się, gdyż zarówno odnosi się do czci zewnętrznej i wewnętrznej Boskiej, lecz przeciwnie wszystkie miejsca Pisma św. wyraźnie jako za najstosowniejszy hołd nasz dla Boga przyznają klękanie w przykładzie trzech mędrców, (2. Math), Salomona, (3. Regum), samego Chrystusa w ogrójcu klęczącego, (Mat. 9.), Św. Szczepana, (Act. 25, 5.), słowach św. Pawła: na imię Jezus wszelkie kolano powinno się ugiąć a najważniejszy dowód dla tych, którzy przez przesadną chęć naśladowania Greków tem samem zbliżają się do oddanej im schizmy moskiewskiej, jest przykład samejże Moskwy, która klęczenie uważa za coś najważniejszego, gdyż podczas modlitwy za cara przykazanym jest wszystkim bez różnicy stanu, urzędu i godności klęczenie, pod karą, gdyby kto od tego chciał się wyłączyć. Jeżeli więc w schizmie moskiewskiej, gdzie jest bałwochwalcza cześć dla cara a razem i naczelnika Kościoła, klęczenie jest najwyższym czci dowodem, to tym bardziej my katolicy tę cześć i skruchę klęczeniem winniśmy okazywać Bogu z zasady Pisma i zwyczaju katolickich narodów, co też zawsze było w Chełmskiej diecezji zwyczajem i oprócz innych ważnych powodów ważnym, bo odróżniało nas od schizmatyków moskiewskich w oczach nawet nieoświeconego ludu, najwięcej na powierzchownej różnicy zasadzającego i schizmę od Unii rozróżniającego, i utrudniało tym sposobem ich szalone na Unią zamachy. Klękanie i na Synodzie Zamojskim uznane i przyjęte a w przepisach odprawiania nabożeństwa nigdzie nie ma ukłonów wzmianki tylko klękania.
W każdym kroku swoim i mowie okazywał biskup niechęć i nienawiść systematyczną do wszystkiego, co polskie i łacińskie, z czego trudno wnosić, aby był prawym katolikiem, a nawet chrześcijaninem dobrym. Za pierwszą bytnością w Warszawie oddał wizytę rosyjskiemu arcybiskupowi, a żadnego łacińskiego kościoła nie odwiedził: szczycił się z tego przed nami, że nigdy w kościołach łacińskich mszy nie prawił. W Lublinie będąc oddał wizytę gubernatorowi, pominąwszy łacińskiego swego sąsiedniego biskupa, co mógł uczynić bez narażenia swej moskiewskiej polityki, gdyż biskup ten był dobrze u rządu położonym. We wszystkich swoich przemowach zawsze i wszędzie napominał i nalegał, aby być oddanym rządowi, ale nigdy nikt nie słyszał, aby zachęcał przy gwałtach rządu moskiewskiego, widocznych dążeniach do schizmy, aby być wiernym Bogu i stać silnie przy tym wszystkim, co Kościół prawy szanować i zachować polecił. Zdaje się, że przynajmniej w początkach mając przyrzeczenie carskie nienaruszenia wiary, mógł nie ulegać naciskom schizmatyckim, a wszelako najbardziej ulegał we wszystkim i dogadzał. Księży, prześladowanych za ich zacny sposób myślenia, nie tylko nie bronił, ale wyraźnie ich opuszczał i nie czynił im osobiście żadnej grzeczności, nawet bardzo możliwej. Stronnikom rządu dopomagał we wszystkim: w nadawaniu parafij, w uwalnianiu od konkursowych egzaminów, choć wcale na to nie zasługiwali, a odmawiał tej grzeczności prawym i zdolnym kapłanom. Duchowieństwo, przywykłe do uprzejmości swoich pasterzy, których szanowało dla cnót, kochało dla ich dobroci, do niego nie miało wcale serdecznej skłonności; z oburzeniem widziało, że osiwiałym, pełnym zasługi kapłanom, często przez długi czas swojej zimnej ruskiej rozmowy usiąść nie dopuścił, koło drzwi ich trzymając stojących. Najdokładniej zdaje się odmalował jego charakter prawy i zacny były oficjał i kanonik Smoleniec. Nie posiadał on się z radości, że jeszcze nad spodziewanie wszystkich przybył do diecezji biskup z Rzymu naznaczony, lecz przebywszy dwa dni w jego otoczeniu, tak się zniechęcił, iż odjechał zachmurzony, wołając ciągle: kozak, kozak, i umarł prędko ze zgryzoty.
Przy wizytach diecezji, niedługo po przybyciu swym odbywanych, tak się obawiał poruszeń prawego ludu, że starał się wprzód wywiedzieć, jak będzie przyjętym. Wszystko, może z obawy, obiecywał ludowi, lecz nic nie dotrzymał, a lud uwiedziony, w nadziei lepszej przyszłości najradośniej go witał, sypał mu wieńce z kwiatów, gdy przechodził, okazywał wszędzie zadowolenie, tak że jego własny sekretarz Hoszowski, a później zdrajca, bo stronnik Popiela, z wyrzutem i zdziwieniem sam zapytywał biskupa: a szczo Władyko jakąja demonstracyja? Od biskupa zależało wszystko, coby chciał zrobić z tym ludem, lecz on dla rządu tylko wszystko zrobił. A przecież zwał się naczelnikiem i propagatorem narodowości, a wszakże to była narodowość tego ludu, jego zwyczaje, obrzędy, organy, ołtarze, śpiewy, to było więcej jeszcze, bo jego wiara i w każdym względzie prawa a uczciwa i korzystna moralność, tem więcej, że nic lepszego w zamian im nie dał i dać nie mógł. O ile był nieznośnym świetojurcą, o tyle niepolitycznym i twardym.
Księdza Karpowicza, który go w przejeździe od granicy w swojej cerkwi polską powitał mową, jak zawsze u nas był zwyczaj, i zapewne lepszy niż świetojurców, z językiem i duszą do Moskali lgnących, pozwał do Chełma do wytłumaczenia się jak za zbrodnię, i ukarał rekolekcjami. Biedną żonę ks. Nikona Dyakowskiego, proboszcza ze Seroczyna, po wygnaniu męża z probostwa i uwięzieniu, osiadłą tamże na własnej kolonii i tam ciągle za męża prześladowaną, gdyż jej, nie mając komu, przypisywano zachętę do oporu prawego ludu, pozywa do siebie na jakieś nauki do Chełma. Zmuszona i prowadzona pod strażą z dwojga dziećmi chorymi, wśród jesiennej słoty, z których jedno umarło na drodze, gdy nie znalazła politowania w sercu Pasterza, nie dziw że w twardszych wyrazach dała mu to poznać, że włóczeniem jej do przygnębienia jej się przyczynił, ohydnie przez niego za drzwi wypchniętą została, a mąż bardziej potępionym, bo skazany z całą familią na wywiezienie do Nowogrodu, i to z takiem okrucieństwem, że prośba matki, do namiestnika Berga wniesiona, aby ten wyrok dla nieprzestraszenia dzieci wśród dnia, nie w nocy jak zawsze, wykonanym został, bez skutku pozostała.
Pomińmy to, że biskup podzielał z rządem nienawiść do wszystkiego, co narodowe polskie i łacińskie, pomnimy szorstkość i kozactwo, nie dające w nim widzieć żadnego namaszczenia pasterskiego: może to skutek temperamentu; ale zobaczmy, czy świętejurca może być dobrym katolikiem i czy Kuziemski był nim w istocie. Dużo o tym mówiono, ale podobno prawdziwy katolik a tym bardziej Pasterz, naczelnik diecezji, w którego sercu tkwi niegodziwa nienawiść, który zamiast propagować szerzenie jedności i pokoju, szerzy zwady, rozdwojenia, niechęci i nienawiści; zamiast ścisłego zjednoczenia się z Kościołem nie cierpi latynizmu, nie lubi kościołów i ich unika, chełpiąc się z tego; zostawiający swoim sektatorom jakby w testamencie nienawiści i niechęci zachętę przy ostatnim pożegnaniu: który dla bratniego obrządku nie ma innej nazwy prócz pogardliwej latynizmu, taki nie okazuje cechy prawego katolika. Lecz może to jego opinia polityczna? Pójdźmy do czynów. Czy mógł prawy biskup katolik zatwierdzić postanowienia niegodnego intruza Wójcickiego, dążące wyraźnie do zmoskwiczenia diecezji, do zbliżenia do schizmy? Czy mógł jako występek uważać odprawianie mszy św. w łacińskim kościele, lub innego obrzędu, i za to pozywać do odpowiedzialności, jak to uczynił z ks. Bojarskim z Radzynia?
Na dowód czego aby wyraźnie każdemu na oczy przedstawić do jakiego stopnia krzywa droga przewrotności na którą weszli świętojurcy doprowadzić może, że nawet cnoty od katolickiego kapłana wymagane za występek u nich się poczytują i karze podlegają, przytaczamy w tym względzie co do słowa wyrok sądu konsystorskiego pod prezydencją biskupa Kuziemskiego zapadły.
Chełmski Greko Unicki Diecezjalny Konsystorz
Nr. 15/77.
Dnia 8 Lutego 1867 roku.
Miasto Chełm do Administratora greko - unickiej parafii, w Radzyniu Jana Bojarskiego.
dnia 14 Października 1868 roku.
Z okoliczności odpustu w Leśniańskim kościele, przybywszy tam, spowiadaliście, odprawialiście cichą mszę i komunikowali, po skończeniu zaś nabożeństwa, na zapytanie jednego z księży o przyczynie spełnienia tego, odpowiedziawszy „że nam nic więcej nie mogą za to zrobić jak tylko że pozwą do tłumaczenia się do biskupa" wyjechaliście z Leśny i nie przedstawiliście miejscowej władzy swojego paszportu.
Postępek ten. wy przyznajecie w tłumaczeniu się swoim, przedstawionym naszemu konsystorzowi przez dziekana pod dniem 30 Listopada 1868 roku za N. 99, starając się między innymi zmniejszyć winę przytoczeniem czysto religijnych powodów które jak się zdaje pobudziły Was do spełnienia tego czynu z uwagi że wy, na przekor tutejszym rozporządzeniom odbyliście kościelne obrzędy bez pozwolenia miejscowego proboszcza w jego kościele i bez upoważnienia konsystorskiego z uwagi że wy będąc w Leśnie nie okazaliście miejscowej władzy swego paszportu wbrew istniejącym co do tego przepisom, konsystorz znajduje ten wasz czyn przeciw prawnym i godnym kary, lecz ponieważ w swoim tłumaczeniu się okazaliście żale (ale nie ze swego czynu) z nadzieją poprawy na przyszłość, to konsystorz ze względu na to nakłada na Was karę mniejszego stopnia, to jest poddaje was karze pieniężnej w kwocie pięciu rubli srebrem na korzyść wdów i sierót po duchownych Chełmskiej diecezji.
Michał i Biskup.
Dla zrozumienia o ile powody obwinienia są nakręcone należy dodać że na wielkie odpusty do których należał i w Leśnie wszyscy księża znajomi w sąsiedztwie i nawet nie znajomi są zawsze pożądani i proszeni osobnego pozwolenia od miejscowego proboszcza wcale żądać nie mieli obowiązku, do spełnienia obrzędów kościelnych do których odbycia często przy takiem zgromadzeniu ludu i księży brakło a miejscowy proboszcz dla uniknięcia ciężkiej kary wywiezienia do Rosji lub więzienia a razem przyspieszenia kasaty kościoła już wtedy zamierzonej, nie mógł przyznać nawet że dał swe zezwolenie unickiemu kapłanowi do odprawiania nabożeństwa w swoim kościele, co było przez rząd dla większego osłabienia Unii zabronionym przez biskupa najchętniej przyjętym i wykonywanym z zasady świętojurskiej nienawiści wszystkiego co polskie i łacińskie. Prawie tak samo rzecz się ma i z paszportem; lubo wewnątrz kraju każdy był obowiązany taki mieć przy sobie to wszelako w tym czasie już po powstaniu nikt nie stawał po wsiach i miasteczkach i nie okazywał go miejscowej władzy chyba tego zażądano, a w Leśnie która ani miastem ani wsią nawet nie jest tylko osadą kościelną, zbudowaną na miejscu lesistym, miejscu cudownego zjawienia się obrazu N. Maryi Panny i żadnej władzy miejscowej nie było, wyjąwszy jak zawsze pełno żandarmów, straży i szpiegów, a tych wyszukiwać nie miał czasu, potrzeby ani obowiązku, bo to raczej do nich należało na każdego zwracać uwagę i śledzić, i sami o to zapytać byli powinni a mieliby okazany, tak samo nie po katolicku i oburzająco niesprawiedliwie postąpił i z księdzem: Szełemetko profesorem Seminarium, administratorem parafii Sielec, Ten w dzień N. Maryi Panny Różańcowej 1868 r. pojechał na obiad do sąsiedniego proboszcza łacińskiego w Kumowie z którym żył w przyjaźni przybywszy około godziny 2 po południu zastał jeszcze nabożeństwo, wszedł więc i sam do kościoła, i jako znajomemu kapłanowi podano stułę, było bowiem jeszcze wiele do spowiedzi. Zrobił więc co powinien był zrobić, wyspowiadał kilku, a gdy wszyscy wychodzili na procesję, przyłączył się do duchowieństwa. Za ten czyn doniesiony przez policję poczytany za zbrodniczy przez sąd konsystorski złożony z Diaczana, Popiela, Krynickiego, Hoszowskiego, galicjan i miejscowych Wójcickiego i Własiewicza pod prezydencją Kuziemskiego i z jego nakazu skazany został na naganę a za karę 25 rs. zapłacenia i tę kwotę aby oszczędzić kompromitacji jawniejszej biskupowi skazany zapłacił.
Czy prawy katolicki biskup nie wzdrygnąłby się na taki postępek tym bardziej czyby śmiał tak postąpić. Czy mógł utwierdzić jako prawo aby duchowni obu obrządków nigdy religijnie w kościele komunikować się nie mogli, i przez to zrywać wszelkie zewnętrzne cechy zjednoczenia obu katolickich obrządków, niezbędne dla ludu i dla Kościoła? Czy nie popełnił zbrodni rozdziału kościołów, czy nie wykroczył, chełpiąc się, że nigdy w kościołach łacińskich mszy nie odprawiał, że Unia będzie silną, gdy się oprze na prawosławiu, tj. schizmie? czy oparta na niewzruszonej opoce Piotra Św., na Namiestniku Jezusa Chrystusa, mniej silna jak na Synodzie Petersburskim? Czy biskup katolicki śmiał to powiedzieć, gdyby to nawet było jego błędną opinią, czy zapomniał, że jedność wewnętrzna, a stąd wynikające zewnętrzne obcowanie kościelne jest dogmatem Unii i wszystkich katolickich obrządków? Zerwawszy ją zewnętrznie, rozrywa się zarazem wewnętrzne węzły jedności.
Świąt nakazanych Synodem Zamojskim, zawsze uroczyście obchodzonych: Bożego Ciała z całą oktawą; Św. Jozafata, patrona Unii, którego nieskazitelne zwłoki w Białej, w tej diecezji spoczywały, jakby na świadectwo świętości obrządku a zbrodni schizmy, wcale nie święcił, aby schizmy nie obrażać, Czy biskup katolicki może komunikować taki rozkaz rządu schizmatyckiego dla wykonania go, (z 27 marca 1869 r. nr. 648), nakazujący, aby unici w wojsku służący nie ważyli się przyjmować sakramentów i obrzędów od łacińskiego kapłana, jak prawo Kościoła każe, ale od schizmatyckiego? Czy nie okazał wyraźnej dążności pomagania rządowi do schizmy w rozkazie surowym, aby wszystkich, od niepamiętnych czasów, choćby i od kilku wieków przeszłych na łaciński obrządek, wykazywać dowolnie i bez sprawdzenia władzom rządowym, ażeby rząd ich potomków zmuszał do powrotu na Unię, a przez to pomnożył wkrótce schizmatyków liczbę, kiedy sam rząd wymagał tylko powrotu przeszłych po roku 1846?
Dla czego, dopominając się surowo o przeszłych na łaciński obrządek, nie dopominał się wcale o przeszłych na schizmę? Czemu nie opierał się niegodziwemu zastosowaniu w małżeństwach mieszanych dwojga obrządków prawa schizmatyckiego kościoła do Unitów; czemu nie żądał usunięcia gwałtów, na zgubę Kościoła ciągle wymierzanych? Dla czego obojętnie dozwalał gwałcić prawo kanoniczne w bezprawnym usuwaniu księży z probostw, najbardziej zacnych i prawych, a nie usuwał sam łotrów przybyłych z Galicji, swoim postępowaniem gorszących i hańbiących godność człowieka, nie tylko kapłana?
Dla tego, odpowiadamy, że wolał to robić, czego żądał od niego rząd schizmatycki, aniżeli to, co nakazywał Kościół św. jego sumienie i jego pasterski honor. Dla tego to na rozkaz rządu przyjął i nagromadził w konsystorzu pełno ksiąg kościelnych schizmatyckich, aby były gotowe do rozesłania po diecezji, nakazał i przysłał wzory drukowane, wykazujące po szczególe familią cesarską dla wyliczania jej kilka razy we mszy, przeciwko zwyczajom Kościoła, dogadzając tylko zwyczajom schizmy; również nadesłał do odprawiania nabożeństwa za cara książki aprobowane przez Synod Petersburski, z modlitwami za tenże Synod. Wszystko to są zbrodnie, jego katolickie sumienie obciążające; lecz to nie dosyć: wykroczył on jeszcze ciężko przeciwko religii ze swoich zasad politycznych, z zasad przewrotnych i przesadzonej miłości swojej urojonej ruskiej narodowości, za którą przez Moskali uwielbiony był tu jeszcze w Galicji i nagrodzony od nich orderem; popełnił błąd okropny, przyjmując do wykładów nauk teologicznych w seminarium język rosyjski, wyrzekając się języka Kościoła katolików powszechnego, zapewne z tej przychylności, jaką miał zawsze dla latynizmu, i zbudował przez to najpewniejszy most do przejścia Unii na schizmę.
Zapomniał nieszczęsny biskup, że język moskiewski nie dopuszcza i nie ma w sobie żadnego katolickiego dzieła, i że rząd, korzystając z tego, natychmiast wyznaczył dzieła schizmatyckiej teologii, których się profesorowie trzymać powinni. Do prawa kanonicznego nakazano za wzór zwykłe dzieło, zupełnie niezgodne z katolickim, greko - rosyjskiego Kościoła, a przez samo używanie tego języka i dzieł w nim wydanych, musi się każdy przejmować szkodliwym dla religii duchem pism tych i zwiększać jad zgubny dla religii, Kościoła i narodu. Zanadto miał oświecenia, aby tego nie poznawał, dla tego wszystko domyślać się każe, że jeszcze przed objęciem rządów diecezji był w myśl rządu wtajemniczony i zgodził się na jego niecne zamiary.
Ciągle i wszędzie widział zasadzki na Unię, wszystkie jej fundamenty gruchotane bezbożnie, wiedział o tym jako biskup katolicki że w razie upadku Unii lud wierny ostatni przytułek znajdzie w drugim katolickim obrządku łacińskim a przecież milcząc na gwałty rządu w zabijaniu Unii nie może darować szukającym ratunku w łacińskim obrządku a zarazem i większego uświętobliwienia, i nie tylko dobywać każe od niepamiętnych czasów przeszłych na obrządek przodków i ich potomków, gwałtem nawraca do opuszczonego może ze słusznych powodów przez ich przodków obrządku, ale jeszcze znieść nie może łączenia wszelkiego unitów w pobożnym celu z łacińskimi, gdy ci widząc w tamtym obrządku więcej środków do uświątobliwienia chcieli z nich korzystać i w tym celu wyjednywa odezwę do biskupa Lubelskiego Baranowskiego, aby go zobowiązać pod naciskiem rządu drogę do schizmy torującego, żeby tenże polecił nie przyjmować Unitów do żadnych bractw i stowarzyszeń w łacińskich kościołach.
Odezwę tę nie dla dobra ale dla zguby Unitów obrachowaną i dla przecięcia mu wszelkiego ratunku i ucieczki od zarządzającego sprawami wyznań tak zwanych obcych do których i katolicką religię policzono jako religię nie panującą bo nie religię Cara i rządu, cytujemy tu co do słowa tak jak do diecezji przesłana była dla wiadomości:
Biskup Chełmskiej Diecezji.
N. 1248,
Dnia 23 Czerwca 1870 roku.
M. Chełm cyrkularnie przez Dziekana.
Załączając przy tym kopię z otrzymanej kopii Pana zawiadującego duchownymi sprawami obcych wyznań w Królestwie Polskim z dnia 14 Maja r. b. pod N. 552 do zarządzającego Lubelską rzymskokatolicką Diecezją o zabronieniu wypełniania obrzędów dla Unitów i przyjmowania greko - unitów do kościelnych bractw przedkładamy Waszej Przewielebności do zakomunikowania jej duchowieństwu powierzonego Wam dekanatu dla wiadomości i zastosowania się.
Michał Biskup.
Najprzewielebniejszemu zarządzającemu Lubelską Diecezją Sufraganowi biskupowi Baranowskiemu. Urzędową drogą doszło do wiadomości wyższej władzy że niektórzy parafialni rzymskokatoliccy księża w tej liczbie duchowieństwo miasta Tomaszowa Lubelskiej guberni przyjęli w skład miejscowego szkaplerznego bractwa wielu unitów wpisali ich w bractwo z uroczystą ceremonią i propagują w ich myśli iż członkowie bractwa uniccy obowiązani są przez całe życie uczestniczyć w śpiewaniu polskich godzinek, różańca i w ogóle w kościelnej służbie Bożej.
Biorąc na uwagę że według dokładnego rozumienia znanych waszej Biskupiej Mości jak rządowych tak papieskich postanowień, rzymskokatolickie i grecko - unickie wyznania nie mogą być mieszane, i że katolickiemu Duchowieństwu stanowczo wzbroniono przyjmować jakiekolwiek uczestnictwo w spełnianiu obrzędów dla unitów według rozkazu Jego Ekscelencji Namiestnika najuniżeniej proszę Waszą Biskupią Mość polecić jak proboszczowi Tomaszewskiej parafii i w ogóle wszystkim podwładnym mu księżom, aby wykreślili bezzwłocznie wszystkich unitów ze wspomnionego szkaplerznego bractwa z zastrzeżeniem że oni nie powinni przyjmować żadnego udziału w łacińskim nabożeństwie i najsurowiej zabronić duchowieństwu powierzonej Waszej Biskupiej Mości diecezji pod osobistą odpowiedzialnością dopuszczać kiedy greko - unitów jako członków do kościelnych bractw i jakiego bądź kolwiek nazwania.
Jednocześnie skomunikowano się z właściwymi gubernatorami i miejscowymi cywilnymi władzami aby miały nadzór nieustający nad wypełnieniem obecnego rozporządzenia ze strony rzymskokatolickiego Duchowieństwa.
Cyrkularne zaś rozporządzenie jakie będzie wydane przez Wasza Biskupią Mość w tym przedmiocie do duchowieństwa zostającego pod Jego zarządem najuniżeniej proszę zakomunikować mnie w uwierzytelnionej kopii.
Jest powszechną prawie zbrodnią świętojurców galicyjskich że nawet, ludowi wychodzącemu do Kongresówki za paszportem do robót lub na flis, każą w razie potrzeby religijnej nie do łacińskiego ale do schizmatyckiego kapłana udawać się z tej zasady i szef ich Kuziemski ani słowa nie wyrzekł na gwałty schizmatyckie, owszem dosyć do nich pomagał bo całą siłą bronił od prawego łączenia się unitów z łacinnikami.
Charakter jego katolicki jeszcze maluje bardzo dokładnie jego raport o stanie Diecezji do ministra oświecenia Hr. Tołstoja prokuratora Synodu podany a który przetłumaczony z pisma rosyjskiego „Goniec urzędowy „Prawitelstwenyj Wiestnik" co do słowa przywodzimy:
Wspólnymi siłami łacińskiego duchowieństwa i szlachty obrządek ruski po części zniszczono i zastąpiono przez łaciński? przy czym ludność ruską zamieniono na polską, po części zaś obrządek ruski skażono do tego stopnia, że trudno już odróżnić cerkiew ruską od łacińskiego kościoła, i obrządek grecki od łacińskiego? (co za przesada!). Obrządkowi greckiemu i cerkwiom ruskim groziło niebezpieczeństwo wyrzucenia w niedługim czasie za rzekę Bug, a ludności ruskiej zniknięcia zupełnie w Królestwie Polskim, podobnie jak przedtem Ruś wyciśniętą została z za Wisły i z za Wieprza przez stałe i usilne staranie misjonarstwa łacińskiego i szlacheckiego. Nie wątpliwie cel tego wspólnego misjonarstwa był więcej polityczny, aniżeli religijny; z religijnych względów nie było potrzeby przemieniać na łacinników unitów, należących do jednego z łacinnikami rzymskiego Kościoła. Chodziło tu o narodowość.
Za najlepszy środek tej propagandy było uważane poniżenie obrządku greckiego wobec łacińskiego, i języka ruskiego wobec polskiego. Prostaczek widział wszędzie i we wszystkim kwitnięcie obrządku łacińskiego, pogardę swej wiary (?) i języka, i natrząsanie się z nich, i zaczął wzdychać do łacinizmu i do polonizmu, jakby do czegoś lepszego.
W tych miejscowościach, gdzie obok biednej cerkwi stał wspaniały łaciński kościół, grzmiący muzyką i śpiewaniem wszelkiego rodzaju, ludność ruska patrzała na kościół i obrządek jego z podziwem i zazdrością. (cóż temu winien Kościół łaciński?) Podbita tym, co widziała w kościele, ludność ta albo zaprowadzała podobieństwo kościoła w cerkwie, albo też opuszczała ostatnie i przechodziła na łacinizm. (Ks. biskup Kuziemski potrącił tu niezawodnie o jeden z prawdziwych powodów przyjęcia do nabożeństwa ruskiego niektórych zwyczajów Kościoła łacińskiego, ale jakaż w tym zbrodnia Kościoła lub duchowieństwa ruskiego, które w ten sposób chciało obrządek swój wzbogacić?)
Dopomagało do tego i samo duchowieństwo unickie, po części rozmyślnie i dobrowolnie, po części przymusowo (jaki dowód ?); w ostatnim wypadku szło ono tam. kędy je prowadziła łacińsko - polska ręka patrona. Nacisk łacinizmu, polonizmu i patronatu wydał najszkodliwsze dla obrządku wschodniego owoce, albowiem wprowadził do niego wszelkiego rodzaju łacińskie dodatki.
Zewnętrzna postać cerkwi straciła swój pierwotny charakter, wnętrze ich przybrało podobieństwo kościołów łacińskich; uchylono ikonostasy i carskie wrota, postawiono mnóstwo ołtarzy, zbudowanych w ten sposób, iż przy nich nie podobna było odprawiać nabożeństwa według obrzędów wschodnich; wystawiono obrazy świętych, których nie znał Kościół ruski (jak to! nie miało się gdzie wywieszać obrazów świętych, przez Kościół rzymski kanonizowanych? czy to Kościół ruski - unicki nie jest jednym z rzymskim Kościołem?), umieszczono organy, (niesłychana zbrodnia!), wprowadzono polskie modlitwy (godzinki, różańce) i polskie w kościele kazania.
Posłuszny swemu patronowi duchowny ruski wykonywał liturgią na sposób łaciński albo też wprowadził swych parafian do łacińskich klasztorów i kościołów pod pozorem, że w unii wszystko jedno, czy kościół, czy cerkiew, (czy ks. biskup sądzi, że nie tak?). i na koniec rzecz doszła tak daleko, że ruska cerkiew została opuszczoną, a kościół przepełnił się wiernymi grecko - unickiego obrządku...
Skażenie obrządku greckiego, dochodzące do ostateczności, nie mogło być dłużej cierpiane. Uznali to i sami biskupi chełmscy W nowszych czasach (1841 r.) biskup Szumborski wszczął przywracać obrządek grecki, (powiedzieliśmy wyżej str. 19, jak się rzecz miała z tym mniemanym przywracaniem obrządku greckiego), ale próba ta wzbudziła tak powszechne oburzenie polskich patronów i podburzanego {?} przez nich ludu, że biskup zmuszony był od swego zamiaru odstąpić. Potem nie pozostawało żadnych przeszkód do każenia obrzędu greckiego; napływ łacinizmu i polonizmu przybrał najobszerniejsze rozmiary, i nawet biskupi chełmscy dozwalali wprowadzania po cerkwiach bractw różańcowych, szkaplerzy i wszelkich polskich modlitw, organów, pieśni itp. Mowa polska stanowczo zapanowała).
Nigdy nie było inaczej, co większa, Chmielnicki buntownik, idąc na Polskę, odezwy swoje do wojska swego buntowniczego po polsku wydawał a metropolita schizmatyk Kosowicz odezwy do diecezji równie po polsku, wyraźnie nadmieniając, że jesteśmy poddani króla i dziećmi Polski choć religii innej, i królowi wierni być powinniśmy
Ostatnie powstanie w Królestwie Polskim otworzyło oczy na ostateczne niebezpieczeństwo, zagrażające tam ludności ruskiej. Wniknąwszy w biedne położenie ludu ruskiego i samego greko unickiego wyznania, postanowił rząd silną ręką podtrzymać i ochronić ruską narodowość i wyznanie,
Ruskiego wyznania nigdy nie było i nie ma, wyjąwszy moskiewskie czyli przez nich ruskie nazywane.
używając do tego odpowiednich i rzeczywistych środków.
Zaprawdę, czytając ten raport zdaje się, że to nie pismo biskupa katolickiego, dbającego o dobro owieczek sobie powierzonych, lecz nota polityczna dyplomaty. Nigdy biskup katolicki tak przemawiać nie mógł do wrogów katolicyzmu, nigdy tak szkalować swojej religii wyznawców. Zbrodnia przeciw sumieniu, zbrodnia świętokradztwa zawiodła go na podobne bezdroża. Jakiż mógł być cel podobnego pisma? Nie inny, nad żądanie wsparcia od rządu schizmatyckiego do zagłady w diecezji chełmskiej tego wszystkiego, co zewnętrznie unitów odróżniało od schizmy moskiewskiej i co żywo przypominało ludowi prostemu jedność jego Kościoła z Kościołem łacińskim, i zatrzymywało w nim ducha żywej pobożności. Pisząc podobny raport musiał być przekonanym, że pracuje dla schizmy. Inaczej sądzić nie możemy w okolicznościach, jakie tam go otaczały, a jeśli nie był o tym przekonanym, to musimy wyznać, że posiadał w duszy nie wyjaśnioną niczym wygórowaną nienawiść, niegodną człowieka prostego, nie tylko kapłana i biskupa, do latynizmu i polonizmu, i nie spostrzegł, jak jego zwolennicy w Galicji przez miłość przesadzoną ruskiego a nienawiść polskiego języka i dążność do dawnych schizmatyckich obrzędów stali się pomocnikami Moskwy do schizmy i morderstwa swych własnych braci, i ich samych nieprzyjaciółmi i zdrajcami.
Swoje świętojurskie szaleństwo do takiej posuwał przesady że sam się musiał wydawać najbardziej godnym pośmiewiska, bo gdyby udawał, maskę dobrego katolika, to jego własna przesada zdradziłaby go i na jaw jego zasady i charakter wydała. Nie cierpiał nawet żadnych imion w łacińskim kalendarzu podanych, jeśli te nie były w słowiańskim brewiarzu w czym już gorzej od samych moskali postępował, gdyż ci wszystkie imiona świętych katolickich nawet samych papieży uznają i szanują, którzy żyli do epoki ich oderwania się od Kościoła katolickiego; Unici bez różnicy przyjmowali imiona świętych katolickich a żaden Kanon kościelny różnicy miedzy świętymi nie czyni, jest to uprzedzenie złączone z nienawiścią latynizmu i polonizmu oboje występne i nie godziwe w katolickim kapłanie.
Kierowany tą nienawiścią, odmówił księdzu Stanisławowi Łęckiemu święceń dlatego, że imię jego Stanisław choć czysto słowiańskie nie znajduje się w brewiarzu Słowiańskim i dopiero dowiedziawszy się o jego drugiem imieniu Symeon, pod tym imieniem go wyświęcił. Przedrzeźniając i wyśmiewając imiona przyjęte w katolickim kościele nie chciał uznać w kleryku Górskim imienia Henryka, a zapomniał o tym co mu jeden z księży dał poznać że jego własne imię Michał nie jest ani polskie, ani słowiańskie, tylko żydowskie (hebrajskie) a mnóstwo jest imion w słowiańskim kalendarzu których nikt by przyjąć nie chciał bo nie są znane, nawet były zdarzenia że lud prosty obrażał się i za szyderstwo z siebie poczytywał gdy mu je nadać chciano n. p. Lupa, Dado, Maury, Akila, Ermip, Pist, Zotkij, Pteoprepij, Sozypator, Wassa, Wukot itd. Cyrkularz jego w tym względzie przytaczamy tu co do słowa:
Biskup Chełmskiej Diecezji.
Nr. 3067.
Dnia 7 Lutego 1870
Miasto Chełm Parafialnemu Duchowieństwu.
Doszło do wiadomości jak duchownej tak i świeckiej władzy że wielu z greko - unickich księży w wydawanych przez nich metrycznych ekstraktach z ksiąg cywilnego stanu zapisują imiona nie stosując się do imion znajdujących się w cerkiewnym modlitwosłowie a trzymając się zdrobniałych imion i używanych przez miejscowy lud prosty i szlachtę, że zamiast np. Joann Hryhoryj, Euprozynia, Aleksandra Marya itp. piszą Jaśko albo Jan, Hryć, Fruzyna, Aleksa. Maryanna. Nie ograniczając się na tym wspomnieni księża wpisują w metryczne księgi same nazwiska nie akuratnie, nie zestawiając ich z nazwiskami ojców i dziadów, skracają w takowych końcówki przez co ruskim nazwiskom przydają odcień polskich i tym sposobem w skutek niepodobieństwa imion i nazwisk zapisanych w metrycznych księgach i w ekstraktach z cnych z rzeczywistymi często rodzą się nieporozumienia przy zastosowaniu wspomnianych dokumentów do sprawy.
W celu usunięcia wyżej wzmiankowanego złego, umknięcia nieakuratności i zaniedbywania ze strony duchowieństwa powierzonej nam diecezji przy zapisywaniu imion i nazwisk w księgi stanu cywilnego polecamy i rozkazujemy całemu w duszpasterstwie zostającemu duchowieństwu co następuje:
Nie nadawać na chrzcie św. niemowlętom obojga płci imion nie znajdujących się w powszechnie używanym modlitwosłowie św. wschodniej Cerkwi imiona wpisywane w księgi stanu cywilnego przy chrzcie, ślubie i pogrzebie pisywać nie w zdrobniałym kształcie ale zupełnie tak jak te imiona znajdują się w modlitwosłowie albo trefotogionie albo minei. Nazwiska wpisywane w księgi stanu cywilnego osób zestawiać dokładnie z imionami ich ojców i dziadów i nie dodawać do nich nic ani ujmować albo skracać w takowych końcówki tak żeby familijne nazwiska ludności chełmskiej diecezji nie miały obcego odcienia ale zostały takimi jakimi były od dawna.
Obecne polecenie nasze raczą wasze Przewielebności donieść do wiedzy podwładnego sobie duchowieństwa, zalecić onemuż dokładne wypełnienie tego rozkazu, a każdy wypadek sprzeciwienia się donieś do wiadomości naszego Konsystorza.
X.
Po wydaniu okólnika z dn. 23 paźdź. 1868 rozeszły się wieści o przyjeździe biskupa Kuziemskiego do Galicji, i rzeczywiście mało było słychać o biskupie. Moskwa coraz mniej o nim mówiła, wielu moskali wahało się o uiszczeniu przez niego swoich nadziei, a nasi twierdzili, że coraz lepiej poznając moskali, stygnie w swej do nich miłości. Lecz mylili się wszyscy. Biskupa chęci zwróciły się do otrzymania Metropolii Lwowskiej, osieroconej przez śmierć ks. Litwinowicza, lecz gdy go nadzieja ominęła, znowu dalej zaczął prowadzić swe dążenia moskiewskie i ogłosił następny list pasterski, nr. 88 z dn. 29 marca 1869 r. poprzedzony odezwą konsystorza tu załączoną:
Chełmski greko - unicki diecezjalny Konsystorz.
Nr. 403.
Dnia 28 Lutego 1870 roku.
M. Chełm.
Załączając niniejszym dla każdej parafii powierzonego Wam Dekanatu po jednym egzemplarzu cyrkularnego rozporządzeni 15 Stycznia 1870 r. N. 2038. Konsystorz nakazuje Wam najprędszą drogą rozesłać oneż po dekanacie i przedstawiwszy podwładnemu Wam duchowieństwu całą ważność niniejszej kwestii; naznaczyć jednocześnie dzień i datę dekanalnego zebrania na którym wszystko w onym zalecone będzie poddane pod ostateczne osądzenie. Przy oznaczeniu terminu zebrania trzeba zresztą kierować się tą okolicznością, ażeby każdy ksiądz miał dosyć czasu dla dojrzałego rozpatrzenia tej kwestii i w ogóle dla wypełnienia wszystkiego na niego włożonego.
Co się zaś tyczy spisu greko - unitów którzy przeszli na łacińskie bez dyspensy Św. Stolicy rzymskiej. Co takowy ułożony na alfabetycznym porządku powinien się składać z następujących działów: 1. Numer porządkowy, 2. Imię i nazwisko, 3. czas przejścia na łaciński obrządek, 4. do której parafii łacińskiej został zaliczony. Spis osób pochodzących od greko - unitów nieprawnie ochrzczonych według łacińskiego obrządku dokąd należą wszyscy ci których przodkowie w ogólności wyznawali greko - unicki obrządek, powinien być ułożony podług alfabetycznego porządku i zawierać w sobie działy: 1. Numer porządkowy, 2. Imię i nazwisko nieprawnie według łacińskiego obrządku ochrzczonego, 3. czas urodzenia, 4 Imię i nazwisko jego rodziców, 5. gdzie zapisany jego akt urodzenia. Na posiedzeniu zredaguje się protokół, gdzie powinny być wypisane w ogólnym wywodzie wszystkie sposoby które miejscowi księża uznawaliby za dogodne i pożądane dla pomyślnego nawrócenia „na łono swojej cerkwi owieczek które się odstrychnęły. Protokół dekanalnego zebrania z załączeniem wyżej wspomnianych spisów i podań każdego z podwładnych Wam księży przedłożyć konsystorzowi nie później jak 1 Lipca b. r.
Biskup Chełmskiej Diecezji.
Nr. 2053.
Michał.
W granicach obecnej Chełmskiej Rusi niegdyś mieszkała ludność czysto ruska, wyznająca greko - unicki obrządek. Ale nastał czas zamieszania dla naszej Cerkwi i narodowości. Ruś podpadła pod władzę Polski. Od tego czasu liczba ruskich coraz to się zmniejszała. Zrazu odstępowała od swego Kościoła szlachta za nią poszło mieszczaństwo, a na koniec włościanie. Od przyjęcia przez przodków naszych złączenia ze świętym rzymskokatolickim Kościołem, rzymscy Papieże w rożnych czasach i wielekroć razy podnosili swój głos w obronie naszej grecko - unickiej Cerkwi, lecz zawsze na próżno: Polska propaganda działała nad zniszczeniem Rusi i jej Kościoła. (Jakaż to złośliwa ironia, polska propaganda pod knutem moskiewskim działa nad zniszczeniem Rusi i jej Kościoła ! ! ! czy sam biskup wierzył w to, co pisał? Zaiste słowa takie uchodziłyby może w ustach czynownika moskiewskiego, ale nie uchodzą żadną miarą w ustach biskupa katolickiego!) Za dowód służą prawie wszędzie zniszczone nasze domy boże i znaczna ilość w każdej parafii tych, co odstąpili od swej wiary i narodowości.
Ponieważ takie przejścia na inną wiarę, (więc to wiara rzymskokatolicka inną jest wiarą aniżeli wiara ruska, unicka?) odbywały się samowolnie i bez uznania Stolicy rzymskiej, należy je uważać za bezprawne i nie rzeczywiste; w skutek tego wszyscy osobiście przyłączeni do łacińskiego Kościoła i z nich zrodzeni winni wrócić na łono swego naturalnego grecko - unickiego Kościoła. Pytanie to należy do najtrudniejszych. Czy zaś jego rozwiązanie wiele zależy od miejscowych okoliczności, postanowiliśmy uprzednio przedłożyć takowe do wszechstronnego obejrzenia naszemu duchowieństwu,
W powyższym celu nakazujemy każdemu proboszczowi wygotować :
1. prawdziwy, wierny spis wszystkich, którzy sami przyjęli łaciński obrządek;
2. takiż spis wszystkich zrodzonych a bezprawnie przeszłych na łaciństwo, a przy układaniu spisów nie trzeba ograniczać się żadnym terminem;
3. po utworzeniu spisu i zbadaniu wszystkich miejscowych okoliczności, mogących dobroczynnie wpłynąć na odstępców, każdy proboszcz ma podać dokładny raport, w którym wyrazi, jakich środków dotychczas używał dla osiągnięcia podobnego rezultatu.
Tak raport jak spisy w przeciągu czterech miesięcy należy wygotować dla możności przejrzenia ich na następnym diecezjalnym zjeździe.
To już widocznie pracuje dla schizmy, od wieków zmarłych przodków porusza w grobach, poczytując za zbrodnię, że oni i przodkowie ich, może ze słusznych powodów, zmienili obrządek a nie wiarę, aby ich gotowych przez Unią oddać na pastwę schizmie, bo przecież znał świeżą historią Unii na Litwie i wiedział, do czego dąży wściekłość moskiewska, i niebaczny! ileż rzucił boleści w duszę strapionego i tak ludu, wiedzącego dokładnie, iż to dąży do zguby ich duszy. Zapomniał, że to polecenie, niby na drodze legalnej wydane, a dobrze celom schizmy służące, pobudzi wszystkie władze moskiewskie do jego egzekucji, które z właściwym im mongolstwem nie będą oszczędzać kar dla wiernych swej wierze, aresztów, kontrybucji, razów i wygnania, a pewnie by nie podniósł głosu i jednego wyrazu, gdyby który schizmę przyjął. Sam dopomagał rządowi do ucisku, wykazując nie tylko katolików łacińskich do prześladowania wściekłej schizmie, ale nawet złość posunął do kościołów łacińskich wśród Unii położonych, projektując ich skasowanie, i to w liczbie kilkudziesięciu, aby Unią podług swej myśli swobodniejszą uczynić. Najprzód wykazał kościoły, do których lud unicki od dawna najliczniej się zgromadzał, jak Leśne, Radecznicę, Kodeń, słynące od wieków cudownymi obrazami. Pomimo wszelako wszystkich tych zasług, nagrodzony został, jak zawsze czyni zdradliwa Moskwa; podkopany przez tych z Galicji, którzy byli jego najbliższymi braćmi i których niemało naprzyjmował, w początkach 1871 r. przez ukaz cesarski od rządu diecezji pod pozorem słabości zdrowia ze zdziwieniem wszystkich uwolnionym został. Wszyscy badali, jaka tego przyczyna? Cytujemy co do słowa zdanie o tym Tygodnika katolickiego.
„Biskup Kuziemski dotąd działał w myśl rządu; kłócił swych Rusinów, z Polakami na jednej żyjących ziemi, czynnie dopominał się znoszenia parafij łacińskich, usuwania kapłanów nienawistnego sobie obrządku: zabierał kościoły duchowieństwa łacińskiego; targnął się na sumienia ludzi, i by pomnożyć liczbę swych diecezjan, wymógł na rządzie gwałtowne środki przyprowadzenia do Unii tych, których rodziny od dwóch wieków przeszły do łacinizmu; pozwalał swym księżom zapuszczać brody, przyodziewać się w ryzy z szerokimi rękawami, głowy stroić kołpakiem, sam wreszcie gorszył lud swój, wzywając schizmatyckich diaków (śpiewaków) do usługiwania sobie przy uroczystych celebrach; wszędzie stronił od katolickich kościołów i biskupów; nawet w razach koniecznych nie korespondował z nimi, ale wprost z naczelnikami powiatów, lub z władzami wojskowymi, a te dopiero odnosiły się do katolickich konsystorzy; wreszcie wyraźnie oświadczył, że wszystkie przywileje prawosławia jego obrządkowi służą, a więc w małżeństwach mieszanych wszyscy na ryt rusiński ochrzczeni być winni. Te i tysiąc innych posług, jakie ten biskup oddał rządowi i schizmie, zdawały się stawiać go na granitowym piedestału potęgi niezachwianego zaufania. Tymczasem inaczej się stało. Spadł ze swej wysokości i przekonał się, że ludzi jemu podobnych nie zabraknie nigdy. W dalszym więc pchaniu św. Unii na zgubę wyręczy go odtąd Popiel, który z dawna już pod swym biskupem miał kopać dołki, nie mogąc mu zapomnieć, że ks. Kuziemski uprzedził go do mitry, która właśnie jemu miała się dostać. Pierwotnie bowiem, (jak utrzymują), było zamiarem rządu zrobić biskupem chełmskim ks. Popiela, który jeszcze we Lwowie zostając dał się poznać ze swego przewrotnego charakteru.
„Tymczasem podobno p. Lebiediew podsunął ks. Kuziemskiego, sądząc go zdolniejszym do przeprowadzenia jedności Unii z prawosławiem. Ks. Popiel więc za pastorał dostał tylko kanonię chełmską: ale będąc zapewne wtajemniczony w pacta conventa, jakie niewątpliwie rząd podał biskupowi Kuziemskiemu, starał się na każdym kroku okazywać, iż prędzej i skuteczniej by działał. Zatem tworzył sobie partię. A nie trudno mu było, gdyż nie brakło żywiołu z licznych księży, w celach rządu sprowadzonych z Galicji, mianowicie ze lwowskich świętojurców, którzy na wszystko będąc gotowi, w nowym zjednoczeniu ze schizmą widzieli materialne swe korzyści.
I sam ks. Kuziemski nie wstydził się odezwać, że unia świetnie może stanąć, gdy oprze się na prawosławiu. Tak też działał, ale ostrożnie i podstępnie, zrywając wpierw wszelkie związki i miłość z Kościołem łacińskim, oburzając przeciwko niemu swych diecezjan. Żywioł rusiński stawiał w miejsce Unii św. i pod pozorem nienawiści rodowych, o których, dzięki Bogu, w naszych stronach nigdy się Rusinom nie śniło, chciał wieść walkę z katolicyzmem, w którego pozory do czasu się przyodział. Zręczny ten machiawelizm nie odnosił pożądanych skutków, gdyż raczej lud stanął w opozycji przeciw swoim pasterzom, zwłaszcza z Galicji powołanym, i okazał się godnym miana chrześcijan pierwszych wieków przez swą stałość w wierze a nawet cierpienia. Ks. Popielowi jednak spieszno było, i bądź co bądź postanowił przybrać na siebie charakter niegodnego Siemiaszki, i tę smutną sławę odebrać między Scyllą a Charybdą wahającemu się biskupowi Kuziemskiemu. Mówią, że udał się do Petersburga z oskarżeniem swego biskupa o powolne działanie. A gdy ks. Kuziemski upominał się u ministra, iż nie chce być malowanym biskupem, i nie może znieść, aby podwładny mu kapłan bez jego pozwolenia oddalał się na długi przeciąg czasu od swych obowiązków, iż raczej wolałby postradać władzę, niż pozwolić na takie jej sponiewieranie; korzystając z tego, a mając większe obietnice od ks. Popiela, rząd oddał mu tymczasowo kierunek diecezji, a ks. Kuziemskiego usunął".
Zdanie to uważamy za zupełnie prawdopodobne, dodamy tylko, co pewna, że Kuziemski w piśmie swoim do ministra wyraźnie nadmienił, że stracił zdrowie już, rządząc diecezją wśród ciągłych przeszkód i uwłaczań jego władzy ze strony władz rządowych, nieprawnie się mieszających, i z tego właśnie wzięto powód jego choroby do usunięcia go od rządów diecezji, mając napiętego Popiela, który daleko więcej obiecywał. Sądzą drudzy, że przygotowawszy wszystko, dobrowolnie ustąpił aby nie nosić na swym czole i duszy piętna haniebnego zdrajcy siebie i ludu mu powierzonego. Zdaje się to może być prawdą, sądząc z okoliczności wyzucia się spiesznego jeszcze przed rokiem z kupionej własności, i niejakiego przygotowania się do zmiany położenia. Jakkolwiek bądź i z jakichkolwiek pobudek postąpił, z orderem I. klasy św. Stanisława zaraz wyjechał do Galicji i ciągle we Lwowie przebywał na łożu boleści, złożony ciężką i ciągłą chorobą. Kuziemski umarł w grudniu 1879 r.
Ustąpieniem swoim nieprawnym bez zezwolenia Stolicy Ap. nie pokazał się dobrym pasterzem i dopełnił miary swej hańby. Opuścił owce, gdy widział nadchodzącego wilka, nie korzystał ze szlachetnych biskupów łacińskich przykładu, bo ich jak wszelkiego latynizmu nie lubił, a przecież oni daleko szlachetniej postępowali. Nie korzystał ze szlachetnego wzoru ks. biskupa hr. Łubieńskiego, którego zwiedzając diecezję swoje w Augustowskiem, spotkał więzionego na wygnanie i z nim się widział. Gdyby był poszedł za jego przykładem, zmazałby był wszystko złe wyrządzone, usprawiedliwiłby położone zaufanie: Naczelnika Kościoła, duchowieństwa i ludu nieszczęśliwego, który go z uwielbieniem i nadludzka nadzieją witał przybywającego, a przeklinać musiał, żegnając nikczemnie uciekającego. Bał się zapewne wygnania, Syberii, nie pamiętać na to, że biskup katolicki boi się tylko swego sumienia i sądu Boga.
Co większa, splamił się jeszcze nie do przebaczenia, że na żądanie Stolicy Apostolskiej nie protestował przeciwko powierzeniu administracji diecezji przez rząd Popielowi, ani opuszczając diecezję, ani zostając już w bezpiecznym w Galicji schronieniu. Patrząc bezstronnym okiem na działanie Kuziemskiego, trudno nie przyznać, że ciągle swymi czynami torował drogę schizmie: trudno nawet nie powiedzieć, aby nie wiedział co robi, a stąd aby nie był w oczywistej z rządem zmowie. Wiedział sam dobrze, jak duchowieństwo i lud byli z przybycia jego szczęśliwi, a przecież pomimo potrzeby sprowadzał księży z Galicji, którzy się stali jego i Kościoła zdrajcami: obsadzał ich na wyższych konsystorskich posadach, dawał korzystniejsze w diecezji miejsca, a oni jemu i Kościołowi czarną się odpłacili niewdzięcznością. Widać, że nie znał swoich braci, albo znał ich i dobierał według siebie. Sam potem głośno oświadczył, że nie ma nic do miejscowego duchowieństwa, a galicyjskim księżom wszystko złe przypisywał. Wszyscy tylko ubiegali się o względy rządu, tak że gdyby nawet i chciał co dobrego zrobić, sparaliżowaliby jego zamiary w ogóle dla przypodobania się rządowi. Publicznie bluźnili i szydzili z katolicyzmu i Namiestnika Kościoła; wszyscy nauczali przeciw zasadom wiary, ulegali chętnie rządowi, nawet uprzedzali zamiary tegoż przeciwko religii. Zdradza go własny sekretarz, z nim razem przybyły, i zostaje przyjacielem Popiela, a Popiel, dawszy się poznać z nikczemności, wprost udał się do Petersburga, i tam zawarł z ministrem układy, mocą których biskup usunięty a jemu władza i rządy diecezji powierzone zostały współcześnie wydanym carskim ukazem. Ukaz ten jako też i rozporządzenie w tym względzie ministra oświecenia Hr. Tołstoja cytujemy co do słowa :
Ukaz do rządzącego Senatu.
Starszemu kanonikowi greko - unickiej katedralnej Kapituły Marcelemu Popielowi najmiłościwiej rozkazujemy zarządzać Chełmską greko - unicką diecezją w stopniu administratora tejże. Na oryginale własną Jego Cesarskiej Mości ręką podpisano
Alexander,
W Petersburgu dnia 16 Marca 1871 roku. Kontrasygnował Minister Kr. Tołstoj. Minister publicznego oświecenia. Kancelaria do spraw greko unickich N. 291, 16 Marca 1871 roku.
Do Jego Przewielebności Administratora Chełmskiej diecezji Kanonika Marcellego Popiela.
W skutku najpoddaniejszej prośby Jego Ekscelencji ks. Michała Kuziemskiego z dnia 20 Stycznia r. b. uwolnienia go z powodu zniszczonego zdrowia od rządzenia Chełmską Diecezją, Jego Cesarska Mość ukazem tego dnia wydanym do rządzącego Senatu najłaskawiej raczył uwolnić go od obowiązków naczelnika diecezji a w wydanym następnie tego dnia najwyższym ukazie do rządzącego Senatu Jego Cesarska Mość raczył rozkazać powierzyć Wam zarząd Chełmską Diecezją w godności administratora onej. Mając zaszczyt komunikować Waszej Przewielebności poświadczoną kopię Najwyższego Ukazu o najmiłościwszym wyznaczeniu Was na administratora Chełmskiej Diecezji najpokorniej upraszam po otrzymaniu niniejszego objąć najwyżej włożony na Was obowiązek; o skutku tego raczy Wasza Przewielebność powiadomić mnie.
Minister Oświecenia Publicznego Hrabia Demetry Tołstoj. Zarządzający Kancelarią spraw greko - unickich SidorskL
Mając przyrzeczoną sobie wszelką pomoc władz rządowych i wojennych, w dniu 25 marca r. 1871 nr. 691 poleca konsystorzowi ogłosić siebie administratorem diecezji. Pochwyciwszy w szatańskie szpony biedną diecezję, odświeżył w pamięci wszystkich czasy Nerona i Dioklecjana, ale też zarazem i wywołał z grobu równie owych wielkich męczenników pierwszych wieków Kościoła, na których męstwo w mękach i wiarę świat pogański ze zdumieniem patrzał i nawracał się, uosobione w męstwie i śmierci za wiarę biednego ludu unickiego, którego łzy, cierpienia i krew niewinnie przelana wołają o pomstę na niego i morderców do Boga i wszystkich ludów świata tego.